piątek, 1 sierpnia 2014

Operacja o kryptonimie "Tromso" rozpoczęta!!




Jako szachowy kibic mam swoje pragnienia i to jest jedno. Są szachistki, szachiści i ich pragnienia w związku z rozpoczynającą się Olimpiadą. Jeśli powiem, że pragnę medali dla obu polskich zespołów, które w tym momencie już są w Tromso i aklimatyzują się powoli, to zapewne większość z Was podskoczy nerwowo w fotelu i wypali w moim kierunku, żem dziwak i fantasta. Zanim jednak rozbiegną się wasze palce nerwowo po klawiaturze, konstruujące celną ripostę, pozwólcie, że przedstawię o co mi się rozchodzi ;).

Przede wszystkim w psychologii rzadko ma miejsce sytuacja, w której przy pewnych dążnościach, aspiracjach jednostek, czy grup, brak barier w umysłach staje się barierą. Przeciwnie - ograniczenia jakie na siebie nakładamy powodują, że albo lądujemy tam, gdzie czuliśmy, że wylądujemy, albo (bardzo częsty przypadek) nieco niżej od założonego celu. 

Wielu szachistów jest fanami piłki nożnej, więc daleko nie szukając przykład takowy. Spójrzcie proszę, na dwie drużyny - kadrę prowadzoną przez Leo Beenhakkera oraz zespół prowadzony przez Franciszka Smudę. Holenderski selekcjoner nie pracował według mnie na lepszym materiale ludzkim, że się tak wyrażę, niż polski trener. Raczej silniejszym zespołem, drużyną o większym potencjale, była kadra grająca na EURO 2012r. Różnica jeśli chodzi o obu trenerów była taka, że Leo pracował nad psychiką naszych reprezentantów, którzy pogrążeni w wielu kompleksach, od wielu lat zaliczający straszne "tyły", nie mogli w siebie uwierzyć. Z relatywnie dość przeciętnej drużyny Beenhakker zbudował team o niezłym potencjale - Polacy zaczęli rywalizować z silniejszymi drużynami pokonując niejedną, a przynajmniej bijąc się jak równy z równym.
 We współczesnym sporcie bardzo wiele zależy od stanu umysłu sportowca. Franciszek Smuda człowiek dość prosty w obejściu, chronicznie bał się tematów psychologicznych. Dla niego gra na boisku polega na gryzieniu trawy - dla niego najlepiej, by piłkarz schodził z boiska o ścianie, słaniając się na nogach i tu niby wszystko ok, bo jak inaczej wygrywać? A psychologia? W wywiadzie przed EURO 2012 r., zapytany co chce osiągnąć ze swoim zespołem na turnieju odparł, że cieszyłby się bardzo, gdyby Polska wyszła z grupy. To był "fantastyczny" sygnał wysłany do swoich podopiecznych! Smuda nie jechał po tytuł, tylko walczył o wyjście z grupy. Jak dla mnie straszne kuriozum. Jako, że natura zwykle daje odrobinę mniej, Polacy nie osiągnęli nawet i tego, dziwnego celu - wyjścia z grupy. To jest właśnie zła moc ograniczeń nakładanych przez nas samych na siebie samych. Zastawiamy na siebie pułapki, następnie wpadamy w nie, potem kręcimy głowami, że znów nam coś nie wyszło.

A propos braku barier w umyśle...

To był mój pierwszy, z prawdziwego zdarzenia turniej szachowy. Żadne tam blitze, czy rapidy - turniej z tempem klasycznym, zapisy partii, sędziowie rundowi itd. Rzecz działa się niedaleko Bielska Białej - był to mój pierwszy turniej szachowy związany z pobytem w innej miejscowości. Jechałem na zawody nie mając żadnej kategorii szachowej, byłem klasycznym "bk". Zapakowałem do plecaka jakieś dwie debiutówki, że niby to będę grał i z uśmiechem na twarzy ruszyłem przed siebie. Miałem wtedy mgliste pojęcie o kategoriach, normach i całych tych regułach, chciałem po prostu grać, grać i jeszcze raz grać. A jak zagrałem? W pierwszej partii klepnąłem zawodnika z drugą kategorią, w drugiej ograłem zawodnika z rankingiem 2025 elo, w trzeciej trafiłem na kandydata na mistrza z którym stoczyłem długi, równorzędny pojedynek, gdzie pod koniec, w okolicach 70 posunięcia, oponent wyłuskał mi piona i wygrał. Czwarta partia to moja wygrana w miniaturze z zawodnikiem ponad 2100 elo. Grałem mając pustą głowę jeśli chodzi o to z kim gram, jak ten czy inny zawodnik może być dla mnie groźny itd. Przeciwnicy trochę ulegali temu mojemu "szaleństwu"...

Powróćmy do tu i teraz. Ważne jest to, co nasze reprezentantki i reprezentanci mają w głowach, o czym na poważnie myślą. Jeśli męska kadra marzy, by znaleźć się w "dziesiątce" to wyląduje zapewne gdzieś tuż poza nią. Jeśli chcą się bić o więcej jest znacznie więcej szans na to, że wreszcie "odczarują" Olimpiadę i będą wysoko.

 Przed tymi zawodami, które już jutro wciągną was jako grających, drodzy kadrowiczki i kadrowicze i mnie jako kibica bez reszty, życzę wam braku barier w waszych umysłach. Grajcie o najwyższe cele, a na którym miejscu skończycie, to skończycie, to jest sport. "Psychologia i szachy" życzy wam, szczęścia, medali i przyjemności z rywalizacji. Niech moc będzie z wami!


poniedziałek, 28 lipca 2014

Gdzieś na Morzu Karaibskim leży wyspa...




... na której kierowca na mocy ustawy ma obowiązek zabrać autostopowicza napotkanego na poboczu falującej od gorąca drogi. Kierowca nie to, że chce, a wręcz musi zatrzymać się, gdy wystawisz kciuka do góry. W tym kraju mieszkańcy kochają szachy, wszak urodził się tutaj trzeci mistrz świata, któremu przez blisko dziesięć lat, nie zadano klęski na szachownicy.

W tym kraju 10 lat temu w miejscowości Santa Clara (tuż obok grobowca-pomnika, zakochanego w szachach rewolucjonisty Ernesto Che Guevarry) mieszkańcy ustanowili rekord gigantycznej symultany - 13 tysięcy osób wzięło udział w biciu szachowego rekordu! Niewyobrażalna sprawa! To był drugi z kolei rekord, gdyż pierwszy  (11, 320 osób) pobito dwa lata wcześniej w stolicy tego państwa, Hawanie.
    
Na Kubie prawie zawsze był klimat do gry w szachy. Przeciętny obywatel Kuby jeśli sam nie gra, rozumie tę dyscyplinę, a do arcymistrza szachowego żywi szacunek i poważanie. Na Kubie scenka, gdzie dwóch dżentelmenów w cieniu drzew, czy pod barowym parasolem, gra towarzyską partyjkę, nie jest niczym dziwnym. Zwykle wokół grających tworzy się zbiegowisko gapiów.

To kraj Jesusa Nogueirasa Santiago, Silvino Garcia Martineza (pierwszego szachisty z tytułem arcymistrza na Kubie) oraz Waltera Arencibii. To są nestorzy szachów na Kubie, jednak nowa gwardia jest równie mocna, jeśli nie mocniejsza. Na Olimpiadę do Tromso oddelegowano skład, który może imponować. Pierwsza deska Kuby to Dominguez Perez Lernier, arcymistrz, o którym stosunkowo mało się mówi, a jest wedle rankingu 2760 elo jedenasty na świecie. To już ścisła elita.
 Drugim, wystawionym na Olimpiadę szachistą jest Bruzon Batista Lazaro 2694 elo. Również znany i bardzo silny arcymistrz, który jako drugi kubański szachista przekroczył ranking 2700 elo. Dopełniają składu: Quesada Perez Yuniesky - 2642 elo, Ortiz Suarez Isan Reynaldo - 2588 elo oraz Gonzalez VidalYuri - 2557 elo.

Niewielka wyspa, leżąca w archipelagu Wielkich Antyli, powierzchniowo jest mniej więcej trzy razy mniejsza od Polski, ludność tego kraju to nieco ponad 11 milionów mieszkańców. Tym  właśnie jest klimat, atmosfera wokół danej dyscypliny sportu - nie liczą się zasoby ludzkie,  ustrój, położenie kraju i jego powierzchnia. Liczy się tylko to, co kochają ludzie...


piątek, 25 lipca 2014

Radek Wojtaszek drugi w turnieju kołowym w Biel! Zwyciężył Maxime Vachier Lagrave!




Długo oczekiwałem na występ naszego reprezentanta w Biel. Skład turnieju nie mógł w normalnie myślącym kibicu wzbudzać żadnych wątpliwości - na starcie stanęli naprawdę bardzo mocni arcymistrzowie, szachiści utytułowani i z wysokimi rankingami. Zresztą dobre określenie jeśli chodzi o ten zestaw uczestników znalazłem na serwisie "Chessbrains" -  zaplecze ścisłej elity światowej.

 Radek w turnieju zaprezentował bojową postawę, próbując praktycznie z każdej pozycji coś wycisnąć. Udało mu się ograć Motyleva oraz Harikrishnę, raz ogłosił kapitulację w pojedynku z Girim. Pojedynek ten, był chyba jednym z najbardziej emocjonujących, jak dla mnie. Polak bronił złą pozycję jak lew, a młody Holender końcówkę grał na tyle niedokładnie, że niewiele brakowało, że z kompletnego "wora" nasz zawodnik mógł uciec w tzw. "zwycięski remis". Zresztą, o każdej z tych partii można by opowiadać bez końca.

 Jestem pełen podziwu dla naszego szachisty - przecież co tu oszukiwać - nie zawsze miałem czas, by zasiadać przed ekranem monitora o 14 i kończyć kibicowanie o godzinie dwudziestej, czy nawet później. W trakcie wykonywałem normalne zajęcia ale kilka razy zdarzyło mi się pomyśleć, że tam w Biel wciąż idzie gra, że jest napięcie i niesamowita walka. Mój Boże, przecież takie turnieje rozgrywa się w stanie bardzo dużego napięcia w ciągu 10 dni, same mecze trwają 5-7 godzin, kiedyś to liczyłem, szachista podejmuje blisko 500 decyzji za szachownicą! Szachy to sport dla gladiatorów ludzi z jajami, słabe jednostki są w bardzo krótkim czasie z tej dyscypliny eliminowane.

 W tym momencie składam Radkowi Wojtaszkowi gratulacje za świetny występ i zajęcie samodzielnego, drugiego miejsca. Przed nami Olimpiada i jeśli możesz graj tak, albo i lepiej dla reprezentacji. Twój dobry duch i stabilna mocna forma jest zespołowi bardzo potrzebna!

Wielką zwyciężczynią zawodów w Biel jest Chinka Hou Yifan, która przez cały turniej rozdawała karty i grała z wyżej notowanymi rywalami całkowicie bez kompleksów. Radek Wojtaszek w meczu z Mistrzynią Świata miał bardzo gorąco jednak sobie znanym sposobem wybrnął z tarapatów. Legendarna Judit Polgar ma swoją następczynię, to pewna. Same szachy Chinki już jakby nie kobiece - tutaj już nie ma tylu zwrotów akcji, zrywów, serii świetnych posunięć przeplatanych serią dużo gorszych. Widać, że Chinka ma kryzys za sobą, a swoją grą wkroczyła na kolejny, wyższy pułap.

W turnieju nie świeciła zbyt jasno gwiazda młodego talentu z Holandii, Anisha Giriego. Zasadniczo to jego, w przedmeczowych rokowaniach, upatrywano jako głównego kandydata do zwycięstwa. Grał jednak nierówno, a jego start w zawodach to był raczej falstart.

Cały lipiec kadrowicze i kadrowiczki grali w turniejach - to dobrze, bo nie ma wielkiego ryzyka, że na Olimpiadę kadra pojedzie nierozegrana. Czekamy więc na Olimpiadę i występ naszych reprezentacji. Oby w połowie sierpnia były powody do radości!


   

czwartek, 24 lipca 2014

Ostatnia misja Radka Wojtaszka w Biel - dopaść Maxime Vachier - Lagrave w ostatniej rundzie!




Ależ potężną bombę dostał Harikrishna w przedostatniej rundzie turnieju kołowego w Biel z ręki naszego arcymistrza! Nie wiem jak wy, ale ja zawsze, obowiązkowo, oglądam tzw. "daily reports", krótkie, kilkuminutowe relacje GM Daniela Kinga z poszczególnych rund. Tam dowiaduję się o rozegranych pojedynkach, wiem znacznie więcej o kulisach tego fantastycznego turnieju kołowego.

Formę Chinki Hou Yifan dało się dość łatwo przewidzieć - gdy ktoś śledzi turnieje i przygląda się grze poszczególnych szachistów łatwo takie coś wyławia.
 Bardzo ciekawe jest zdjęcie zbiorowe wszystkich uczestników tego turnieju. W środku stoi nasz Radek Wojtaszek z bardzo poważną miną, z rękami z tyłu. Całkiem z lewej, chyba najmniej rzucający się w oczy Aleksander Motylev (w turnieju też jakby nie chciał się nikomu narzucać). Chinka Hou Yifan stoi zupełnie z prawej, jakby lekko poza kadrem. Wygląda trochę jak przewodniczka małej wycieczki, której nie udało się uciec na czas z kadru, więc stoi już i uśmiecha się skromnie. Okazuje się, że za tym pełnym czaru, kobiecym uśmiechem, czai się prawdziwy myśliwy, który bez wahania strzela do zwierzyny, która widząc go ucieka w popłochu w knieję. Wczoraj na przykład ustrzeliła najsłabszego członka tego stada, Aleksandra Motylewa. Mógł paść od jej strzału i nasz arcymistrz - gdyby w pewnym momencie zbiła piona "d4" skoczkiem z "c2". Polak miałby wtedy cieplutko. Zresztą i tak miał - Radek wybrnął z pozycji, która z całą pewnością w pewnym momencie była przegrana. Kto wie? Może to był sygnał, że szczęście w tym turnieju będzie sprzyjać naszemu arcymistrzowi?

Polak w Biel gra świetnie. Tym samym zadaje kłam wielu teoriom, jakoby się wypalił sportowo, miał zaniżony ranking itd. Wiele słyszałem nieprawdziwych stwierdzeń na temat naszego arcymistrza. W tym turnieju pokazał interesujące pomysły, większość partii grał do samego końca próbując wycisnąć wszystko z każdej pozycji. Ja nigdy w Radka nie wątpiłem i wiedziałem, że wcześniej czy później wskoczy na wysoki pułap, że swoją grą da mi wiele radości.

Dziś przed Radkiem ostatnia misja w tym turnieju - dopaść liderującego Maxime Vachier - Lagrave. Zadanie bardzo trudne z kilku względów - po pierwsze ograć zawodnika 2700+, który bardzo chce partię zremisować jest niezwykle trudno. Po drugie Radek Wojtaszek ma czarne bierki. Z jeszcze innej strony są pewne szanse, gdyż Francuz jest pod znacznie większą presją. Przegrywając wczoraj z Girim, wypuścił z rąk pewną wygraną w turnieju. Za niecałe dwie godziny ostatnia odsłona tych wspaniałych zawodów. A Radek Wojtaszek? Gra fantastycznie i należy mu się szacunek za tak zagrany turniej. Może się uda postawić "kropkę nad i"? Radości byłoby co niemiara!


  

niedziela, 20 lipca 2014

Memoriał Miguela Najdorfa dla Tigrana Petrosjana!




Nigdy bym nie pomyślał, że jeden z moich wpisów będzie dotyczył człowieka, którego imię i nazwisko na trwałe zapisało się w annałach światowych szachów. Gdy wypowiadam nazwisko Petrosjan, w dodatku poprzedzając je imieniem Tigran, mam trochę wrażenie, jakbym przeniósł się w czasie do lat sześćdziesiątych, gdzie legendarny "Żelazny Tygrys" święcił największe triumfy w swej karierze. Petrosjan zmarł młodo, w wieku 55 lat, na raka i tegoroczny memoriał, dzięki wygranej człowieka tego samego imienia i nazwiska, każe spojrzeć, choćby na moment w przeszłość.
 Zasadniczo, zawsze interesowała mnie przeszłość, korzenie, to co było - przyszłości tak naprawdę nie ma. Niech ten czy inny śmiałek mi ją pokaże. Jest tylko w naszej wyobraźni, w naszych głowach, roimy sobie plany co do tego, co ma nastąpić, co się wydarzy i jakże to różni się od tego, czego jesteśmy świadkami! Przenosząc się myślami na turniej, który ma się odbyć gdzieś tam, w przyszłości, która jest poza możliwością naszego pojmowania, oczywiście jesteśmy pierwsi, ogrywamy w spektakularnym stylu naszych rywali, jednak gdy owa mityczna przyszłość nastaje, gdy przeradza się w chwilę obecną, cierpimy dysonans lądując na miejscu dla nas nieciekawym.

Memoriał Miguela Najdorfa wygrał Tigran Petrosjan. Jeszcze lepsze zdanie! Przecież obaj panowie spotykali się za szachownicą, są partie, zaklęte w czasie emocje związane z tymi pojedynkami. I tak to przeszłość wnika w teraźniejszość za sprawą nazwisk wielkich szachistów, nazw debiutów, określeń dotyczących końcówek. Piękne to - jest przeszłość, która określa chwilę obecną i jest przyszłość, której nie ma. Kto rozwiąże tą metafizyczną zagadkę zasłuży na miano wielkiego.
 Dobrze. Powróćmy, no właśnie, do czego? Memoriał Miguela Najdorfa wygrał Tigran Petrosjan, drugie miejsce zajął Durarbayli Vasif, trzeci był Shimanov Aleksander.  Najlepszym z Polaków - spodziewanie, czy mniej spodziewanie, został Bartłomiej Macieja - za sprawą gorszego bucholtza, Bartek wylądował tuż za podium.

Jeśli chodzi o formę kapitana naszej męskiej reprezentacji, Bartosza Soćki, chyba najlepiej będzie jeśli w związku z nią, przytoczę kawał o pewnym Czukczu - myślicielu.


Czukcza myśliciel siedzi w swoim namiociku na zboczu góry i myśli. W pewnej chwili wpada inny Czukcza: - Jedna z twoich kóz spadła w przepaść.
Ten jednak nie reaguje. Za jakiś czas znów przychodzi pomocnik.
- Kolejna twoja koza spadła w przepaść.
 Jednak i tym razem nie było odzewu ze strony naszego myśliciela. Po niedługim czasie po raz kolejny wbiega przerażony Czukcza.
- Wszystkie twoje kozy spadły w przepaść!!
Czukcza zmyślił się głęboko.
- Hm....hm...znaczy zauważalna jest tendencja.... 

W szachach zrozumiała rzecz, rozegrać jeden, dwa, niech mnie ktoś huknie w łeb, trzy-cztery turnieje poniżej swojej normalnej formy. W przypadku naszego kapitana zauważalna już jest  trwała tendencja spadkowa, jeśli chodzi o formę. Memoriał Najdorfa również nie był turniejem Bartosza Soćki - znów stracił na rankingu i o jego występ na Olimpiadzie należy się bać.

Janek Duda choć ograł bohatera ostatniego akapitu, w dodatku w jego koronnym "francuzie", również nie błysnął formą i zanotował straty rankingowe. Partie Mateusza Bartla rozgrywane na turnieju "Masters" w Biel, również nie wzbudzają entuzjazmu, więc spoglądając na całokształt realistycznie nie mamy za wielkich szans, żeby zawojować to małe miasteczko leżące w okolicach koła podbiegunowego. Ale sport nie ma nic wspólnego z obliczeniami, matematyką, regułami statystyki, więc do końca Olimpiady trzeba tonować emocje, lęki itd. Pożyjemy, zobaczymy.

Radek Wojtaszek grając w bardzo silnym turnieju kołowym do tego momentu krzywdy sobie zrobić nie dał i to zadaje kłam teoriom, że jego ranking jest zaniżony. Poza partią z Girim, nie specjalnie dało się dostrzec, żeby w którymś z pojedynków strach zajrzał mu w oczy. Z drugiej strony Radkowi potrzebne są wygrane, by wygrał ten turniej - bo przecież nie chodzi w tych zawodach o to, by tylko przetrwać. Dziś dzień wolnego - jutro mając czarne bierki Radek spróbuje swoich szans z radzącą sobie całkiem nieźle Hou Yifan. Tyle moich przemyśleń, jak na ten moment. Oglądajcie pojedynek Radka z Chinką jutro o 14 czasu polskiego. Zapowiada się fajny mecz! 



czwartek, 17 lipca 2014

W Biel Anish Giri powoli wraca do gry! Radek Wojtaszek remisuje z Maxime Vachier-Lagrave!




Choć jeszcze trwa ostatni pojedynek turnieju kołowego w Biel - Hou Yifan (CHN) - Pentala Harikrishna (IND) warto spojrzeć na dwa, zakończone jakiś czas temu spotkania. Partia pomiędzy naszym reprezentantem, a Francuzem Maximem Vachier Lagrave była najmniej zajmującym pojedynkiem w tym turnieju, jak dla mnie. Pozycja zbliżona do symetrycznej, symetryczny podział punktów, każdemu po "połówce". Mecz ten nie trwał długo - obaj przeciwnicy, będąc po wczorajszych przejściach, chcieli chyba w jakiś inteligentny sposób dojść do kontroli czasu i podpisać blankiety. Ten turniej tempo gry ma zabójcze - jeśli zawodnik w jednej, drugiej, trzeciej rundzie rzuci całego siebie na szalę, później może popaść w kondycyjne tarapaty, a zawody nie osiągnęły jeszcze półmetka. Zarządzanie ryzykiem, o którym wspomniałem to także umiejętne dysponowanie siłami.

Do gry powraca po dwóch katastrofach na początku turnieju Anish Giri. Dziś w naprawdę niejasnych okolicznościach ograł Motyleva, który przez większość tego pojedynku dominował. W tym turnieju trudno o punkty, rywale walczą, chcą się zaprezentować z jak najlepszej strony, wygrana w Biel jest na wagę złota. Jutro Radosław Wojtaszek zagra czarnymi z Pentalą Harikirshną, który jeszcze dogrywa się z Hou Yifan. Chinka ma dwa piony więcej, ale jakość mniej. Harikrishnę ta partia ewidentnie kosztuje więcej sił, niż naszego szachistę, jednak to się jakoś równoważy, w końcu to Polak wczoraj zaczął partię w porze obiadowej a zakończył o zmroku.

Indywidualną Mistrzynią Europy została Walentyna Gunina, srebrny medal mistrzostw rozgrywanych w Bułgarii wywalczyła Tatiana Kosintsewa. Na trzecim miejscu uplasowała się Gruzinka Melia Salome. 

Jedyną Polką, której udało się zakwalifikować do Pucharu Świata jest Monika Soćko. Mecz z Hoang Thanh Trang zakończył się wygraną naszej reprezentantki po poważnym błędzie Węgierki w końcówce. Gdyby partia zakończyła się remisem obu zawodniczkom nie udałoby się załapać do najlepszej 14 - tki, a tak... na PŚ jedzie Polka ;).

 Szkoda ostatniej partii Kariny - ona również walczyła o awans do Pucharu Świata. Niestety, tym razem się nie udało. Przed Olimpiadą mam uczucia cokolwiek mieszane. Mnie się wydaje (w stylu Gmocha ;)), że Monika z Kariną nie zawiodą w Tromso - w Bułgarii obie ładnie wymiatały. Problem z pozostałymi reprezentantkami, które grały nieprzekonująco i gdzieś w dołach tabeli. Czas pokaże jakie będziemy mieli wspomnienia po turnieju w Norwegii.



środa, 16 lipca 2014

Po morderczej, siedmiogodzinnej bitwie Anish Giri lepszy od Radka Wojtaszka!





Czasami zadaję sobie pytanie gdzie ja właściwie trafiłem. Jak okrutnie ciężkim sportem są szachy bardzo dokładnie pokazuje niedawno zakończony pojedynek Holendra z Polakiem. Obaj przeciwnicy byli siebie warci - każdy z nich rzucał na szachownicę pomysł za pomysłem, ideę za ideą, pięknie iskrzyło, a batalia trwała prawie siedem godzin. Ta partia pokazuje też, że nasz reprezentant zaprzedany jest szachom bez reszty. Dostając gorszą pozycję bronił jej jak natchniony, w pewnym momencie, gdy już miał zawinąć do remisowej przystani, popełnił błąd, co bezbłędnie wykorzystał Holender. Za takie mecze Radkowi należy się po prostu wielki szacun.

Szachy są okrutne - walczysz, walczysz, wypruwasz sobie flaki, dostajesz na sam koniec bombę, wstajesz od stolika, mieni ci się przed oczami, a jutro czeka na ciebie kolejny drapieżnik. Sam kilka podobnych sesji przeżyłem w swojej karierze, szachiści wiedzą jak się czuje fizycznie i jakimi uczuciami targany jest zawodnik, który za deską spędził roboczą dniówkę, bez mała.

W kołówce w Biel nie było dziś partii zakończonej wynikiem nierozstrzygniętym. Przegrała Hou Yifan z Maximem Vachier-Lagra'vem, przegrał Pentala Harikrishna z Aleksandrem Motylevem. Sytuacja w tabeli jest arcyskomplikowana i właściwie nie wiadomo jeszcze nic. Francuz po wygranej nad Chinką wyszedł na prowadzenie, ma dwa punkty. Tuż za nim czwórka szachistów z 1.5 pkt., a ostatni, pomimo wygranej nad Radkiem Wojtaszkiem jest Anish Giri.

Jutro Polak dostanie białe bierki. Naprzeciwko niego usiądzie Maxime Vachier-Lagrave. Bitwa z Girim z pewnością dużo kosztowała naszego reprezentanta, zresztą Francuz z Chinką męczył się niewiele krócej. Gdyby nie przepis, zakazujący oferowania remisu przed 40 posunięciem, skłaniałbym się ku tezie, że obaj arcymistrzowie zechcą wziąć remisowy time-out. Jednak w tym układzie możemy się spodziewać normalnej walki. Kto w niej okaże się lepszy, dowiemy się jutro, późnym popołudniem. 


Radek Wojtaszek remisuje z Hou Yifan a Giriego dopadł poważny kryzys!




Nie myślałem nawet przez sekundę, nie pojawił się w mojej głowie choćby przebłysk myśli, że Giri w turnieju kołowym w Biel po dwóch rundach nie będzie miał żadnej zdobyczy punktowej. Reguła turnieju kołowego jest taka, że chore jednostki, gdy zostaną zauważone przez stado, mają ciężkie życie. Przy wspólnym stole każdy chce tym postrzelonym przez myśliwego jednostkom zabrać i tę resztkę strawy, która leży przed nimi. Oczywistym też jest, że ranny osobnik może być bardzo niebezpieczny - w końcu nie ma nic do stracenia. Ciekawe, jaki będzie scenariusz dzisiejszego meczu Giri-Wojtaszek? Sądzę, że Holender będzie próbował grać na wygraną, gdyż remis absolutnie nie jest mu na rękę. Ten kij ma dwa końce - Radek może się spodziewać nadaktywności swojego rywala i tu musi zachować ostrożność, z drugiej strony przeciwnik, który przekracza granice dopuszczalnego ryzyka jest łatwiejszym celem. W szachach jest kilku ciekawych autorów, którzy piszą o tym, że gra w turniejach jest sztuką zarządzania ryzykiem. Grając bezpiecznie rzadko się staje na podium, grając na pełnym ryzyku, idąc w szachach bez przysłowiowej gardy, często jest się na pierwszym miejscu... ale od końca.
 Od razu przychodzi mi na myśl wczorajszy pojedynek Jaśka Krzyśka Dudy z Aleksandrem Areshchenką. U Janka szachownica prawie zawsze się pali, to płonące stepy Patagonii. Od Janka na taktyce można zaliczyć potężnego strzała w każdym momencie i w każdym czasie. Janek gra zajmujące szachy - patrzy się na to po prostu świetnie. On zawsze świadomie lub mniej świadomie dąży do kombinacyjnych rozwiązań w swoich partiach. Wielu się na to nadziewa, gdyż talent naszego młodego arcymistrza pozwala mu na szybkie, kreatywne przekierowania sił i punktowe skomasowane ataki figurami. Ten szachista ciągle się rozwija. Z drugiej strony arcymistrzowie okolic 2700 nie liczą gorzej od Janka, za to nie są tak surowi jeśli chodzi o grę pozycyjną. Jeśli uda im się "ustawić" młodego gracza w technicznych strukturach zapewne wygrają. Można by o szachach naszego talentu długo - ja jednak chcę rzec tylko tyle, że aż mnie skręca z radości, gdy widzę odwagę Janka i brak kompleksów w walce z renomowanymi przeciwnikami. Inna sprawa, że do kadry dołączył drugi Mateusz Bartel - u obu jest albo wóz albo przewóz i nie ma zlituj. Ciekawe co z tej mieszanki wybuchowej, z tego koktajlu Mołotowa, na Olimpiadzie wyniknie?


Oglądam wyniki z festiwalu Miguela Najdorfa i myślę o polskich cechach narodowych. Jedną z nich jest tradycyjna polska gościnność. Okazuje się, że w rundzie drugiej Polacy w lwiej części przypadków przepadli bez wieści w pojedynkach z rywalami z zagranicy. Czym chata bogata tym rada! Sorki za ironię, ale chłopaki do roboty do kroćset - ileż można patrzeć na tą rzeź! W końcu gramy u siebie, nie?

Na ME w Płowdiw Karina Szczepkowska-Horowska rozbiła w drobny mak Almirę Skripchenko z Francji. Przeciwniczka Polki po prostu w tym meczu nie istniała. Karina tym samym znalazła się na ósmym miejscu, gra pięknie i wyrasta nam prawdziwa liderka. Dziś Karina dostała Mariję Muzychuk z Ukrainy i zapewne tak łatwego grania jak z Francuzką już nie będzie.
 Wygrała też Monika Soćko z Aleskandrą Goryachkiną, w tym momencie jest siedemnasta i czeka ją trudny mecz z Lilit Mkrtchian. By znaleźć się w Pucharze Świata nasza arcymistrzyni musi to spotkanie wygrać. O 14 czasu polskiego rusza turniej kołowy w Biel. Start za dwie godziny!


wtorek, 15 lipca 2014

Trwa transmisja hitowego pojedynku drugiej rundy Memoriału Miguela Najdorfa: Areshchenko - Duda!




Festiwal imienia Miguela Najdorfa wyrasta na jeden najsilniejszych openów w Polsce. Od wielu lat Polska nie może się poszczycić silnie obsadzonym turniejem. Zwykle openy w naszym kraju składają się z niezbyt interesującej mieszanki szachistów rodzimego chowu, że się tak wyrażę i przybyszów zza wschodniej granicy, oczywiście nie tych, z najwyższej półki. Warszawski festiwal z roku na rok wygląda coraz okazalej. Ciągle ewoluuje, a ten rok wygląda na przełomowy. Na starcie stanęła mocna, a zarazem ciekawa stawka arcymistrzów z różnych stron świata. 14 arcymistrzów z rankingiem powyżej 2600 elo, 18 arcymistrzów przedziału 2500-2600 elo to już skład godny, choć nie wierzę w to, że organizatorzy w przyszłym roku spoczną na laurach i zadowolą się tym co osiągnęli. Oczywiście, do takich openów przyciągają w pierwszej kolejności pieniądze. W tym roku pierwsza nagroda w turnieju głównym to 5000 euro (w przeliczeniu na złotówki około 20 tysięcy złotych). Trzeba przyznać, że ta suma jest bardzo zachęcająca dla profesjonalistów.

Turniej ten to rzadka okazja, by polscy szachiści ponosząc stosunkowo niewielki koszt, mogli włączyć się do rywalizacji z naprawdę silnymi arcymistrzami z innych państw. Dla przykładu: w drugiej rundzie Janek Krzysiek Duda gra teraz, mając czarne bierki, z Ukraińcem Aleksandrem Areshchenko 2701 elo. Na drugiej desce oglądamy Kacpra Pioruna, który będzie się starał zrobić krzywdę Bułgarowi Ivanowi Cheparinowowi. Trzecia deska to mecz Vladimira Fedoseeva z Michałem Olszewskim. Nieźle to wygląda. Przydałoby się jeszcze, żeby Polacy nie byli zbyt gościnni, ale jak będzie z tą gościnnością pokażą ta i kolejne rundy.

Jola i Monika we wczorajszej rundzie ME w Płowdiw zreaktywowały się i, mam taką cichą nadzieję, to nie koniec ich serii zwycięstw. Martwi postawa Klaudii Kulon, która pogubiła się kompletnie w tym turnieju, a przecież przed nią Olimpiada w Tromso.

O 14 ruszą zegary w Biel i nie wiem jak wy, ale ja zamierzam rozkoszować się pojedynkiem Radka Wojtaszka z Hou Yifan ;). Oby Radek podtrzymał passę i wygrał ten mecz! Wtedy będziemy bili brawo naszemu arcymistrzowi i będzie pięknie ;). Zadanie stojące przed naszym arcymistrzem, z uwagi na formę Chinki, naprawdę niełatwe. Powodzenia Radek!!


poniedziałek, 14 lipca 2014

"Turniej kołowy w Biel - Hou Yifan rozbija Giriego w miniaturze! Wojtaszek lepszy od Aleksandra Motylewa!"




Czy piątka panów grających w turnieju kołowym w Biel ma powody by obawiać się nieobliczalnej Hou Yifan? Sygnały, że Chinka jest w życiowej formie docierały do każdego z nich, gdy w ostatnim turnieju Grand-Prix dosłownie zdemolowała swoje rywalki. To były inne szachy, jakby nie kobiece - dokładne liczenie wariantów, świetne realizacje przewag itd. Ktoś oglądając ten turniej mógł rzucić - "Ale z kim Hou Yifan grała, żeby od razu mówić o jej życiowej formie!?" Oczywiście, to nie był ten rozmiar kapelusza co w Biel, ale widać było okiem nieuzbrojonym, że Chinka parła do przodu z bardzo dużą siłą. Przeciwniczki po prostu nie istniały. Zobaczę ja, zobaczycie wy, jak to się dalej potoczy, ale jestem zdania, że Hou Yifan nie jest skazana na pożarcie w tym turnieju. Przeciwnie, ona może odegrać kluczową rolę w szwajcarskiej kołówce.

 Dziś w turnieju kołowym był dzień "poświęconego piona". W pierwszym, zakończonym pojedynku, Anish Giri poświęcił piona bez widocznej rekompensaty, a Chinka realizowała przewagę żelazną ręką. No, to nawet nie jest sensacja jak dla mnie. Utalentowany junior został sprowadzony na ziemię przez nie mniej utalentowaną juniorkę. Ależ smaczki się pojawiają na samym początku tej kołówki! Ciekawe, jak między tą parą będzie wyglądał rewanż za kilka dni, już nie mogę się tego doczekać!

Świetnie wszedł w turniej nasz lider, Radek Wojtaszek. To była kolejna partia, w której oddano piechura za... no, właśnie. Za co? Jakiejś specjalnej inicjatywy po tej ofierze Motylew nie dostał, a końcówkę Radek grał doskonale technicznie. Interesujący był w tej partii moment, w którym Aleksander Motylew namyślał się nad posunięciem około pół godziny. W tym momencie pomyślałem - "No tak, zanosi się na gruby błąd!" Tak też się stało. Oczywiście w szachach to nie jest żadna reguła, że po długich namysłach szachiści popełniają pomyłki, ale według mnie coś w tym jest. Mniejsza zresztą z tym. Lepszego początku dla naszego reprezentanta w Biel po prostu nie dało się wymyślić. Ale już jutro, uwaga, naprzeciwko Radka Wojtaszka usiądzie, mając czarne bierki pogromczyni Anisha Giriego z rundy numer jeden! Emocje, emocje, emocje i dużo radości dla kibiców. Nie opuśćcie tego wydarzenia i piszcie o waszych wrażeniach. Najbliższe 30 dni jest wypełnione szachami po brzegi. Szachowy szwedzki stół. Nie przegapcie tej uczty! Smacznego!