czwartek, 1 grudnia 2016

Magiczna szachowa noc w Nowym Jorku - Magnus Carlsen obronił tytuł Mistrza Świata deklasując Sergieja Karjakina w dogrywce 3-1!!


Wczorajszy ranek, bo od tego wypada mi zacząć, spędziłem w rozjazdach. W samochodzie słuchałem piosenek w radiu "Zet Gold" i w pewnym momencie prowadzący zaczął czytać horoskopy dzienne dla wszystkich znaków zodiaku. Magnus Carlsen wczoraj miał urodziny, jest zodiakalnym strzelcem i dla tego znaku odkryta została karta "As mieczy", której znaczenie to: umysł pracujący na najwyższych obrotach, przebłysk geniuszu, chłodny, analityczny intelekt, uczucia, emocje zepchnięte na dalszy plan. Powiedziałem do siebie, redukując bieg i hamując przed sygnalizacją świetlną: "No, Sierjoga, możesz się zacząć bać"...

To była piękna, pełna emocji szachowa noc. Kibice z całego świata mieli wczoraj wielką ucztę - pokaz przygniatającej dominacji "starego-nowego" Mistrza Świata! Magnus Carlsen w dogrywce Sergieja Karjakina po prostu zdemolował, choć ten w dwóch pierwszych partiach bronił się w swoim stylu, konsekwentnie, z uporem, powiedziałbym szczęśliwie. Jego obrona w partii drugiej była najwyższej próby, ale czy można wygrać z takim szachistą jak Magnus tylko się broniąc? No tak. Relacjonując ten mecz zarwałem kilka nocy, czego oczywiście, nie żałuję, ale skoro ja troszkę się napracowałem to i dla was mam zadanie. Wejdźcie, powiedzmy na https://chess24.com/en, tam są wszystkie partie tego meczu i tak z czysto kronikarskiego obowiązku policzcie ile razy Karjakin zapuścił się w większej liczbie bierek poza "czwartą-piątą" linię szachownicy. Zdaję sobie sprawę, że próbowałem trochę "podciągnąć" Karjakina nie szczędząc mu słów zachęty, komplementów, jednak gdyby spojrzeć na ten mecz na chłodno, widać jak na dłoni, że Pretendent nie był w stanie wywrzeć na Norwegu jakiejś szczególnie mocnej, psychologicznej presji. W czasie meczu zagalopowałem się (mea culpa!), pisząc, że Pretendent wywiera coraz większą presję na Mistrzu Świata. Partie tego meczu pokazują, że to co Karjakin prezentował to, przede wszystkim kult sztuki obrony. Sierjoża robi to wspaniale, w jego grze, możemy drążyć temat dalej, przejawia się jedna z cech rosyjskiej duszy, która przyparta do muru, walcząca o życie, swój byt, potrafi dokonywać wspaniałych, heroicznych czynów. Szachy to gra wojenna dlatego można spojrzeć na ten aspekt jego gry przez pryzmat historii. Rosjanie zawsze imponowali mi sztuką obrony, już Napoleon połamał sobie zęby na Rosji, w czasie II wojny światowej obrona Stalingradu i odwrót wojsk niemieckich również jest tego przykładem, podobnych zdarzeń jest, rzecz jasna, znacznie więcej. Atakować jak atakować, ale bronić się Rosjanie potrafią, jak żadna inna nacja. Niestety, co innego pełna zła wojna narodów, a co innego wojna na 64, czarno-białych klatkach, tutaj, owszem bronić się można, czasami udaje się nawet przejść do kontrataku po skutecznej defensywie, ale nie z takim zawodnikiem jak Magnus Carlsen. Zgodzicie się też, że Magnus w optymalnej formie nie był i mogliśmy odnieść wrażenie, że mecz jest wyrównany. A jak by ten mecz wyglądał gdyby Magnus był w formie zbliżonej do optymalnej? Jego trener powiedział, że w sumie nie wie jak by to wyglądało, gdyby Magnus pracował po osiem godzin i więcej jak inni arcymistrzowie. Wiking w jednym z wywiadów powiedział, że nie powinno się zaprzeczać naturze, że on i tak naprawdę siedzi na szachami ile może, ale do takich codziennych maratonów nie potrafiłby się zmusić. W obecnym Mistrzu Świata drzemią jeszcze wielkie złoża, wielkie zasoby, które pewnie po jakimś czasie ujrzą światło dzienne. Trafił nam się wielki mistrz, który robi różnicę. Oczywiście, możemy zżymać się na jego zachowanie, bo bardzo źle reaguje na porażki, ale chciałoby się powiedzieć, że grzeczne dzieci mistrzami świata nie zostają, prawda?

Opowiem wam teraz o jeszcze innym fenomenie. Nie wiem czy wiecie jak Rosjanie wspierali Sergieja Karjakina w walce z Magnusem Carlsenem. Szachy są dla Rosjan wielką miłością, my w Polsce, chyba nigdy nie zbliżymy się do takiego stanu. Czy potraficie sobie wyobrazić, że moskiewskie puby wypełnione były wczoraj po brzegi kibicami, którzy trzymali kciuki za Sergieja oglądając go na ekranie telewizora? Zresztą, popatrzcie:


Zdjęcie z serwisu: https://twitter.com/sport_fm


Jest to z całą pewnością fenomen socjologiczny. Sergiej Karjakin swoją skromnością porwał serca milionów Rosjan, którzy szybko dostrzegli w nim dość prostego chłopaka, nie pretendującego do miana "kogoś z elity". Sierjoża to swój chłopak, maładjec i rodacy, choć korony krajowi nie wrócił i tak go kochają. No to może jeszcze jedno zdjęcie z tego samego serwisu, które jest absolutnie powalające. Plac Czerwony, Moskwa. Zbliża się noc, temperatura powietrza minus 12 stopni Celsjusza, tymczasem wszyscy oglądają na wielkim telebimie walkę dwóch tytanów. Totalny obłęd!




Cudowne, prawda? Rosjan po raz kolejny ogarnęło wielkie, szachowe szaleństwo, ale to z dnia na dzień się nie stało. Wiele pokoleń kochających ten sport w Rosji musiało w ludziach zaszczepić miłość do niego, rozumienie tej dyscypliny, szacunek. W którym miejscu znajdujemy się my?

Tytuł Mistrza Świata do Rosji nie wrócił. Zwycięzca z miejsca stałby się bohaterem narodowym, kraj o największych szachowych tradycjach, musi jeszcze poczekać na ten moment. Tytuł powędrował do niewielkiego państwa o nieporównywalnie mniejszych tradycjach w tym sporcie, jednak w tym to kraju urodziła się szachowa perła - Magnus Carlsen. To była jego druga obrona. Do wszelkich rekordów jeszcze daleko, ale widząc jaka różnica dzieli go od reszty myślę, że jest to wszystko kwestią czasu. Dziękuję wam, za tak liczne odwiedziny i komentarze. Wspaniale mi się z wami dyskutowało, na poziomie, bardzo mi potrzeba tego typu rozmów o szachach. Jak wam się podobał wieczór z Magnusem Królem??

P. S. Adam Pawilcz mnie upomniał, że ostatnie zdjęcie to fotomontaż (tak twierdzi https://chess24.com/en)  choć to powyżej, z pubu chyba jest w porządku. Nie zmienia to faktu, że Rosjanie do wczesnych godzin rannych nawet na dalekiej Syberii siedzieli przed ekranami kompów i słuchali komentarzy Sergieja Szypowa, gdy świt zaglądał do ich okien...


poniedziałek, 28 listopada 2016

Nowy Jork - W meczu o tytuł Mistrza Świata remis 6 - 6 w szachach klasycznych. W środę, czyli urodziny Magnusa Carlsena, obejrzymy dogrywkę!!


Nie wiem jak to jest, naprawdę nie wiem. Dwa dni temu spoglądałem na grzbiety książek mojej szachowej biblioteki i po paru minutach wyciągnąłem małą książeczkę, właściwie broszurkę, Marka Tajmanowa "Byłem ofiarą Fiszera". Rosyjskojęzyczna, wydana w Petersburgu w 1993 roku. Zacząłem ją czytać. Tajmanow analizuje w niej sześć jego przegranych w meczu z Robertem Fiszerem. Przegrać mecz do zera, zostać tak zdemolowanym ze deską i jeszcze napisać o tym analityczną książkę - to się nazywa pokora! No, więc, spośród tylu książek wyjąłem właśnie tą, by dosłownie za chwilę dowiedzieć się, że Mark Tajmanow zmarł nie doczekawszy informacji, kto zostanie nowym Mistrzem Świata. Bardzo smutna wiadomość i smutny przypadek z tą książką. A w myślach drwiłem z niektórych pozycji Paula Austera, którego znaczna część dorobku opiera się na tego typu zbiegach okoliczności. Jak widać, takie historie jednak dzieją się. Odszedł kolejny z wielkich naszej dyscypliny i to w szachowo najbardziej gorącym momencie 2016 roku. Cześć jego pamięci!

A w Nowym Jorku "Berlin". Jakaś siła wyższa chciała nam chyba odebrać resztki satysfakcji z końcówki tego meczu, ustalając odgórnie, by ostatnimi laty stało się modne wśród elity to mało efektowne odgałęzienie partii hiszpańskiej. Choć, tym razem przyznacie, trafiłem ze scenariuszem partii w sam środek tarczy. Nie cieszę się jednak z tego, gdyż chciałem zaznać innej radości - satysfakcji z oglądania wielkiej szachowej bitwy. Tymczasem gracze powymieniali sprzęt, jak to w naszym slangu, w tej naszej grypserze nieraz się mawia, podpisali blankiety i udali się na konferencję prasową, która była niewiele krótsza od samej partii. Wylosowano też kolor w dogrywce. Pierwszą partię rapidów zagra czarnymi obecnie urzędujący mistrz.

Trochę nieciekawe zakończenie w sumie dość interesującego meczu w klasyku. Tym razem nie podejmę się niczego rokować, w środę (urodziny Magnusa!) dojdą do głosu duże nerwy, tego jestem pewien, kto w tej nowej rzeczywistości szybkiego podejmowania decyzji odnajdzie się pierwszy, kto będzie potrafił zachować większą równowagę, zapewne wygra. Piszecie też, że nie podoba się wam fakt, że Mistrz Świata, będzie wyłoniony w rapdiach, może blitzu, a nawet w armageddonie. Armageddon, to rzeczywiście totalne nieporozumienie - sama idea jest dla mnie absurdalna - ktoś ma nieco lepszy czas i winien wygrać, by nie przegrać, gdyż remis go nie zadowala, bo zadowala rywala. Rywal z minutą mniej na zegarze nie musi zwyciężyć. Ktoś chyba tutaj dość mocno odleciał. Dla mnie takie kryterium wyłaniania króla szachów mocno urąga powadze samego tytułu. To temat na odrębną dyskusję.

 Wygra Magnus. To mój typ. Jutro dzień odpoczynku i spotykamy się w środę na niezwykle emocjonującej dogrywce. W środę na pewno dowiemy się czy zostanie zachowana w naszym sporcie ciągłość monarchii.


Została ostatnia partia tempem klasycznym meczu o tytuł Mistrza Świata, czy dojdzie do dogrywki?


Jest rzeczą pewną, że nasz superarcymistrz, Radosław Wojtaszek, w noworocznej edycji Tata Steel Chess zagra z mistrzem świata. Tylko z którym? Na razie nic na ten temat nie wiadomo. Karjakin wydaje się sam pchać w paszczę lwa, bo jeśli sparuje dzisiaj Carlsena czeka go bardzo nieprzyjemne zadanie gry w dogrywce tempem przyspieszonym, w czym niedościgniony od jakiegoś czasu jest właśnie Norweg. Jedenasta partia nie była zbyt atrakcyjna dla kibiców. Magnus wydawał się być po serii masowych wymian w debiucie gotowy do podpisania remisu. Rzeczywiście, partia nie trwała długo. To, że Magnus ochoczo zmierza do dogrywek, nie jest rzeczą dziwną, natomiast Rosjanina nie powinno to specjalnie cieszyć. Magnus chyba już opanował sytuację i jakoś się pozbierał. Mam przeczucie, że i dziś nie zobaczymy długiej batalii. Przeciwnicy chyba nie będą chcieli grać jakiejś tytanicznej, siedmiogodzinnej wojny w celu zachowania sił i świeżości na szachy szybkie.

W ewentualnej dogrywce wszyscy widzą jednego faworyta, tymczasem nie jest to takie oczywiste. Rosjanin na pewno ma na tę okazję przygotowane dla Wikinga "dania specjalne z dodatkami", zresztą na tym poziomie bez cegłówki za pazuchą (czyt.nowinek) na salę turniejową po prostu się nie wchodzi. Mogą dojść do głosu nerwy z obu stron. Zresztą już doszły - ostatnie rundy charakteryzują się rosnącym coraz bardziej napięciem. Karjakin wydaje się być bardziej niewzruszony, ale to jest złudne. Myślę, że to jak obaj reagują wynika z ich cech osobowościowych. Karjakin jest bardziej introwertyczny, widać, że z trudem przychodzi mu kontakt z publiką on oczywiście nieźle sobie radzi, ale jest raczej typem, po którym trudno wyczuć co mu w duszy gra. U Magnusa jest więcej ekspresji na zewnątrz i w czasie partii nie jest jednaki, jak spiżowy posąg. Magnus bardziej partią żyje, zgadza się na coś w głowie, nie zgadza, narzeka, nie mówiąc już o całym jego bogatym zestawie pozycji gimnastycznych za stolikiem szachowym. Pomijając już cały temat psychologii jest też takie coś jak siła gry i tutaj Magnus również przeważa. Choć, ten mecz pokazał, że ktoś z niższej półki, po dobrym okresie przygotowawczym jest w stanie równorzędnie rywalizować z grającym zdecydowanie poniżej swoich możliwości Mistrzem Świata. Eksperci pytają: " Czy to Karjakin gra tak dobrze, czy może Carlsen gra gorzej?" Ja bym odpowiedział, że trochę tego i tego. Jest rzeczą ewidentną, że Magnus nie jest w szczytowej formie, a to, że widzimy bardzo dobrze przygotowanego Pretendenta, też jest faktem. Z takiej oto mieszanki powstał w miarę wyrównany mecz.

Ciekawe, czy dziś Magnus zechce postawić kropkę nad i? Myślę, że nie. Za duże ryzyko. Oczywiście, jeśli wszystko ułoży mu się w czasie partii po myśli, może zaryzykuje, jednak cena błędu jest równoznaczna z utratą tytułu Mistrza Świata. A Karjakin? Nawet nie zechce się wychylać, tak sądzę. Rosjanin chyba już pogodził się z tym, że w klasyku będzie mu trudno przebić swojego rówieśnika i zechce spróbować szans w bardziej loteryjnych rapidach. Taki, mniej więcej, scenariusz dzisiejszego meczu przewiduję, a jak będzie okaże się już dziś wieczorem.


piątek, 25 listopada 2016

Po raz pierwszy w nowojorskim meczu o szachową koronę Magnus Carlsen zasmakował wygranej! Wiemy też, że mecz nie zakończy się przed czasem!


Byłem bardzo, ale to bardzo zaangażowany we własną, równoległą analizę, podczas dziesiątej partii meczu o tytuł Mistrza Świata. Pod koniec debiutu bardzo mi się podobała pozycja Karjakina. Generalnie tam mógł zawiązać się ciekawy atak na króla i jakoś gra czarnych w tej pozycji wydawała mi się prostsza. Tymczasem Pretendent, nie wiedzieć czemu nad w sumie dość oczywistymi posunięciami myślał bardzo długo - nad jednym ruchem piona na "c6" prawie pół godziny! Komentujący mecz na żywo Sergiej Szypow, który oczywiście kibicuje Karjakinowi, nie wytrzymał w pewnym momencie i zaczął głośno wołać (nie zacytuję super dokładnie, ale tak mniej więcej to wyglądało!): "No Sierjoga, graj! Przecież wszystko co mogłeś przeliczyć w tej pozycji, przeliczyłeś" itd. Potem powiedział, że arcymistrz praktycznie w pięć do siedmiu minut powinien mieć wszystko zobaczone co ma być zobaczone w pozycji i przeliczone. Piszecie, że Karjakin się wystraszył. W sumie są zawodnicy, którym liderowanie nie służy i wolą atakować gdzieś z dołu. Jakim jest Karjakin w tej materii, nie wiem. Odniosłem wrażenie, że chyba za bardzo odpowiedzialnie podszedł do tej rozgrywki. Magnus grał posunięcia na podtrzymanie napięcia, a Sierjoga, jak go nazywa Szypow, myślał nad nie wiadomo czym. Poza tym dwa razy, w dwóch redakcjach, jednej dość oczywistej, drugiej już mniej, mógł brać łatwy remis bijąc skoczkiem na "f2", nie zrobił jednak tego. W sumie plan z "g3" i manewrem króla na "h1" Magnusa podczas partii nie podobał mi się w dalekiej perspektywie. I potem jeszcze ta wymiana białopolowych gońców...Hmm... Będący w optymalnej formie Magnus po prostu tak by nie grał! Poza tym to była bardzo dziwna, z obu stron irracjonalna partia.

Trzeba mi zredukować nieco poglądy, pewnie ku uciesze tych, którzy czekają na moje  różne wpadki. Już wam pisałem, że ja bardzo chętnie zastawiam na siebie wnyki, a potem w nie wpadam, jeśli je ominę, triumfuję. To sól mojego bloga przecież! Robię to zawsze z premedytacją, wiedząc, co mnie czeka gdy się pomylę. Patentu na nieomylność nie posiadłem i dobrze mi z tym. No więc nie sprawdziła mi się teoria, że Magnus będzie się coraz bardziej pogrążał. Faktem jest, że Wiking w tym meczu jest kompletnie poza formą i może dzięki temu Rosjanin radzi sobie całkiem dobrze, jednak wczoraj potrafił stworzyć pozycję dobrą do "duszenia", w których to układach jest niekwestionowanym mistrzem. Zauważcie: gdy tylko pozycja przybrała strategiczne kontury, Magnus na większość posunięć poświęcał znacznie mniej czasu, wszystko przychodziło mu bardzo lekko, naturalnie. On kocha grać tego typu pozy, to fantastyczny strateg, który obecnie na świecie nie ma sobie równych w tej dziedzinie szachowej twórczości. Z czym się pomyliłem jeśli chodzi o Pretendenta? Wcześniej odnosiłem wrażenie, że jest jak z kamienia - wyglądał podczas tych wszystkich partii jak po amputacji systemu nerwowego. Nawet podczas tarapatów rund wczesnych grał spokojnie, wspaniale się broniąc. Tymczasem objął prowadzenie i była to dla niego sytuacja nowa, poza tym, prawdopodobnie sparaliżowała go bliskość końca meczu. Wczoraj Sergiej jednak pokazał, że jest człowiekiem z krwi i kości, że nie jest żadnym, pozbawionym emocji androidem.

Psychologiczna przewaga jest teraz po stronie Mistrza Świata choć, kto wie, może teraz Karjakin, gdy nie ma prowadzenia na głowie, uspokoi się i zacznie grać swoje, bo w tym meczu nie gra przecież źle. Co wiemy?  Wiemy, na przykład, że mecz nie zakończy się przed czasem, co wielu ekspertów wieszczyło (Nie ja jeden, co się muszę tłumaczyć ;) ). Dwie decydujące partie przed nami, a potem jest szansa i na tie-breaki. Bardzo fajny jest ten mecz, nie narzekajcie, proszę! W każdym bądź razie bez porównania ciekawszy od ostatnich dwóch meczów Carlsena z Anandem. Tam nigdy nie uległem takiej emocji, jak podczas tej nowojorskiej bitwy. Co sądzicie czytelnicy - wygra Mag, czy wygra Sierjoga? Za pomocą dogrywki, czy może już w tych ostatnich dwóch meczach ujrzymy nowego lub nowego-starego Mistrza Świata?



czwartek, 24 listopada 2016

Runda IX meczu o tytuł Mistrza Świata - Rośnie przewaga Pretendenta, Carlsen w coraz większych tarapatach!


Magnus Carlsen podczas wczorajszej partii wyglądał bardzo niekorzystnie, widać, że przegraną w rundzie ósmej odczuł niczym wielkie, tektoniczne tąpnięcie. Mistrz wyraźnie zmaga się z samym sobą, czyli praktycznie ma już przeciwko sobie dwóch przeciwników. To generuje znacznie większe energetyczne straty, co w ostatnich, jakże ważnych partiach, może się odbić na jego kondycji. W niektórych momentach wydawał się naprawdę bardzo przygaszony, podłamany, zdradzała to jego dość bogata mimika, jednak i ostry skomplikowany wariant "hiszpanki", w którym stanął nieciekawie, swoje zrobił...

A Pretendent swoje - jest równy, niczym blat stołu - pokerowa twarz, przewidywalność, zdrowy meczowy rytm podczas partii, spokój i opanowanie...

Postawiłem na prawo entropii, czyli na stopniowe pogarszanie się sytuacji meczowej Mistrza Świata i na razie wszystko się dzieje według moich przewidywań. W ujęciu historii walk o tytuł Mistrza Świata w szachach, obecna sytuacja Carlsena nie wygląda najgorzej. Jeśli przypomnimy sobie reguły meczu pomiędzy Kasparowem i Karpowem i wynik, w którym Bakijczyk przez wiele partii balansował nad przepaścią (wtedy to Kasparow postanowił, że jeśli nie wygra to chociaż pokaże jak w te szachy potrafi grać) to chyba zgodnie uznamy, że nadrobienie najniższej z możliwych różnic punktowych w szachach nie jest zadaniem ponad siły Norwega. Pod warunkiem, że pokona samego siebie, a to w szachach, jak i w życiu jest rzeczą najtrudniejszą. Okiełznać rozszalałe myśli, uspokoić psychikę aby wyjść na ostatnie trzy rundy do przeciwnika z jasną głową, to w pewnym sensie lekcja stoicyzmu. Pod ostrzałem coraz mocniej naciskającego Pretendenta to zdanie trudne, ale to trzeba zrobić. Kiedyś pewien mistrz szachowy powiedział mi, że w szachach podstawą jest nigdy nie tracić równowagi psychicznej bez względu na okoliczności. Jeśli w czasie tak strasznej bitwy jaką jest partia szachów potrafimy zachować spokój otrzymujemy ogromną przewagę nad resztą. A takim spokojem koncentracji wydaje się w tym meczu dysponować Rosjanin. On zachowywał nawet spokój w tych dwóch, krytycznych dla niego partiach w pierwszej połowie meczu!

Dziś bardzo ważna partia dla Magnusa Carlsena, który zagra białymi bierkami. Problemem jest wybór wariantu, gdy chce się grać na wygraną. Zakres tych, które można zastosować kurczy się, trzeba wybierać te, które dają największe szanse na zawiązanie równorzędnej walki. W sztabie Magnusa musi być teraz bardzo gorąco.

Na koniec jeszcze wrócę do naszej, dość burzliwej dyskusji, związanej z ucieczką Carlsena z sali konferencyjnej. Po pierwsze, mała prośba, nie wyciągajcie wniosków z jakichś medialnych wycinków, mówię o dwuminutowym filmie, na którym widać, że Magnus siedzi, czeka, a potem ucieka. Żeby na jakiś temat wyrobić sobie zdanie warto znać cały kontekst zdarzenia. Do kolokwium: zgadzam się, to zły pomysł, by konferencja prasowa odbywała się tuż po partii, z racji wielu różnych emocji u obu graczy, które naprędce trudno wyciszyć. Nie zmienię jednak zdania, że Mistrz Świata zachował poniżej krytyki, nie jestem też zwolennikiem, by relatywizować jego zachowanie. Magnus dostał straszny cios, on przegrane przeżywa w dwójnasób, jednak w takich sytuacjach wypada się po prostu ogarnąć. Widząc jak Norweg reaguje na takie sytuacje, aż boję się scenariusza, w którym Karjakin wygrywa, a Magnus musi być na ceremonii zamknięcia mistrzostw. Chciałbym zobaczyć kogoś z klasą, ale nie wiem, tak naprawdę, co tam ujrzę.

Zostawmy to zatem. Trzy partie do końca, a Magnus jest w sytuacji przymusowej, lepszego scenariusza w tym meczu po prostu być nie mogło! Wieczorem szykuję sobie ulubioną herbatę i zasiadam do wielkiej szachowej uczty, na którą z wielką przyjemnością zapraszam również was!


wtorek, 22 listopada 2016

Sergiej Karjakin obejmuje prowadzenie w meczu, a Carlsen ucieka z konferencji prasowej!! Czy takie zachowanie przystoi wielkiemu mistrzowi?


Może to zabrzmi jak początek reklamy nowego modelu samochodu ale mam ochotę zacząć właśnie tak: Nareszcie jest! Długo oczekiwana... wygrana w meczu o tytuł Mistrza Świata w Nowym Jorku! W dodatku wygrana nie obecnie urzędującego króla, a Pretendenta, Sergieja Karjakina. Nie wiem czy pamiętacie, gdy kilka miesięcy przed nowojorskim meczem rozważałem z wami różne scenariusze, te realne i te mniej prawdopodobne, które mogą mieć miejsce. Dla mnie, napisałem, najbardziej optymalnym byłoby zobaczyć Mistrza Świata w sytuacji przymusowej, czyli zmuszonego gonić wynik. No i doczekałem się. Mam. Ta konfiguracja może nie jest idealna, bo najbardziej chciałem, aby wygrana Pretendenta zdarzyła się wcześniej, jednak 4 emocjonujące partie do końca, w których Magnus musi pokazać za deską, że zasługuje na tytuł championa to i tak prawdziwa fantastyka, Moi Kochani!

A obrazek poobijanego mistrza nie był wczoraj zbyt budujący. Magnus Carlsen zachował się nie jak wielki mistrz, a dzieciak, mówię to z całą odpowiedzialnością, uciekając z konferencji prasowej, wymachując na wszystkie strony rękami w wielkiej złości. Sergiej Karjakin na konferencji prasowej został sam. Czy takie zachowanie przystoi Mistrzowi Świata? W moim osobistym profilowaniu Wikinga brałem to pod uwagę, że może mieć problemy ze sztuką przegrywania, dlatego tak bardzo pragnąłem, żeby to nie on pierwszy w tym meczu prowadził. Wszystko, mniej więcej, mi się sprawdziło. No, może prawie wszystko, gdyż oczekiwałem pewnych ekstrawagancji z jego strony, jednak nie sądziłem, że zobaczę jego rejteradę z sali konferencyjnej po porażce, co jest oczywistym złamaniem przez niego umowy z organizatorami.

Wielu malkontentów na ten moment jest już usatysfakcjonowanych. Już nikt nie wieszczy remisowej śmierci szachów i mniejsza przychodzi ochota do manipulowania figurami na pierwszej i ósmej linii w ich ustawieniu początkowym, wszystko powoli wraca do normy. Jakiej normy, zapytacie? A takiej, że szachy klasyczne mają się świetnie. Serie remisów, jak jeden z czytelników napisał, zdarzały się z dawien dawna. W 1927 roku Capablanca z Alechinem zagrali 8 remisów pod rząd, o meczu Karpow- Kasparow pisałem niedawno, a więc wszystko jest na swoim miejscu. Takie są szachy, takie jest ich piękno, specyficzna uroda! A końcówka meczu czeka nas wspaniała, będzie to prawdziwa jazda bez trzymanki, jak trafnie to ujął Mirek Wolak z Krakowa.

Szkoda, że Carlsen nie umie przegrywać, że nie potrafi się zachować jak przystało. Zbyt duża pewność siebie gubi go, a Caissa chętnie za takie przymioty charakteru kara. Chciałem zobaczyć taki właśnie obrazek, chciałem ujrzeć tą właśnie cechę charakteru Norwega, ale jakoś nie odczuwam satysfakcji, że mniej więcej dobrze sobie wyobrażałem, jakiego go w ciężkich terminach zobaczę. Cztery partie prawdy. Wielki test przed Magnusem Carlsenem, czy uda mu się pozbierać? Czy jego układ nerwowy pójdzie w jeszcze większą rozsypkę? Stawiam na prawo entropii w fizyce, czyli wybieram możliwość drugą.



poniedziałek, 21 listopada 2016

Kolejny, szybki remis w Nowym Jorku! Karjakin nic nie uzyskał w dwóch partiach granych białym kolorem!


Nowy Jork to miasto, w którym od zarania dziejów splatały się ścieżki wielu wielkich szachowego sportu. To w tym mieście zagrano dwa gigantyczne, przedwojenne turnieje w 1924 r. oraz 1927 roku, które w tamtych latach były wydarzeniami na skalę światową (O tych turniejach napisał wspaniałą książkę Aleksander Alechin!). Nowy Jork to w końcu miasto Roberta Fischera, wreszcie w Nowym Jorku dokonali swych żywotów Emanuel Lasker oraz Jose Raul Capablanca (zmarli w tym samym szpitalu rok po roku!). Chociaż punk ciężkości życia szachowego kraju zdaje się teraz znajdować w jego interiorze, w mieście Saint-Louis, to te dni Nowy Jork dla szachów ma zarezerwowany dla siebie na wyłączność.

Sergiej Karjakin, mając prawo dwukrotnego dysponowania pierwszym posunięciem, co w partiach elity nie jest bez znaczenia, nie wykorzystał swojej szansy i w tym momencie musi do końca meczu z Carlsenem trzykrotnie parować czarnymi inicjatywę swojego oponenta. Choć, gdyby tak przyjrzeć się dokładnie grze obu przeciwników, można odnieść wrażenie, że to, jakim kto gra kolorem nie ma większego znaczenia. Wczoraj Pretendent, grając białymi, nie zgłosił zbyt dużych pretensji do zdobycia debiutowej przewagi, powstała symetryczna pozycja, która szybko się uprościła. Ta partia była też swoistą powtórką z czasowo dość odległej klasyki. Okazuje się, że do 10 posunięcia powtórzono partię Colle-Tartakower z 1925 roku!

W Nowym Jorku zrobił się mecz bardzo wyrównany. Nawet już nie czekam na potknięcie Karjakina, widzę, że do meczu jest fantastycznie przygotowany zarówno na poziomie sportowym jak i mentalnym, co można właściwie uznać za jedno, czyli ogół przedmeczowych przygotowań. Wczoraj, gdy Magnus musiał oddać piona, którego nie można było zrealizować zaserwował widzom z całego świata serię grymasów przy szachownicy i kwaśnych min. Sergiej Kariakin w dalszym ciągu jest niewzruszony, jakby wykuty z kamienia, z jego mimiki nie da się niczego konkretnego wywnioskować. Brakuje w tym meczu jeden rezultatywnej partii, innej niż remis. Szkoda, że do końca jest już tylko pięć spotkań. Najkorzystniejszym dla meczowej intrygi byłby rezultatywny wynik w pierwszej kwarcie tego meczu, była na to szansa, jednak wciąż w Nowym Jorku mamy remis. Piszecie też, że brakuje w tym meczu takiej osobowości jak Tal, Kasparow, szachistów o wielkiej woli zwycięstwa. To prawda - obaj przeciwnicy mają strategię aby tylko nie puścić bramki jako pierwszy, chodzi im przede wszystkim o to, by się nie skazać na pogoń za rywalem, ten mecz wydaje się pochwałą sztuki obronnej w szachach. Do tego dochodzi fenomenalne przygotowanie obu graczy no i mamy co mamy!

Ciekawe co dziś zaproponuje białymi Wiking? Karjakin nic nie zwojował w dwóch "białych" partiach i w końcówce meczu jest w nieco gorszej sytuacji. Poza tym, już tak na koniec, nie mogę zrozumieć jego decyzji o zagraniu w pierwszym posunięciu 1.d4. Jest rzeczą wiadomą, że jego repertuar debiutowy po 1.e4 jest idealny, Siergiej ma po 1. e4 bez porównania większe doświadczenie, tymczasem zagrał 1. d4 - czyżby już czuł się tak pewnie w tym meczu, że próbuje wszystkiego w grze z Mistrzem Świata? Trudno powiedzieć co się kryło za tą jego niespodzianką w pierwszym posunięciu... Czekamy na finałową część nowojorskiego pojedynku.

sobota, 19 listopada 2016

Półmetek nowojorskiej batalii o tytuł Mistrza Świata: Magnus Carlsen nie może znaleźć sposobu na świetnie przygotowanego Pretendenta!


Nowojorskie starcie tytanów niepostrzeżenie wkroczyło w decydującą fazę. Z partii na partię cena każdego posunięcia rośnie. Ruch wykonany, to potencjalny błąd, widmo porażki, oraz wizja mglistego zarysu sukcesu pogoni za rywalem, który objął prowadzenie. Oczywiście, oba sztaby, układając strategię meczową musiały ten czynnik brać pod uwagę, sprawą priorytetową jest, by wynik pozostał jak najdłużej kwestią otwarta. Przegrywając jedną partię któryś z graczy skazuje się na grę znacznie bardziej ryzykowną, co przy tym poziomie, prawie zawsze źle wróży. Inaczej wygląda zarządzanie ryzykiem w turniejach lokalnych, silnych openach, turniejach elity szachowej, wreszcie w meczach o szachową koronę. Kibice łaknący 12 rundowego rollercoastera myślą nierealistycznie, jednak można ich zrozumieć gdy mecz Carlsena z Karjakinem nie jest lekkostrawny nawet dla szachowych koneserów...

Szósta partia meczu była, chyba, najmniej interesująca z całego zestawu sześciu pojedynków pierwszej połowy meczu o tytuł szachowego championa. To była partia - znak naszych czasów, znak ery komputerowej w naszym sporcie. Obaj przeciwnicy zagrali klasycznego "forsinga" i trudno powiedzieć do którego momentu trwały analizy obu graczy, jednak skłonny jestem utrzymywać, że samodzielnych posunięć oponenci nie zagrali zbyt wiele. W tym momencie bardzo trudno określić, kto jest w tym meczu faworytem: Kariakin czuje się świetnie, na konferencjach prasowych tryska humorem, Magnus nie jest specjalnie rozmowny, widać w nim stopniowo rosnącą, trudno skrywaną frustrację.

Partia nie była zbyt interesująca, natomiast znacznie bardziej ciekawią mnie reakcje samych kibiców, chodzi o ich irytację z powodu braku emocji w tym meczu. W sumie trochę jestem zaskoczony ilością tego typu wypowiedzi. Na rosyjskim serwerze http://chesspro.ru/ Jewgienij Glejzerow próbował rozmawiać z internautami, tłumacząc im, że mecz o tytuł MŚ musi być rozegrany i najczęściej on tak właśnie wygląda. Kibice bardzo by pragnęli, żeby przeciwnicy się zapomnieli, jednak taka jest właśnie specyfika meczu "jeden na jeden", zwłaszcza w dobie silnych enginów, które potrafią znaleźć igłę w stogu siana, gdy przeciwnicy wiedzą o meczu od wielu miesięcy. Niestety, tak to właśnie wygląda.

 Gdy w latach osiemdziesiątych spotkali się wielcy szachów, dwaj panowie "K", jakoś wielomiesięczna gra "w okopach" podczas meczu o tytuł Mistrza Świata nie wyszła na źle zarówno im, jak i samemu sportowi. Fakt, realia geopolityczne były zupełnie inne, istniał Związek Radziecki i miał on swojego pupila, był też dysydent, obywatel świata wolnej myśli itd. Wokół obecnego meczu nie da się, niestety, zbudować podobnej dramaturgii. Magnus i Sierioża przyjaźnią się od wielu lat, a wielka polityka wokół tego meczu jest skutecznie wygaszana. Wokół meczu nie dzieje się więc nic specjalnie interesującego, sam mecz również nie każe nam sięgać po kompleks uspokajających ziół z domowej apteczki i trudno się o cokolwiek zaczepić. Czytam też komentarze na żywo, na przykład Susan Polgar, która po wczorajszym "profesorskim" remisie napisała, że rozwiązaniem dla tego typu analitycznych, pamięciowych partii, będą szachy losowe. Według mnie takie pomysły wypływają z pewnego niezrozumienia natury ludzkiej, która ciągle szuka zmian i nie potrafi niczym na dłuższą metę się zadowolić. Odejście od szachów klasycznych oznacza ich śmierć. Po jakimś czasie, gdyby ta dziwna forma szachów doszła do głosu i gdyby i to, prawem ludzkiej natury wszystkim się przejadło, to co nam pozostanie? Do głównego nurtu powrót będzie bardzo trudny, jeśli nie niemożliwy i znajdziemy się w ślepym zaułku...

 Nie. Nie zgadzam się na majstrowanie przy tempie gry, na jego stopniowe skracanie, nawet docelowo do 40 min. na partię, czy tak drastyczną zmianę reguł jaką niosą szachy z losowym ustawieniem bierek na pierwszej i ósmej linii. Może, rzeczywiście trzeba posłuchać Magnusa, który chce zmienić formułę walki o mistrzostwo świata, nad takim czymś mogę się jeszcze pochylić, ale nie nad wbiciem siekiery w szachownicę jaką znam od czasów Philidora. Świat od kilku dekad niebezpiecznie przyspiesza, jednak to problem świata, nie szachów. Szachy niech pozostaną szachami.

Czekamy na kolejne partie meczu. Magnus wydaje się nie mieć pomysłu na grę po tym, jak nie docisnął dwóch wygranych pozycji. Czy piłkarska prawda o niewykorzystanych szansach znajdzie zastosowanie w szachach? Nie uważam, żeby taki scenariusz był nierealny. Karjakin szybko się otrząsnął po tych dwóch nieudanych grach i chyba nawet pod względem psychologicznym lekko przeważa. Jutro ma białe. Mam nadzieję, że przeciwnicy stoczą kolejny, piękny, epicki pojedynek.


piątek, 18 listopada 2016

Partia włoska w rundzie V meczu o szachową koronę - Sergiej Karjakin miał w tym starciu szanse na wygraną z Mistrzem Świata!


Wielu komentujących z różnych portali powoli zaczyna zastanawiać się nad tym, czy tak właśnie grając, Karjakin naprawdę chce wyrwać koronę króla szachów Carlsenowi. Dość dziwne założenie wstępne do analizy. Według mnie, jest rzeczą oczywistą, że chce, natomiast mecz układa się tak, jak układa. Powoli daje się zauważyć główny zrąb strategii sztabu Pretendenta: przede wszystkim nie przegrać! Możliwości defensywne Rosjanin ma ogromne, w obronie jest chyba jednym z najlepszych współczesnych szachistów elity. Myślę, że dość dobrze scharakteryzował Karjakina podczas wczorajszej transmisji arcymistrz Jewgienij Glejzerow (komentarze tego arcymistrza przedkładam nad wszystko!), który powiedział, że zdecydowanie łatwiej przychodzi mu znajdywanie tzw. "jedynych posunięć" w pozycji, niż wybieranie ruchu, który zagra spośród kilku równorzędnych. Dziwnie układa się ten mecz i poszczególne partie. Karjakin myślał wczoraj nad 19...Hh4!, bardzo interesującym wypadem damy, prawie 30 minut! Ostatecznie zagrał ten ruch, jednak za tak długim namysłem kryje się według mnie duży respekt wobec Magnusa. Będzie bardzo trudno przełamać ten lekki psychologiczny kolaps w meczu o tak dużą stawkę. Nie sądzę, że da się przelicytować, w końcu nie grającego optymalnych szachów Wikinga, tak zachowawczą grą. Pod koniec partii w wyniku dość ekstrawaganckiej gry Carlsena, Karjakin po raz pierwszy miał inicjatywę w tym meczu (nie wywalczył jej, on ją dostał od Magnusa) jednak w kilka temp zniweczył tak ładnie zapowiadający się atak.

Mecz zbliża się do półmetka. Magnus, remisując partię numer pięć, skazał się na podwójną grę czarnymi bierkami. Z każdą rundą napięcie będzie rosło. System nerwowy Pretendenta ma się dobrze, może nawet wygląda on lepiej niż u Mistrza Świata. Widać to na podglądzie z kilku kamer. Rosjanin ma dobry rytm podczas gry, rzadko, prawie wcale nie spogląda na Magnusa, kontroluje czas aby nie wpadać w niedoczasy, jest bardzo skoncetrowany. Wczoraj Magnus niejeden raz patrzył na pochylonego nad deską Siergieja, wykonywał, jak to on, wiele dość nerwowych, energicznych gestów... Hmm.. Kto wie, może rosyjski sztab mając kogoś o tak mocnej psychice założył sobie, by wszystko rozstrzygnąć w ostatniej kwarcie meczu? Rapidy byłyby jednak dla Pretendenta niewskazane, dlatego można wnioskować, że chodzi o to, aby wytrwać jak najdłużej bez porażki, rozdrażniając tym coraz bardziej mistrza. Następnie czekać, aż ten w stanie dużego napięcia "wypuści się", a wtedy wyprowadzić nokautujący prawy sierpowy. No, ciekawe, czy ta teoria znajdzie potwierdzenie w rzeczywistości? Tymczasem Magnus musi się uporać z podwójną grą czarnymi, a Rosjanin z tego względu może czuć pewnego rodzaju komfort.

 Można się zżymać, że ten mecz nie jest porywający, natomiast zgodzicie się ze mną, że jeśli chodzi o ostatni mecz o tytuł MŚ i ten obecny, z racji postawy Sergieja Karjakina, jego zawziętości, uporu itd., ocena wypada zdecydowanie na korzyść nowojorskiego starcia. Po prostu w Nowym Jorku jest ciekawiej!! Jakie są wasze rokowania na drugą połowę meczu?


środa, 16 listopada 2016

W Nowym Jorku Kariakin jak Riddick Bowe - na linach jest świetny - jednak to Magnus nie potrafił wyprowadzić decydującego ciosu!!


Nie chciałbym być nachalny, zachęcając po raz kolejny zwolenników huraganowych ataków na króla, aby z namaszczeniem pochylili czoła nad końcówką czwartej partii meczu o tytuł Mistrza Świata w szachach rozgrywanego w Nowym Jorku, jednak naprawdę warto. Choć i fani taktyki mieli w tej partii swoje pięć minut. Jednak to poetycka, złożona, niezwykłej urody końcówka była na ustach wszystkich komentujących mecz w dniu wczorajszym. Po bardzo poważnym, pozycyjnym błędzie, jakim była wymiana "hiszpańskiego", białopolowego gońca, za skoczka na "c4" Kariakin właściwie sam poszedł bronić się na liny niczym legendarny bokser Riddick Bowe. Okazuje się, że Pretendent jest bajecznym defensorem i walkę na "linach" ma opanowaną do perfekcji, a Magnus już po raz drugi dość mocno fałszuje. Wczoraj mając piona, parę gońców, przestrzeń nie potrafił zrealizować tak dużej przewagi. Myślę, że zgubiła go zbyt duża pewność siebie - Magnus na konferencji prasowej powiedział, że nawet przez myśl mu nie przeszło, że w tej pozycji może być twierdza. W tej pozycji udało się jednak zbudować nie jedną, a dwie twierdze! Lekcja pokory dla mistrza oraz lekcja dla nas: szachistów i kibiców. Na nasze potrzeby możemy ją nazwać na przykład: "Nieprzebrane zasoby obronne w partii szachów". Tak sobie teraz pomyślałem - niedawno zmarły Mark Dworecki z całą pewnością byłby rad widząc tak porywające, epickie pojedynki w grze środkowej, a zwłaszcza końcówkach, których był wielkim znawcą. W Nowym Jorku grane są jego szachy. Wielka szkoda. Zabrakło niecałych dwóch miesięcy, aby mógł zobaczyć to spotkanie...

Kariakin w kolejnej partii nie wyszedł, mówiąc językiem piłkarskim, z piłką z własnej połowy. On po prostu nie zapuścił się ani razu na drugą część szachownicy w większej liczbie bierek. Możemy nawet wspólnie policzyć. Wzięcie "Gh6" ruch numer osiemnaście, wymiana dam ruch numer 24, wymiana wież na "d5", praktycznie same wymiany, żadne złożone taktycznie operacje. Czy z Magnusem, który chyba też nie jest w idealnej formie (ale na pewno bliskiej swojej najlepszej dyspozycji) Pretendent ma szanse coś ugrać, albo dotrwać chociaż do "rzutów karnych" tylko się broniąc? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Mistrz Świata nie krył wczoraj rozczarowania, jest z całą pewnością rozdrażniony, że nie udało dało mu się zrealizować tak ogromnej przewagi. Uważam, że Kariakin padnie, wcześniej czy później pod ostrzałem przeciwnika, według mnie nie da się z królem szachów wygrać opierając się tylko na defensywie. Myślę, że taka byłaby moja odpowiedź na postawione wyżej pytanie. Problemem jest też fakt, że w Nowym Jorku grane są carlsenowskie szachy, to Norweg narzucił swojemu przeciwnikowi swój styl gry. Wczoraj, gdyby nie fatalna wymiana gońca za skoczka, Kariakin miał szansę zawiązać walką bliższą swojemu stylowi gry, tymczasem po kilkunastu minutach wykonał posunięcie, które z automatu skazało go na głuchą obronę. Nie mam pojęcia jak to wszystko dalej się potoczy. Dziś dzień wolnego. To bardzo potrzebna przerwa dla obu arcymistrzów, chyba jednak bardziej to wolne będzie sobie cenił Pretendent, choć i Wiking ma o czym myśleć, wszak jego instynkt drapieżcy nie został zaspokojony i musi iść na ten jednodniowy antrakt o pustym żołądku. Ciekawe, jakie wnioski wyciągnie Kariakin. Jeszcze jest szansa zmodyfikować to i owo, wynik meczu wciąż pozostaje sprawą otwartą. Panowie dwie ostatnie partie grali ponad trzynaście godzin! Interesującym jest też u kogo i w którym momencie meczu pojawią się pierwsze kondycyjne braki. To będzie mieć kluczowe znaczenie w drugiej połowie meczu, bo przewidywanego szybkiego nokautu raczej nie zobaczymy. Trafił swój na swego, nieprawdaż?