środa, 24 sierpnia 2016

"Zwycięzca nie bierze nic" - wywiad z Pawłem Fukowskim, zawodnikiem klubu MTS Kwidzyn.



Krzysztof Jopek: Jak wyglądał początek twojej szachowej przygody? Kto cię nauczył grać i w jakim wieku rozpocząłeś szachowe treningi?

Paweł Fukowski: Jako pierwszy szachy pokazał mi mój tata, miałem wtedy cztery lata. Kiedy miałem pięć lat do mojego przedszkola przychodziła na zajęcia pewna pani, która bardzo obrazowo i zachęcająco przedstawiła mi szachy. Szybko dostrzegła we mnie potencjał i wyjątkowe zainteresowanie szachami, więc zasugerowała moim rodzicom, żeby wysłali mnie na zajęcia do klubu. Miałem to szczęście, że od razu trafiłem na znakomitego trenera, który się mną zajął – Pana Mariana Wodzisławskiego, który był także pierwszym trenerem Radka Wojtaszka! Od tej pory spędzałem w klubie szachowym MTS Kwidzyn około dziesięć godzin tygodniowo. Dziś widzę i doceniam to jak pięknie rozpoczęła się moja przygoda z szachami.

K. J: Można powiedzieć, że start miałeś wymarzony. A co cię najbardziej przyciąga do naszego sportu, jaki jego aspekt ma na ciebie największy wpływ?

P. F: Hm... jest wiele rzeczy, które sprawiają, że szachy są dla mnie tak atrakcyjne. Wymagają kondycji fizycznej, sprawnego umysłu, odporności na stres oraz umiejętności koncentracji w każdych warunkach. Lubię też rywalizację. Będąc dzieckiem cudownie czułem się wygrywając z zawodnikami o wiele starszymi od siebie.

K.J: Jakie były twoje najważniejsze sukcesy w szachach juniorskich?

P. F: Od najmłodszych lat zdobywam medale Mistrzostw Województwa Pomorskiego, utrzymuję się w czołówce w Polsce. Wygrałem też kilka turniejów Open. W te wakacje miałem kilka dobrych wyników, dzięki którym zrobiłem normy kandydackie i tytuł kandydata na mistrza osiągając ranking prawie 2200 elo. Drugą normę zrobiłem na Otwartych Mistrzostwach Kujaw i Pomorza w Szachach Klasycznych – Open A w Tleniu. Wygrałem te zawody remisując tylko trzy partie i uzyskując ranking prawie 2400. Mimo wszystko jednak za największe swoje dotychczasowe osiągnięcie uznaję II miejsce i srebrny medal w Mistrzostwach Polski w Szachach Szybkich do lat 10; w tym roku w Koszalinie miałem nadzieję powtórzyć ten wynik, ale zająłem także dobre trzynaste miejsce.

K.J: Chyba się ze mną zgodzisz, że pewnie nie spotkalibyśmy się z okazji tego wywiadu, gdyby nie twój występ na turnieju w Tleniu, który zakończył się w atmosferze skandalu. Czy mógłbyś opowiedzieć jak doszło do tego, że będąc zwycięzcą Mistrzostw Kujaw i Pomorza w szachach klasycznych OPEN "A" do dziś nie otrzymałeś głównej nagrody pieniężnej?

P. F: No tak, ale akurat to, że się poznaliśmy to jedna z nielicznych pozytywnych rzeczy, jakie wynikły z tego turnieju. Niestety, samo zakończenie nie było dla mnie przyjemne pomimo wygranej. W regulaminie zawodów było napisane, że zwycięzca ma otrzymać 1200 zł (co mniej więcej pokryłoby koszty pobytu, nie licząc wpisowego i dojazdu) a godzinę przed zakończeniem turnieju dowiedziałem się, że planują mi dać 500 zł?! Dlaczego?! Najpierw organizator powiedział, że nagroda nie była gwarantowana i nie musi się z niczego tłumaczyć. Następnie powiedział, że zawodnicy się dogadali, tylko którzy?! Bo przecież nie ja. Organizator ani razu nie rozmawiał ze mną ani z moim opiekunem w kwestii nagrody. Wyszło na to, że zawodnik, który zajął drugie miejsce i też pewnie liczył na nagrodę pieniężną, uznał, że warto by podzielić budżet nagród. To ciekawe, bo gdy zapytany został o to czy gdyby to on wygrał też by się podzielił odpowiedział, że nie. Niezrozumiały jest również fakt, że zawodnik, który wygrał grupę „B” otrzymał regulaminowe 750 zł. Pierwszy raz słyszę by zwycięzca grupy „B” otrzymał większą nagrodę niż ten z grupy „A”. Niestety, nie mogłem być nawet na zakończeniu, bo kiedy moja mama dopytywała organizatora czemu taka sytuacja ma miejsce, ten nie chcąc dalej słuchać z niezrozumiałych dla mnie powodów wyprosił ją z terenu ośrodka, więc i ja pojechałem do domu. Podobno organizator na zakończeniu powiedział, że moja nagroda czeka w depozycie, tylko jakim? Od razu kiedy dojechałem do domu napisałem maila do organizatora z prośbą o przelanie nagrody na konto, jednak do dziś nie otrzymałem ani pieniędzy ani żadnej odpowiedzi.

Paweł Fukowski 2185 elo.

K. J: Czy po turnieju w Tleniu podjąłeś wraz rodzicami próbę odzyskania satysfakcji oraz pieniędzy? Na jakim etapie znajduje się teraz ta sprawa?

P. F: Tak, podjęliśmy kilka kroków. Na początku kontaktowaliśmy się z Prezesem Kujawsko -Pomorskiego Związku Szachowego, zarówno telefonicznie jak i mailowo. Jednak Prezes powiedział, że Związek nie był organizatorem zawodów i nic nie może zrobić w tej sprawie (swoją drogą ów nierzetelny organizator jest wiceprezesem tego związku). Poinformowaliśmy również Polski Związek Szachowy i wiemy, że wysłano zapytanie do Pana Leśniaka z prośbą o wyjaśnienie jednak ten od miesiąca nic nie odpowiedział. Również wezwanie do zapłaty od Radcy Prawnego zostało zignorowane. Jednak nie zamierzamy odpuścić w tej sprawie. Frustrujący jest fakt, że ów człowiek bez żadnych tłumaczeń po prostu dalej organizuje turnieje, w tym wkrótce półfinały Mistrzostw Polski Juniorów. I nie chodzi tu tylko o pieniądze ale także o to, by pokazać jak nie należy traktować zawodników a zwłaszcza tych młodych. Chciałbym wierzyć, że w szachach nie liczą się znajomości i układy a umiejętności zawodników.

K. J: Ta sprawa ciągnie się już długo - jak sobie z tym wszystkim radzisz? Czy ten skandal odrzucił cię od szachów, czy fascynacja naszym sportem zwyciężyła?

P. F: Na początku było to dla mnie bardzo trudne. Nie chciałem się poddawać ale nawet nie wiedziałem od czego zacząć. Na szczęście dzięki wsparciu bliskich mi osób mogłem stawić czoła tej sprawie. Najgorsze było dla mnie to, że turniej w Tleniu był pierwszym w te wakacje, a wkrótce miałem jechać na kolejne, mając cały czas w głowie tą jakże nieprzyjemną sytuację. Zamiast odpocząć po turnieju trzeba było myśleć o tym co zrobić z tą sprawą. Potrafiłem się jednak skoncentrować na każdej partii i następne występy były równie udane. Pomimo mojego zamiłowania do szachów i rywalizacji, myślę, że nie brałbym więcej udziału w turniejach wiedząc, że będą tak „organizowane”. Świadomy udział byłby przyzwoleniem na traktowanie zawodników w ten obrzydliwy sposób. Przecież to organizator ułożył regulamin a ja się na niego zgodziłem. Mam jednak nadzieję, że sytuacja, która mi się przytrafiła to raczej niechlubny wyjątek, a nie norma wśród szachistów i dalej będę mógł mieć satysfakcję z gry tymi 32 figurkami.

K. J: To może na koniec zdradź swoje plany na bliższą i dalszą przyszłość.

P. F: Najbliższy plan to przygotowania do Mistrzostw Polski Juniorów do lat 18. To będą moje ostatnie juniorskie zawody w szachach klasycznych i chcę wypaść jak najlepiej. Zagram do tego czasu w dwóch, trzech dłuższych turniejach. Mam zamiar pojechać na „Cracovię”. Jednak mam nadzieję, że to nie będzie koniec mojej przygody z szachami;-) Chciałbym do końca mojej nauki w liceum zrobić tytuł mistrza. Na studiach też nie zamierzam rezygnować z szachów ale to są już odległe plany... życie je zweryfikuje :) Na razie skupiam się na tych pierwszych.

K. J: Bardzo ci dziękuję za rozmowę.

P. F: Ja również.


wtorek, 16 sierpnia 2016

Olimpijskie ciekawostki i niespodzianki!


Na stronie Olimpiady w Baku zegar bez ustanku odmierza swoje - tik-tak, tik-tak - jeszcze tylko nieco ponad dwa tygodnie oczekiwań i damy głębokiego nura w największych zdarzeń wir, uzbrojeni w dobre chęci, początkowy optymizm i... nic poza tym! Czy wypada nam pompować ten balon, dmuchać w niego tak, aby jego huk rozerwał nam później bębenki? Czy może powinniśmy podejść do tego turnieju analitycznie, wiecie o czym mówię, "mędrca szkiełko i oko", zero emocji, analiza, liczby, statystyki? Choć kocham liczby i mogę z czystym sumieniem nazwać się Pitagorejczykiem, to nie potrafiłbym się za nimi całkowicie ukryć. Dla mnie esencją pisania o moim ulubionym sporcie jest narażenie się na niebezpieczeństwo pisania tekstów, które za chwilę przestają być ważne, przeczą sobie nawzajem, wykluczają się, są wręcz nielogiczne. Gdy dzieje się sport najlepiej się czuję pisząc o tym co mamy tu i teraz, maksymalnie o tym co właśnie się zakończyło, a już najgorzej mi zebrać się do pisania wszelkich podsumowań. To co za nami jest względnie bezpieczne. To właśnie są zastygłe liczby, wyniki, pełne statystyki, wtedy nie ma prawa nam nic się stać, jesteśmy pod parasolem ochronnym, jedynie możemy te liczby błędnie zinterpretować. To mnie nie kręci, czy jak to niektórzy mówią "nie rajcuje mnie to". Lubię przepowiednie, raz lubię trafić w samo sedno, innym razem koszmarnie się pomylić, gdzie natychmiast jakiś uważny czytelnik mi to wytknie, przepadam za tą grą z innymi kibicami i czytelnikami. Olimpiada w Baku da nam mnóstwo okazji do tego, byśmy zwarli się w starciu różnych poglądów, byśmy konfrontowali się w swoich ocenach. A więc: pompować ten balon czy nie pompować? Szachistki, szachiści nasi, chyba raczej pragną powiedzieć, żebyśmy dali im pograć, że zagrają najlepiej jak potrafią, a potem kto wie, zobaczymy co się dalej wydarzy. Są ostrożni, czemu trudno się dziwić, wszak ich ostatnie starty nie kończyły się wynikami marzeń. Jednak kibic, kibic z krwi i kości nie jest sobie w stanie wyobrazić oglądania Olimpiady z ironicznym uśmiechem, błąkającym się od czasu do czasu na jego ustach. On chce iść na "pełne zanurzenie", cieszyć się tym świętem na całego, mając nawet świadomość, że na samym końcu może dopaść go kac gigant.

 Pompujmy więc, ale nie aż tak bardzo ;), dmuchajmy więc tak, żeby ten balon nie przebrał miary i nie zrobił "bach" jak w jednej z dobrze nam znanych wyliczanek. Jak się czuję na dwa tygodnie przed rozpoczęciem Olimpiady w Azebejdżanie? Na żołądku nieco ciężej, jakbym zjadł coś niestrawnego. To emocja, która siedzi już we mnie i nie puści mnie do samego początku olimpijskich zmagań...

Poniżej wypisałem wszystko to, co może was zaciekawić, mam jednak świadomość, że nie wszystko da się przedstawić za jednym zamachem. To zaledwie mała część różnych ciekawostek olimpijskich, które udało mi się wyłowić.

1) Eugenio Torre. Filipiny. Absolutny rekordzista jeśli chodzi o udział w olimpiadach szachowych. Obecnie ranking nieco ponad 2400 elo ale to jest prawdziwa legenda światowych szachów. Jest dobrze po sześćdziesiątce. Zadanie dla was - napiszcie w ilu turniejach olimpijskich wystąpił Eugenio Torre.

2) Republikę Dżibuti, olimpijskiego outsidera jeśli chodzi o ranking poprowadzi jako kapitan sam Michaił Gurewicz, doskonały trener, arcymistrz. Jego narodowość to za Wikipedią aż trzy kraje: ZSRR, Belgia oraz Turcja.

3) Kapitanem drużyny Lesotho będzie dobrze znany w Polsce Andrij Maksimienko.

4) Bartłomiej Heberla poprowadzi jako kapitan drużynę Malty

5)  W Baku zagra reprezentacja Kosowa, kraju nie uznawanego przez wiele nacji jako odrębny byt polityczny.

6) Kapitanem reprezentacji Libanu został nie kto inny, a sam Aleksander Miśta!

7) Drużynę Litwy poprowadzi Peter Heine Nielsen.

8) Kapitanem reprezentacji Turcji został nasz Michał Krasenkow!

9) Kapitanem drugiej drużyny Azerbejdżanu został Emil Sutowski - ten sam, który w związku z różnymi zawirowaniami we władzach szachowych Izraela, nie zagra w reprezentacji tego kraju. Los Emila Sutowskiego podzielił również Borys Gelfand.

10) Kapitanem Zjednoczonych Emiratów Arabskich będzie Iwan Sokołow.

11) Mistrz Świata Międzynarodowego Stowarzyszenia Szachistów Niewidomych Jacek Stachańczyk z Jaworzna zagra w reprezentacji IBCA!

Oczywiście jest tych smaczków znacznie więcej. Na razie tyle przekazuję pod waszą rozwagę. Oczywiście, jeśli macie coś interesującego i jest to informacja w miarę pewna, sprawdzona, piszcie śmiało!

Trenerzy Bartosz Soćko (panowie) oraz Marek Matlak (panie) ustawili już szachownice, wiadomo mniej więcej kto na jakiej desce zagra - pozostaje nam tylko z coraz większą niecierpliwością spoglądać na upływający czas do rozpoczęcia Olimpiady. Od jutra tylko dwa tygodnie! 


środa, 10 sierpnia 2016

Ostatnia prosta - Reprezentacja przed Olimpiadą w Baku trenuje w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Spale!


Pozostały tylko trzy tygodnie - zleci błyskawicznie. Tymczasem Polacy, będący na ostatniej prostej jeśli chodzi o przygotowania do Olimpiady w Azerbejdżanie spotykają się w komplecie w ośrodku przygotowań Olimpijskich w Spale. Moje myśli coraz częściej krążą wokół tej najważniejszej imprezy w szachowym kalendarzu. Zdaję sobie sprawę, że część z was ostrzy sobie zęby na listopadowy mecz o szachową koronę, który zostanie rozegrany w Nowym Jorku, jednak ja bym obstawiał, że ten mecz nie dostarczy nam aż tak wielu emocji. Magnus Carlsen całkiem niedawno zaznaczył swoją przewagę nad Karjakinem wygrywając z nim bezpośrednie spotkanie i jestem zdania, że w listopadowym meczu Rosjanin raczej nie poszaleje. A propos sposobu wyłaniania mistrza świata - jakiś czas temu kapitan olimpijskiej reprezentacji Rosji, Fiłatow, zaproponował aby mecz o MŚ mógł zagrać każdy kogo będzie na niego stać, włącznie z ludźmi, którzy nie mają o szachach za dużego pojęcia. Bardziej absurdalnej propozycji dawno już nie słyszałem! Oczywiście spotkało się to z bardzo ostrym protestem ACP, której to organizacji przewodzi Emil Sutowski z Izraela. Pod protestem podpisało się już ponad 400 szachistów. Propozycja kapitana sbornej ma być rozpatrzona na  zbliżającej się Olimpiadzie.

Są już składy reprezentacji na stronie olimpiady, warto przyjrzeć się zespołom z pierwszej dziesiątki. Polacy z rankingu plasują się bardzo wysoko, bo na siódmym miejscu z średnim rankingiem 2677 elo. Stawce przewodzi drużyna Rosji, którą spokojnie można nazwać dream-teamem. Średni ranking 2760 elo - to czysta astronomia! Skład otwiera Kramnik, który ostatnimi czasy uskarżał się na bóle pleców, bardzo często był na środkach przeciwbólowych i ostatnie tygodnie postanowił podciągnąć się zdrowotnie. Dalej mamy Pretendenta Sergieja Karjakina, Aleksandra Griszczuka oraz Jewgienija Tomaszewskiego oraz Iana Nepomniachtchi. Żeby z nimi rywalizować Polacy musieliby zagrać nie tylko bojowe spotkanie - to nie wystarczy - to musiałaby być walka natchniona. Wszystkie parametry u każdego z grających Polaków powinny w takim meczu sięgnąć wyżyn. Wtedy jest szansa na wynik, szansa bo nie ma na to żadnej gwarancji. Podobnie mają się sprawy z U.S.A z Caruaną i Nakamurą i Chinami z Ding Lirenem i Wei Yi. Gospodarze, Azerbejdżan, myślę, że z nimi jesteśmy w stanie powalczyć jak równy z równym. Zostawmy może gigantów i zerknijmy niżej. Hipotetyczny pojedynek z Hiszpanią z Vallejo Ponsem na pierwszej desce, Salgado Lopezem Ivanem i Anton Guijarro Davidem, który kiedyś przytaczaliśmy na pewno nie byłby spacerkiem. Aktualnie trwają mistrzostwa Hiszpani, a tam Pako Walecho (bo chyba tak fonetycznie wymawia się godność Hiszpana) kosi wszystko równo z trawą. Niewiele ustępuje mu rzeczony Anton Guijarro David oraz Vazquez Igarza Renier również hiszpański kadrowicz.  Podejrzewam, że większość pojedynków z teamami z miejsc 5-20, a może i dalej, będzie klasycznym wyrywaniem zwycięstw.

Wielkim nieobecnym Olimpiady w Baku będzie reprezentacja Armenii z Lewonem Aronianem na czele. Zespół ten nie przyjedzie do stolicy Azerbejdżanu gdyż obawia się o swoje bezpieczeństwo. Azerbejdżan z Armenią od lat jest w stanie wojny. Konflikt to przygasa, to znów narasta i sytuacja jest daleka od normalnej. Ostatnimi czasy znów zginęło kilku żołnierzy na granicy, trwa wojskowe konsolidowanie pozycji, no nie wygląda to wszystko najlepiej.

 Nie wiem czy wiecie ale w federacji szachów Izraela również nie jest najciekawiej. W tym roku Izrael po zmianie władz wystąpi bez Gelfanda, Sutowskiego, można powiedzieć że do Azerbejdżanu przyjedzie po raz pierwszy od lat "drugi garnitur" reprezentacji tego kraju.

 Ze znanych osobistości nie zobaczymy Iwanczuka, który jak kot, chadza własnymi ścieżkami, a w kadrze Peru z przyczyn mi nieznanych nie wystąpi J.G. Zuniga.

Polki nie zagrają żelaznym składem, takim jak sprzed lat. Pierwsze trzy deski to nasz reprezentacyjny klasyk, natomiast do składu doszły Mariola Woźniak oraz Klaudia Kulon. Mariola Woźniak w turnieju Mitropa Cup zagrała fatalnie i nie mam pojęcia czy zdoła przygotować się do Olimpiady na tyle aby zneutralizować wpływ tego poprzedniego startu, który był jakimś najgorszym sennym koszmarem szachisty. (Uzupełnienie nieścisłości z ostatniego zdania: Mariola Woźniak zagrała ostatnio nieźle w Pardubicach, znacznie zregenerowała ranking, a przyczyną złego startu na turnieju w Mitropa Cup była zdrowotna niedyspozycja. Tak mi tutaj podpowiadają czytelnicy bardziej zorientowani w temacie. Dziękuję i przepraszam, że wprowadziłem was w błąd!) Klaudia Kulon - wiadomo, jak jej zawody wyjdą (a jest to szachistka zdolna do wszystkiego!) może nawet zdobyć indywidualne złoto, jeśli jej nie pójdzie tak jak powinno, możemy mieć problem na ostatniej szachownicy.

Żeby ta Olimpiada stała się dla naszych zespołów pamiętna, duch musi zwyciężyć nad materią. Trzeba przekroczyć i to za jednym zamachem wiele ograniczeń, które są w głowach naszych zawodników i zawodniczek. Stosując myślowy minimalizm, opierając się na pragnieniach typu "postaramy się dobrze wypaść" - na takim czymś daleko się nie zajedzie. Nad nami są szachowe potęgi i my musimy znaleźć na te zespoły sposób, by nie kończyło się na tym co często określamy mianem "pięknej przegranej" zwłaszcza w ostatnich, decydujących rundach. Mnie nie chodzi o styl, zupełnie mnie to nie interesuje jak nasze zespoły będą grały pod tym kątem, w sporcie rozlicza się skuteczność i tej skuteczności gorąco życzę obu naszym reprezentacjom. Czas ucieka, czas ucieka, jak nie teraz to kiedy?


środa, 3 sierpnia 2016

Odliczamy czas do rozpoczęcia Olimpiady w Baku!


Całkiem niedawno FM Michał Tworuszka podziękował mi na facebooku za ostatni wywiad oraz wcześniejszy artykuł, które rzuciły światło na problemy jakie spotykają juniorów na turniejach rangi mistrzowskiej w naszym kraju. Powiedział, że podobne teksty uzasadniają sens egzystencjalny mojego bloga. Cóż mogę powiedzieć - egzystencjalnym założeniem, które stało się podwaliną do stworzenia tej strony był w moim wypadku...zwykły eskapizm. Szachy z uwagi na swoją ogromną nośność pojęciową są świetną odskocznią od rzeczywistości, która ostatnimi czasy jest w wielu aspektach trudna do zaakceptowania. Chodziło mi o te godziny wolności, które daje nam ten sport. Pewnego razu wybrałem się w pewne miejsce, gdzie szachiści amatorzy zbierają się by pograć sobie  w szachy na świeżym powietrzu, a może przede wszystkim spotkać i porozmawiać. Uwielbiam chodzić w takie miejsca. Siedziałem sobie z boku, przyglądałem się ich grze i cieszyłem ich szczęściem. Widać było, że nie mogliby się obejść bez tych spotkań przy szachownicy pełnej figur - taki czas gdy świat bierzemy w nawias. Zakładając stronę o szachach chciałem wydłużyć sobie odrobinę czas owych "godzin wolności" jednak wszystko rozkręciło się do takich rozmiarów, że w samym środku tych "godzin wolności" spotkałem... rzeczywistość! Twardą rzeczywistość. Ostatnie moje artykuły, abstrahując od ich treści, pokazały dość dobrze wzajemny stosunek szachistów do siebie. Wygląda na to, że skupia nas tylko jeden aspekt rzeczywistości, natomiast nasze relacje są pokawałkowane, fragmentaryczne. Brak zaufania do siebie to chyba zmienna podstawowa stosunków panujących w naszym środowisku. Rodzice, opiekunowie, młodzi ludzie, działacze od szczebla regionalnego aż po sam szczyt boją się mówić prawdę, wszystko jest jakąś społeczną mistyfikacją. Wiele smutnych prawd odkryłem po tych dwóch aferach jeśli chodzi o nas i nasze środowisko. Jeśli chodzi o związek chciałbym, żeby to była organizacja przyjazna szachistom, wychodząca im naprzeciw, pytająca, badająca, co najbardziej szachistom doskwiera, co im najbardziej nie leży, nie odpowiada. Ale i szachiści powinni sami mieć swoje pomysły i nie bać się ich przedstawiać. Tymczasem trwamy w jakimś podziale na "my" i "oni", który sprawia, że głębszy dialog jest wykluczony. A najgorszy jest strach. Jeśli jesteśmy powodowani strachem, mającym różne przyczyny, ten sprawia, że nasze relacje nie mogą wyglądać zdrowo...

A więc eskapizm Michale. Jednak, jak może udało ci się zauważyć, nie do końca ta rejterada mi wychodzi. Padał grad błyskawice trzaskały, uciekał, uciekał, wpadł do domu uff.. udało się! Siadł sobie, a tu mu obraz na głowę spadł ze ściany...

Moja skrzynka mailowa szybko zaczęła się zapełniać waszymi relacjami, problemami. Gdyby spróbować to wszystko rozpracowywać, badać, analizować, nie starczyłoby nam czasu na szachy, które przecież kochamy! W każdym bądź razie ważne dla nas sprawy, takie jak ta ostatnia, jeszcze nie raz ujrzą światło dzienne na mojej stronie. Jednak nie wyobrażam sobie bym "jechał" dalej w ten sposób, bo kosztuje mnie to bardzo dużo sił, a moje założenie jest takie, by złapać optymalną formę przed Olimpiadą w Baku (pisarską, nie szachową ;)). Niestety, na stronie Olimpiady nie ma jeszcze składów, gdyż chciałem sobie już teraz zacząć analizować z wami, pomedytować nad szansami naszych ekip.

 Grał Radek Wojtaszek w turnieju Pojkowskij - oglądałem, oczywiście, choć wynudziłem się jak mops. Może i w tym turnieju była jakaś intryga, jednak nie płynęła ona wartkim nurtem. Nasz arcymistrz zajął drugie miejsce, i choć nie przegrał ani razu, wygrał tylko dwa razy, zyskując nieco na rankingu. Może to nie jest jego rankingowy "top" ale prawie 2736 elo na "live" wygląda niczego sobie. Wojtaszkowi uciekało w czasie partii dużo czasu, co jest dość mocną przesłanką by utrzymywać, że to nie jest jego optymalna forma.

Przed Olimpiadą w Baku nasi arcymistrzowie grali, generalnie byli widoczni i to jest dobra wiadomość. Jestem umiarkowanym optymistą jeśli chodzi o start naszych reprezentacji. Zawsze startuję z początkowym zapasem optymizmu, który wraz z rozwojem wypadków albo topnieje, albo zmienia się w stan euforii. Czekamy na składy wszystkich reprezentacji, co da nam podstawę do snucia dalszych rozważań. Do rozpoczęcia Olimpiady w Baku pozostał niecały miesiąc!!


wtorek, 2 sierpnia 2016

Sprostowanie Marka Matlaka!



W związku z wypowiedzią jednego z internautów w formie komentarza, IM Marek Matlak chce, abym zamieścił na mojej stronie jego sprostowanie, co niniejszym czynię.


 ​Otóż oświadczam, że nigdy nie składałem żadnych wniosków o stypendia sportowe​. O stypendiach sportowych decydują odpowiednie przepisy ministerialne. W skrócie: trzeba zdobyć medal w kategorii seniorów w imprezie rangi mistrzostwa świata lub mistrzostwa Europy, czyli żaden junior (o ile nie zdobył medalu w kategorii seniorów) nie może otrzymać stypendium z PZSzach, nawet gdyby został mistrzem świata juniorów.

Słuchacze Akademii otrzymują środki na starty i szkolenie, tu też jest wypracowany system jednolity stosowany od lat. Każdy mistrz Polski otrzymuje kwotę "x" zł, każdy wicemistrz Polski otrzymuje kwotę "y" zł, każdy słuchacz z grupy pilotażowej lub z grupy 1 lub 2 roku szkolenia otrzymuje kwotę "z" zł. Nie ma tu więc żadnego pola do uznaniowości, a wysokość przyznanych kwot na starty i szkolenie może się zmienić tylko z uwagi na wysokość środków, którymi w danym roku Akademia dysponuje. 

Wszystkie kwoty środków na starty i szkolenie musi zatwierdzić Prezes PZSzach, Szef Wyszkolenia i Zarząd PZSzach.

​Lista słuchaczy Akademii jest jawna i zamieszczona jest tu:
http://pzszach.org.pl/akademia/node/410

Figurują na niej zawodnicy od 9 do 18 lat. Starsi, aby otrzymać środki na starty i szkolenie muszą być powołani do kadry narodowej seniorów.

Marek Matlak

Sprostowanie dotyczy komentarza:

​"​Ale (medialnie) wyskoczył niedawno numer z Panem Matlakiem, gdzie poszły sugestie, że z jednej strony jest szefem Akademii Szachowej, a z drugiej od niego zależy kto dostanie wniosek o przyznanie stypendium sportowe, przy czym sam indywidualnie sporo dzieci trenuje i te jego są w kolejce uprzywilejowane​"​.



poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Młodzieżowa akademia szachowego przetrwania - rozmowa z trenerem Waldemarem Świciem!



Krzysztof Jopek: Późna pora, ledwo Pan postawił walizkę w przedpokoju, a tu nie dają spokoju, pytają. Mam nadzieję, że nie przeklnie mnie pan za to w duchu. Jak minęła podróż z Iwonicza?

Waldemar Świć: Bardzo dobrze. Dobrzy ludzie przywieźli mnie do domu.

K.J:  Wiemy, że zarówno w zeszłym roku, jak i w obecnym liga juniorów zorganizowana była w Iwoniczu. Pan uczestniczył w obu turniejach, proszę opowiedzieć jak od strony organizacyjnej wyglądały te zawody.

W.Ś: Niestety wyglądały podobnie. Zmiany były ale niewielkie. Przecież zawody odbywały się w tej samej szkole, a organizatorzy nie wzięli sobie do serca protestów jakie pisali rodzice i opiekunowie w zeszłym roku.

K.J: Rozumiem, że organizatorami byli ci sami ludzie? W związku z jakimi niedogodnościami rodzice protestowali rok temu?

W.Ś: Tak, organizatorzy byli ci sami. W zeszłym roku protestowano bo była nieprawdopodobna duchota w sali gry. Dwa "oczka" na około 250 osób, zamknięta droga ewakuacyjna, kiepskie warunki zakwaterowania w jednym z domów. I dwa wentylatory mieszające gorące powietrze.

K.J: Zmieniło się coś w tym roku?

W.Ś: Myślę, że najlepiej zrobię, jeśli pokażę dwa listy wystosowane do organizatora, to wiele wyjaśni z czym mieliśmy do czynienia w Iwoniczu.



Szanowni Państwo,
Doceniamy Państwa wysiłki lecz proszę zapewnić warunki wymiany powietrza na sali gry (krotność na godzinę) wymagane prawem budowlanym w pomieszczeniach gdzie przebywają ludzie.
Niedopuszczalne jest zamknięcie okien i uniemożliwienie wymian powietrza w ogóle (krotnośc = 0 wymian na godzine) . Pilnowanie samej temperatury to niestety za mało.
Człowiek zużywa tlen zawarty 1 m3 powietrza w ciągu 1 godziny.
Proszę sprawdzić samemu wymogi prawne: http://www.instsani.webd.pl/projwe3.htm 

Z poważaniem 

Marek Redzisz


Szanowi Państwo Organizatorzy II Liga Juniorów 2016,

Po rozmowie z Panem Jeżakiem, którego zaplanowany na czwartek przyjazd do Iwonicza w roli wizytatora niestety będzie zdecydowanie za późno, by cokolwiek poprawić w przebiegu imprezy zdecydowałem się napisać niniejsze pismo.
Zapewne zdają sobie Państwo sprawę, że dotychczasowe wszystkie rundy odbyły się z pogwałceniem przepisów sanitarnych i BHP, a dziś sytuacja osiągnęła extremum.
Runda poranna odbywała się w temperaturze powietrza przekraczającej znacznie 30 stopni a runda popołudniowa w temperaturze około 40 stopni Celsjusza.
Zawodnicy po kilku godzinach byli w stanie bliskim omdlenia a nawet był przypadek wymiotowania. Z czarnymi plamami przed oczyma i w koszulkach, które można wyżymać to nie są szachy.
Dostawienie dwóch klimatyzatorów o minimalnej mocy pozwalającej schłodzić pomieszczenie co najwyżej  15 m2 (200 razy mniejsze niż sala gimnastyczna) było działaniem nieskutecznym, o ile nawet nie pogorszyło sytuacji bo gorące powietrze wywiewane na korytarz było zaciągane z powrotem do sali gry. 
Uwagi o takich warunkach w tym samym miejscu wpłynęły do PZSZach już 2015 i dobitnie potwierdzały fakt błędnego doboru sali gry, co obciąża całkowicie organizatora i PZSzach.
Zignorowano równiez fakt, że na sali gimnastycznej o takiej powierzchni zaprojektowanej i przeznaczonej jedynie do gier zespołowych z uczestnikami do 40 osób nie jest dozwolone przebywanie jednoczesne grupy ponad 180 zawodników, 40-50 osób towarzyszących i obsługi sędziowskiej.  Zignorowano również, że zageszczenie uczestników i umeblowanie (wymiary stołów) nie pozwalają na spełnienie wymogów FIDE. 
Proszę stanowczo, i do mojej prośby, mam nadzieję, przyłączają się wszyscy CC tego maila, o podjęcie skutecznych działań zapewniających minimum komfortu i zgodność z przepisami BHP przebiegu wszystkich pozostałych do zakończenia rozgrywek rund. 
To co należy zrobić natychmiast i co może pokazać wolę organizatora na zmierzenie się z przez siebie zawinionym problemem wyboru tego miejsca to:
    1. Ograniczyć ilość osób przebywających na sali gry: 
        a/ tylko zawodnicy grający (rezerwowi brak wstępu, kończący partię po wyjściu nie maja prawa wracać na oglądanie)
        b/ tylko po 1 dodatkowym przedstawicielu na każdy klub (np. kapitan, na podstawie stosownej zawieszki na szyje)
    2. Wmusić przepływ powietrza przez salę gry - okna otwarte ile można, może wymontować tymczasowo okna , wstawione wentylatory w okna - 
    3. Przygotować salę gry na wiele godzin przed rundą - np w nocy przewietrzyć chłodnym powietrzem a nie trzymać zamknięta do ostatniej chwili przed rozpoczęciem rundy.
    4. inne działania organizatora poprawiające sytuację ...

Mam nadzieje, że w czasach gdzie w co drugiej miejscowości są ogromne, nowoczesne hale sportowe z pełną infrastrukturą i często klimatyzowane nikt ponownie w PZSZach nie będzie miał pomysłu na fundowanie juniorom rozgrywek w warunkach pozostawiających tak wiele do życzenia.

Z poważaniem
Marek Redzisz

Zdjęcie ze strony: http://powiatstargardzki.eu/index.php/aktualnosci/5318-uwaga-na-upaly.

W. Ś... Tym razem było "lepiej" bo 2 "oczka" były na 200 osób. Droga ewakuacyjna była otwarta oprócz sobót i niedziel bo ten kto miał klucze od niej nie pracował w tych dniach. Jedynie siatki chroniące przed nadmiernym słońcem były plusem.Nie ulega jednak wątpliwości, że każda służba taka jak Sanepid, nadzór budowlany czy straż pożarna spowodowałaby natychmiastowe zamkniecie imprezy. Rodzice i opiekunowie mając tą świadomość postanowili nie psuć dzieciom turnieju i zafundowali im sztukę przetrwania. W zeszłym roku warunki zostały negatywnie ocenione ale opinia ta została zignorowana przez działaczy PZSzach odpowiedzialnych za tę "działkę”. Protesty rodziców też na niewiele się zdały. Pomimo wcześniejszych sygnałów organizatorzy wykazali sie dalece idącą niefrasobliwością. Brak mi tu właściwych słów… Brak kompetencji i pogarda dla dzieci, które mogłyby spędzać wakacje w lesie lub na morzem. Pogarda dla rodziców i działaczy często przeznaczających swe urlopy na wspomaganie pasji swych pociech. I to wszystko w sytuacji, gdzie można z pewnością znaleźć lepsze warunki dla gry i odpoczynku. Mam nieodparte wrażenie, a nie byłem odosobniony w tym mniemaniu, że liczy sie tylko kasa!

K. J: W takim razie kto odpowiada za mechanizm wyboru czasu, miejsca gry wraz z całą infrastrukturą? Jak to możliwe, że dzieci muszą po raz kolejny przechodzić przez ten nie mający wiele wspólnego z szachami horror?

 W.Ś: Zainteresowanych można odesłać na stronę PZszach i niech czytają stosowne dokumenty. Wnioski też nasuwają się same. Warto dodać, że to co jest w liście do organizatorów i później w liście do PZSzach obejmuje tylko część zastrzeżeń ale czy chodzi tu o jakąż licytację? Wkrótce ukażą się w sieci zdjęcia z "hotelu”. Anonimowi, który twierdzi, że w Iwoniczu była bardzo dobra organizacja można tylko pogratulować wybujałej wyobraźni...

K. J: W sumie można pana uznać za weterana różnego rodzaju lig, turniejów juniorskich zarówno w Polsce jak i zagranicą. Czy taki poziom organizacyjny turniejów to norma, czy kompletne katastrofy są rzadkością? Jak to wygląda jeśli chodzi o turnieje rangi mistrzowskiej juniorów w szerszej perspektywie?

W. Ś:  Wszystko zależy od ludzi. Juniorzy wspominają rozgrywki w "Orlim Gnieździe" w Szczyrku przykładowo, Extra i I ligi w zeszłym roku. Można znaleźć imprezy zrobione nieomal doskonale, niestety, nie jest ich tak wiele.

K.J: Czyli ogólny poziom organizacyjny imprez juniorskich jest niski? Jakie według pana kroki trzeba przedsięwziąć, by nasza młodzież mogła skoncentrować się na grze, a nie na dotrwaniu do końca zawodów?

W. Ś: Nie twierdzę, że w ogóle jest niski. Jestem nawykły do różnych trudnych warunków. Jednak często mam wrażenie, że turnieje są robione dla organizatorów a nie dla dzieci. Z pewnością potrzeba determinacji w dawaniu sygnałów, że tak dalej być nie może.



piątek, 29 lipca 2016

Wesela i tropiki!


Może część z was nie jest zorientowana w temacie, ale pomiędzy organizatorami rozgrywek drużynowych juniorów trwa jedyna w swoim rodzaju rywalizacja na najbardziej koszmarnie zorganizowane zawody dla młodego pokolenia szachistów. Wiem, że interesuje was występ Radka Wojtaszka w turnieju Pojkowskij, jednak warto, abyście oderwali się choć na moment od wielkich szachów i dali wciągnąć w ten porywający mecz. Rywalizują naprawdę silne zespoły z Suchedniowa oraz Iwonicza i walka jest tak zażarta, że najprawdopodobniej do samego końca obu turniejów nie będzie wiadomo, kto tutaj weźmie pierwszą nagrodę. Suchedniów ma swoje atuty - mianowicie juniorzy są zmuszeni słuchać do późnych godzin nocnych muzyki weselnej, grane są fajne kawałki, włącznie z nieśmiertelnym hitem "Żono, moja, serce moje" itd. Przyznacie, że jest to mocny atut w rękach Suchedniowa. Wiecie ja też w życiu trochę widziałem - byłem na kilku weselach - najbardziej oryginalne wesele wraz ze ślubem widziałem w Pałacu Chanów na Krymie (Krym był  wtedy jeszcze ukraiński), był to muzułmański ślub, byłem też ślubie i weselu prawosławnym w Kijowie, ale na połączeniu turnieju szachowego z weselem jeszcze nie miałem nieprzyjemności być i w ogóle gdyby się to nie zdarzyło, nigdy na takie coś w swoich wyobrażeniach bym nie natrafił, chodzi o połączenie jednego z drugim. A jednak! To jest i dzieje się naprawdę.

 Iwonicz boryka się z kolei ze strasznym, tropikalnym gorącem oraz tłokiem. Sala wedle informacji tych, którzy są na miejscu może pomieścić maksymalnie kilkudziesięciu uczestników, jednak jest koło dwóch setek dzieciaków, a ową salę, czy jak kto woli miejsce spędu, obsługują dwa wentylatory. Zdaje się nikt jeszcze nie zemdlał, więc nie ma tak źle, żeby tylko ktoś z senepidu się tym nie zainteresował, lub z nadzoru budowlanego, to jest pewna szansa, że turniej zostanie sfinalizowany. No to komu by tu przyznać pierwszą nagrodę? Macie dylemat? Ja tak!

Wesela podczas turnieju nie przeżyłem, więc nie wiem jak to jest. O gorącu na sali gry co nieco wiem. Jakiś czas temu grałem turniej w Pszczynie w dawnych stajniach. Była to dość duża sala, wchodziło się przez wrota, a na dworze również panował przytłaczający, odbierający rozum, szalony upał. Pamiętam, jak moja przeciwniczka uśmiechnęła się do mnie, gdy w okolicy 1o posunięcia z mojego czoła, przez nos, potoczyła się strużka potu i w ostatniej chwili cofnąłem głowę znad szachownicy, żeby mój pot nie spadł na deskę, a na stolik na którym graliśmy. Udało się - pot starłem chusteczką higieniczną. W temacie "tropiki" nie jestem zupełną nogą, natomiast w klimatach turniejowo-weselnych nigdy nie byłem, dlatego sorki, nie udzielę wam wyczerpujących informacji.

Jakiś czas temu ostro na mnie wielu ludzi wsiadło za to, że mówiłem do młodych ludzi, żeby się zastanowili, czy chcą iść drogą profesjonalnej kariery, ponieważ to jest sport tylko dla najlepszych, którzy mają szansę w cieplarnianych (no tak!) warunkach, rozwijać swój talent. To o czym ja słyszę z różnych relacji, nie jest sportem tylko survivalem, szkołą przetrwania młodych ludzi, którzy jeszcze chcą w szachy grać w naszym kraju. Za kilka lat, gdy obecni, relatywnie nieźli arcymistrzowie prawem biologii się wykruszą, nic nie pozostanie i nawet nie będą to już tropiki, tylko równie gorąca pustynia. Kto za to wszystko odpowiada?

Na koniec afera alkoholowa - nie będę pisał o tym zdarzeniu szczegółowo - o tym można poczytać w różnych miejscach, na przykład tu: http://kolokwium.blogspot.com/2016/07/opowiesc-o-dobrym-czowieku.html jest to artykuł Tomka Ptaszyńskiego, który jest sędzią szachowym z charakterem (w Polsce rzadka rzecz!). Młodzież za skandaliczne schlanie się na zawodach rangi mistrzowskiej nie poniosła żadnej kary (poza karą formalną) Sprawa nabrała tempa, ponieważ cześć ludzi nie odpuściła tego tematu, w przeciwnym wypadku rzecz byłaby zamieciona pod dywan i uznana za niebyłą. Jest to niebezpieczny precedens, który najprawdopodobniej wpłynie negatywnie na młodzież w przyszłości, a takie zdarzenia w dalszym ciągu będą eskalować. Atypedagogika pełną gębą i to nie wynikająca z jakiegoś zamysłu, a tchórzostwa ludzi odpowiedzialnych za przykładne ukaranie młodych ludzi. Wstyd!


poniedziałek, 18 lipca 2016

Triumf Grzegorza Gajewskiego na Festiwalu Mieczysława Najdorfa w Warszawie!!


Właściwie nie wiem kto zrobił ten krótki film na jednej z ruchliwych ulic Moskwy. Mamy ujęcie z chodnika na przechodniów, którzy spiesznie mijają miejsce w którym stoi filmujący. Na ulicy suną auta, wszystko to dzieje się jakby w przyspieszonym tempie, efekt jak z filmów z początków kinematografii. Nagle w oddali pojawia się dwóch mężczyzn - jednym z nich jest Vishy Anand, drugim arcymistrz Grzegorz Gajewski. Gdy zbliżają się do kadru widać jak są w siebie wklejeni - Wielki Mistrz i jego czasowe alter ego. Szli szybko pogrążeni w myślach, jakby nie do końca obecni w "tu i teraz"...

Bardzo spodobał mi się ten krótki film. Nasz szachista terminując u geniusza naszych czasów miał możliwość poznać szachy z najwyższej półki od zaplecza. Taka nobilitacja wyciąga szachistę łaknącego nowego impulsu twórczego z marazmu, zmusza do tytanicznej pracy i choć jest to praca dla kogoś, to setki godzin katorżniczej pracy nie znika, nie przepada. Wielu szachistów z pocałowaniem ręki rzuciłoby się w wir pomocy takiej legendzie światowych szachów. Grzegorz Gajewski to szczęście miał.

Warszawski Festiwal Miguela Najdorfa nasz arcymistrz wygrał pewnie, zresztą openy to jego specjalność. Na fecebooku napisał tak :"Mega się cieszę z tej wygranej zwłaszcza, że jak na mój szemrany styl, to grałem naprawdę solidne szachy." Zwycięzców się nie osądza - to podstawowa zasada. Zupełnie mnie nie interesuje w jakim stylu wygrywa zawody ktoś, komu kibicuję. To jest zadanie przede wszystkim dla zwycięzcy, aby dokładnie, krytycznie przeanalizował swój występ, potem ewentualnie oceni tą grę kilku koneserów. Dla mnie, jako kibica, liczy się przede wszystkim skuteczność. Znam takich, którzy uwielbiają, gdy jego zawodnik, zawodniczka, zespół gra pięknie, cieszą się gdy w pięknym stylu na jakimś etapie kończą turnieje, nie wygrywając. Nie mam w sobie podobnych fantazji o tym by mój sportowiec "pięknie ginął". Zdecydowanie wolę by brzydko wygrywał. Niech mnie mdli gdy oglądam jego grę ale niech wygrywa. Grzegorz Gajewski zdominował ten silny open, zwłaszcza w ostatnich rundach był niezwykle skuteczny, do końca zachował zimną krew. Moje gratulacje za ten turniej i powodzenia w kolejnych!

Decydujący mecz G.Gajewskiego z Hrantem Melkumyanem z Armenii. (fot. Lena Skrzypczak)

Tak trochę "pięknie zginął" Mateusz Bartel, który zagrał porywający mecz w ostatniej rundzie z Senguptą z Indii, remisując, ogólnie jednak rzecz ujmując, finisz miał słaby. Jesli chodzi o partię z ostatniej rundy chciałoby się rzec cały Mati Bartel. Partia już zwróciła uwagę arcymistrzów z całego świata - gdy ktoś ją obejrzy, nie będzie zdziwiony. Mateusz Bartel zajął miejsce dwunaste, choć pewnie liczył na więcej, gdyż od początku turnieju rozdawał karty.

Zawiódł, niestety, Kacper Piorun, który z pierwszym numerem startowym występował w roli faworyta. Dwudzieste trzecie miejsce to zły wynik, poza tym Kacper odnotował straty rankingowe. Nasz kadrowicz po raz pierwszy odbił się od szklanego sufitu na którym widnieje napis 2700+, jeszcze nie w tym momencie rozbita zostanie ta bariera. Na moje oko Kacper Piorun jest zmęczony - w ostatnich miesiącach grał dużo, wszędzie go było pełno, a do Olimpiady pozostały już tygodnie. Kacper Piorun napisał, że będzie starał się zregenerować przed najważniejszą imprezą roku.

Zaczął się Lake Sevan z Janem Dudą, który w tym właśnie momencie gra rundę pierwszą z talentem z U.S.A Samuelem Sevianem. Więc na tym przyjdzie nam się teraz skupić. Za jakiś czas Radek Wojtaszek powalczy w silnej kołówce w Rosji. A potem pozostanie nam oczekiwanie na rozpoczęcie bakijskiej Olimpiady. Uff.. gorąco mi się robi, gdy pomyślę, jakie emocje nas czekają...


czwartek, 14 lipca 2016

Ciężkie walki w rundzie siódmej warszawskiego Festiwalu Mieczysława Najdorfa. Bartel w meczu na szczycie gorszy od Ilji Smirina z Izraela.


Zrobiło się późno, a w "Najdorfie" mecze jeszcze trwają. Na przykład trener kadry, Bartosz Soćko, egzaminuje Kacpra Pioruna i ma wielką ochotę pokrzyżować mu plany w osiągnięciu upragnionego pułapu 2700 +. Turniej ten jest dobrze zrealizowany od strony kibica, miałbym tylko jedno "ale": czy nie można by było pomyśleć za rok o cofnięciu godziny rozpoczęcia rundy, powiedzmy na 15.30? W tygodniu ludzie mają do pracy, a i arcymistrzom pewnie nie do końca w smak rozgrywanie tak ciężkich walk do późna w nocy. Jestem ciekaw zdania w tej sprawie zarówno szachistów jak i kibiców...

No tak, komentarze pod moim ostatnim wpisem dotyczącym zgubnego wpływu maszyn na nasz sport, utwierdziły mnie tylko na pozycji sceptyka. Myślę, że jestem osobą o myśleniu dość elastycznym i chętnie swoje poglądy weryfikuję, ulepszam, a nawet zmieniam jeśli mnie ktoś argumentami przebije, w tym wypadku pozostanę jednak przy swoim.

Okazuje się, że pomysł losowego wyboru debiutu oraz miejsca od którego zostanie on rozegrany podoba się wielu szachistom. Piotrek Piesik napisał, że ten pomysł nie jest aż tak głupi, by zaczynać grę od losowo wybranej pozycji, i że z tego mogłaby wyjść jakaś fajna, choć nie dominująca w przyszłości odmiana szachów. W takim razie służę pomysłami. Turniej taki byłby grany z czasem maksymalnie godzinę na partię. Siadając do partii przeciwnicy obok desek widzą trzy woreczki. W jednym są papierki od jeden do piętnastu. Losując z tego worka dowiadujemy się od którego posunięcia zaczynamy partię. A w jakim debiucie? Sędzia przed rundą wędruje między stolikami z opasłym tomiskiem encyklopedii debiutów i grający czarnymi na chybił trafił otwiera księgę. Tam będzie pozycja, którą przeciwnicy zagrają. W pozostałych dwóch workach są papierki od 1 do 60. Każdy z graczy losuje karteczkę. Jaką cyfrę wylosuje taki czas sędzia ustawi na jego zegarze.

Ale czemu te wszystkie zwariowane pomysły mają służyć? Dla mnie takie pragnienia zmian są właśnie przejawem pewnego zakrętu, na jakim znalazły się szachy, za sprawą komputerów. Chęć ucieczki od wielu wieków teorii, myślę, że jest w tym potrzeba większej wolności, odciążenia pamięci, stworzenia sobie przestrzeni, by tworzyć. Ta chęć ucieczki potwierdza w jakimś stopniu tezę, że szachistów, przynajmniej tych grających na wysokim poziomie, komputery przygniotły, ich pamięć jest piekielnie przeciążona. Ja jednak jestem strasznym tradycjonalistą jeśli chodzi o szachy i zupełnie nie przeszkadza mi początkowe ustawienie bierek, choć, nie ma co ukrywać, żaden ze mnie "debiutnik"...

 W szachach klasycznych w rozumieniu początkowego ustawienia figur jest trochę tak jak w demokratycznych wyborach. Tam niby wszystko wydaje się w jak najlepszym porządku, jednak wielu wyborcom nie podoba się, że w dniu wyborów dostają przed nos listę z gotowymi nazwiskami i tylko i wyłącznie spośród tych szczęśliwców mogą wybierać. Szachy w przeciwieństwie do go, którą tak się zafascynował Morozewicz, są grą na pewnym etapie, już rozpoczętą. Figury już stoją, nabuzowane energiami, my zaś mamy za zadanie z tego początkowego układu coś tam sklecić. Pomysł, by uniknąć wielogodzinnych, żmudnych przygotowań poprzez losowy wybór wariantu szachistom pozwoliłby odetchnąć, jednak byłoby to tak, jakby pozwolić kolarzom na wyścigach rangi Tour, używać na podjazdach mini silników zainstalowanych w rowerowych torpedach. Szachy to ciężki sport, mający za sobą kilkaset lat wytężonej, intelektualnej pracy tysięcy ludzi - kto chce się w to bawić, musi bez szemrania zadać sobie na plecy to brzemię.

Dobrze. Zerknijmy na mecze w naszym "Najdorfie". Mati Bartel uległ, ale grał pięknie i bardzo mi szkoda, że wysadził go z siodła Ilja Smirin z Izraela - bardzo Mateuszowi w tym meczu kibicowałem. Zdaje się, że Kacper Piorun uciekł spod topora, który wisiał nad nim za sprawą Bartosza Soćko - straszna tam się odbyła walka. Widać, że napięcie wzrosło zauważalnie i w samej końcówce turnieju będzie się można rozsmakować.


środa, 13 lipca 2016

Festiwal Najdorfa za półmetkiem: prowadzi Zahar Efimenko z Ukrainy, tuż za nim zaczaił się Bartel z Gajewskim!!


Technologia w szachach od pewnego czasu osiągnęła swój szczyt. Moduły analizujące grają z siłą dla człowieka nieosiągalną, powoli odchodzi pokolenie szachistów, wychowanych na książkach oraz samodzielnej pracy nad szachami. Jeśli chodzi o przyszłość naszego sportu już od dawna jestem sceptykiem, uważam, że ze sprawą komputerów nasza dyscyplina stopniowo będzie popadała w coraz większy regres. Symptomy takiego stanu rzeczy widać już teraz. Myślę, że zdarzeniem przełomowym, po którym nasz sport zmuszony był obrać kolejny, niezbyt szczęśliwy azymut, był mecz Kasparowa z Deep Blue. Po tym pojedynku człowiek stanął na pozycji przegranej i to z maszyną, która nie była inteligentna, za to niesamowicie szybko liczyła warianty, nie męczyła się, a przede wszystkim nie dysponowała uczuciami wyższymi, które w grze przeszkadzają. Według mnie od tego momentu w środowisku profesjonalistów coś pękło, arcymistrzowie zaczęli coraz mocniej poddawać się wpływowi maszyn...

 Pewne ożywienie w pojmowaniu roli komputera w pracy nad szachami wniosło pojawienie się Carlsena, który, będąc jak każdy mistrz świata przede wszystkim praktykiem, postanowił, że to maszyna ma służyć jemu, a nie on maszynie. Magnus znając swoją moc, użył modułów do analizy mało zbadanych pozycji w debiutach, po rozegraniu których miały dojść do głosu jego atuty. Świat szachowy do tego momentu nie może otrząsnąć się z szoku, że da się jednak maszynę podporządkować sobie, uczłowieczając ją niejako, a na Wikinga reszta komputerowych epigonów nie może znaleźć sposobu. Uważam, że jakiś czas to potrwa, choć będzie to służyć tylko jemu. Reszta świata nie może grać tego co on i nie może pójść tą drogą, gdyż tylko on jest tak piekielnie mocny strategicznie i może te miękkie z punktu widzenia walki o inicjatywę w debiucie systemy, bez ryzyka i z powodzeniem stosować.

Mój sceptycyzm co do przyszłości szachów nie bierze się znikąd. Niedawno przeczytałem wywiad z Mają Cziburdanidze, która oznajmiła, że nie ma dla niej niczego gorszego w szachach, niż wielogodzinne przygotowanie na konkretnego przeciwnika. Jej propozycja jest mniej więcej taka, aby partię szachów rozpoczynać od pewnej pozycji, co pozwoliłoby uniknąć żmudnych przygotowań. Jest to oczywiście pomysł roboczy - wygladałoby to tak, że zaczynamy grę od jakiejś losowo wybranej tabiji, a wszystko w obrębie posunięć 1-15. Siadamy i gramy, nie mając wpływu na to co dostaniemy do grania. Straszne dyrdymały. Przyznam, że nie doczytałem tego wszystkiego do końca. Markowi Dworeckiemu pomysł się spodobał, arcymistrz uważa, że można spróbować to precyzować. Według mnie tak wygląda stopniowa dekadencja szachów, gdy podobne pomysły zaczynają się pojawiać i, o zgrozo, są brane całkowicie na poważnie.

 Z kolei Topałow uważa, że pokolenie jego trzyletniej córki, będzie ostatnim pokoleniem szachowych profesjonalistów na naszej planecie. Zakładając, że szachista kończy z grą profesjonalną gdzieś w okolicach 40 lat, nasz sport ma przed sobą jeszcze około 4 dekady.

Wszystko to nie tyle spędza sen z moich powiek - raczej ustawia mój pogląd na przyszłość szachów na stanowisku dość sceptycznym. Według mnie komputery drenują nasz sport, a szachiści nie mają sił by się temu przeciwstawić.

W Najdorfie czekają nas ostatnie rundy. Sytuacja jest bardzo zagmatwana. Prowadzi Efimenko z Ukrainy, jednak trudno powiedzieć, żeby mając pół punktu przewagi nad peletonem był liderem z prawdziwego zdarzenia. W tym turnieju do samego końca wszystko będzie się zmieniać jak w kalejdoskopie, stąd moje zainteresowanie ostatnimi rundami tych zmagań.