poniedziałek, 23 maja 2016

Ernesto Inarkiew zdobywa złoty medal Mistrzostw Europy w Kosowie! Polacy bez medali i bez polotu!


Ernesto "Inarkiller" - nie ładny pseudonim dla szachowego profesjonała z Rosji, który z lekkością i z zapasem wygrał mistrzostwa w Kosowie? Mnie się podoba. Wymyśliłem go naprędce będąc dziś na spacerze w lesie. Można pana Ernesto Inarkiewa, jeśli powyższe określenie nie przypadnie komuś do gustu, nazywać "Mr. +42", bo tyle Rosjanin zyskał na rankingu ostatnimi czasy i nie to, że przekroczył pułap 2700 +, co zdemolował go na niespotykaną dotąd skalę. Ernesto Inarkiew grał jak wojownik, a takie coś Caissa nagradza - Rosja stała się bogatsza o kolejny krążek z najcenniejszego kruszcu! Chylę czoła, jednocześnie gratulując tytułu Indywidualnego Mistrza Europy w Szachach!!


GM Ernesto Inarkiew Indywidualny Mistrz Europy 2016r r. (foto ze strony: http://www.chess-news.ru/)


Nasi arcymistrzowie mają, w porównaniu z piłkarzami, wprost komfortowe warunki życia: na ulicy nie są raczej rozpoznawani przez przechodniów, szpalty gazet nie uginają się od artykułów na ich temat i mogą wieść całkiem spokojne życie, co jest wartością samą w sobie. Nasi piłkarze, gdy na zgrupowaniu przed EURO 2016r. zjedzą śniadanie, na pasku paru stacji, przewija się komunikat "Kadrowicze zjedli śniadanie po czym udali się na poranny rozruch". Piłkarze, zwłaszcza ci z wielkich klubów, poddawani są strasznej medialnej presji,  24 godziny na dobę, dotyka ich też niewyobrażalna fala hejtu, gdy coś im nie wyjdzie, coś zawalą, zawiodą kibiców. Szachiści naszej czołówki nie spotkali się z czymś takim, mówię o skali zjawiska i to pewne, nie spotkają się w przyszłości. Warto, żeby jednak wiedzieli, że to co robią, ma dla wielu z nas ogromne znaczenie. Wielu kibiców po prostu żyje ich startami, w wielu prywatnych rozmowach, mailach, słyszę głosy ludzi naprawdę zaangażowanych w to co robią nasi najlepsi szachiści. Po tym turnieju już docierają do mnie głosy moich kolegów, rozzłoszczonych i rozżalonych zarazem, występem Polaków w Kosowie. Czy arcymistrzowie, zdajecie sobie sprawę, że macie takich kibiców, którzy wzięli sobie dwutygodniowy urlop aby oglądać wasze występy na ME?? Nie na EURO 2016r. Francja, a na ME szachistów Djakowica, Kosowo 2016r.? "Krzysiek, k...wa, zdajesz sobie sprawę, że wziąłem sobie wolne w robocie na te ME??"... Takich macie kibiców! Uważam, że to dla nich powinna iść bezkompromisowa gra i to nie jest tak, że zagracie na dowolny wynik i to wszystko przechodzi bez echa w kibicowskich sercach.

Polacy w ostatnich rundach rozsypali się, rozpierzchli, i zakończyli z wynikiem absolutnie poniżej oczekiwań. Za kilka miesięcy zagramy w Baku i jestem pełen sceptycyzmu, niestety. Polacy nie mieli w Kosowie jakiegoś, nad wyraz trudnego zadania, by znaleźć się w grupie dwudziestu kilku szczęśliwców, którzy zagrają w Pucharze Świata. Udało się to Radkowi Wojtaszkowi (Radek miał walczyć o medal ME!) oraz Kacprowi Piorunowi. Pozostała trójka, niestety wylądowała daleko, a wygrywanie przychodziło im z najwyższym trudem, zanotowali też rankingowe straty. Nie mam teraz ochoty bawić się w "odcienie", a to, że ten zagrał przyzwoicie, ten lepiej ten gorzej itd. Naszym celem było, aby biało-czerwone flagi w liczbie jak największej, załopotały na Pucharze Świata. Okazuje się, że nawet ten, w sumie nie najsilniejszy turniej, okazał się dla naszych za mocny.

Kończę z kacem. Gdybym go nie miał mogłoby wskazywać, że przestaje mi zależeć, jednak tak nie jest. Trochę może się sam oszukuję, że mam dystans do tego wszystkiego. Nie mam i jest mi teraz niefajnie. Arcymistrzowie po takich startach zwyczajowo piszą, że dziękują za kibicowanie i wsparcie. Wsparcie, tak sądzę, to teraz jest potrzebne wielu kibicom szachów w Polsce, którzy zostali tym turniejem mocno skarceni.

Pora na rozstrzygnięcie konkursu. Okazuje się, że jeden z "typerów" trafił w dziesiątkę, i to do niego powędruje książka Kasparowa z autografami naszych kadrowiczów. Już patrzę... zwyciężył Pan Adam Kazimierczak, którego proszę o dokładne dane, abym mógł zaadresować pocztowy przekaz. Dane proszę wysłać na priv, mój e-mail znajdzie Pan pod blogowym zdjęciem. Gratuluję!!:)


niedziela, 22 maja 2016

Decydujące rundy ME w Kosowie: Wojtaszek z medalowymi szansami ale jutro zagra z...Baadurem Dżobawą!!


Choćby z tej racji, że od pewnego czasu tylko lekko się uśmiecham, a nie jestem jakimś tam, nie zwracającym na realia optymistą, nie jestem jakoś zdruzgotany, a tym bardziej zaskoczony faktem, że Polacy w decydujących momentach odpadają z gry o Puchar Świata. Nie jeden raz przerabiałem swój "hura-optymizm", kończąc jak zbity pies. Rozmawiamy o Baku, o szansach Polaków, tymczasem nasi mają problemy w utrzymaniu się w "trzydziestce" ME, który to turniej nie jest, jeśli chodzi o skład, jakoś powalający. Niemoc naszych reprezentantów mnie poraża. Darek Świercz jest już poza grą o cokolwiek, Mateusz Bartel w swoim stylu poszalał, a teraz jest w okolicach końca piątej dziesiątki. Janek Duda pod koniec turnieju przypomniał sobie o tym co potrafi robić najlepiej i zaczął wygrywać. Wreszcie pojedynki Wojtaszka i Pioruna kończą się od dwóch, decydujących w sumie rund, wynikami absolutnie bez gry - dla mnie jako kibica, nie ma w tych meczach niczego atrakcyjnego. Radek Wojtaszek z uwagi na klasę gry, bierze remisy na potęgę, kalkuluje, waży, mierzy i taka zachowawcza gra nadal pozwala mu się trzymać w strefie medalowej. Co jednak z duchem bojowym, że tak spytam, potrzebnym dla Polski za trzy miesiące w Baku? Drużynie grającej tak jak teraz, tylko i wyłącznie parowanie silnych graczy niewiele pomoże, zwłaszcza jeśli będziemy walczyć z potęgami szachów światowych.

Jakoś to wszystko się odmieniło. Komentujecie dość radośnie i entuzjastycznie, ja tego entuzjazmu już w sobie nie mam. Przerabiałem już to kilkanaście razy. Oczywiście, możecie mi rzucić pełne złości: "No o co ci chodzi chłopie! Jeden Polak walczy o medal, drugi ma miejsce dające awans do PŚ, ogarnij się i nie siej tutaj defetyzmu". To ja odpowiem już teraz. A wam, ale tak z ręką na sercu, podoba się gra Polaków, to jest to czego od nich oczekujecie? A jak w Baku takie coś nas spotka, nie daj Panie Boże, to jak będziemy sobie o tym wszystkim dyskutowali? Eeee, dajcie spokój. Polakom życzę wszystkiego co najlepsze, znacie mnie, ostatni grosz z portfela oddałbym za sukces, ale czy możemy sobie wspólnie uświadomić, że z taką grą wrócimy z Baku z pustymi rękami? Zasypcie mnie słusznymi kontrargumentami, jeśli macie je w zanadrzu.

Jutro Radek Wojtaszek zagra z Dżobawą, ale czy w tym meczu będzie normalna gra? W normalnej grze będzie ciężko, Gruzin to trudny przeciwnik dla naszego arcymistrza - Radek Wojtaszek woli względny spokój. Baadur, przeciwnie, na szachownicy kocha "dym'', nie przeszkadzają mu gwałtowne zmiany struktur pionowych itd. to niesamowicie kreatywny zawodnik.

 Piorun dostał liderującego Inarkiewa. Może to i dobrze, bo Rosjaninowi wystarcza remis do złota, z tym, że nie wiadomo czy remis nie spycha Kacpra Pioruna poza miejsca premiowane, prawda? Tak to sobie przecież kalkulujemy od paru rund, nie? Ja tylko próbuję się jakoś wczuć w całą tą sytuację.

Jutro runda rusza dużo wcześniej - miejsce to, proszę, na uwadze. Zdało by się, aby Polacy poprawili swoje pozycje. Jutro, popołudniu, wszystko będzie jasne, dowiemy się też, do kogo powędruje książka Kasparowa z podpisami naszych reprezentantów!


sobota, 21 maja 2016

Na dwie rundy przed końcem ME w Djakowicy Ernesto Inarkiew z Rosji na cały punkt ucieka rywalom!


"W pewnym sensie tę sytuację można by opisać twierdzeniem, że Bóg jest matematykiem bardzo wysokiej klasy i że przy tworzeniu wszechświata posłużył się najwyższą wiedzą matematyczną."


                                                                                                                       Paul Dirac



Jestem na etapie studiowania poglądów Paula Diraca, twórcy słynnego równania, które opisując elektron, przewidziało istnienie pozytonu, antycząstki elektronu. Dirac mówi o tym, że wszechświat jest oparty na wyrafinowanej matematyce. Szachiści mówią niekiedy, że szachy oprócz przynależących im takich określeń jak - sport, poezja, nauka, są też matematyką. Ciekawe jaki jest wasz pogląd na tę sprawę - w jakim stopniu szachy są dla was matematyką. Ile matematyki jest w partii szachów? A matematyka ME w szachach również jest nieubłagana - Ernesto Inarkiew z Rosji, gra bajeczny, ale to naprawdę rewelacyjny turniej! Jeśli wejdziecie sobie na stronę http://www.2700chess.com/, zobaczycie co ten arcymistrz wyprawia od dokładnie piętnastu partii: Inarkiew ma dziesięć wygranych, przy pięciu remisach (!!). I to nie było żadne kolekcjonowanie elo na słabszych jednostkach. Ernesto na wyższej lidze rosyjskiej ograł Domingueza, Jakowienkę i Artemiewa, a tutaj, w Djakowicy, macie okazję śledzić na żywo jego koncert. Ostatnie jego ofiary to Sarić, Nawara i Kowalenko. Radek Wojtaszek zremisował z Rosjaninem. Dziś Radek Wojtaszek oraz Kacper Piorun zremisowali po całkowicie bezbarwnych pojedynkach. Jestem zawiedziony, gdyż liczyłem na normalną grę. Jeśli czeka się od rana na kawałek ładnych szachów i po kilku minutach można odłączyć dwie deski - to nie może wzbudzić kibicowskiego entuzjazmu. Zwłaszcza, że Rosjanin gra tak pięknie i widać tutaj duży kontrast. Bezpieczeństwo, by mieć PŚ w kieszeni, ma rzecz jasna znaczenie, a fakt, że cierpi estetyczny zmysł kibica, no cóż poradzić...

Dobra, mniejsza z tym. Zróbmy teraz wgląd w tabelę. Inarkiew, wiadomo, jest klasą sam dla siebie, ma punkt przewagi i realne szanse na wygranie turnieju. Dziś przełamał się tylko Darek Świercz, reszta Biało-Czerwonych zremisowała (w tym dwa remisy bez gry: Radka Wojtaszka i Kacpra Pioruna). W rundzie dziewiątej niezwykle ciekawy, prestiżowy pojedynek stoczył Janek Duda z Antipowem z Rosji, który w zeszłym roku zdobył MŚ do lat 20 w Chanty-Mansyjsku. Wtedy Janek, choć zrównał się punktami z Antipowem przegrał, o ile dobrze pamiętam, wartościowaniem. Janek jechał tam po złoto, oczywista sprawa. Nasz młody arcymistrz ma jeszcze kilka prób, by zwieńczyć swoją juniorską karierę najważniejszym tytułem dla szachisty poniżej dwudziestego roku życia. Tym razem w Djakowicy padł bojowy, co warte podkreślenia, remis.

A propos kadry Hiszpanii: Jutro Radek Wojtaszek zagra z Vallejo Ponsem, liderem szachów hiszpańskich, to może być ciekawy mecz. Kacper Piorun dostał  Hovhannisyana z Armenii, a Darek Świercz będzie trzecim z rzędu Polakiem testującym Ter-Sahakyan Samvela.

To są decydujące takty ME - Inarkiew gra jakby to nie były finałowe akordy w Djakowicy, gra odważnie, łapie każdą szansę i za taką postawę Caissa nagradza. Jest jeszcze szansa, że powinie mu się noga, a wtedy następny w kolejce jest Radek Wojtaszek. Kto wie? Kto wie? Zapowiadają się dwa niezwykle ciekawe szachowe popołudnia!

                                          

Przed decydującymi rundami ME w Djakowicy trzech Polaków w strefie dającej awans do PŚ, a Wojtaszek walczy o medal!


Zaczęły się statystyki, co bardzo lubię. Mirek Wolak napisał swoją analizę gry Biało-Czerwonych, która wygląda na dość optymistyczną. Zobaczcie:

Dzisiejsza VIII runda poprawiła nam humory (szkoda tylko Matiego :-()!
Odwołując się do rozgrywek drużynowych (o których wspomniałeś Krzysztofie) w meczu Polska - Europa prowadzimy zdecydowanie. Póki co nie przegraliśmy żadnego meczu: wygraliśmy 6 meczy, a dwa zremisowaliśmy. Każdy z naszych zawodników jest na plusie, nie mamy problemów z wygrywaniem kolejnych partii.
Wojtaszek (+5 =3 -0) 6.5 z 8
Piorun (+5 =2 -1) 6 z 8
Duda (+3 =4 -1) 5 z 8 
Świercz (+4 =2 -2) 5 z 8
Bartel (+4 =3 -1) 5.5 z 8
Polska (+21 =14 -5) 28 z 40
Gdybyśmy mieli taki wynik na Olimpiadzie (lub DME) to pewnie bylibyśmy 
na I miejscu. Przed naszymi zawodnikami trzy decydujące rundy. 
"Niech moc będzie z Naszymi".
Trzymać kciuki ludziska!

Mirek Wolak 

Wszystko w porządku, Mirku. Nie chciałbym uchodzić za malkontenta, przeciwnie, jestem urodzonym optymistą, jednak Polacy swoimi poprzednimi występami, zaszczepili we mnie pewną ostrożność w ocenach i to jest tylko i wyłącznie ich sprawka. Tutaj chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że prezentujemy się nieźle ale na nie dość wyrazistym tle. ME w Djakowicy, zresztą od kilku lat ME rozgrywane gdziekolwiek w Europie, nie gromadzą europejskiej śmietanki szachistów. Jest to w miarę silny turniej, jest trochę nazwisk, jednak do Baku pojadą najlepsi z najlepszych z całego globu. Pisałem niedawno jak złożoną sprawą jest ogranie takich Węgier, czy innych zespołów, nawet z pierwszej piętnastki świata. Weźmy ostatnią z tej piętnastki Hiszpanię - tutaj mamy do czynienia ze znanymi i silnymi arcymistrzami, którzy sroce spod ogona się nie urwali. W Djakowicy gra trzech takich panów, którzy zasilą kadrę spod symbolu (ESP):

Player overview for ESP

ESP
SNoNameRtg12345678Pts.Rk.RpKrtg+/-Group
5GMVallejo Pons Francisco27001½1½½1½16,072776107,60
50GMSalgado Lopez Ivan261811½½½1½05,0392632102,90
51GMAnton Guijarro David26161½1½½1½½5,5232642104,60


Hiszpanie zyskują na rankingach, mają jedną przegraną, wyobraźmy sobie, że z nimi, światowym numerem 15, gramy w Baku. Zdziwiłaby was wygrana z nimi?" Nieee" - powiecie - "Mamy lepszy skład", a remis z nimi by was zdziwił? Mnie na przykład nie i po przegranej też nie spadłbym z krzesła. No właśnie! Mówimy o zespole z połowy drugiej dziesiątki rankingu światowego.

Zostawmy już na boku te rozważania, bo wypada nam się cieszyć ostatnią rundą Polaków. Była to porywająca runda i gdyby nie wpadka Mateusza Bartla byłoby to szczęście niczym nie zakłócone. Radek Wojtaszek w ładnym stylu wypunktował Ormianina w końcówce, jest drugi, a w jego ręce wpada pogromca Matiego - Goganow. Rosjanin gra białymi raczej "1.d4" i takich obrazków należy się spodziewać w dzisiejszym meczu.
Kacper Piorun zagra z Dawidem Nawarą, no i mamy wielki hit początku weekendu! I już nie mogę się doczekać tej rundy (wczoraj transmisja znów padła na jakiś czas!) Mateusz Bartel zagra z Ormianinem, którego odprawił z kwitkiem, a właściwie z blankietem zapisu partii, nasz Radek Wojtaszek. Na uwagę zasługuje prestiżowy pojedynek pomiędzy Michaiłem Antipowem z Rosji, a Jankiem Dudą.

Pozostały trzy rundy. Czas oddzielić ziarno od plew. W decydujących rundach atmosfera się zagęszcza, cieszył się będzie ten, kto odnajdzie w sobie spokój i zrobi swoje. Oby to Polacy byli górą w nadchodzących meczach!!


czwartek, 19 maja 2016

ME. Djakowica, runda siódma: Bartel znów wygrywa i jest szósty, Wojtaszek remisuje i wciąż trzyma się "pudła"!


Wydawało mi się, że Darek Świercz najgorsze ma już za sobą. Tymczasem na turnieju w Kosowie zaprezentował nieco swojego świetnego wyszkolenia w końcówkach jednak całokształt jego występu nie może imponować. Dziś poniósł drugą już porażkę w tym turnieju, z ręki Palaca Mladena z Chorwacji, spadł na dziewięćdziesiątą lokatę i choćby do samego końca kontynuował trans wygranych (mało prawdopodobne!) nie może już liczyć na nic konkretnego. Szkoda! Bardzo mu kibicuję, cieszę się jego zrywami - ostatnio może nie zaliczył jakiejś fantastycznej serii, jednak nawiązał w kilku partiach do siebie dawnego, że się tak wyrażę. Nie tak to miało wyglądać... 

Janek Duda również nie notuje w Djakowicy dobrego startu. Po siedmiu rundach ma na koncie zaledwie dwie wygrane z tym, że jedno zwycięstwo dostał za "free", gdyż jego przeciwnik nie stawił się na sali gry. Remisy, remisy, rankingowe straty, miejsce w ósmej dziesiątce. Muszę się przyznać, że nie mam sił śledzić za jego grą, te szachy są jakie są, mnie się nie podobają, bo mam w myślach odniesienie do jego bajecznej, kreatywnej gry sprzed roku i wcześniej. Wtedy naprawdę jego gra zapierała dech w piersiach. Zobaczymy co będzie dalej, nie chcę się wypowiadać wiążąco, rozwój w szachach jest procesem jak zreszta wszystko w życiu i w końcu po owocach poznamy, czy obrana droga była prawidłowa. Na razie wygląda to wszystko nieciekawie.

I wreszcie ta lepsza część: wygrał Piorun, jest dwudziesty drugi i ma jeszcze czasu a czasu (do końca turnieju pozostały cztery rundy!) by podbić Kosowo. Podbija Djakowicę i to w stylu ostrym, bezkompromisowym Mateusz Bartel, który wygrał drugą partię z rzędu i jest na szóstym miejscu! Kapitalna sprawa. Radek Wojtaszek, choć łatwo wyrównał czarnymi, a nawet w pewnym momencie był bliski przejęcia inicjatywy z Kowalenką, zremisował, co w dalszym ciągu daje mu trzecie miejsce.

W Djakowicy gra, jakby nie patrzeć, kadra i choć robią to indywidualnie i każdy na własne konto, to gdyby zrobić taką symulację, że są to rozgrywki drużynowe, to znów mielibyśmy ogromny ból głowy. Gdy w Baku dwie deski znajdą się, co nie daj Boże, poza grą "Nie ma nas..." jak śpiewał Robert Gawliński w jednym z utworów zespołu "Wilki". Nie zagłębiajmy się jednak, nie pogrążajmy w otchłani niepewności.

W dniu wolnym znów zagadnąłem Radka Wojtaszka, podpytując jak spędza wolny dzień itd. Dowiedziałem się, że Polacy nie są zakwaterowani w Pashtriku, tylko wybrali i podobno nie żałują, hotel "Carshia a jupave". Obsługa jest miła, zna angielski, jedzenie jest w porządku, więc Biało-Czerwoni nie mają powodów do narzekań.

Na koniec zobaczmy kojarzenia kolejnej, ósmej rundy. Na pierwszy rzut oka układ nie wydaje się zły. Radek Wojtaszek zagra z Ter-Sahakyan Samvelem i mając białe, jest faworytem w tym spotkaniu. Mat Bartel zagra z A. Goganowem z Rosji, a Kacper Piorun zagra z Parligasem z Rumunii. To nie jest złe kojarzenie. Można cisnąć, można nawet wycisnąć, a przede wszystkim... samemu nie dać się wysadzić z siodła! Zmęczenie rośnie wprost proporcjonalnie do emocji. Ciekawe kto "odpadnie" z szerokiej stawki prowadzących, komu uda się nie paść kondycyjnie oraz utrzymać nerwy na wodzy do samego końca turnieju?


środa, 18 maja 2016

Na ME w Djakowicy po sześciu rundach samodzielnie prowadzi Iwan Sarić, Wojtaszek w dalszym ciągu w ścisłej czołówce!


Trwa jednodniowa pauza na ME w Djakowicy. Szachiści mogą złapać drugi oddech, przespacerować się po okolicy, choć po zdjęciach, które w wolnych chwilach robił miastu Rusłan Ponomariow, nie ma specjalnie gdzie się wybrać. Idąc, można wpaść w jakąś dziurę, można na przykład, obejrzeć sobie niezamieszkałe bloki z ziejącymi pustką wnękami zamiast okien, generalnie jest to miejsce dla takiego podróżnika jak ja, który utrzymuje, że im niebezpieczniej, im brzydziej, tym ciekawiej. Dla profesjonalnego szachisty pobyt w takim miejscu nie może nastrajać zbyt optymistycznie. Zasadniczo, jeśli miasto nie jest fajne, lepiej już zostać w hotelu, takie jest moje zdanie. Nie jestem zorientowany jak wygląda jedzenie w tym hotelu, jakie są atrakcje, czy pokoje są odpowiednie. Przejrzałem kilkanaście komentarzy na kilku stronach i portalach podróżniczych - generalnie turyści piszą, że pobyt w tym hotelu nie był dla nich koszmarem, ale opinie są raczej stonowane. W każdym bądź razie z porywającymi ocenami nie spotkałem się. Dobór miejsca gry to jest w turniejach szachowych absolutna podstawa. Jeśli miejsce jest przeciętne, albo fatalne, żadne późniejsze nadskakiwanie szachistom nie uratuje sytuacji.

Absolutną podstawą w turnieju rangi ME jest dobrze zrealizowana transmisja. Tymczasem od dwóch dni gapię się jak szpak w... ;), jak gapa w gnat w ekran laptopa, że użyję lekkiego eufemizmu, w oczekiwaniu na to, że transmisja się odblokuje. Wczoraj padły wszystkie stoły i to na bardzo długi okres czasu. Nie da się dobrze relacjonować, nie mając realistycznie płynącego czasu na zegarach. Grał Radek Wojtaszek w dodatku z Dawidem Nawarą. Szło o rewanż za tą piękną analizę kompa, gdzie król białych poszedł sobie na "h8" i czuł się na tej klatce jak kot Bonifacy na babcinym zapiecku (kto z pamięci wymieni jak wędrował król białych w tej partii!?). Tym razem zagrano wariant Cambridge-Springs. Tutaj białe oddają piona za rozwój, otrzymują parę gońców, generalnie białe mają świetną grę za piechura. Partia zakończyła się remisem choć wszystko obejrzałem retrospektywnie.

Pięknie pojechał Mati Bartel, który po bardzo cennym zwycięstwie nad Ante Sariciem (brat lidera? wie ktoś, czy to brat Iwana?) jest w dwudziestce, czyli stał się przyczajonym tygrysem, a nawet ukrytym smokiem. Wypada mi się skupić na grze Radka Wojtaszka, który gra niezwykle ciekawie oraz pewnie oraz na występie Mateusza, który może już coś tam wietrzy. Na tyle co go znam wietrzy i życzę mu aby wywietrzył, aby wylądował w trójce, a nawet wygrał ten turniej.

Kraksa Janka Dudy w jego ostatniej partii zepchnęła go do... ło Matko Święta! - dziewiątej dychy. Piszecie o tym, że gra Janka straciła blask, ponieważ od pewnego czasu ćwiczy debiuty pionem sprzed damy. Powiem wam co ja o tym sądzę. We współczesnych szachach, tego poziomu, który reprezentuje Janek Duda i tego wyżej, granie bardzo okrojonego repertuaru debiutowego ma krótkie nogi. Chodzi o to, że najlepiej dążyć do uniwersalności w swojej grze, co pozwoli później dobierać odpowiednie systemy pod przeciwnika. Jeśli Janek Duda chce pretendować do klubu 2700+ musi wykonać kolosalną pracę pod tym względem, gdyż grając jedno, klasowi przeciwnicy łatwo będą się na niego szykowali, a wariantów na pewno gorzej od niego nie liczą. Myślę, że to co teraz robi Janek z trenerem to plan obliczony na dalej. Janek po prostu musi to przerobić, bo i tak by go to czekało. Zobaczymy jak to będzie wyglądało w dalszej perspektywie, choć inna sprawa, że nie mogę teraz patrzeć na te jego szachy. Mam wrażenie jakby się bardzo męczył za deską, ale to tylko moje wrażenie, a jak jest naprawdę wie on sam.

Jakie mamy kojarzenie na jutro? Wojtaszek zagra czarnymi z Igorem Kowalenko, a Mati Bartel zagra z Tamirem Nabaty z Izraela. Reszta naszych arcymistrzów dostała znanych kibicom szachów szachistów, ale nie utytułowanych i nie tych z najwyższej półki. Trwa konkurs - Wojtaszkowcy (do których się zaliczam!) cieszą się, gdyż ich typ jest najwyżej. Cieszą się fani Matiego. Za kilka dni dowiemy się do kogo powędruje książka z autografami naszych kadrowiczów. Pozostało pięć rund, emocje rosną!  


niedziela, 15 maja 2016

IV runda ME w Kosowie - Wojtaszek w dalszym ciągu bezlitosny dla rywali, reszta polskiej drużyny również odrobiła część strat!


Z uznaniem niepodległości Kosowa ma problem wiele nacji biorących udział w ME w Djakowicy (tak, według mnie, powinna brzmieć nazwa miejscowości, w której odbywają się zawody) czytam na stronie http://www.chess-news.ru/node/21437. Ponadto okazuje się, że na serwisie turniejowym nie znajdziecie skrótu nacji Azerbejdżan (AZE), w zawodach nie ma żadnego reprezentanta tego kraju. Na podlinkowanej stronie łatwo możecie zorientować się ile krajów nie uznaje niepodległości Kosowa. Z pierwszej piętnastki listy startowej zapewne nie szachiści, a ich rządy, są w tej kwestii zdecydowanie "na nie": Rosja, Ukraina, Hiszpania, Armenia, Izrael i Gruzja. To jest ten aspekt polityczny, irytujący wielu z was, czemu trudno się dziwić. Dla mnie świat bez polityki jest jak najbardziej do pomyślenia. W końcu jaka jest przyczyna u poszczególnych jednostek i całych społeczeństw, by ktoś ich prowadził, rządził nimi, czy to na płaszczyźnie państwowej, społecznej czy nawet duchowej. "Zróbcie to za mnie", "Pokażcie mi jak mam to zrobić", albo szukanie u innych odpowiedzi na pytania o to czym jest miłość, przyjaźń itd. Wszystko chcemy mieć na tacy i bez żadnego wysiłku.
 W szachach, komputery teraz są takimi guru. Na każdym kroku biegamy i pytamy się programu co nam wolno, czego nie: " Tutaj jest 0,43 dla czarnych! Oooo, to co to za pozę ja gram białymi, przecież ja z debiutu nie wyszedłem?! I jak ja mam to dalej grać?" I tego typu dylematy. Jest wielu, naprawdę wielu graczy, którzy boją się zerwać z tego łańcucha, zapuścić się w nieznane. Komputery, przynajmniej tak uważa Topałow, za jakiś czas zniszczą ten sport. Według Topałowa pokolenie jego córeczki (niedawno ukończyła trzecią swą wiosnę) prawdopodobnie będzie ostatnim z tych, które będzie zajmowało się szachami profesjonalnie. Komputery, coraz mocniejsze, kwantowe, rozpracują układy z większą i jeszcze większą liczbą figur i stopniowo tajemnica zaklęta w tej niewielkiej drewnianej armii zostanie pokazana światu. Czar pryśnie...

Na ten czas ludzie grają dalej, nawet ładnie grają i jest na co popatrzeć. Radek Wojtaszek wygrał z Ipatowem partię w czystym pozycyjnym stylu. To było takie duszenie jakie lubię - trzymanie pozycji, szybsza praca na czasie i wreszcie pod koniec ujawnia się cały potencjał pozycji. Nie każdy tak potrafi prowadzić partię, nie każdy jest w stanie w tak skomplikowanej strategicznie pozycji szybko znajdywać prawidłowe plany gry. To jest mocna strona naszego arcymistrza, który ma również doskonałą technikę i zasadniczo nie wypuszcza zdobytych przewag.

Bardzo ładnie Polacy dziś zagrali, 4,5 pkt. z 5 (zremisował tylko Janek Duda!) to runda na odkucie. Jutro znów Polacy dostają rywali mocniejszych, z którymi zapewne będą toczyć bardziej wyrównane pojedynki. Radek Wojtaszek gra mecz na szczycie czarnymi z Inarkijewem. I już się w ten turniej zapadłem, ale to za sprawą dotychczasowej, kapitalnej gry naszej rankingowej "jedynki".


Po trzech rundach ME w Kosowie Wojtaszek niszczy rywali! Reszta naszych reprezentantów straciła już punkty i zajmuje dalekie miejsca!


Na kilka dni przed ME w Kosowie udało mi się wypytać Radka Wojtaszka o to jak się czuje, o jego przygotowania do turnieju oraz plany na dalszą przyszłość. Radek powiedział, że jest z natury optymistą i, że powinno być wszystko dobrze. Jeśli chodzi o trening to, według naszego najlepszego arcymistrza, na jego poziomie gry ważny jest odpowiedni kierunek treningu, chodzi o optymalizację, czyli zasadniczo nie jest już tak istotne czy trenuje się siedem, czy jedenaście godzin, a to co się robi przez ten czas. Nasz szachista dużo trenował i w Kosowie widzimy szachy, które nie dość, że są interesujące to, co może nawet ważniejsze - są skuteczne. Przynajmniej do tego momentu. W każdej partii Radka Wojtaszka jest jakiś smaczek, każda ma w sobie "to coś", dzięki czemu łatwo będzie ją zapamiętać. Na razie nasz arcymistrz odrabia rankingowe straty, gdyż w swym słabszym okresie wiele stracił, a dla szachistów takich jak Radek i tych z przedziału 2700 plus dopakowany ranking jest jednym z najważniejszych argumentów, aby organizatorzy raczyli zwrócić uwagę na zawodnika. Niestety, tylko szachiści elity mają drzwi otwarte na największe szachowe areny i superturnieje (bez względu na formę sportową), reszta arcymistrzów na wszelkie sposoby próbuje dostać się na szczyt, a to za sprawą rzeczonego rankingu, a to przez awans do PŚ, gdzie chcą się pokazać z jak najlepszej strony. Według mnie, na świecie brakuje takiego profilu superturnieju, w którym szachiści elity musieliby się zmierzyć z bardzo silnymi arcymistrzami pokroju Radka Wojtaszka, plus kilku najlepszych juniorów świata, na przykład. Z takiej mieszanki mógłby powstać wspaniały koktajl, którym kibice szachów na świecie raczyliby się z lubością. Cóż, mamy co mamy i w takich to, dość brutalnych realiach trzeba się poruszać.

Przegrane partie Polaków w Kosowie, sztuk dwie, autorstwa Darka Świercza i Kacpra Pioruna, kosztowały ich spadek w tabeli turniejowej o kilkadziesiąt miejsc! W tym turnieju, aby się liczyć w walce o medale, czy awans do Pucharu Świata nie można sobie na coś takiego pozwolić. My już mamy nad czym się zastanawiać, bo gra reszty Polaków nie jest skuteczna, fakt, dystans turnieju jest długi i ostatecznie można pod koniec wskoczyć na miejsca premiowane z dołu, ale czy o to chodzi, żeby nasi wypadali z transmisji? W rundzie czwartej Polacy nie mają znanych rywali, jedynie Radek Wojtaszek gra na pierwszej szachownicy z Ipatowem, zawodnikiem dobrze znanym kibicom szachów. To powinna być nasza runda. Już niebawem rusza transmisja i całe to niedzielne popołudnie zmierzam kibicować grającym w Kosowie Polakom! 


czwartek, 12 maja 2016

W roku Olimpiady mamy najsilniejszą reprezentację od lat!


Chciałem przypatrzeć się grze Grześka Gajewskiego na świeżości. Chodziło mi o to by widzieć go za deską, ale nie tak wymiętego i staranowanego pomocą Anandowi w Turnieju Kandydatów, więc mam. Proszę bardzo - nasz arcymistrz wygrywa turniej Wundsiedel, zarobił pieniądze, zarobił na elo i wszystko wydaje się być w jak najlepszym porządku. Takie analityczne katorgi nie znikają, to w szachiście rośnie, ta moc, niby niepostrzeżenie, by w którymś momencie (no właśnie w którym?) wystrzelić, następuje erupcja tego gejzeru i szachista wszystko zmiata co ma na swojej drodze. Na MP w Poznaniu Grzesiek Gajewski nie istniał i nikt chyba nie ma wątpliwości dlaczego. To było trochę tak jakby po maratonie, tuż za metą kazać zawodnikowi biec dalej kolejne 15-20 km. Żaden organizm nie jest fizycznie przygotowany do takich obciążeń. Nadal mam ochotę przyglądać się mu podczas gry na swoje konto, że się tak wyrażę i obserwować jego grę, słowem: czekam na jego duży skok.

Na turniejowych salach, facebooku, w prywatnych rozmowach, dyskutuję od jakiegoś czasu o naszej męskiej kadrze, która we wrześniu zamierza podbić Baku, gdzie odbędzie się Olimpiada. Często na swojej stronie porównuję naszych szachistów do piłkarzy, którzy za miesiąc wybiegną na areny piłkarskie we Francji z wielkim ciśnieniem na wyjście z grupy, a kto wie, może na coś więcej. Jakie tu widzę analogie? Ano takie, że obie drużyny, zarówno nasi szachiści jaki i piłkarze, niczego konkretnego nie zdobyli. Indywidualnie - owszem - ze swoimi klubami mogą się poszczycić medalami. Na reprezentacji jednak sprawy wyglądają zgoła odmiennie. Te dwie kadry i to jest kolejna ich cecha wspólna (logicznie wynikająca z tego co zostało powiedziane wyżej) nie mają za sobą, z racji pustego konta medalowego tzw. "mitu założycielskiego", jakiegoś sukcesu, dającego porządnego kopa do przodu, który pozytywnie wpływałby na pewność siebie, czegoś, do czego obie drużyny mogłyby się w trudnych chwilach odwoływać. Oba zespoły w konsekwencji muszą żyć historią: piłkarze mieli swoje złote lata siedemdziesiąte - wtedy bezdyskusyjnie świat leżał u ich stóp, bali się nas wszyscy wielcy boisk. Schyłek nastąpił w roku 1982 i u piłkarzy nastał czas wieloletniej posuchy. Szachiści z kolei, mogą sobie wspominać czasy przedwojnia, gdy byliśmy strasznie mocni, mieliśmy światowej sławy nazwiska, a każdemu zespołowi, który musiał grać z Polską, robiło się delikatnie mówiąc nieswojo .

Podobno, ale tak czysto zakulisowo, naszego piłkarskiego zespołu inne nacje się obawiają, ale ile to już razy mieliśmy naprawdę świetną drużynę i jak to się kończyło? Nasza kadra, a moi rozmówcy byli co do tego zgodni, również jest prawdopodobnie najlepszą od lat, mówię teraz o szachistach. Rankingowo wskoczyliśmy pomiędzy drużyny uważane za naprawę mocne, jednak szczegółowa analiza "po deskach" nie potwierdza, moim zdaniem, tej tezy, że ranking może mieć przełożenie na wyniki meczowe. Może mieć ale nie musi. Zobaczmy na przykład Węgrów. Rankingowo są nieco niżej, a tam pierwsze trzy deski to Rapport, Leko, Almasi. Prawda, że to złożona sprawa ograć taki zespół? Nie patrzę na takie potęgi jak Chiny, niesamowicie wzmocnione U.S.A, czy Ukrainę. Rosjanie to odrębny temat, choć wydaje mi się, że czasami są zbyt napompowani i relatywnie łatwiejsi do ugryzienia od Chińczyków. Jednak żeby myśleć o czymkolwiek konkretnym, musimy znaleźć sposób nawet na takie potęgi. Sorry bardzo, nikt nie powiedział, że życie drużyny z aspiracjami jest łatwe.

Chciałbym wrócić na chwilę do mojego polowania na autografy kadry, bo ostatnio obiecałem, że powiem wam o mojej rozmowie z trenerem kadry Bartoszem Soćko. Bartosz jest przede wszystkim fajnym, rozgadanym rozmówcą. Są ludzie z którymi rozmowa przypomina próbę wyciągnięcia zeznań od słusznie oskarżonego o morderstwo, takie coś zdarza się, choć rzadko. Z Bartoszem Soćko, gdyby nie inne sprawy, można by rozmawiać w nieskończoność. Bartosz opowiadał mi o Reykjaviku, o chyba najczęstszej bolączce trenerskiej, czyli bezsilności, gdy ruszała runda. Chodzi o to, że tak naprawdę wtedy nic już nie można zrobić. Bartosz opowiadał, że w tym czasie inni, bardziej rutynowani trenerzy pili sobie kawę gdzieś na zewnątrz, a on nie potrafił odejść od zespołu i meczu. Nieraz miał ochotę sam nawet siąść do gry, bo z boku wszystko lepiej widać, choć, oczywiście, było to niemożliwe. Bartosz oznajmił też, że w przeciwieństwie do części kibiców, nie miał dylematu, czy bardzo słabo grającego Radka Wojtaszka zdjąć z szachownicy. Według trenera Radek musiał się przełamać (choć mu się to nie udało), bo bez niego nie moglibyśmy już walczyć o żadne wysokie cele. Bartosz Soćko jest strasznie zaangażowany w swoją pracę, obaj zgodziliśmy się, że chyba potrzeba więcej spokoju, a wtedy jest szansa na zdecydowanie lepszy wynik. W sumie po tej rozmowie wiem, że atmosfera w zespole jest naprawdę dobra, jednak szachy to sport indywidualny, gdzie koniec końców poszczególni zawodnicy muszą zdobywać punkty dla drużyny i jeśli mamy liczyć na cokolwiek nie możemy mieć żadnych poważnych dziur na poszczególnych szachownicach, bo krycie przez resztę drogo kosztuje, a w wielu wypadkach się nie udaje. Atmosfera ma znaczenie, ta jest fajna, tutaj nie mam pytań, natomiast w pewnym momencie trzeba siadać do deski i być skutecznym.


Za chwilę ruszają turniejowe zegary na ME w Kosowie. Polacy na razie mają przeciwników wagi lżejszej, ale i te mecze trzeba wygrać. Trzymamy kciuki za Polskę na ME w Kosowie!!  


poniedziałek, 9 maja 2016

Przed Indywidualnymi ME w szachach, Gjakova, Kosowo konkurs na "Psychologii i Szachach"! Do wygrania książka Garriego Kasparowa z autografami reprezentantów Polski!!


Powiem nieskromnie, że w takich akcjach jestem niezły. Myśl, że mogę zupełnie bez wysiłku zdobyć świetną nagrodę na kolejny konkurs na mojej stronie zrodziła się bardzo szybko. Otóż, wczoraj siedziałem w turniejowym hallu Międzynarodowego Centrum Kongresowego z Jackiem Gajewskim, który miał stoisko z książkami. Spojrzałem na jego książki i od razu wpadła mi w oko mająca świetne recenzje książka Garriego Kasparowa "Jak życie naśladuje szachy". Mniej więcej w tym samym momencie mignął mi gdzieś w tłumie trener kadry Bartosz Soćko i... dalej sprawy potoczyły się niezwykle szybko! Wziąłem od Jacka książkę i w te pędy ruszyłem na polowanie na autografy kadrowiczów. Pierwszy złożył swój autograf wraz z dedykacją Mati Bartel, następnie dopadłem na sali gry Darka Świercza, potem Bartosza Soćko i na samym końcu strzelił autograf triumfator Turnieju Przyjaźni Polsko-Węgierskiej, Kacper Piorun.

Sprawa jest jasna o co toczy się gra, a pytanie konkursowe dotyczy zbliżających się ME w Kosowie, gdzie nasi arcymistrzowie będą szukali swoich szans w walce o medale oraz miejsca premiowane awansem do PŚ. Kto wie, może po tym turnieju wzbogacimy się o jakiś cenny krążek? Taki obrót sprawy byłby jak najbardziej pożądany.

 Na czym polega konkurs? Do Kosowa jedzie piątka Polaków. Waszym zadaniem jest napisanie w formie komentarza po tym postem waszego typu, który spośród Polaków będzie najwyżej w tabeli końcowej oraz trzeba podać miejsce w tabeli, które ów arcymistrz zajmie. Czas zgłoszeń upływa w chwili uruchomienia zegarów turniejowych na ME (jest go niewiele, macie tylko kilka dni!). Oczywiście, tak jak poprzednio decyduje też wasz refleks. W przypadku zgłoszenia dwóch identycznych typów, wygrywa ten, który typował wcześniej. Zanim oddacie konkursowy głos, dokładnie sprawdzajcie typy poprzedników! Ostatnio miały miejsce sytuacje, w których oddawaliście głosy identyczne z waszymi konkursowymi przeciwnikami, ale z racji tego, że wasz głos był oddany później, odpadał on praktycznie w przedbiegach. Mój blog ma przekierowanie na serwis http://chessbrains.pl/ i ostatnio tam też typowaliście. Tym razem głosy ważne, żeby nie robić zamieszania, będą tylko na mojej głównej stronie. Wszystko jasne? Acha! Żebyście wiedzieli o co toczy się zażarta bitwa, poniżej zamieszczam zdjęcie książki oraz strony z autografami! Jeśli chodzi o mnie gram z wami (choć nie będę partycypował w nagrodach ;)), a mój typ to...hmm.. nie będę tym razem oryginalny: najwyżej z Polaków uplasuje się Radek Wojtaszek, który w tabeli końcowej zajmie miejsce piąte! A więc, do dzieła, głosujemy! Zapraszam wszystkich do konkursu!








P.S. Oczywiście podpisujemy się imieniem i nazwiskiem tak, abym nie miał problemów z namiarami na zwycięzcę!