piątek, 18 maja 2012

"Garry Kasparov największą atrakcją szóstej rundy meczu w Moskwie"



Nie wypowiedziałem w poprzednim wpisie jakiegoś trudnego do przewidzenia proroctwa, oceniając, że fajerwerków nie zobaczymy i w partii szóstej. Fakt,  Anand zastosował w krytycznej pozycji istotne wzmocnienie w granym wariancie (14...0-0) jednak to pozwoliło mu jeszcze szybciej wyrównac grę i sprowadzić partię do pozycji nie możliwej do grania na wygraną dla obu stron.

Największą atrakcją tej rundy była wizyta XIII Mistrza Świata, Garrego Kasparova, w pokoju komentatorskim. Gdy legenda rozpoczeła swoją opowieść, wszyscy wokół ucichli niczym drobne ptaki w lesie, gdy na pobliskiej gałęzi przysiada drapieżnik. Nawet GM Piotr Swidler siedział obok, zasłuchany, dodając na koniec długich wywodów Kasparova kilka uwag od siebie. Kasparov dominował w tej dyskusji mniej więcej tak, jak przeważał przez wiele lat nad resztą śmiertelników. To był teatr jednego aktora.

Minął dokładnie półmetek meczu. Jakoś z dużym spokojem przyjąłem ten kolejny remis (Że użyję słynnego tekstu babci z "Samych swoich": "był czas przywyknąć przecie" ;) ). Mecz o Mistrzostwo Świata ma swoją specyfikę, przeciwnicy są doskonale przygotowani debiutowo, więc to nie jest tak, że można bezkarnie grać na wygraną bez względu na koszta. A te z każdą partią rosną. Cena każdego posunięcia jest coraz większa, dystans do końca partii granych tempem klasycznym się skraca, i czasu na ewentualne odrobienie strat jest coraz mniej. Mam jednak niejasne przeczucie, że mecz wchodzi w decydującą fazę. Idę o zakład z Czytelnikami, że jedna z następnych dwóch partii, rozegranych po przerwie, będzie rezultatywna.

A tymczasem baterie mojego wysłużonego "Lumixa" już załadowane. Dobra literatura na drogę do plecaka zapakowana (Czesław Miłosz - "Widzenia nad Zatoką San Francisco") i jutro rano wyruszam do Warszawy na "Noc Muzeów". A tam?? No właśnie - w przeciwieństwie do meczu Anand - Gelfand, tam będzie się działo! Oczywiście po powrocie, gdy odpocznę, opowiem Wam o wrażeniach, nie zabraknie zdjęć, akcenty szachowe również będą. A więc... do zobaczenia w niedzielę!


czwartek, 17 maja 2012

"Kolejna nudna partia w bezbarwnym pojedynku Anand - Gelfand"



Jestem jeszcze w trakcie oglądania konferencji prasowej uczestników spotkania, tak samo nudnej, jak nudna była kolejna partia meczu o tytuł Mistrza Świata. Pytania padają dość ciekawe: o szkło oddzielające grających od publiczności,  czy aby nie przeszkadza, o to jak małżonki wraz z dziećmi wpływają na poziom tej rozgrywki itd. Gelfand wraz z Anandem odpowiadają półsłówkami i czekają aż pani prowadząca konferencję ją zakończy.

Nie będę się silił na jakąś rozbudowaną analizę tego co znów miało miejsce. Właściwie to nic nie miało miejsca, nic ciekawego. Na myśl przychodzi mi tylko piosenka znanego krakowskiego barda, który śpiewa dekadencką piosenkę jak to wszędzie w każdej dziedzinie panuje wielka "cichosza". Mógłby dodać jeszcze jedną zwrotkę, gdzie oprócz Mickiewicza, rokoszan, samozwańców i papieży, nie ma również meczu o mistrzostwo świata w szachach. Nie ma meczu takiego jakiego byśmy chcieli, a jutro minie półmetek. No jeśli takie jest życzenie grających, żeby tak to wyglądało, cóż...

Myślami jestem już przy wycieczce wraz z moją żoną  "by autostop" do Warszawy, na szachową noc muzeów (najbliższa sobota) i nawet bezbarwny "Vishy" wraz z jego przeciwnikiem nie są w stanie na dłużej zepsuć mojego humoru:). Z kronikarskiego obowiązku obejrzę jutrzejszą partię. Myślę jednak, że jej przebieg będzie podobny do prawie wszystkich pojedynków tego nieciekawego meczu.


"Michaił Ułybin, Emil Sutowski komentują pojedynek o szachową koronę"



Dziś z samego rana siedziałem na "prasówce", usiłując dowiedzieć się co w trawie piszczy i jakie nastroje panują wsród tych, którzy na dobrą sprawę mogliby siedzieć na miejscu Borysa Gelfanda i walczyć o najważniejszy szachowy tytuł. Tak więc, w nastrojach kibiców szachów, którzy się na tym rzemiośle znają bardzo dobrze, nie występuje to charakterystyczne napięcie, które zwykle towarzyszy podobnym wydarzeniom.

GM Michaił Ułybin w rozmowie z Jewgienijem Atarowem oznajmił, że obserwatorom meczu przydałby się chyba jakiś skandal, coś w stylu wydarzeń z Elisty, ale on sam uważa, że nie ma fizycznej możliwości aby arcymistrzowie w każdej partii grali na śmierć i życie. Przypomniał również, chyba jeden z bardziej interesujących meczów Kasparov - Anand, gdzie pierwsze osiem partii zakończyło się remisem. Nadmienił też, że wcześniej czy poźniej ów remisowy trend zostanie złamany. Kiedy jednak? Ułybin nie podjął się wieszczyć gdyż, jak stwierdził, nie jest Kassandrą.:).

Z kolei GM Emil Sutovskij wypowiedział się na temat kibiców, którym najzwyczajniej w świecie się nie poszczęściło. Według niego, z niemałą korzyścią dla większości obserwatorów i dla zwiększenia ciśnienia samego spotkania przydałoby się, aby przeciwnicy szczerze się nienawidzili, lub przynajmniej udawali wrogość. A tymczasem naprzeciwko siebie siadło dwóch spokojnych, dobrze wychowanych, szanujących się wzajemnie panów, którym ani przez myśl nie przeszło obrażać jeden drugiego, czy coś w tym stylu. Arcymistrz pyta retorycznie: i jak w takich okolicznościach można utrzymywać zainteresowanie pojedynkiem?

Choć mecz się jeszcze nie zakończył, Sutovskij daje nawet recepty na zwiększenie zainteresowania wydarzeniem. Według niego część puli pieniężnej powinna być przeznaczona na ekrany rozmieszczone w niektórych, ważniejszych miejscach Moskwy, gdzie na bieżąco można by obserwować przekaz z Galerii Trietiakowskiej. Ponadto według arcymistrza czas rozpoczęcia partii nie jest najszczęśliwiej dobrany, gdyż piętnasta czasu moskiewskiego to pora, w której ćma ludzi jest jeszcze w pracy. Przesunięcie godziny rozpoczęcia spotkań na 16-stą byłoby logicznym rozwiązaniem. Co do przyjęcia "anty-remisowych" reguł, to uczestnicy meczu zgodnie się na to nie zgodzili i tu nie było szans cokolwiek zrobić.

Mało, bardzo mało o samych partiach, a raczej bardzo ogólnie o nich. Według większości arcymistrzów mecz dopiero się rozkręca. Liczę na to i ja. Czekam na godzinę trzynastą naszego czasu w nadziei obejrzenia kapitalnej rozgrywki! 


środa, 16 maja 2012

"Szachy jako sztuka operowania obrazem. Kulisy remisów moskiewskiego pojedynku"




Malarstwo i szachy. Jednodniowy antrakt w meczu o tytuł Mistrza Świata to dobry moment, żeby zastanowić się nieco głębiej nad elementami wspólnymi dla malarstwa oraz szachów. Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że obie dziedziny są od siebie odległe odległością liczoną w parsekach ale pierwszemu wglądowi raczej nie powinno się zbytnio ufać.

Malarstwo w swym założeniu pragnie zatrzymać pantareiczny strumień zjawisk, próbuje uchwycić w tym lub innym kadrze płynną rzeczywistość, by następnie ów fragment dowolnie kontemplować, interpretować. Artysta na ile mu pozwala talent i środki wyrazu, daje swego rodzaju świadectwo pewnej ulotnej chwili, która miała swoje miejsce i czas. Szachy, jeśli spojrzymy na procesy zachodzące w umyśle szachisty podczas partii, są również sztuką operowania obrazami. Liczenie wariantów to przecież wywołana aktem woli sekwencja zmieniających się obrazów, które szachista wizualizuje, by w konsekwencji skierować partię na korzystne dla niego tory. Cechą wspólną malarstwa i szachów jest bez wątpienia obraz. Różnice są takie, że w przypadku szachów arcymistrz czy mistrz, posługuje się obrazami wedle reguł świata 64 pól, tych to musi się trzymać, a miejsce na twórczość daje mu nieskończoność możliwości tkwiąca w samej grze. Malarstwo w przeciwieństwie do szachów może pochylić się nad dowolnym wycinkiem rzeczywistości ale samo jako takie jest  statyczne i pozbawione tej dynamiki, którą mają szachy. Malarstwo to kobieta - jin, szachy to płynące nisko nad ziemią ciężkie, burzowe chmury - to mężczyzna, jang.

Swoją drogą taki oto karkołomny pomysł - wernisaż zatytułowany "Historia jednej partii szachów" gdzie arcymistrz opowiada sekwencję swoich obliczeń (obrazów) malarzowi, ten, maluje te sekwencje obraz po obrazie i... chyba by zabrakło miejsca we wszystkich muzeach świata, by dokładnie odwzorować co w "duszy grało" arcymistrzowi...

Nie zamykam tego tematu, nie kończę go jakimś sztywnym wnioskiem. A może Ty napiszesz jak widzisz  ten mezalians szachów z malarstwem?



Ja jednak nie o tym chciałem. Zastanawiałem się wczoraj dość długo co powoduje, że mecz w Moskwie pozostawia kibicom szachów tak wiele do życzenia i doszedłem do wniosku, że jedynym aspektem, który blokuje proces twórczy w tym meczu jest strach. Obaj przeciwnicy o czym świadczą ich poszczególne posuniecia obawiają się siebie i przedkładają bezpieczeństwo nad proces twórczy. Weźmy najciekawszą, trzecią partię meczu. Nawet w tej partii nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że to jeszcze nie było pełne "zwarcie" przeciwników. Anand od 17. Gd4 praktycznie neutralizował inicjatywę Gelfanda i choć było to uzasadnione z pozycyjnego punktu widzenia (pion więcej) to nie była to jednak partia z tych, gdzie "wszystko wisi", a kibice szaleją z zachwytu. Anand wraz z Gelfandem, kurczowo trzymają się modułów oraz analiz swoich sekundantów i, jeśliby policzyć samodzielne posunięcia przeciwników w tym meczu, to ich liczba nie byłaby zbyt duża. No, chyba w takim właśnie kierunku podążają powoli szachy. Koneserzy mogą w tym meczu delektować się głębokimi analizami debiutowymi sztabów itd. ale jeśli chodzi o proces twórczy przy wykonywaniu samodzielnych posunięć nic specjalnego nie zobaczyliśmy jak narazie. Daleki jestem od myśli, że komputery dewastują naszą dyscyplinę ale jakbym postawił takie oto pytanie: ile było w tym moskiewskim meczu stylu gry Ananda i stylu gry Gelfanda w ich ruchach, jeśli wszystko rozpracowały moduły a decyduje pamięć?

 Boję się pomyśleć jak będą wyglądały szachy, gdy będę dokonywał żywota ale o taką magię, jaką miały w sobie mecze z połowy ubiegłego wieku, może być bardzo trudno. Pewnie się mylę w tym co mówię i nie ma obaw:). Jeszcze naoglądamy się szachów z najwyższej półki! A może już jutro pretendent wraz z Mistrzem Świata zachwycą swoją grą cały szachowy świat? 


wtorek, 15 maja 2012

"Kolejny remis i deficyt emocji w meczu o tytuł Mistrza Świata"



Jako komentarz do czwartej odsłony meczu o tytuł Mistrza Świata wystarczyłby dziś "screen" z pokoju komentatorskiego, gdzie GM Jan Timman wraz z prowadzącym przeglądał  w najlepsze album z reprodukcjami obrazów. Minęła już trzecia część meczu, a na dobrą sprawę jedyną partią, która przyspieszyła akcję serca kibiców, była wczorajsza "grunfeldowska" debata, często wspominana w tym nudnym z szachowego punktu widzenia dniu. Nie wiem, czy to miejsce tak działa na przeciwników? Słynna "Trietiakowka" ma w swoich bogatych zbiorach bezlik prac, które potrafią łatwo przenieść w czysto kontemplacyjne wymiary, gdzie nie istnieje pojęcie walki, ale szachy są jednak innym rodzajem sztuki. Sztuka to tylko część szachów, kibice pragnęliby widzieć ją w połączeniu z walką, sportem, którego w tym meczu poszukujemy jak zielarz rzadkich ziół.

Borys Gelfand nie skorzystał z przywileju białego koloru. Partia nie miała punktów zwrotnych, co można wyjaśnić świetnym przygotowaniem debiutowym przeciwników. Nie mam pojęcia jak dalej będzie wyglądał ten mecz. Uważam, że pojutrze znów na szachownicy pretendent ustawi obronę Grunfelda, pewnie pojawią się "wzmocnienia" i, jest jakaś szansa na to, że zobaczymy dobrą partię. Obraz meczu zmieniłaby na pewno partia rezultatywna. Wtedy mecz nabrałby wewnętrznej dynamiki, której z uwagi na bezpieczne status quo obu partnerów, jak na razie nie ma. Na ten czas w meczu o Mistrzostwo Świata cisza jak na Oceanie Spokojnym. Pogoda bezwietrzna.


poniedziałek, 14 maja 2012

"Anand wypuszcza wygraną w trzeciej partii meczu o Mistrzostwo Świata!"



Mecz o Mistrzostwo Świata po dniu przerwy zdecydowanie nabrał rumieńców dla dobra zarówno szachów jak i spragnionych wrażeń kibiców. Komentatorzy nie mieli zbyt dużo czasu na długie rozwodzenie się nad tematami pobocznymi. Większość starała się nadążyć za wydarzeniami na szachownicy. Nie zawiodła mnie intuicja jeśli chodzi o zwiększenie się dynamiki partii trzeciej, nie pomylili się też omawiający partię co do wyboru debiutu przez pretendenta. Komentatorami obrodziło znów niezwykle i tak będzie już do końca tego meczu: Dziś był wybór pomiędzy Siergiejem Zagrebelnym na serwerze chesspro, duetem Mateusz Bartel - Bartosz Soćko na chessbrains, w sali Galerii Trietiakowskiej można było posłuchać zaawansowanego już nieco w latach, ale wciąż bardzo konkretnego, legendarnego Jana Timmana.

Przebieg pojedynku mógł zadowolić bardzo wybrednych kibiców. Gelfand wybrając obronę Grunfelda, ustawił niezwykle dynamiczną pozycję, przypominającą nieco schematy sycylijskiego "drakona". Mistrz Świata, mając piona więcej, doprowadził do serii wymian neutralizując pressing Borisa Gelfanda. Nastąpiła czterowieżowa końcówka, w której obrońca tytułu mógł w kilka temp doprowadzić do wygranej pozycji. No właśnie. Mógł...

Jest takie powiedzenie, czy też przysłowie, zdaje się, proweniencji rosyjskiej: "Jak chcesz kogoś dobrze poznać, wybierz się z nim w daleką podróż albo zagraj z nim partię szachów".  Przeciwnicy w moskiewskim meczu będa się znali po dwunastu rundach w szachach klasycznych jak chyba nikt. Tu jest wszystko widoczne jak na dłoni - nie da się ukryć niczego.

Przyglądając się Anandowi podczas rozgrywania tej ostrej partii, miałem wrażenie jakby Mistrz Świata tylko siedział przy stoliku. Zupełnie nie mogłem dostrzec jakiegokolwiek wysiłku na jego twarzy. Jego twarz, jakby wykuta ze spiżu przypomina mi trochę twarz dziecka, które siedząc przy stole akurat nie ma nic do roboty. Stoicyzm albo raczej sztuka bycia obojętnym, żywcem wyrwana z bogatej tradycji hinduizmu. Anand wywodząc się z jednej najstarszych kultur na Ziemi chyba odebrał lekcję od jakiegoś "sadhu", który nauczył go czegoś, co dla szachisty jest darem bezcennym - obojętności, ustawienia się ponad emocjami.

Boris Gelfand z jego mimika, gestykulacją, częstym wstawaniem od stolika to biegunowo różna postać. Pretendent, wpadając w trudne położenie nie mógł ukryć swoich emocji. W pewnym momencie dyskusja zeszła na temat koloru twarzy Gelfanda, który bardzo poczerwieniał. Według mnie kolor jego twarzy wpadał w lekkie bordo ale na kolorach się nie znam, więc mogę się mylić;). Boris Gelfand "żyje" rozgrywaną partią, naprzeciwko niego zaś siedzi mnich buddyjski.

Z psychologicznego punktu widzenia lepiej powinien się czuć teraz Gelfand, który uciekł spod noża i jakby w nagrodę dostaje jutro przed dniem wolnym biały kolor. Anand musi wytrzymać napór pretendenta i prawdopodobnie po dniu wolnym przeciwnicy znów powrócą do "grunfeldowskiej" dyskusji. Zaczęło się dziać!



niedziela, 13 maja 2012

"Panie, zrzuć się Pan na arcymistrza, czyli o podziale nagród finansowych w rapidach"



Już w wieku dziewiętnastym Karol Marks podczas tworzenia zrębów teorii walki klasowej był przekonany, że byt określa świadomość. Ujmując tę myśl prościej: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i, wypowiadając mój pogląd na temat finansowania, a właściwie podziału puli nagród w turniejach szachów aktywnych, będę wyrazicielem siebie, swojego punktu siedzenia. Sądzę jednak, a nabierałem stopniowo takiego przekonania po licznych dyskusjach z szachistami na turniejach, moją myśl podziela znacznie więcej fanów gry bezpośredniej.

Chodzi mi mianowicie o taką sytuację, w której organizatorzy tworzą trzy, cztery nagrody główne, plus jedną, dwie nagrody dla juniorów i liczą na niezłą frekwencję w zawodach. Znaczny procent szachistów grających w "rapidach" jest już poza wiekiem juniorskim oraz nie ma szans (z uwagi na umiarkowaną siłę gry) na nagrody główne. Teraz już tak czysto materialnie, żeby moi Czytelnicy nie myśleli, że autor taki "odrealniony" w większości swych tekstów i nie widzi krawężnika o który się co i rusz potyka. Policzmy więc. Wybierając się na turniej szachów aktywnych samochodem z kolegą muszę dać mu około 25- 30 zł na benzynę, do tego płacę wpisowe w tej samej wysokości. A więc taka eskapada kosztuje mnie w okolicach 60 - 70 zł. Są to przeciętne kwoty, gdyż wysokość puli wydanej uzależniona jest od odległości turnieju od miejsca zamieszkania. Organizator nie przewiduje dla mnie oraz przeciętnie 50 % płacących wpisowe szachistów choćby dwóch nagród, o które mógłbym powalczyć i mieć jakieś tam widoki na zwrot kosztów. Tak więc, przeciętnie ponad połowa uczestników robi "ściepę" na nagrody główne i nic z tego nie ma. Chciałem podkreślić, że mówię o tych turniejach, w których nie ma nagród w grupach.

A co by było, gdyby po prostu ta grupa, która nie ma szans na cokolwiek została w dniu turnieju w domu? Ile organizatorzy mieliby wtedy uczestników? Dwudziestu? Tylko pragnienie spotkania i gry bezpośredniej sprawia, że wielu wraz ze mną, bez względu na koszty, wybiera się choć wie, że nic z tego nie będzie mieć. Sprawa organicznie sprzyja "wielogłosowi". 2400 elo powie mi: to się naucz grać tak jak ja, a będziesz jeździł i zgarniał nagrody główne! Jakiś 1935 elo wykrzyknie: Autor ma rację! Po jasny gwint dokładać do tego interesu!? Co to, nie ma playchessa czy kurnika? Inny powie: przecież koszty wydane na turniej są dobrze zainwestowane, wszak możemy bezpośrednio porywalizować, a tego nie zastąpi nic. I ... każdy z nich ma rację! A ktoś kiedyś powiedział, że prawda jest jedna;).

Mnie chodziłoby o taką rzecz, aby organizatorzy sensownie rozkładali nagrody, mając na uwadze tych, których jest najwięcej, czyli zawodników "środka" oraz juniorów. To przecież ta grupa tworzy w znacznej mierze to wydarzenie.
 Takich turniejów pod tytułem "zrzućta się chłopy na arcymistrza" jest już coraz mniej ale jest ich jeszcze niemała ilość. A co do nagród to będąc kreatywnym za tanie pieniądze można tą grupę środka bez problemu docenić. Mając przeznaczone do 100 zł. kupuję trzy, cztery książki szachowe i problem nagród wydaje się rozwiązany. Ciekaw jestem waszych głosów, jak widzielibyście najbardziej sprawiedliwy podział nagród w jednodniowych rapidach?


sobota, 12 maja 2012

"W oczekiwaniu na walkę tytanów"




W trakcie trwania drugiej rundy meczu o Mistrzostwo Świata, prowadziłem równolegle rozmowę przez skype z pewnym szachistą, który był bardzo zdegustowany rzucającą się w oczy "jałowością" tego pojedynku. Cóż, odpowiadałem trzymając się linii racjonalnej: a że to nie jest ten poziom rozgrywek żeby przeciwnicy za nic mieli ryzyko "wskakując" na siebie co partia jak głuszce w czasie toków, że waga każdego ruchu jest bardzo duża, że o czapkę śliwek nie grają itp. Ale w dyskusji przedstawiałem tylko jedną stronę medalu. Druga jest taka, że przecież już nie jeden mecz o Mistrzostwo Świata doprowadzał do stanu wrzenia tysiące kibiców, a partie sprzed dziesiątków lat do dziś budzą ten charakterystyczny dreszczyk. I czemu tym razem miało by być inaczej?

W sumie pragnę tego samego co reszta kibiców, czyli walki dwóch tytanów w której nie ma "przebacz", i sądzę, że już niebawem to nastąpi. Dystans 12 rund kojarzy się z zawodowym boksem, a tam, po pierwszych kilku rundach "zapoznawczych", bokserzy zaczynają coraz bardziej ryzykować, by w rundach ostatnich w stanie skrajnego zmęczenia, zapominać o takim czymś jak "podwójna garda". Jest duża szansa, że po dniu odpoczynku przeciwnicy zaserwują nam wreszcie potężną dawkę emocji. Mecz rozkręci się najpewniej, gdy naruszone zostanie status quo i gdy jedna z partii zakończy się rezultatywnie. Wtedy to ktoś będzie musiał utrzymać wynik, a ktoś wyrównać stan meczu. Ach ten tryb warunkowy, który w myślach natychmiast chcę przerobić na tryb dokonany! Ale przecież nie chodzi o to, żeby jak w jednym z moich tekstów o wszechświatach równoległych, prawdziwa walka Anand-Gelfand miała się odbyć w innym uniwersum, a my, mielibyśmy mieć pecha oglądając tylko "wysuszoną" wersję tego meczu:).

Jutro dzień przerwy. W poniedziałek spodziewam się całkiem innego obrazu gry. Na marginesie: jestem pod wielkim wrażeniem licznych i w stu procentach profesjonalnych komentarzy arcymistrzów na wielu portalach szachowych. Na rosyjskim chesspro.ru komentował dziś GM A.Korotylev, na "chessbombie" Balogh Csaba, nasz rewir obsługiwał ponownie Mateusz Bartel, sala moskiewska to Nigel Short! Inna sprawa, że przydałoby się, żeby arcymistrzowie mieli co komentować. Jestem dobrej myśli. 


"Festiwal niespodzianek w pierwszej partii meczu V. Anand - B. Gelfand!"




Gdybym poznał wcześniej skład drużyny sekundującej Borisowi Gelfandowi w meczu, moje zdziwienie co wyboru debiutu przez pretendenta byłoby małe, albo wogóle by go nie było. Wszyscy są doskonałymi znawcami obrony Grunfelda i dla kibiców to świetna wiadomość. Jest szansa, że w partiach kolorem czarnym u Gelfanda nie będzie rozrabiana zaprawa i nie dojdzie do budowania schronów przeciwatomowych. We wczorajszej partii Anand nie sprawiał wrażenia zaskoczonego wyborem debiutu przez przeciwnika ale nie poszedł w główne warianty. Od Ananda pozycja wymagała bardzo konkretnej gry jednak nie sprostał temu zadaniu: Gelfand wyrównał po debiucie dostał parę gońców i mógł "egzaminować" Mistrza Świata w końcówce grając całkowicie bez ryzyka, ale tego nie zrobił. Nastąpił dość szybki remis...

Po pierwszej partii nie wiadomo wiele więcej o formie przeciwników, jednak jakoś tak intuicyjnie bardziej się obawiam o Hindusa, któremu kibicuję. Przy szachownicy Anand w przeciwnieństwie do Gelfanda zachowywał jednak spokój, rzadko wstając od stolika. Gelfand z kolei z jego pełną ekspresji mimiką oraz energicznymi spacerami po "klatce dla lwów", wyglądał jakby się zestrajał z ostrą pozycją, która stała na szachownicy.

Co się wydarzy w rundzie drugiej? Będę już bardziej ostrożny w ocenach - w poprzednim wpisie założyłem, że Gelfand uskuteczni "murarkę", a postawił super-taktyczną pozycję, jakby sam sobie chciał zaprzeczyć.

Co do możliwości śledzenia róznych komentarzy to naprawdę mamy Eldorado, bo jest "Mati" Bartel, który komentuje na Chessbrains, jest Short w studio (w pewnym momencie dosiadł się Kariakin), jest A. Naiditsch na "www.chessdom.com", wreszcie Konstantin Sakajew też "nadaje". Naprawdę jest w czym wybierać! Jeden mały zarzut, to zbyt często operator kamer pokazuje stolik komentatorski z Nigelem Shortem - znacznie lepiej byłoby móc słyszeć komentatorów (szachownicę z pozycją i tak widać), a oglądać arcyinteresujące zachowania zawodników podczas rozgrywki. To tyle moich spostrzeżeń jak narazie.


piątek, 11 maja 2012

"Przed meczem Anand - Gelfand"



Niekiedy nie da się być "autorskim", zwłaszcza w takim momencie, gdy jedno z najważniejszych szachowych wydarzeń, jakim jest mecz o Mistrzostwo Świata Anand - Gelfand, jest tak wyczerpująco komentowany przez najlepszych arcymistrzów w kraju. Wszystkich fanów tego szachowego święta odsyłam na stronę:    http://anandgelfand.chessbrains.pl/   , gdzie na bieżąco będzie można śledzić komentarze i analizy z  moskiewskiego pojedynku.

Sam długo zastanawiałem się, jak może wyglądać ten pojedynek i kto jest faworytem tego spotkania. Myślę, że kreatywnością mecz ten nie przebije słynnego już meczu Karpov - Kasparov i nie z tego względu, że realna siła gry obu arcymistrzów jest niższa. To nie to. Uważam, że tak niesamowity koloryt mecz z lat osiemdziesiątych nabrał w wyniku spotkania się dwóch przeciwników o biegunowo różnych charakterach, stylach gry, które nie miały ze sobą prawie żadnych punktów stycznych.


Mój faworyt pojedynku o Mistrzostwo Świata.

Styl gry Ananda i Gefanda nie różni się aż tak diametralnie. Myślę, że Gelfand aby "okrzepnąć" nieco w meczu, okopie się w pierwszych partiach, zamuruje i będzie czekał na niedokładność Mistrza Świata. Anandowi w ostateczności może nie zależeć na ryzyku, gdyż w ewentualnych tie - breakach to on będzie zdecydowanym faworytem, gdyż liczy szybko, daleko i dokładnie. Forma obu arcymistrzów to wielka niewiadoma. Nie uznawałbym ostatnich wyników Mistrza Świata i jego przeciwnika, jako probierza ich formy. Mając w perspektywie walkę o naprawdę duże pieniądze oraz najważniejszy tytuł w naszym sporcie, arcymistrzowie mogli nie mieć ochoty na "odkrywanie kart" co jest sprawą jak najbardziej normalną.


Chyba ostatnia szansa B. Gelfanda na najwyższy tytuł w szachach.

Kibicuję Anandowi ponieważ jestem jego fanem od bardzo dawna, jednak nasz polski "akcent" w tym meczu, czyli Radek Wojtaszek w roli sekundanta Mistrza Świata, każe mi bezwzględnie trzymać kciuki za obecnym mistrzem.

Liczę na pojedynek twórczy. Najgorszą rzeczą (ale wielce prawdopodobną w tej konstelacji) byłby pojedynek "na wyczekanie" z niewielką ilością partii rezultatywnych. Oczywiście specyfika meczu o Mistrzostwo Świata zakłada taką strategię, jednak nie chciałbym żeby takie podejście do rywalizacji wzięło górę nad grą twórczą. Cokolwiek by nie napisać, to kibiców z całego świata czeka wielkie szachowe święto, na które wszystkich zapraszam. Śledźcie relację na żywo na stronie, której link podałem wyżej i niech zwycięży lepszy! 


Zdjęcia z zasobów en.wikipedia.org oraz chess-players.org