piątek, 24 czerwca 2016

Ile kosztuje sport, ile kosztuje pasja - część druga!


Przede wszystkim chciałem podziękować wam, za te obszerne, choć nieliczne komentarze, które w znacznej części odnosiły się do kwestii zasadniczej, czyli finansów wydawanych przez nas na szachy. Z waszych słów wynika, że nie jesteście zadowoleni z tego ile płacicie, za co i w jakiej formie. Prawie każdy z was mówi o tym, że płacąc nie dostaje od związku nic w zamian lub bardzo niewiele. Zasadniczo wasze oceny pokrywają się z ocenami sytuacji czynionymi przez szachistów, których spotykam "w terenie", że się tak wyrażę. Zwrócę wam teraz uwagę na kilka momentów w naszej dyskusji, które może w nieco innej perspektywie oddadzą miejsce, w którym się znajdujemy. Żeby nasza rozmowa miała charakter luźnej, całkowicie niezobowiązującej pogaduchy na ważny dla nas temat, chciałem wam oznajmić, żebyście porzucili swoje strachy, obawy, lęki, gdyż jestem zdania, że na naszej rozmowie się tutaj sprawa zakończy i nie daję wiary, że dojdzie do jakichś zmian w płatnościach na nasz sport..
 Odetchnęliście z ulgą?? A dlaczego?? ;). Przecież z większości waszych odpowiedzi bije złość, że płacicie po kilka, a nawet kilkanaście razy za to samo, że wysokość opłat jest taka, a nie inna, że generalnie panuje całkowita finansowa nieprzejrzystość. Zobaczcie - to jest ten pierwszy moment - piszecie, że w związku z tym, że finanse są tak ułożone żebyśmy niewiele się mogli z tego dowiedzieć, że płacąc przy różnych okazjach, nie dostajemy nic w zamian od PZSZach krew was zalewa, a jednak gdy ktoś poruszą tę kwestię, od razu się irytujecie, zżymacie i najchętniej kończylibyście ten temat. Trochę to dziwne. Fajnie jednak pisaliście, więc zacytuję was. Pewien Pan (szkoda, że się nie podpisał z imienia i nazwiska) napisał tak:

Panie Krzysztofie, mój klub (do którego należę) płaci co rok składkę (można to sprawdzić na stronie PZSZACH - CR) 350zł - otrzymując w zamian... nic. Ja, w ubiegłym roku, grałem w siedmiu turniejach (z każdego jest opłata, bodajże, 20zł dla PZSZACH = 140 zł). Opłaciłem też zdobycie kategorii Centralnej (60 zł). Przekazałem 1% z podatków (70zł). Z każdej nowej licencji w klubie (juniorzy) PZSZACH pobiera opłatę. To wszystko po stronie zysków PZSZACH. A teraz przejdźmy do moich (seniora) i innych osob (juniorów) benefitow, jakie uzyskujemy od pzszach. Benefity =0. W tym miejscu zadam pytanie: O JAKIEJ, DODATKOWO, OPLACIE PAN MOWI?

Moja odpowiedź jest taka - jest Pan niezadowolony i słusznie, gdyż z uwagi na swoją aktywność, zamiast być nagrodzonym w jakiś sposób, jest Pan finansowo obciążony jeszcze bardziej. Zagrał Pan w siedmiu turniejach, to dużo i za każdym razem płacił po dwie dychy opłat, więc wybulił Pan 140 zł, ja zagrałem w dwóch turniejach, zapłaciłem 40 zł. Dlaczego Pan będąc aktywniejszym ode mnie szachistą ma z tego powodu cierpieć? Według mnie rozwiązaniem jest klarowna opłata roczna, która w odpowiedniej wysokości zdejmie z Pana ciężar płacenia co turniej za to samo. To coś takiego jak bilet miesięczny - jak często jeździsz wychodzi taniej. Dalej ciągnę - kategorie dla dorosłych szachistów są tak samo ważne, a dla dzieci z czysto psychologicznego punktu widzenia, są jeszcze ważniejsze, choć kategoria w czasach rankingu elo to relikt z czasów jurajskich (Ile ja się nasłuchałem maluchów na salach gry: "Tyyy, cha, cha, a ja już zdobyłem "trójkę",cha chaa, a w tym roku walczę o drugą kategorię!!" Marcin, jaką masz kategorię?" i tak cały czas nasze pociechy nadają ;)) Maluchy uwielbiają się licytować na kategorie, to ich absolutnie mobilizuje do pracy nad szachami, uważam, że tutaj opłat nie powinno być, lub zaczynać się od momentu wyższego od I kategorii. Rozwiązaniem byłaby klarowna opłata roczna, która zwolni mamę, tatę od płacenia haraczu za nadanie kategorii dla swojej pociechy. Anonimie - piszę o tym, abyś zapłacił raz, a dobrze, a nie żeby cię kroili co turniej w tych tzw. "małych opłatach". Narzekasz, że tak jest, a jest w tobie ogromny opór, by się coś w tej materii zmieniło (jakoś tak automatycznie przeszedłem na "ty", nie gniewaj się!).


Napisał Tomasz:

Niestety, ale dołączę się do klubu narzekaczy :P. I nie dlatego, że jestem z natury malkontentem, lecz dlatego, że na własnej skórze doświadczyłem tego za co miałbym dodatkowo płacić.

Mamy dyskutować na argumenty? Proszę bardzo.

Jako szachista płaciłem (lub miałem obowiązek płacić) za:
1. Wpisowe do turniejów.
2. Opłatę klasyfikacyjno-rankingową.
3. Opłatę za obliczanie zmiany rankingu ELO.
4. Opłatę za wydanie legitymacji.
5. Opłatę roczną za uprawianie sportu.
6. Opłatę za kurs sędziowski.
7. Opłatę za kurs instruktora.
8. Opłatę za wydanie legitymacji instruktora.
9. Opłatę za wydanie zaświadczenia o ukończeniu kursu instruktora.

Z tego co wiem to kluby mają obowiązek co roku uiszczać opłaty za to, że przynależą do Związku. I nie są to opłaty rzędu kilku czy kilkunastu złotych, lecz kilkuset (z tego co pamiętam to 500 czy też 700zł).

A teraz co w zamian dostawałem za finansowe wspieranie Związku.
1. Uczestnictwo w turniejach.
2. Sędziowanie przez sędziów.
3. Nagrody i upominki (w tym dyplomy).
4. "Profesjonalną" pomoc w przypadku jawnej naruszenia obowiązków przez jednego z działaczy szachowych, który przez rok nie wydał mi zaświadczenia o ukończeniu kursu instruktora.



Tomaszu nie mówię ci, za co i na co miałbyś płacić dodatkowo, mówię ci, co wynika z twojego tekstu, że już to robisz i złościsz się jak twój współkompan z dyskusji, że cię o to zaczepiłem moim artykułem.

ad.  1) Wpisowe do turniejów - to inna sprawa. Tam organizator poświęca czas, bierze urlop, i ma mu coś zostać w kieszeni bo to nie jest wolontariusz. Jeśli ma średni turniej, słabych sponsorów, musi dać tą opłatę po to, żeby opłacić prąd, wynająć salę, całą infrastrukturę turniejową itd.

ad. 2) odpowiedź taka sama, jaką dałem koledze wyżej, macie rację, że się o to płacenie w koło Macieju co turniej złościcie, ale dla mnie jest absurdalne, że się złościcie, że chcę o tym podyskutować.

ad. 3) Za elo bulimy haracz FIDE, ale nie całość tej kwoty tam płynie, tego trudno uniknąć jeśli chce się po turnieju wiedzieć czy się poszło w górę, czy w dół.

ad. 4)  Opłatę za wydanie legitymacji - napisz jakiej, ja takiej nie mam, ile zapłaciłeś za nią i komu?

ad. 5 ) A to co za opłata roczna za uprawianie sportu?

ad. 6)  Kurs sędziowski i opłata za niego - sam robiłem, choć ze mnie sędzia ja z koziej d... trąba, jednak sorry - memory, za takie kursy się płaci bo daje ci to uprawienia, żebyś potem sobie zarobił pieniążków, gdy sam będziesz sędziował.

ad. 7) Opłata za kurs instruktora - sam wybuliłem z wszystkim, dojazdem itd. ponad dwa koła, to były piękne wakacje. Znów cię pytam - przecież zrobienie kursu wynajęcie wykładowców, sali, sprzętu, wyżywienie to... hmm... nie wiem - tak z nieba to wszystko spada?? To kosztuje, niestety, poza tym po tym kursie masz uprawnienia, możesz trenować, możesz zarabiać pieniądze, masz tzw. "papier". Zupełnie nie rozumiem dlaczego wyszczególniłeś te oczywiste opłaty, które dają ci, jeśli się dobrze zakręcisz, korzyści.

ad 8) Patrz ad. 6) i ad.  7)

ad. 9) Czytaj ostatnie trzy ad.


Poniższe cztery podpunkty, które dałeś dają ci odpowiedź, że rozmowy o pieniądzach, które mamy płacić na nasz sport, dyskusja o klarowności opłat jest w naszym interesie. To, że mamy do czynienia z tak dużym pomieszaniem z poplątaniem w finansach jest między innymi naszą winą, gdyż usłużnie robimy to co nam każą, choć to nam się nie podoba i nie jest na rękę. Brakuje bardzo takiej debaty, zarówno ze strony naszego związku jak i nas. Wszyscy są na wszystkich źli. Jednym by pasowało, żeby ich nie ruszać, drudzy spełniają to życzenie i żyją w tym co im dano, w tym totalnym finansowym mętliku.

Moja propozycja byłaby taka, jest to pomysł roboczy, czyli do obróbki. Płacimy jak w innych związkach opłatę roczną, która ma zwierać wszystko to, co wam zabierają opłaty poszczególne, które to opłaty i tak czynią bardzo dużą kwotę. Można nawet zrobić trzy taryfy - dla bardzo aktywnych, mniej i najmniej uczestniczących w życiu szachowym zawodników. To przez fakt, że te finanse są tak rozbite, płacimy nawet nie wiedząc ile bo prawie nikt tego nie podlicza. A właśnie. No to może policzcie ostatni wasz rok i napiszcie ile wam wyszło? Jestem za pełną klarownością finansów, a to da nam jasność i bezpieczeństwo. Tzbych napisał o zaufaniu - to podstawowy problem, ponieważ w relacjach na linii "PZSzach - szeregowy szachista" nie ma tego, co jest podstawą we wzajemnych stosunkach, czyli zaufania. Ludzie nie wierzą, że im się poprawi, zmieni, że będzie jaśniej i przejrzyściej. Niestety, takie mam odczucia, gdy rozmawiam z wieloma szachistami, którzy chętnie mi się zwierzają. Tutaj jest ogrom roboty przed nami, jest wiele dróg, którymi możemy podążyć, by nasz związek oraz sport stał się wizytówką dla innych. Napiszecie, proszę, co o tym wszystkim sądzicie!


wtorek, 21 czerwca 2016

Ile kosztuje sport, ile kosztuje pasja?


Szachistów śląskich, szachistów z Zagłębia, znam relatywnie lepiej w odróżnieniu od zawodników i pasjonatów naszej dyscypliny z innych części Polski. Często spotykamy się przy okazji różnych wydarzeń sportowych, jednodniowych turniejów szachów aktywnych i dyskutujemy o bieżących sprawach dotyczących naszego sportu. Tematem najbardziej drażliwym, wywołującym dość żywiołowe, wręcz skrajne emocje, jest kwestia pieniędzy, czyli sposobów finansowania naszej dyscypliny. Jakiś czas temu byłem kompletnie nieprzygotowany do tematu, moi interlokutorzy bez problemu zapędzali mnie w kozi róg podając różne liczby i kwoty. Po jakimś czasie żeby nie być całkowicie bezbronną ofiarą, przygotowałem kilka liczb i zestawień ze środowisk, które znam nie gorzej niż środowisko entuzjastów szachów...

Do napisania tego artykułu (wcześniej o finansowaniu naszego sportu również pisałem, ale pogłębionej dyskusji na ten kluczowy temat nie wywołałem) skłoniła mnie rozmowa z jednym rodziców, który na jednym z turniejów z rozbrajającą szczerością powiedział mi dlaczego jego niewątpliwie uzdolniony syn nie pojechał, choć wywalczył sobie do tego prawo, na turniej rangi mistrzowskiej rozgrywany poza granicami naszego kraju. Jego syn nie załapał się na finansowanie i obaj, po trudnej rozmowie, podjęli decyzję, że trzeba sobie ten turniej odpuścić. Główna przyczyna to zrujnowanie tym wyjazdem domowego budżetu. Ostatnio usłyszałem też, że nasza czołowa szachistka Oliwka Kiołbasa także pojechała "za swoje" grać na indywidualnych ME kobiet w Rumunii.

 Zasadniczo mój schemat rozmów z szachistami wygląda tak, że wylewają swoje żale na "górę", jednak gdy im uprzejmie nadmieniam, że w końcu to w naszych rękach leży, by pieniądze na takie cele znalazły się, automatycznie napotykam na potężny mur nierozumienia. Po chwili rodzi się irytacja, złość i rozmowa się kończy. O co chodzi? Jakie są moje argumenty odnoszące się do finansowania szachów w Polsce, które tak złoszczą moich dyskutantów - o tym będzie poniższy akapit.

W sumie mogę powiedzieć o sobie, że znam dość dobrze kilka środowisk, zrzeszających się w związki na skalę ogólnokrajową i tylko w naszym szachowym związku nie płacimy składek rocznych, które pomagają organizacji rozdysponować środki na cele statutowe. Kwoty jakimi operują inne związki z tytułu opłat rocznych swoich członków są ogromne. Ostatnio, gdy włóczyłem się po lesie z lornetką, spotkałem na ambonie znajomego myśliwego, z którym wdałem się w dłuższą rozmowę na temat finansowania Polskiego Związku Łowieckiego. Cieszę się, że nie zadałem mu pytania o opłaty od członka PZŁ wchodząc po drabinie (buda ambony była gdzieś na wysokości pomiędzy pierwszym a drugim piętrem!) i nie usłyszałem od razu odpowiedzi, bo pewnikiem spadłbym i połamał się w kilku miejscach. Opłata roczna w PZŁ wynosi na 2016r. 355 złotych, ulgowa niecałe dwieście złotych. Ponadto aby w ogóle wstąpić w szeregi PZŁ wpisowe wynosi, usiądźcie sobie wygodnie... 960 zł. Dowiedziałem się, że PZŁ kwoty te przeznacza na reintrodukcję rzadkich gatunków, na odszkodowania, gdy dziki wejdą w szkodę i wiele, wiele innych celów. Na tak postawiony temat odparłem, że na przykład w najbliższym mi, do którego należałem najwięcej lat PZW (Polskim Związku Wędkarskim) w 2016 roku trzeba było zapłacić opłatę okręgową wynoszącą 175 zł. Powiedziałem mu też, że do PZSzach, do którego należę jako zarejestrowany w centralnym rejestrze szachistów nie odprowadzam żadnej składki rocznej, ponieważ takowa nie istnieje.  Mocno skonsternowany znajomy odparł, że w sumie to jest taki "związek - nie związek"...

Te szachistów wymagania, wymagania i jeszcze raz wymagania, żale, ooo tak! Tego w rozmowach o pieniądzach na nasz sport nie brakuje. To jest względnie najprostsze, dać upust swojej frustracji, natomiast gdy zobaczymy jak horrendalne kwoty płaci pasjonat w równoległych związkach aby mógł kontynuować swoją działalność, powinniśmy się my, szachiści, poważnie zastanowić, dlaczego zadowala nas rola wiecznie narzekających jaki ten świat jest zły, biedaków. Tyle pisze się o społeczeństwie obywatelskim, o tym, że siła jest w nas, że wspólnie znacznie łatwiej udźwignąć każdy ciężar, jednak gdy trzeba przejść od słów do czynów.. no właśnie!

 Na turnieju przyjaźni polsko-węgierskiej rozmawiałem o tym z członkiem zarządu PZSzach, Łukaszem Turlejem. Na moje racje i na mój postulat by spróbować wszystko policzyć i wprowadzić jak w innych związkach opłatę roczną, która byłaby przeznaczona na różne cele, między innymi na finansowanie wyjazdów na turnieje międzynarodowe naszych zdolnych szachistów, Łukasz zauważył, że opór środowiska będzie bardzo duży. Zgodziłem się, że takie coś będzie miało miejsce. Analizowaliśmy ile mogłaby wynosić taka kwota, jakie korzyści miałby junior, czy dorosły członek naszego związku płacąc ową ustaloną kwotę. Liczyliśmy też ile mogłoby się znaleźć w kasie związku i na co by ta kasa mogła pójść. Oczywiście poruszyłem temat transparentności - czyli wiadomo ilu z nas wpłaciło, wiemy ile pieniędzy mamy po roku kalendarzowym wiemy również, na co co do złotówki poszły te pieniądze.
 W czasie naszej rozmowy nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że dyskutujemy o jakiejś straceńczej misji na jeden z księżyców Urana, a nie o czymś, co przy pewnym wysiłku z naszej strony mogłoby zaprowadzić nas od nienormalności w kierunku normalności. Bo nienormalnym jest, gdy złościmy się, że na to nie ma, na to nie ma i na tamto nie ma, a nie zaczynamy od samych siebie, pytając się na przykład co my daliśmy naszemu sportowi. Bo nie jest normalnym, gdy młodzi, czołowi szachiści muszą brać pieniądze z ciężkiej krwawicy swoich rodziców, aby kontynuowali swoją szachową przygodę, to stąpanie po bardzo cienkim lodzie. Musimy sobie odpowiedzieć też, ja sam sobie zadaję to pytanie, jak bardzo jestem zaangażowany w szachy? Czy jestem w stanie już nie na płacenie jakichś kwot, a chociaż na sensowną, głęboką dyskusję na ten temat? Rozmowa nic nie kosztuje, warto by było, gdyby taka rozmowa nas wszystkich miała kiedyś miejsce. Może po takiej dyskusji, gdy zostawimy poza sobą różne uprzedzenia, animozje, urodzi się coś, co spowoduje, że znajdziemy się na innym, wyższym poziomie, gdzie kończy się wskazywanie palcem na kogoś, a zaczyna osobista odpowiedzialność za to, co jest tak ważną częścią naszego życia?


piątek, 17 czerwca 2016

W Lublinie trwa mecz Polska - Reszta Świata! Dragun na Kubie walczy z czołowymi juniorami młodego pokolenia!


Trwa piłkarska mistyka totalna i dałem się piłce nożnej wciągnąć bez reszty. Moja uległość przyszła stosunkowo łatwo - mianowicie nareszcie Biało Czerwoni zaczęli przekraczać bariery, łamać kolejne ograniczenia. Po pierwsze, mamy pierwszą wygraną na ME z Irlandią Północną (od zawsze Polakom bardzo ciężko grało się z zespołami, które bronią się dziesiątką, gdy jesteśmy zmuszeni grać tę zmorę, atak pozycyjny) po drugie sparowaliśmy w piękny sposób Niemców, którzy przy polskiej defensywie z minuty na minutę czuli się coraz bardziej sfrustrowani. Została nam jeszcze całkowicie zdemoralizowana Ukraina i przy korzystnym wyniku wyjdziemy z grupy, a tam najprawdopodobniej będą czekali na nas Szwajcarzy albo Rumuni, (no chyba, że wygramy grupę, to dostaniemy jeszcze kogoś innego). Oby ten sen trwał długo, oby się jak najpóźniej zakończył!

Oglądam również tego dziwoląga, który rozgrywany jest w Lublinie. Mecz grany jest systemem dwukołowym, trzech na trzech. Nie wiem jaki jest sens grania tego typu meczy, które nie są nawet symulacją tego co nastąpi za trochę ponad dwa miesiące w Baku. Tam nie zagramy ani tym składem, ani tym systemem, ani tą ilością graczy. Jacek Tomczak, który ostatnio dokoptował do kadry gra, choć na stronie PZSzach widnieje skład na Baku i w Azerbejdżanie arcymistrz ze Śremu nie wystąpi. Gdzie jest reszta kadrowiczów - trudno ustalić. Przeciwnicy, czyli drużyna "Reszty Świata" składa się z trzech szachistów, którzy nie mają ze sobą niczego wspólnego, więc nawet nie gramy meczu typu nacja na nację. Myślę, że tutaj jakiejś głębszej myśli do samej Olimpiady nie odnajdę, w sumie to nawet nie czekam, aby to miało ład i skład. Ten mecz jest jakimś tam testem, szachiści zostali zaproszeni, więc sobie grają, no mieli nie zagrać, odmówić udziału? Uważam, że ten turniej był doskonałą okazją, aby kadra wystąpiła w pełnym składzie w meczu z jakąś silną reprezentacją.

Kamil Dragun na zakochanej bez reszty w szachach Kubie (to kraj gdzie nie jest problemem zorganizować symultanę na ponad 10 tysiącach szachownic!) gra turniej kołowy z czołowymi szachistami świata młodego pokolenia. Jest Sam Sevian, którego monitoruję od bardzo dawna. Seviana okrzyknięto największym talentem U.S.A , chłopak ma już 2600 elo i pnie się mozolnie w górę, choć przed jego grą nie klękam jakoś w nabożnym skupieniu. O wiele ciekawszy jest według mnie Jeffery Xiong, który grał w championacie U.S.A i tam nie dawał się starym lisom - jego partie również oglądałem on-line. Xiong prawdziwym rutyniarzom absolutnie nie ustępował - temu szachiście obowiązkowo wieszczę klub 2700 plus w latach najbliższych, a jeśli chodzi o wejście do elity, to tutaj sprawa jest mocno złożona, jednak nie jest to wykluczone.

Carlsen dał się wyprzedzić Nakamurze w Paryżu. Samurajowi nie pozostało nic innego, jak wygrywanie tego typu rapidów i pompowanie swojego, do przesady nadętego ego. Zwróciliście mi uwagę na jego zwycięstwo podkreślając, że za nim nie przepadam. Ze mną jest tak, że nie mam problemów by oddzielić moje sympatie i antypatie od osiągnięć sportowych danego szachisty. Naka nie jest szachistą, którego da się lubić, choć jego klasę doceniam. Jednak nadal utrzymuję i powiem to samo na ciężkich torturach, że ten zawodnik nigdy nie wygra Turnieju Pretendentów. Nakamura od wielu lat konsekwentnie zapracowywał sobie na taką na nie inną markę w wąskim, szachowym światku. Dziś znów rusza kolejny cykl Grand Chess Tour - tym razem elita przeniosła się do Belgii... 


środa, 8 czerwca 2016

Anna Uszenina mistrzynią Europy! Tylko Jola Zawadzka z awansem na MŚ!


W kilku ostatnich wywiadach Karina Szczepkowska-Horowska wyraźnie dawała do zrozumienia, że nasze szachistki potrzebują czegoś nowego, że marzy im się orzeźwiający wiatr, który poruszy tą od lat zastaną konstrukcją. Zgadzam się z arcymistrzynią. Uważam, że kadrowiczki są w takim momencie, w którym potrzebują zmian i to dużych. W obecnej sytuacji Polkom bardzo trudno o motywację do wytężonej pracy i erozja stopniowo się pogłębia. Monika Soćko to wielka kariera - pamiętam czasy, gdy zaczynałem przygodę z szachami i już wtedy rozstawiałem na desce partie Moniki, wtedy jeszcze Bobrowskiej. To przecież trwa dekady, a nasza arcymistrzyni potrafiła utrzymywać się w doskonałej dyspozycji. Wiekowo w sumie jesteśmy rówieśnikami i tutaj szachowa rzeczywistość wygląda tak, że jest duża wiedza, doświadczenie, jednak zaczyna powoli brakować pary, aby robić wyniki. Kiedyś kandydat na mistrza Kola Osipow powiedział mi, że wie na pewno, że po tylu latach gry, rozumie szachy jak nigdy, natomiast kondycja już nie ta. Hmm... Niedościgniony ideał - mieć doświadczenie 40-50 letniego arcymistrza mając 20 lat - świat leży nam wtedy u stóp...
W Rumunii znów zadecydowały ostatnie rundy - wtedy wychodzi wszystko, przygotowanie mentalne, braki kondycyjne itd. Jola Zawadzka powoli przejmuje pałeczkę liderki w naszym zespole, choć Monika Soćko będzie do samego końca zażarcie walczyła o prymat w polskich szachach. ME wygrała Anna Uszenina - rocznik 1985, a więc w tym momencie gdy, najbardziej harmonijnie spotyka się dojrzałość z młodością.

Teraz o reszcie spraw zaległych. Kariakin w Shamkir gdzieś tam sobie przycupnął w tabeli końcowej, niby nie najgorzej, ale dobrze wcale. Mam wątpliwości, czy Rosjanin odnajdzie taką formę, która będzie wystarczająca do nawiązania równorzędnej walki z urzędującym królem z Kraju Fiordów. Moje różne dylematy i przemyślenia idą sobie swoim torem, natomiast wielkie pragnienie, by zobaczyć tę konfrontację z dnia na dzień zauważalnie narasta. Czeka nas cudowny listopad, mówię wam - ależ się tam chłopaki chwycą, to nie mam pytań. Wygra Magnus, jestem tego dziwnie pewien, choć na pewno będzie arcyciekawie.

Szachy korespondencyjne i ich śmierć. Oczywiście, w dobie komputerów, sprawa jest jak dla mnie nie warta funta kłaków, jednak znalazłem ścieżkę, która może mnie (wam, jeśli zechcecie nią podążyć) przynieść bardzo dużo korzyści. Otóż, od pewnego czasu gram poprzez sms, ze znajomym, z którym umówiliśmy się, że możemy grać z książek debiutowych papierowych, gdy kończy się komuś teoria, musi sam grać bez pomocy modułów. Co jest tutaj potrzebne? Przede wszystkim zaufanie. Ja do mojego znajomego mam zaufanie, gramy tak od bardzo dawna. W czym nam to może pomóc? Sztuka analizy to raz i może ważniejsza rzecz - nauka granych przez was debiutów. Jeśli macie dwie doby na posunięcie, pozycja stoi na desce, cały wariant wbije się, odbije jak na matrycy, do nawet najbardziej opornej mózgownicy. Poszukajcie sobie kogoś takiego, komu ufacie i zagrajcie, ale sami: książki, a potem wasza, tylko i wyłącznie wasza głowa i szachy korespondencyjne mają się świetnie.

Literatura - wypożyczyłem niedawno książkę Hansa Fallady "Każdy umiera w samotności". Niezła rzecz, choć nie rzuciła mnie na kolana. Akcja dzieje się w nazistowskich Niemczech, tam rodzina prostych robotników rozpoczyna nierówną konspiracyjną walkę z hitleryzmem. Nie będę wam streszczał - w tej książce natrafiłem na cały "szachowy" rozdział. W celi siedzi główny bohater, a jego współwięzień ma szachy. Nasz bohater dziwi się, jak można "grać samemu", w końcu daje się przekonać i poznaje specyfikę szachów, uczy się ich i obaj grają, co im ułatwia oczekiwanie na dalsze zdarzenia.

Aronian mocno przeżył nieudany występ w Turnieju Kandydatów. Tutaj jest link do wywiadu, z którego dowiadujemy się o stanie ducha jednego z najlepszych współczesnych szachistów: http://chesspro.ru/details/aronian_interview_victories_are_built_upon_defeats.

Jutro rusza Grand Chess Tour z szachistami elity i Magnusem Carlsenem na czele. Ustawiam transmisję i kibicuję mistrzowi świata!


wtorek, 7 czerwca 2016

W wieku 85 lat zmarł legendarny Wiktor Korcznoj...


Bardzo smutna wiadomość dotarła do mnie wczoraj. Odchodzą wielcy: w wieku 85 lat zmarł Wiktor Korcznoj, legendarny szachista, który przez całe dekady zachwycał swoją grą. Zawsze czekałem na jego występy, obowiązkowo mając ustawioną transmisję na jego mecze. Kibicowałem mu do samego końca - na mojej stronie bardzo dużo pisałem o Wiktorze Korcznoju, podając go jako przykład człowieka, który walczył nie tylko z przeciwnikami za szachownicą ale i z upływającym czasem. Ten czas był dla niego łaskawy, zważywszy na jego wiek, jeszcze całkiem niedawno ogrywał arcymistrzów czołówki światowej...

Jest więcej niż pewne, że niebawem zobaczymy piękny turniej jemu poświęcony, czekam też na piękne wydanie zbioru jego partii wraz z biografią, w ten sposób, choć nie tylko, można oddać cześć temu wielkiemu arcymistrzowi.

Jest pewne plemię w Afryce, które utrzymuje, że człowiek definitywnie odchodzi, gdy zrywa się ostatnia nitka łącząca go ze światem. Jeśli spojrzymy od tej strony na śmierć Wiktora Korcznoja, to jest pewne, że jeden z największych arcymistrzów XX wieku pozostanie z nami jeszcze na wiele lat - za sprawą swoich partii, książek, tych, które napisał, oraz tych, które o nim powstaną. Odkąd dowiedziałem się o śmierci Wiktora Korcznoja myślę o tym bez przerwy. A wiecie, że arcymistrz Korcznoj miał polskie korzenie? Przeczytajcie:


"Polska jest bliska memu sercu, bowiem mój ojciec był Polakiem. Urodził się na Ukrainie, w niewielkim Melitopolu, blisko Morza Czarnego. Cała moja rodzina zginęła w czasie blokady Leningradu w latach 1941-42. Przed wojną dobrze mówiłem po polsku" - mówił PAP Korcznoj w 2005 roku, gdy wziął udział w turnieju w Warszawie. (cytat ze strony: http://www.pap.pl/aktualnosci/news,536717,zmarl-arcymistrz-szachowy-wiktor-korcznoj.html


Wiktor Korcznoj - 1931-2016.

piątek, 3 czerwca 2016

Aleksiej Drejew o zbliżającym się meczu Carlsen-Karjakin!


Ilość informacji do przetworzenia we współczesnym świecie jest ogromna. Człowiek różnie na coś takiego reaguje - jedni mielą wszystko co się nawinie i nie wyobrażają sobie, żeby ich cokolwiek ominęło. Znam też takich, którzy uruchomili mechanizmy obronne, pozbywając się z domu wszystkich środków masowego przekazu. Są bez radia, tv, Internetu, mają telefon starszej generacji. Jestem gdzieś tak pośrodku, mowa o szachach, mam momenty, gdy mój laptop nie wyrabia od ilości pootwieranych transmisji z turniejów, są jednak dni, gdy mój mózg domaga się, bym zwolnił. Jeden tydzień w szachach obecnej doby, to jak pół roku przedwojennych szachów (jak nie więcej!). Teraz gra się na całej kuli ziemskiej setki turniejów, mnóstwo zawodów można oglądać na żywo. Chcecie wiedzieć, które teraz, dokładnie w tym momencie, transmisje mam otwarte? Służę informacją - oglądam ligę francuską z Jankiem Dudą na czele, śledzę i jednocześnie kibicuję Polkom na ME, oglądam grę Kariakina i reszty w Shamkir. Uff... Poza tym jeszcze, ale już z czysto kronikarskiego obowiązku, doglądam kilka innych, pomniejszych turniejów. Jeśli sobie odpuścić, zamykając komputer, po dwóch tygodniach jest się absolutnie poza grą.

Na serwisie http://www.chess-news.ru/node/21535 (podaję konkretny link) Aleksiej Drejew w bardzo długim wystąpieniu na żywo (internauci mogli zadawać pytania, kapitalna idea, choć nie jestem do końca przekonany, czy sprawdziłoby się to w Polsce) opowiadał o szansach Pretendenta i Mistrza Świata w zbliżającym się, listopadowym meczu o szachową koronę. I znów, według Drejewa zadecydują tutaj niuanse. Arcymistrz uważa, że na tym poziomie najważniejszym czynnikiem będzie psychologia, złapanie odpowiedniego nastroju itd. Według Drejewa różnica pomiędzy Norwegiem, a Rosjaninem nie jest duża, oba sztaby analizujące mają podobną siłę, więc wszystko może się zdarzyć. Tutaj chodzi o odporność psychiczną. Karjakin, z czysto psychologicznego punktu widzenia jest mocny, zmężniał i wykazał się największą odpornością w turnieju pretendentów, Magnus psychikę ma piekielnie mocną.

Według mnie odporność psychiczna jest pięta achillesową naszych arcymistrzów. Polacy w decydujących momentach bardzo często grają poniżej swoich możliwości, podejmują dziwne decyzje, często ostatnie partie przegrywają. Za trzy miesiące zagramy w Baku Olimpiadę i fajnie by było, gdyby nasi w decydujących momentach nie rozsypali się. Na rozegranych ostatnio ME w Kosowie w ostatnich rundach kadrowicze rozpierzchli się w różne strony, a to był w końcu jeden z najsłabszych turniejów rangi ME w historii. Mateusz Bartel dał też do zrozumienia, aby nie myśleć na poważnie o pierwszej piątce. Zastanawiające stwierdzenie. Nie wiem, mówiąc to, może miał na celu aby nie pompować zbytnio balona oczekiwań, jednak sygnał był dla mnie niezbyt zachęcający. Czy nie byłoby lepiej pojechać do Azerbejdżanu bez żadnych założeń, poza chęcią dokopania każdemu, kto się do nas dosiądzie? Piłka jest po stronie Polaków, rankingowo jesteśmy najmocniejsi w powojennych polskich szachach, skład na Olimpiadę, niedawno ujawniony, jest bardzo obiecujący. To jest naprawdę fajna drużyna, by jednak turniej nam wyszedł, muszą być spełnione pewne warunki. Najbardziej obawiam się odporności psychicznej Polaków w decydujących momentach turnieju. Czy ten element da się poprawić na trzy miesiące przed turniejem? Wątpię. Sądzę, że nasi szachiści już od dawna powinni pracować intensywnie z psychologami sportu. Szachy to dyscyplina wielkich napięć, turnieje trwają nieraz prawie dwa tygodnie, szachiści spędzają za szachownicą kilkadziesiąt godzin. Mocna głowa to przepustka do lepszych wyników. Czy nasi robią coś w tym kierunku? Nie wiem, ale na to mi nie wygląda.

W Shamkir gospodarze remisują ze sobą na potęgę. Mają taki piękny turniej, cudowne wydarzenie, o którym my, Polacy możemy tylko pomarzyć, a idą na remis między sobą prawie w każdej partii. Sądzę, że gdyby Polacy, nasi kadrowicze, mieli coś takiego u siebie, biliby się między sobą pięknie., każdy chciałby się pokazać z jak najlepszej strony. Na pewno nie zepsuliby takiego widowiska szybkimi remisami. Niestety, my takiego turnieju nie mamy i, to wielce prawdopodobne, mieć nie będziemy. Na coś takiego potrzebna jest wielka gotówka (czy ktoś zna te kalkulacje, ile konkretnie pieniędzy potrzeba na zogranizowanie superturnieju?), tymczasem w ostatniej kumulacji miałem tylko... "dwójkę". Oj, gdyby tak się poszczęściło, lekką ręką wyłożyłbym należną kwotę, aby taki superturniej w naszym kraju się odbył! Pomarzyć można, to nic nie kosztuje.

Trzymam kciuki za Polki. Oby wskoczyły na miejsca premiowane awansem do PŚ. Monika Soćko jest w grupie pościgowej, która chce złapać Stefanową, rozpoczęły się decydujące rundy ME!


środa, 25 maja 2016

W elitarnym turnieju pamięci Vugara Gashimova zagra Pretendent Sergiej Karjakin!


Nagroda, czyli książka Garriego Kasparowa już powędrowała do zwycięzcy, który zakomunikował mi, że już nie pamięta kiedy ostatnio udało mu się coś wygrać. Tym bardziej jestem rad, że Pan Adam będzie miał pamiątkę z ME w Kosowie. Mistrzostw, które zapamiętam raczej z powodu fenomenalnej passy triumfatora Ernesto Inarkiewa. Imiennik zwycięzcy konkursu, Adam Pawlicz napisał, że występ Polaków nie był tragiczny, że Biało-Czerwoni zagrali na swoim poziomie, tylko, eeech... te wygórowane oczekiwania kibicowskie,  to one powodują w nas ten straszny dysonans. Niestety, Adamie, nie mogę się wyrzec tych ambicji, jeśli chodzi o naszych szachistów, zawsze mam ochotę równać do góry i z całego serca zazdroszczę Rosjanom, że mają już worek medali z różnych imprez. No, emocje - tak. Jak najbardziej, brak obiektywizmu u mnie, w tym ostatnim wpisie, aż razi w oczy - przecież nikogo nie pochwaliłem, a obowiązkowo powinienem w stronę Kacpra Pioruna skierować kilka ciepłych słów, bo poszło mu dobrze. Jednak, gdy dochodzą do głosu emocje, czasami pisze się coś, a potem żałuje...

 Teraz po kilku dniach, całkiem możliwe, że mój artykuł byłby bardziej stonowany, sprawa jednak rozbija się o to, że cierpię na głód sukcesu. Nie zdajecie sobie może sprawy, może nie orientujesz się ty Adamie, jak bardzo chciałbym, żeby to nasi byli górą. W sporcie, na którym zjadłem zęby, rzadko kiedy słyszy się słowa pochwały, od kibiców, a zwłaszcza od dobrych trenerów. Dobry trener wie kiedy powiedzieć dobre słowo, natomiast częściej idzie mu o poprawę tego, tamtego i jeszcze owego u swojego podopiecznego (na swojej drodze takich spotkałem). Najgorsze co może się zdarzyć w sporcie, to spotkanie dwóch przewrażliwionych ludzi, trenera i podopiecznego, co nie daje wielkich szans na sukces. W sporcie gdy chce się w nim osiągnąć naprawdę wiele, ego trzeba schować sobie głęboko do kieszeni. Myślę, że nasi szachiści również chcieli zagrać lepiej i czują ogromny niedosyt, a ja nie mogłem napisać o tym co zaszło w pojednawczym tonie, typu: "Nie martwcie się, następnym razem będzie lepiej" itd. Tak się nie robi. Od wielu turniejów nie jest lepiej, coraz mniej krążków zwozimy do naszego magazynu z różnych imprez. Indywidualnie rzeczywiście, tragedii nie ma choć, mam tu taką tabelkę, po analizie której, cisnie mi się na usta śląskie "Kaj my to som". Zobaczcie, jak to od kilku lat Rosjanie sprzątają sprzed nosa innym nacjom złote medale IME.


(Źródło: http://www.chess-news.ru/node/21500)

Pisane cyrylicą, jednak bardzo łatwo doczytacie, że Rosjanie prawie od dekady dominują w turniejach indywidualnych Starego Kontynentu. Mamy medale kruszcu gorszej jakości, jednak w sporcie rozmawia się tylko o zwycięzcach (I to krótko!). Pewnie, że mam ambicję, by to Polak za rok wskoczył na tę listę, żeby to innymi tąpnęło, zatrzęsło, a my żebyśmy mieli festiwal. Dokładnie za 100 dni jedziemy na Olimpiadę do Azerbejdżanu i mój brak niepokoju po takim starcie Polaków, gdyby był, musiałby się pojawić wbrew faktom. Widzę to średnio - naszym z dużym trudem przychodziło wygrywanie, a już decydujące rundy, były bardzo złe. To już jest psychologia - wyobraźmy sobie, że gramy nie o pietruszkę ostatnie rundy w Baku z Węgrami, nie wiem, Chinami, U.S.A, czy jakąś inną mega-paką szachów światowych i siadamy tak mentalnie przygotowani? Jest szansa coś ugrać w takim stylu, prezentując taki poziom, mając taką głowę? Pytanie z gatunku retorycznych.

Sergiej Karjakin jednak nie chce wypaść z obiegu, do meczu o MŚ pozostało jeszcze kilka miesięcy, dlatego postanowił zagrać w elitarnym turnieju pamięci Vugara Gashimova. A Wiking będzie się przyglądał, analizował wraz ze swoim sztabem, rozbierał każdą partię Rosjanina na czynniki pierwsze. Myślę, że listopadowy mecz, to będzie zupełnie inna jakość. Liczę na to, że Pretendent postawi bardzo trudne warunki geniuszowi z Północy. Trwa odliczanie czasu do Olimpiady w Baku, po tym zaczniemy liczyć dni do meczu o MŚ w szachach! Jesień na 64 polach zapowiada się wspaniale!


poniedziałek, 23 maja 2016

Ernesto Inarkiew zdobywa złoty medal Mistrzostw Europy w Kosowie! Polacy bez medali i bez polotu!


Ernesto "Inarkiller" - nieładny pseudonim dla szachowego profesjonała z Rosji, który z lekkością i z zapasem wygrał mistrzostwa w Kosowie? Mnie się podoba. Wymyśliłem go naprędce będąc dziś na spacerze w lesie. Można pana Ernesto Inarkiewa, jeśli powyższe określenie nie przypadnie komuś do gustu, nazywać "Mr. +42", bo tyle Rosjanin zyskał na rankingu ostatnimi czasy i nie to, że przekroczył pułap 2700 +, co zdemolował go na niespotykaną dotąd skalę. Ernesto Inarkiew grał jak wojownik, a takie coś Caissa nagradza - Rosja stała się bogatsza o kolejny krążek z najcenniejszego kruszcu! Chylę czoła, jednocześnie gratulując tytułu Indywidualnego Mistrza Europy w Szachach!!


GM Ernesto Inarkiew Indywidualny Mistrz Europy 2016r r. (foto ze strony: http://www.chess-news.ru/)


Nasi arcymistrzowie mają, w porównaniu z piłkarzami, wprost komfortowe warunki życia: na ulicy nie są raczej rozpoznawani przez przechodniów, szpalty gazet nie uginają się od artykułów na ich temat i mogą wieść całkiem spokojne życie, co jest wartością samą w sobie. Nasi piłkarze, gdy na zgrupowaniu przed EURO 2016r. zjedzą śniadanie, na pasku paru stacji, przewija się komunikat "Kadrowicze zjedli śniadanie po czym udali się na poranny rozruch". Piłkarze, zwłaszcza ci z wielkich klubów, poddawani są strasznej medialnej presji,  24 godziny na dobę, dotyka ich też niewyobrażalna fala hejtu, gdy coś im nie wyjdzie, coś zawalą, zawiodą kibiców. Szachiści naszej czołówki nie spotkali się z czymś takim, mówię o skali zjawiska i to pewne, nie spotkają się w przyszłości. Warto, żeby jednak wiedzieli, że to co robią, ma dla wielu z nas ogromne znaczenie. Wielu kibiców po prostu żyje ich startami, w wielu prywatnych rozmowach, mailach, słyszę głosy ludzi naprawdę zaangażowanych w to co robią nasi najlepsi szachiści. Po tym turnieju już docierają do mnie głosy moich kolegów, rozzłoszczonych i rozżalonych zarazem, występem Polaków w Kosowie. Czy arcymistrzowie, zdajecie sobie sprawę, że macie takich kibiców, którzy wzięli sobie dwutygodniowy urlop aby oglądać wasze występy na ME?? Nie na EURO 2016r. Francja, a na ME szachistów Djakowica, Kosowo 2016r.? "Krzysiek, k...wa, zdajesz sobie sprawę, że wziąłem sobie wolne w robocie na te ME??"... Takich macie kibiców! Uważam, że to dla nich powinna iść bezkompromisowa gra i to nie jest tak, że zagracie na dowolny wynik i to wszystko przechodzi bez echa w kibicowskich sercach.

Polacy w ostatnich rundach rozsypali się, rozpierzchli, i zakończyli z wynikiem absolutnie poniżej oczekiwań. Za kilka miesięcy zagramy w Baku i jestem pełen sceptycyzmu, niestety. Polacy nie mieli w Kosowie jakiegoś, nad wyraz trudnego zadania, by znaleźć się w grupie dwudziestu kilku szczęśliwców, którzy zagrają w Pucharze Świata. Udało się to Radkowi Wojtaszkowi (Radek miał walczyć o medal ME!) oraz Kacprowi Piorunowi. Pozostała trójka, niestety wylądowała daleko, a wygrywanie przychodziło im z najwyższym trudem, zanotowali też rankingowe straty. Nie mam teraz ochoty bawić się w "odcienie", a to, że ten zagrał przyzwoicie, ten lepiej ten gorzej itd. Naszym celem było, aby biało-czerwone flagi w liczbie jak największej, załopotały na Pucharze Świata. Okazuje się, że nawet ten, w sumie nie najsilniejszy turniej, okazał się dla naszych za mocny.

Kończę z kacem. Gdybym go nie miał mogłoby wskazywać, że przestaje mi zależeć, jednak tak nie jest. Trochę może się sam oszukuję, że mam dystans do tego wszystkiego. Nie mam i jest mi teraz niefajnie. Arcymistrzowie po takich startach zwyczajowo piszą, że dziękują za kibicowanie i wsparcie. Wsparcie, tak sądzę, to teraz jest potrzebne wielu kibicom szachów w Polsce, którzy zostali tym turniejem mocno skarceni.

Pora na rozstrzygnięcie konkursu. Okazuje się, że jeden z "typerów" trafił w dziesiątkę, i to do niego powędruje książka Kasparowa z autografami naszych kadrowiczów. Już patrzę... zwyciężył Pan Adam Kazimierczak, którego proszę o dokładne dane, abym mógł zaadresować pocztowy przekaz. Dane proszę wysłać na priv, mój e-mail znajdzie Pan pod blogowym zdjęciem. Gratuluję!!:)


niedziela, 22 maja 2016

Decydujące rundy ME w Kosowie: Wojtaszek z medalowymi szansami ale jutro zagra z...Baadurem Dżobawą!!


Choćby z tej racji, że od pewnego czasu tylko lekko się uśmiecham, a nie jestem jakimś tam, nie zwracającym na realia optymistą, nie jestem jakoś zdruzgotany, a tym bardziej zaskoczony faktem, że Polacy w decydujących momentach odpadają z gry o Puchar Świata. Nie jeden raz przerabiałem swój "hura-optymizm", kończąc jak zbity pies. Rozmawiamy o Baku, o szansach Polaków, tymczasem nasi mają problemy w utrzymaniu się w "trzydziestce" ME, który to turniej nie jest, jeśli chodzi o skład, jakoś powalający. Niemoc naszych reprezentantów mnie poraża. Darek Świercz jest już poza grą o cokolwiek, Mateusz Bartel w swoim stylu poszalał, a teraz jest w okolicach końca piątej dziesiątki. Janek Duda pod koniec turnieju przypomniał sobie o tym co potrafi robić najlepiej i zaczął wygrywać. Wreszcie pojedynki Wojtaszka i Pioruna kończą się od dwóch, decydujących w sumie rund, wynikami absolutnie bez gry - dla mnie jako kibica, nie ma w tych meczach niczego atrakcyjnego. Radek Wojtaszek z uwagi na klasę gry, bierze remisy na potęgę, kalkuluje, waży, mierzy i taka zachowawcza gra nadal pozwala mu się trzymać w strefie medalowej. Co jednak z duchem bojowym, że tak spytam, potrzebnym dla Polski za trzy miesiące w Baku? Drużynie grającej tak jak teraz, tylko i wyłącznie parowanie silnych graczy niewiele pomoże, zwłaszcza jeśli będziemy walczyć z potęgami szachów światowych.

Jakoś to wszystko się odmieniło. Komentujecie dość radośnie i entuzjastycznie, ja tego entuzjazmu już w sobie nie mam. Przerabiałem już to kilkanaście razy. Oczywiście, możecie mi rzucić pełne złości: "No o co ci chodzi chłopie! Jeden Polak walczy o medal, drugi ma miejsce dające awans do PŚ, ogarnij się i nie siej tutaj defetyzmu". To ja odpowiem już teraz. A wam, ale tak z ręką na sercu, podoba się gra Polaków, to jest to czego od nich oczekujecie? A jak w Baku takie coś nas spotka, nie daj Panie Boże, to jak będziemy sobie o tym wszystkim dyskutowali? Eeee, dajcie spokój. Polakom życzę wszystkiego co najlepsze, znacie mnie, ostatni grosz z portfela oddałbym za sukces, ale czy możemy sobie wspólnie uświadomić, że z taką grą wrócimy z Baku z pustymi rękami? Zasypcie mnie słusznymi kontrargumentami, jeśli macie je w zanadrzu.

Jutro Radek Wojtaszek zagra z Dżobawą, ale czy w tym meczu będzie normalna gra? W normalnej grze będzie ciężko, Gruzin to trudny przeciwnik dla naszego arcymistrza - Radek Wojtaszek woli względny spokój. Baadur, przeciwnie, na szachownicy kocha "dym'', nie przeszkadzają mu gwałtowne zmiany struktur pionowych itd. to niesamowicie kreatywny zawodnik.

 Piorun dostał liderującego Inarkiewa. Może to i dobrze, bo Rosjaninowi wystarcza remis do złota, z tym, że nie wiadomo czy remis nie spycha Kacpra Pioruna poza miejsca premiowane, prawda? Tak to sobie przecież kalkulujemy od paru rund, nie? Ja tylko próbuję się jakoś wczuć w całą tą sytuację.

Jutro runda rusza dużo wcześniej - miejcie to, proszę, na uwadze. Zdało by się, aby Polacy poprawili swoje pozycje. Jutro popołudniu wszystko będzie jasne. Dowiemy się też, do kogo powędruje książka Kasparowa z podpisami naszych reprezentantów!


sobota, 21 maja 2016

Na dwie rundy przed końcem ME w Djakowicy Ernesto Inarkiew z Rosji na cały punkt ucieka rywalom!


"W pewnym sensie tę sytuację można by opisać twierdzeniem, że Bóg jest matematykiem bardzo wysokiej klasy i że przy tworzeniu wszechświata posłużył się najwyższą wiedzą matematyczną."


                                                                                                                       Paul Dirac



Jestem na etapie studiowania poglądów Paula Diraca, twórcy słynnego równania, które opisując elektron, przewidziało istnienie pozytonu, antycząstki elektronu. Dirac mówi o tym, że wszechświat jest oparty na wyrafinowanej matematyce. Szachiści mówią niekiedy, że szachy oprócz przynależących im takich określeń jak - sport, poezja, nauka, są też matematyką. Ciekawe jaki jest wasz pogląd na tę sprawę - w jakim stopniu szachy są dla was matematyką. Ile matematyki jest w partii szachów? A matematyka ME w szachach również jest nieubłagana - Ernesto Inarkiew z Rosji, gra bajeczny, ale to naprawdę rewelacyjny turniej! Jeśli wejdziecie sobie na stronę http://www.2700chess.com/, zobaczycie co ten arcymistrz wyprawia od dokładnie piętnastu partii: Inarkiew ma dziesięć wygranych, przy pięciu remisach (!!). I to nie było żadne kolekcjonowanie elo na słabszych jednostkach. Ernesto na wyższej lidze rosyjskiej ograł Domingueza, Jakowienkę i Artemiewa, a tutaj, w Djakowicy, macie okazję śledzić na żywo jego koncert. Ostatnie jego ofiary to Sarić, Nawara i Kowalenko. Radek Wojtaszek zremisował z Rosjaninem. Dziś Radek Wojtaszek oraz Kacper Piorun zremisowali po całkowicie bezbarwnych pojedynkach. Jestem zawiedziony, gdyż liczyłem na normalną grę. Jeśli czeka się od rana na kawałek ładnych szachów i po kilku minutach można odłączyć dwie deski - to nie może wzbudzić kibicowskiego entuzjazmu. Zwłaszcza, że Rosjanin gra tak pięknie i widać tutaj duży kontrast. Bezpieczeństwo, by mieć PŚ w kieszeni, ma rzecz jasna znaczenie, a fakt, że cierpi estetyczny zmysł kibica, no cóż poradzić...

Dobra, mniejsza z tym. Zróbmy teraz wgląd w tabelę. Inarkiew, wiadomo, jest klasą sam dla siebie, ma punkt przewagi i realne szanse na wygranie turnieju. Dziś przełamał się tylko Darek Świercz, reszta Biało-Czerwonych zremisowała (w tym dwa remisy bez gry: Radka Wojtaszka i Kacpra Pioruna). W rundzie dziewiątej niezwykle ciekawy, prestiżowy pojedynek stoczył Janek Duda z Antipowem z Rosji, który w zeszłym roku zdobył MŚ do lat 20 w Chanty-Mansyjsku. Wtedy Janek, choć zrównał się punktami z Antipowem przegrał, o ile dobrze pamiętam, wartościowaniem. Janek jechał tam po złoto, oczywista sprawa. Nasz młody arcymistrz ma jeszcze kilka prób, by zwieńczyć swoją juniorską karierę najważniejszym tytułem dla szachisty poniżej dwudziestego roku życia. Tym razem w Djakowicy padł bojowy, co warte podkreślenia, remis.

A propos kadry Hiszpanii: Jutro Radek Wojtaszek zagra z Vallejo Ponsem, liderem szachów hiszpańskich, to może być ciekawy mecz. Kacper Piorun dostał  Hovhannisyana z Armenii, a Darek Świercz będzie trzecim z rzędu Polakiem testującym Ter-Sahakyan Samvela.

To są decydujące takty ME - Inarkiew gra jakby to nie były finałowe akordy w Djakowicy, gra odważnie, łapie każdą szansę i za taką postawę Caissa nagradza. Jest jeszcze szansa, że powinie mu się noga, a wtedy następny w kolejce jest Radek Wojtaszek. Kto wie? Kto wie? Zapowiadają się dwa niezwykle ciekawe szachowe popołudnia!