czwartek, 22 czerwca 2017

Polacy wygrywają z odwiecznym rywalem - Ukrainą 3-1, a po dniu wolnym zagramy z liderującymi Rosjanami!!


Szachy to w znaczniej mierze walka psychologiczna, walka na przełamanie, bitwa o utrzymanie korzystnych statystyk w meczach z "wygodnym" przeciwnikiem. Rywala tłamszonego, mającego niekorzystny bilans gier z zawodnikiem "x", czeka zadanie o zwiększonej skali trudności. On gra w szachy, walczy na "desce", ale i na płaszczyźnie psychologicznej - z czyjąś dominacją. Polacy, pokonując, po bardzo emocjonującym meczu Ukrainę 3-1, rywala, który od bardzo długiego czasu jest dla nas nocną zmorą, przełamali się podwójnie i za to należą im się wielkie brawa. Taki mecz może mieć bardzo duży, pozytywny wpływ na grę naszej drużyny w kolejnych rundach DMŚ.
Bo, trzeba powiedzieć, że zadanie nie zostało jeszcze wykonane, wciąż jest w fazie realizacji. Trzeba nadmienić, że najtrudniejsza jego część jest dopiero przez polskim zespołem. W grze Biało-Czerwonych widać walkę, oddanie, nieustępliwość, ogląda się to z naprawdę dużą satysfakcją. Zdaje się, że powoli można rozmawiać o nowej jakości w grze naszej kadry. W turniejach z ostatnich lat bywały wszak mecze, które przelewały się Polakom przez palce, były spotkania oddawane praktycznie bez walki, byle jaki pagórek wydawał się niedostępnym szczytem Karakorum.
Teraz na transmisji oglądam naszych - siedzą naprawdę mocno w fotelach, wstają relatywnie rzadko, są osadzeni w sobie, skoncentrowani - nie oddają łatwo skóry...

Nasz sport, wydaje się być karmicznie znacznie bardziej obciążony w porównaniu z innymi dyscyplinami. Rzeczywistość szachisty profesjonała to: wielogodzinny, codzienny, na najwyższym poziomie 8 h i więcej - trening specjalistyczny, trening fizyczny równie dobrze przemyślany, stosowany regularnie. Gdzie coś takiego można jeszcze spotkać? Który sport wymaga aż tak dużego samozaparcia? Która jeszcze dyscyplina niczym jakaś mroczna femme fatale zażąda od ciebie twojego ciała i duszy? Szachy, szachy, szachy. Szachy śniadaniowe, szachy w południe, szachy pory obiadowej, szachy wieczorową porą, wreszcie szachy nocne. Szachy w dni powszednie, szachy od święta i tak w kółko. O czym myśli szachista, gdy się przebudzi? O szachach. A wokół czego krążą jego myśli, gdy sen już go dopada? Szachy. Ten sen. On też przychodzi łatwiej, gdy się wygrywa. A gdy przegra się ważną partię? Sporo się nasłuchałem o bezsennych nocach szachistów, którym nie poszła po myśli ważna partia, o odwracaniu się z boku na bok, niekontrolowanej galopadzie myśli itd. No to pomyślmy przez chwilę, jak spało się Polakom w dniu wolnym, a jak Ukraińcom. Wiadomo o co chodzi. 

Polacy, wygrywając ważny mecz z Ukrainą, wygrali też nieco cennego spokoju przed piekielnie trudnymi meczami z liderującą Rosją oraz Chinami. Ten dzień wolny, który drużyny dostały w Chanty-Mansyjsku jest na pewno dużo spokojniejszy, bardziej optymistyczny.

Polki zremisowały kolejny mecz z silną ekipą Ukrainy, a jeszcze przez Sreberkami Rosjanki, a jeszcze Chinki!! Czyli... wszystko przed Polkami!! Po dniu wolnym Biało-Czerwone zagrają ze słabym Egiptem. Ten mecz nie budzi moich obaw. Prawdziwe wojny czekają nasze panie w meczach z Rosją i Chinami! Jeśli chcemy myśleć o medalu, musimy wygrywać - nie ma innego wyjścia.

Inaczej ogląda się mistrzostwa, w których polskie zespoły liczą się w grze o najwyższe stawki. Do transmisji siada się z nadzieją, ale bez większych obaw. Bardzo jestem ciekaw postawy Polaków w dwóch kluczowych meczach, z potęgami: Rosją i Chinami. To będą bitwy decydujące, to te rundy będą miały kluczowe znaczenie przy końcowej ocenie startu Polek i Polaków. Na razie jest bardzo dobrze i na taki - bardzo dobry - ciąg dalszy liczę.


wtorek, 20 czerwca 2017

Polacy na przekór prognozom po trzech rundach DMŚ w Chanty-Mansyjsku samodzielnymi liderami i to bez strat punktowych!!


Piszecie do mnie, żebym już tak nie malkontencił, żebym wsiadł na rower, przejechał się trochę, przewietrzył się po prostu. Otóż, widząc tak grających Polaków - zespołowo, ciekawie, bojowo, a przede wszystkim skutecznie, nie zamierzam kierować w ich stronę choćby jednego słowa krytyki, muszę też nadmienić, że zły mój nastrój zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Przed turniejem w Chanty-Mansyjsku, chyba wszyscy jesteśmy co do tego zgodni, nie można było, widząc tak koszmarnie grających Polaków tryskać optymizmem. Tego, kochani, nie dało się przełknąć zarówno z pozycji kibica, jak i pozycji dziennikarza. Jednak będąc tym razem osobą przezorną, pozostawiłem sobie małą furtkę, gdy napisałem (oczywiście innymi słowy), że w sporcie ciąg przyczynowo-skutkowy nie do końca działa, turniej turniejowi nierówny i właściwie szczęśliwy jest ten, który wie, w którym momencie przyjdzie ta optymalna forma. Polacy złapali wiatr w żagle i są nie do poznania, to fakt.

Część z was pisze, że drużyny, z którymi grali dotychczas Polacy na DMŚ nie były tymi z najwyższej półki i, że wszystko przed nami. I to prawda. Jednak, jeśli ktoś sobie przypomni jak nasz zespół męczył się na poprzednich drużynówkach z teamami dużo słabszymi od tych, z którymi w Chanty-Mansyjsku już zagrali, musi uczciwie skonstatować, że mamy jednak do czynienia ze zmianą jakościową, na lepsze. Od Polaków nie oczekuję wygrywania z automatu wszystkiego, na sporcie zjadłem zęby, wiem co to znaczy predyspozycja dnia, łut szczęścia (tak, tak!) i kilka innych zmiennych, od których zależy sukces lub jego brak. To czego oczekuję od naszych chłopaków, to waleczności, bojowości, a potem... co Bóg da! Wcześniej byle zespół potrafił zbić naszych z pantałyku. Nasi potrafili międlić mecze z absolutnie egzotycznymi rywalami, teraz w meczach walki, podkreślam WALKI, dochodzimy skutecznie swoich racji. Dlaczego tak jest, że wszelkie przedturniejowe dane wskazują na zupełnie inny, przewidywany obraz gry, a otrzymujemy jak na ten moment całkiem niezły produkt? Nie sądzę, żeby na to pytanie w ogóle była odpowiedź. Racjonalnie jest to bardzo trudno uzasadnić.

Cieszmy się, ale nie popadajmy w hurra-optymizm, wszak przed Polakami jeszcze wszystko to, co najtrudniejsze. Na razie chłopaki spisują się na medal i aż chce się, proszę Pana iść do kina, bo i akcja jest i na co popatrzeć też jest ;). Dziś mecz z Turcją. To będzie bardzo ciężkie spotkanie, tak sądzę. Michał Krasenkow ma charakterystyki naszych reprezentantów na stole, wie o nas wszystko, począwszy od diety, skończywszy na tym, kto na jakim boku śpi. Repertuary debiutowe naszych od lat monitoruje, ma je prześwietlone na wylot. Z tych to przyczyn ten mecz zapowiada się dla Biało-Czarwonych jako szczególnie ciężki. A potem Ukraina, a potem Rosja... Te trzy dni będą de facto prawdziwym bojowym testem dla naszych reprezentantów, mam nadzieję zakończonym sukcesem. Jest jeszcze daleko, żeby kamień spadł mi z serca, za dużo tego pełnego smutku szlamu zdążyło się odłożyć, dlatego taką jaskółkę jak samodzielne prowadzenie Polaków po trzech rundach DMŚ bez strat punktowych, przed Chinami, Rosją i Ukrainą witam szczególnie ciepło. Sprawy mają się świetnie jak na razie, jestem wielce rad i rozradowan z takiego obrotu sprawy.


Polki są po ciężkich meczach z Azerbejdżanem, Gruzją i U.S.A. Jeszcze nie przegrały, a grają też bardzo ładnie. Są bojowe, oddane sobie, każda pamięta o każdej podczas meczu, to prawdziwy, z krwi i kości zespół. Polki toczą heroiczne walki i mam zawsze wielki dylemat czemu poświęcić największą uwagę. Polacy zaciekawili mnie swoją postawą, której kompletnie się nie spodziewałem, chcę żeby im się wreszcie udało, żeby się przełamali, odblokowali, zwłaszcza na tych najsilniejszych rywalach. Mecze Polek są z kolei jak najlepsze książki Agaty Christie, gdzie do samego końca lektury dreszcze przechodzą po całym ciele. Ale to jest bardzo pozytywny ból głowy! Ból nadmiaru. Chcę, żeby jak najdłużej mnie w ten sposób głowa bolała - od nadmiaru ciekawych zdarzeń z oboma polskimi zespołami w roli głównej. Punkt dwunasta ruszamy!! Kibicujemy Biało-Czerwonym drużynom!!


środa, 14 czerwca 2017

W co grają Rosjanie przed Drużynowymi Mistrzostwami Świata?


Właściwie odliczamy nie dni, a godziny, do rozpoczęcia Drużynowych Mistrzostw Świata, których gospodarzem będzie położony w zachodniej Syberii Chanty-Mansyjsk, miasto, uznawane za mekkę szachów światowych. Wedle portalu http://www.chess-news.ru/node/23298, Rosjanie w ostatniej chwili dokonali znaczącej zmiany w składzie męskiej reprezentacji, której przypadnie rola gospodarza tych zawodów. Okazuje się, że w ostatniej chwili do składu sbornej dołączyli M. Matlakov - aktualny Mistrz Europy oraz prezentowany przeze mnie w ostatnim artykule Wladimir Fedoseev. Od gry odsunięci zostali, prezentujący się ostatnimi czasy mniej okazale, D. Jakowienko i E. Inarkiev.

DMŚ to de facto drużynowy turniej kołowy, gdzie składy (przynajmniej w teorii) powinny być znane od pewnego czasu (zdaje się trzech miesięcy). Rosjanie wciągając "za pięć dwunasta" do składu nowych napastników w dość oczywisty sposób naruszają pewną umowną równowagę przygotowań wszystkich uczestników. Na stronie mistrzostw nie ma żadnej informacji dotyczącej reguł zgłaszania zawodników do tego turnieju, natomiast na stronie FIDE jest dość jasno wyłożone, że Rosjanie nie mieli prawa tak postąpić : http://chess.ugramegasport.ru/regulations-for-the-fide-world-team-championship/ . Dlaczego więc wszyscy udają, że nic się nie stało? Gdzie teraz leży symetria gwarantująca ten sam czas przygotowań dla wszystkich zespołów? Co z czasem poświęconym na zawodników, którzy do Chanty-Mansyjska ostatecznie nie przyjadą? Takie historie jak widać tylko w naszym sporcie. Znając specyfikę naszej dyscypliny nie jestem specjalnie zaskoczony takim, nieoczekiwanym zwrotem akcji.

Do turnieju odliczamy godziny i jest to moment odpowiedni, aby zastanowić się nad szansami naszej reprezentacji w konfrontacji zarówno z bardzo silnymi teamami, takimi jak Rosja, Chiny, Ukraina jak i tymi teoretycznie słabszymi (Norwegia, Turcja, Białoruś). Mawia się, że pesymista to dobrze poinformowany optymista. Źródeł mojego, wcale nie zamierzonego pesymizmu, należałoby upatrywać w komplecie danych, które otrzymaliśmy po występach naszych kadrowiczów. Na pewno na plus możemy poczytywać fakt, że Polacy przed DMŚ rzucili się w wir zmagań, a z tym przed ważnymi turniejami bywało różnie. Mój pogląd dotyczący wyboru pomiędzy zawodnikiem nieogranym, będącym dużą niewiadomą, a szachistą, grającym ze zmiennym szczęściem ale aktywnym tuż przed ważnymi turniejami jest raczej jasny. Będąc trenerem, zaprosiłbym do do zespołu zawodnika aktywnego. W tym momencie nie musimy rozstrzygać podobnego dylematu z dwóch powodów: 1) Skład reprezentacji od dawna jest znany 2) nasi kadrowicze przed DMŚ byli bardzo widoczni.

Dlaczego, ktoś zechce zapytać, uczepiłeś się jak rzep do psiego ogona do tej męskiej reprezentacji, skoro w Rosji zagrają też panie - srebrne medalistki olimpijskie?! No... właśnie dlatego! Polki, dostarczyły mi tylu fantastycznych wrażeń, zdobywając po kapitalnie zagranym turnieju srebrny medal olimpijski, że jeszcze teraz uśmiecham się do swoich myśli, wspomnień, związanych z tym sukcesem wszech czasów. Polki po prostu mnie zauroczyły i trwam w tym stanie od ubiegłej jesieni. Nasze sreberka w paradoksalny sposób uwolniły mnie od siebie za sprawą medalowego deszczu.

Może dlatego tak obsesyjnie trzymam się męskiej drużyny, ponieważ i tutaj oczekuję na podobne uwolnienie, które równa się analogicznemu, wielkiemu sukcesowi. Ta drużyna jeszcze tego mi nie dała. Bardzo bym pragnął cieszyć się z tym zespołem tak jak cieszyłem się sukcesem naszych sreberek! Polacy to bezsprzecznie team z dużym potencjałem, jednak ten potencjał jeszcze się nie zrealizował. Czy w Chanty-Mansyjsku zobaczymy wreszcie przełamanie? Niestety, jestem bardzo sceptycznie nastawiony. Nie jestem w stanie dać wiary, że właśnie teraz ujrzymy jakąś niekontrolowaną erupcję formy całej drużyny.

Wojtaszek - sądzę, że nie zawiedzie, tzn. nie oczekuję z jego strony worka punktów, jednak jestem przekonany, że zrobi dla Polski dobrą robotę. Janek Duda - zabójczo kreatywny, ma jeszcze duży zapas aby się rozwijać, wciąż jest głodny gry. Wynikiem na IME w Mińsku pokazał, że moc i szczęście jest z nim (o ostatniej rundzie z Howellem wspaniałomyślnie zapomniałem ;) ). Janek nie zawiedzie.

No i tutaj zaczynają się schody, czy jak kto woli ciemny las. Kacper Piorun jest niestabilny niczym sytuacja na Półwyspie Koreańskim. Nie specjalnie mam ochotę aby oglądać jego spektakularne wygrane z najlepszymi (do czego jest zdolny), przeplatane skandalicznymi podstawkami w innych pojedynkach, niestety, taką huśtawką formy ostatnio nas uraczył. Mateusz Bartel - zwyczajnie boję się jego występu. Bartel ma bardzo duży wpływ na drużynę, on, odnoszę takie wrażenie, chyba nie do końca uświadamia sobie jak wiele od niego zależy. Jak jego forma, a tym samym nastrój, wpływają na resztę zespołu. Liczę, że w tak krótkim czasie odnajdzie się, zbierze się w sobie na ten turniej.

O Grzegorzu Gajewskim w sumie wiem najmniej, choć jego gra w lidze francuskiej nie była przekonująca jak dla mnie.

Nasi rywale. Rosja, a żeby się liczyć w grze, musimy się na niej przełamać, będzie potwornie trudnym rywalem. Chińczycy są zdecydowanie poza naszym zasięgiem. Ukraina choć nie przyjeżdża w pierwszym garniturze jest bardzo mocna, poza tym ten zespół ma do nas rękę. Jaki mają potencjał wystarczy spojrzeć na dwie ostatnie deski Ukrainy - Areshchenkę i Kravtsiva, którzy w Mińsku zajęli odpowiednio 11 i 12 miejsce. 

Trzeba ogrywać "dół" bez potknięcia, trzeba bez kompleksów bić się z najlepszymi, ale czy nasza drużyna jest do tego zdolna? Czy taki scenariusz zobaczymy w Chanty-Mansyjsku? Nie wierzę piosence jak śpiewała kiedyś Edyta Geppert.

A więc Rosjanie dokonują nieoczekiwanej zamiany miejsc na chwilę przed turniejem. Skoro zmieniają, widać nic im nie grozi. Bo kto na to patrzy, gdzie są protesty, gdzie jest FIDE, które powinno z automatu zareagować itd? Gdyby nasz sport nie zatrącał o egzotykę, Rosja nie powinna być dopuszczona do gry. Zgłaszamy akces do rodziny olimpijskiej, tymczasem te i inne kurioza, których w naszym sporcie imię brzmi legion, powodują, że jeszcze przez wiele lat pozostaniemy na uboczu głównego nurtu światowego sportu. Czekamy więc na te szlagierowo zapowiadające się DMŚ!


poniedziałek, 12 czerwca 2017

Refleksje po Indywidualnych Mistrzostwach Europy w Mińsku!


Moim pierwotnym pomysłem w związku z wpisem, którym zamierzałem podsumować IME w Mińsku, było zestawienie, może trochę na zasadzie kontrastu, dobrej gry (ktoś powie szczęśliwej i oczywiście będzie miał rację) Janka Dudy z mierną postawą reszty polskich reprezentantów. Wszystko szło po mojej myśli aż do pojedynków rundy ostatniej, w której Janek Duda, znajdując się tuż za podium, miał możliwość rozegrania normalnej partii z Howellem z Anglii o medal ME, jednak do normalnej gry nie doszło. Zanim zastanowimy się, co tak naprawdę Janek kalkulował, proponując remis bez gry, musimy skonstatować, że z czysto sportowego punktu widzenia pojedynek nie odbył się - przeciwnicy zgodzili się na nierozegraną. Nierozegraną, nie remis. Słowem remis w tym wypadku sam remis, rozumiany jako wynik nierozstrzygnięty ale po normalnej grze z pewnością poczułby się mocno dotknięty, urażony (słowo ostatnio dość popularne na mojej stronie). Swoją drogą tylko szachy dysponują pojęciem nierozegrana, które pierwotnie w starych podręcznikach oznaczało 1/2 bez jakichś pejoratywnych konotacji. Ostatnio jednak widząc podobne partie zaprzągłem na własny użytek to słowo wyznaczając mu mniej chlubne zadania. W innych sportach to może w piłce nożnej - spadająca drużyna oddająca punkty bez walki zespołowi, który walczy o puchary - to jako pierwsze nasunęło mi się na myśl, nie wiem co można by tu jeszcze wynaleźć? Ale szachy są specyficzne jednak - zawodnicy wychodzą, nie grają i dostają za to tyle samo ile inni, którzy muszą się na identyczny wynik napracować. Wiem, wiem, pamiętam moje wypowiedzi o krótkim remisie na Islandii Eljanowa i co wtedy mówiłem. Wtedy Eljanow miał tym krótkim remisem zapewnioną wygraną itd. Tutaj Janek Duda również kalkulował, kalkulować musiał. Co zyskiwał na tym remisie bez ryzyka, co tracił? Tracił rzecz ważną, nawet bardzo ważną - odebrał sobie szansę walki o medal ME i to w jakimś stopniu jest zgrzytem. Ale my widzowie z boku możemy sobie krytykować do woli, ale ta krytyka jest o tyle nieuprawniona, że to nie my znajdowaliśmy się w tej konkretnej sytuacji. Kalkulacja Janka była, zdaje się, dalekosiężna: "Przegrywam? Możliwe, że wypadam z PŚ, tracę kasę tu w Mińsku i tą przyszłą na Pucharze Świata, wypadam też z 2700 elo, na który to rank tak długo pracowałem. Mam czarne, wypuszczę się, a jestem do tego zdolny i pozamiatane". Howell też wskoczył na 2700 elo i też prawdopodobnie myślał bardzo podobnie. Stąd ten wynik, który może był mało sportowy jednak racjonalny do bólu.

Janek Duda jest, bez dyskusji, największym, zrealizowanym talentem polskich szachów ostatnich dekad. Jest też jednym z najbardziej utalentowanych juniorów świata - według mnie ma papiery na granie w elicie - pierwszej dwudziestce na bank, a kto wie czy nie wyżej, zaryzykuję - w pierwszej dziesiątce świata. Sądzę, że w związku z jego fantastyczną karierą czeka nas jeszcze mnóstwo radości, dlatego wiele mu jestem w stanie wybaczyć. Jednak jeśli zamierzamy dyskutować zestawiając, to warto zwrócić uwagę na postawę 22 letniego Fedoseeva z Rosji, który po fenomenalnym finiszu (5 z 5 pkt.!!) zdołał zapewnić sobie podium ME, a konkretnie brązowy medal. Na Fedoseeva zwracałem już uwagę po przeczytaniu jednego z wywiadów z nim, zdaje się na serwisie http://www.chess-news.ru/. To nad podziw rozwinięty, inteligentny młody człowiek z wyraźnie ukształtowanymi poglądami na sport, życie itd. Sądzę, że jeszcze usłyszymy o nim wiele interesujących historii.

Reszta polskiej, bardzo licznej ekipy w Mińsku - cóż tu się wiele rozwodzić. Jeden Polak, (oprócz Janka Dudy) załapał się na drugą połowę pierwszej setki, pozostali po prostu w tym turnieju statystowali. Straszna mizeria trawi nasz sport - w rywalizacji międzynarodowej, niestety, nie nawiązujemy z przeciwnikami walki na równych prawach. Oczywiście, zdarzają się wyjątki, piszę teraz w ujęciu ogólnym. A przyszłość, szczególnie ta dalsza, nie mieni się z oddali feerią jasnych barw. Z latami, gdy to pokolenie prawem biologii zacznie jeszcze bardziej odstawać i dojdą do głosu aktualnie najlepsi w tym kraju juniorzy to i tak będziemy świadkami kolejnego obniżenia poziomu o jedną klasę co najmniej. Czasy wielkiej smuty będą, nie widzę wielkich szans abyśmy się z tego jakimś sposobem wywinęli.

W poprzednim artykule napisałem też o braku szacunku szachistów względem kibiców, którzy zarywali dniówki przed ekranami komputerów śledząc poczynania Polaków w Mińsku, za co otrzymali tak niskokaloryczną strawę. Wedle mojej wiedzy część graczy poczuła się tymi słowami urażona. Niektórzy szachiści poczuli się urażeni moimi słowami, ja natomiast, bardzo mi przykro, ale tak ten start odebrałem - jako brak szacunku dla kibica. Dla mnie synonimem szacunku dla odbiorcy jest trzymanie pewnego poziomu i w tym miejscu, wygląda na to, że rozmijamy się. Szanse są niewielkie, abym zaakceptował próbę ponownego zdefiniowania przez kogoś na mój użytek pojęcia "brak szacunku". Niestety, mamy takie czasy, że zewsząd czynione są wysiłki aby sprowadzić jednostkę tam, gdzie ta niekoniecznie chce się znaleźć. Kwestia braku szacunku dla odbiorcy jest u mnie mocno związana z poziomem, który jest prezentowany, a to ma miejsce w przeróżnych dziedzinach życia. Na przykład dla mnie, jako wielkiego fana dwudziestolecia międzywojennego totalny gniot Hoffmana "1920 Bitwa Warszawska" odczułem jak strzał na odlew w pysk. Gdy słucham kompletnie zidiociałych polityków czuję podobnie, albo gdy przypadkiem nie mam szans by nie obejrzeć któregoś z polskich seriali. W sporcie taki brak komfortu czuję oglądając polską ligę piłkarską (chodzi o poziom gry!), wreszcie w szachach taką postawę Polaków jak w Mińsku odebrałem podobnie i nic na to nie poradzę. Nie piszę też w próżni. To co piszę, jest w znacznej mierze wypadkową wielu moich prywatnych rozmów z kibicami szachów, którzy myślą podobnie. Mnie jest ciężko dotknąć - zasadniczo od wszelkich uraz jestem dość daleki. Zdecydowanie wolałbym usłyszeć zwyczajne staropolskie "wypierdalaj" a zobaczyć grę, niż w grzeczniutkiej, pseudo-przyjacielskiej jak się okazuje atmosferze oglądać takie dno.

To co tam przed nami w najbliższych dniach? Gdzie się znajduje następna stacja tej drogi krzyżowej ;) ? Acha! DMŚ w Chanty - Mansyjsku! No tak, wygląda na to, że do grania nadają się: Wojtaszek i Duda. Na resztę polskich desek na ten moment nie postawiłbym złamanej drachmy. W Chanty-Mansyjsku według wszelkich twardych danych (te w sporcie bywają złudne i tu nadzieja!) czeka nas kontynuacja kibicowskich cierpień. Myślę, że odrobina radości spotka nas dopiero podczas występu Radka Wojtaszka w Dortmundzie.


Podium w Mińsku opanowali Rosjanie, których przedzielił wciąż tryskający humorem i młodzieńczą energią, niezniszczalny Baadur Jobava!! Nie będę ukrywał, że bardzo się ucieszyłem, widząc tego sympatycznego zawodnika na podium!


wtorek, 6 czerwca 2017

Mińska lekcja!


Zapewne część z was domyśla się dlaczego nie rzuciłem się do komentowania kompromitującego występu Polaków na Indywidualnych Mistrzostwach Europy, które od tygodnia trwają w Mińsku. Odpowiedź na tę zagadkę może dla jednych być zaskakująca, dla innych po prostu oczywista. Najzwyczajniej w świecie rzecz rozbija się o to, że tutaj nie ma co komentować i to jest jedna przyczyna, drugą jest deficyt tendencji masochistycznych w strukturze mojej osobowości. Ja i tak z naszymi nacierpiałem się aż nadto, radości było zdecydowanie mniej, teraz już, widząc taką, a nie inną postawę Polaków, nie jestem w stanie mentalnie w ten koszmar zanurkować. Po prostu nie. I już. Zawodnicy nie mają dla kibiców krzty szacunku, powiedzcie mi, dlaczego mam rewanżować się pełną uwagą, zaangażowaniem, pasją?

 Dwa dni temu byłem w Krakowie, pozachwycać się tym, czego moje miasto nie potrafi mi zaoferować, wczoraj odpoczywałem, dziś zorganizowałem eskapadę w Beskidy, wraz z wejściem w pełnym słońcu na Równicę. Teraz padam ze zmęczenia, ale zdrowego zmęczenia- nie takiej utraty sił jaka zwykle ma miejsce po kilkugodzinnej transmisji z ważnego z punktu widzenia kibica turnieju szachowego. Nawet przez myśl mi nie przeszło, by siedzieć całymi godzinami przed laptopem, katując się tym groteskowym występem Polaków w białoruskiej stolicy. Widziałem już wiele, ale czegoś tak rozkładającego na łopatki? Doprawdy, trudzę się mocno, grzebiąc w mojej dość już nadwątlonej pamięci, ale nie znajduję. Nie. Nie przypominam sobie takiego startu. Jeden Polak w setce po sześciu rundach!! Reszta miejsca dalsze, nawet okolice końca trzeciej setki! Ot, przyjechała sobie wycieczka z Polski...

Akurat przedwczoraj płynąłem też statkiem wycieczkowym po Wiśle. Pogoda wypisz, wymaluj, lekki wiaterek wiejący od lądu, niebo mocno błękitne. W sumie była to scenka przypominająca słynny "Rejs" Marka Piwowskiego. Tam w pewnym momencie siedzą obok siebie dwie legendy - nieodżałowany Jan Himilsbach oraz Zdzisław Maklakiewicz (inż. Mamoń). Atmosfera jest sielska, czas jakby zwolnił. Nagle inż. Mamoń odpowiada swojemu rozmówcy, a temat dotyczy nędzy rodzimej kinematografii (czyt. szachów): "W ogóle brak akcji jest! Nic się nie dzieje! Proszę pana, aż dziw bierze, że się nie wzorują na zagranicznych!... "Patrzę, patrzę na to proszę pana, aż mi się chcę wyjść z kina. I wychodzę" Itd. Ta scena najlepiej oddaje mój nastrój, związany z występem Polaków w  Mińsku.

Ciekawe jednak, co się wydarzy na drużynówce w Chanty-Mansyjsku. Wszystko wskazuje na kolejne studium upadku, zważywszy choćby na fakt najnowszy - mianowicie dowiedzieliśmy co w Mińśku prezentuje Mateusz Bartel. Jeśli zbierzemy wszystko razem do kupy, okazuje się, że nie będzie komu tam grać, walczyć, robić wynik. Jakoś jestem do tego wszystkiego na tyle zdystansowany, że szanse są niewielkie, aby mnie to dotknęło, cokolwiek się nie stanie. Tymczasem jeszcze kilka rund w Mińsku. Mam nadzieję, że nie siedzicie, gapiąc się jak gapa w gnat na transmisję? Ja sprawdzam tylko wyniki i retrospektywnie oglądam partie. A i tego jest za wiele. Szkoda dni i tej pięknej pogody...


środa, 31 maja 2017

W Mińsku rozpoczęły się Indywidualne Mistrzostwa Europy w szachach!


Powoli zbieramy wszystkie potrzebne statystyki, aby umożliwić sobie w pewnym momencie, oparte na liczbach, czyli bardziej wiarygodne prognozy przed startem polskiej reprezentacji na Drużynowych Mistrzostwach Świata, które odbędą się w Chanty-Mansyjsku. Niestety, muszę przyłączyć się do głosów większości komentatorów odwiedzających moją stronę, którzy nie widzą szans na dobry występ Polaków w tej prestiżowej imprezie. Fakty bolą, ale odwracać się od nich nie ma co. Z francuskiej TOP 12 dowiedzieliśmy się na przykład, że na stabilną, na wysokim poziomie grę Grześka Gajewskiego nie mamy co liczyć - dużo przegranych z niżej notowanymi rywalami, remisy, właściwie jedna cenna wygrana nad Laurentem Fressinetem 2668 elo to cały jego dorobek zdobyty na tej imprezie. Moja migrena na Grześku Gajewskim się nie kończy, rzecz jasna. Kolejny nasz zawodnik, Kacper Piorun, jest w potwornej defensywie, zalicza wpadkę za wpadką, podstawia partie na dość prostej taktyce. Teraz gra na Kubie jednak oglądanie tego startu jest zdecydowanie ponad moje siły, ograniczam się tylko do obejrzenia partii post factum, zresztą zawody jak na polski czas rozpoczynają się dość późno. Dwie przegrane, dwa remisy to dorobek Kacpra Pioruna po czterech rundach tej nie specjalnie silnej kołówki...

Zwykle jedna szachownica będąca poza grą wystarczy, żeby nie zrealizować swoich celów jako drużyna, tymczasem wymieniłem dwie co w zupełności wystarczy, żebyśmy zajęli tam jedno z ostatnich miejsc. Radek Wojtaszek, myślę, że nie zawiedzie w sensie utrzymania deski, może nawet coś dorzuci z paroma słabszymi zespołami, gdyż takowe też tam zagrają (Białoruś, Norwegia bez Carlsena, Egipt). Sądzę też, że będzie można liczyć na dobrą postawę Janka Dudy co nie zmienia faktu, że jeśli zobaczymy tam ciągłość formy poszczególnych reprezentantów nie skorzystamy z tej rzadkiej szansy pokazania się jako drużyna. Pewną niewiadomą pozostaje Mateusz Bartel, o którym wiemy najmniej, a który turniej w Mińsku rozpoczął w sposób dla siebie jak najbardziej właściwy, tradycyjny: w pierwszej rundzie zremisował z jakimś mistrzem międzynarodowym z rankingiem 2378 elo. O jego formie będzie wiadomo coś więcej po ME. Oczywiście turniej turniejowi nierówny, każdy z naszych zawodników może zagrać zupełnie co innego, zaprezentować się świetnie, jednak wszelkie przesłanki mówią o czymś zgoła innym. Jestem bardzo mocno sceptyczny jeśli chodzi o zbliżające się DMŚ, sądzę, że nacierpię się znów bardzo z tą naszą polską drużyną, a radość będzie towarem deficytowym. Dlatego nie nastawiam się na nic konkretnego. Wczas tonuję moje nastroje, choć jeśli będzie się działo dobrze, będę jako pierwszy bił Polakom brawo. Tonuję nastroje i jest to rodzaj mechanizmu obronnego, który ma sprawić, żeby nie targały mną przeciwstawne emocje. Co będzie, czas pokaże! Tymczasem aby mieć komplet danych musimy przyglądać się uważnie startowi naszych kadrowiczów w Mińsku, którzy właśnie zaczęli rywalizację o tytuł Mistrza Europy w Szachach. Stawka jak na tego typu turniej jest bardzo mocna, dlatego konfrontacja Polaków z "resztą Europy" wydaje się szczególnie interesująca. Zatem kibicujemy licznej drużynie Biało - Czerwonych w Mińsku, a w dalszej perspektywie, z duszą na ramieniu, wyglądamy kolejnego startu Polaków jako drużyny w Chanty-Mansyjsku!


środa, 17 maja 2017

Przed Indywidualnymi Mistrzostwami Europy w Mińsku!


Posucha zbliża się do końca. Choć faktem jest, że w obecnych czasach fani, całkowicie zaprzedani naszej dyscyplinie tzn. śledzący każdy turniej, zbierający wszystkie ważniejsze wyniki i tak mogą, jeśli chcą, nie odrywać się od transmisji z turniejów, których na całym świecie jest wielka mnogość. Na mojej stronie siłą rzeczy muszę przeprowadzać selekcję i pisać o rzeczach naprawdę ważnych. Wychodzę z założenia, że szachiści, którzy pragną być z wynikami różnych turniejów na bieżąco i tak wiedzą gdzie je znaleźć, dla tych z kolei, którzy nie siedzą do końca w szachach relacje ze zdarzeń mniej znaczących mogą być po prostu mało ciekawe. Wreszcie, na koniec: autor tych słów - też człowiek - lubi pożyć swoim życiem, oddając się innym niż szachy przyjemnościom (na przykład długim wiosennym wędrówkom po lasach!) za co nie można do niego mieć pretensji ;). Jednak czas względnego spokoju ma się ku końcowi, gdyż od końca maja aż do samych wakacji będziemy kibicować naszym reprezentantom, którzy na początku pojadą do Mińska na IME, a potem zagrają w elitarnych Drużynowych Mistrzostwach Świata w Chanty-Mansyjsku.

Niestety, nie znam odpowiedzi na wasze pytania dotyczące absencji kilku naszych czołowych graczy na tak ważnym turnieju jak IME. Fakty są takie, że zagrają ci, którzy nie znaleźli czasu by wystąpić w Mistrzostwach Polski. Z kolei nie zobaczymy w Mińsku tych, którzy najważniejszego turnieju w Polsce nie ominęli.

 Nasi szachiści najczęściej decydują się równolegle grać i studiować co wydaje się, z punktu widzenia optymalizacji szans w dalszym życiu, wyborem jak najbardziej logicznym. Przynajmniej w naszym kraju. Przyczyn takich a nie innych wyborów upatrywałbym w niewydolnym systemie finansowania profesjonalistów szachowych w Polsce. Ścieżka polskiego szachisty, który zamyśla zostać zawodowcem nie jest łatwa już od samego początku, a wszystko rozbija się o pieniądze. Jestem zdania, że w Polsce utalentowany zawodnik, pochodzący z rodziny nisko sytuowanej ma niewielkie szanse, żeby w tym sporcie zaistnieć - jemu rodzice nie sfinansują wyjazdów, trenera, całej infrastruktury potrzebnej, by od samego początku z niczym nie odstawał od reszty. Po prostu rodzice nie dadzą rady, choćby zaharowali się na śmierć. W Rosji dla najlepszych są bardzo duże stypendia, zawodnicy dostają mieszkania, aby być blisko dużych miast gdzie są najsilniejsze kluby z fantastycznymi pedagogami i trenerami. Warto brać na to poprawkę przy ocenie naszych młodych szachistów z ich rówieśnikami z innych krajów, którzy otrzymują nieporównywalnie większą pomoc. W innych krajach duży talent ma szanse na tzw. "awans społeczny", u nas nic nie jest pewne i trudno się dziwić, że młody człowiek chce mimo wszystko spaść, jak kot, na cztery nogi, gdy przygoda szachowa nie do końca mu się uda. Nie chciałbym, żebyście zarzucili mnie teraz komentarzami, jak to jest źle itd. Jest źle bo sami nie bierzemy sprawy w swoje ręce. Nasza dyscyplina jako sport nie olimpijski nie otrzymuje dużych środków z budżetu państwa, o sponsorów też jest bardzo trudno bo nie jesteśmy aż tak medialni jak siatkówka, czy piłka nożna. Jednak gdy usiłuję rozmawiać o tym, abyśmy spróbowali się sami współfinansować (a jesteśmy jednym z najliczniejszych związków w Polsce!), to spotykam się w najlepszym razie z niechęcią. Centralny Rejestr Szachistów liczy ponad 70 tys. członków. Gdybyśmy zapłacili rocznie "na szachy" 50 zł, zakładam, że połowa z tego by zapłaciła (bo tam są i dzieci) to z prostych obliczeń wynika, że mamy na koncie około 2-3 mln złotych! Byłoby co podzielić? Stać nas by było na wiele więcej? Pewnie, że tak! Ale to jest czyste fantazjowanie nie mające umocowania w rzeczywistości. W naszym indolentnym, bardzo mocno roszczeniowym środowisku coś podobnego nigdy nie przejdzie. I tak - Asia nie dostanie laptopa i pozostanie przy swoim starym ledwo już ciągnącym, Kamilek nie pojedzie na MŚ bo samolot za drogi, Honoratka pozostanie przy swoim trenerze, którego za chwilkę przeskoczy, bo na lepszego szkoleniowca nie dostanie pieniążków. Nie. Nie piszcie mi, proszę nic w związku z tym wyżej akapitem - niech każdy sam w duchu sobie tę sprawę przemyśli, mnie nie odpowiadając.

Miało być o IME w Mińsku i teraz będzie. Bardzo cieszę się na start Janka Dudy, który, mam nadzieję pomyślnie zakończył maturalną przygodę. Wiele sobie obiecuję jeśli chodzi o jego występ. Sądzę, że rzuci się zgłodniały gry na swoich rywali i wreszcie zagości w klubie 2700 +. Sądzę, że obecność Janka w tym klubie jest kwestią czasu, jestem też zdania, że stanie się to już w tym roku! Według mnie, Janek ma papiery na pierwszą dwudziestkę świata. Przemawia za tą prognozą jego fenomenalny talent oraz wiek. Przecież Janek ma jeszcze tyle lat, by się szlifować! Zobaczymy jak mu pójdzie w Mińsku - osobiście jestem pełen najlepszych przeczuć. O reszcie naszych reprezentantów trudno się wypowiadać - w każdym razie będzie komu kibicować za niecałe dwa tygodnie. Zagra Darek Świercz, Mateusz Bartel, Olek Miśta, Jacek Tomczak, Daniel Sadzikowski a nawet Bartłomiej Macieja. Nie wiem jak wy, ale ja biorę na celownik Janka Dudę w szczególności - jestem bardzo ciekawy jego występu po dłuższej przerwie. Tuż po IME w Mińsku elitarna drużynówka w Chanty-Mansyjsku przykuje naszą uwagę. To będzie turniej marzenie. Polskie drużyny wśród najlepszych zespołów świata! Zapolujemy (z wzajemnością) na: Chińczyków, Rosjan, Ukraińców, szachistów U.S.A, Indii, Turcji, Norwegii i Egiptu. To będzie wielka uczta dla nas, kibiców, jednak preludium do tego wspaniale zapowiadającego się turnieju będzie miało miejsce 29 maja w Mińsku. Piszcie więc o waszych prognozach. Analizujmy składy, oceniajmy szanse Polaków - przed nami pełen emocji, szachowy czerwiec!! 



piątek, 5 maja 2017

Internauci pytają - Radek Wojtaszek odpowiada! Część II.


1. Czy żona Alina, po ślubie zapewne z podwójnym obywatelstwem, nie planuje w przyszłości reprezentowania naszego kraju?
Radosław Wojtaszek: Na obywatelstwo Alina musi jeszcze poczekać, natomiast na dzień dzisiejszy takiego tematu nie ma. Zresztą nasze Panie osiągają tak dobre wyniki drużynowo, że i bez wzmocnień spokojnie mogą walczyć z najlepszymi kobietami na Świecie.


2. Z jaką częstotliwością arcymistrzowie przypominają sobie niektóre charakterystyczne końcówki np. matowanie skoczek+goniec, niektóre typowe wieżówki itp.? Jeśli odpowiedź była pozytywna, to robią to: samodzielnie, z komputerem, z książką, czy sparingpartenrem? Czy mają coś w rodzaju spisu tego, co trzeba co jakiś czas odświeżać w pamięci? - Jacek Haja.

                                                                                                          
R. W: To zależy, ja odświeżam sobie klasyczne końcówki jak np. W+G na W albo wieżówki od czasu do czasu, nie jest to główna część mojego treningu dlatego, że prawdopodobieństwo powstania takiej wieżówki jest niewielkie. Posiadam bazę klasycznych końcówek, którą stworzyliśmy kilka lat temu na jednej z sesji treningowych z Michałem Krasenkowem, skądinąd chyba jednym z największych ekspertów od końcówek obecnie na Świecie.


3. Radku, jaki wpływ na twój rozwój szachowy miały partie Akiby Rubinsteina i na którym ze ,,starych" mistrzów się najbardziej wzorowałeś? - Krzymionka Karol.
                                                                                                         

R. W: Nie jestem wielkim fanem klasyki, choć nie twierdzę, że jest ona bezużyteczna. Jeśli już miałbym wymienić kogoś to byłby to chyba Capablanca z łatwość z jaką ogrywał swoich przeciwników. Z jednej strony brało się to oczywiście z jego geniuszu, ale trochę też ze słabości przeciwników.


4.  W jednym z wywiadów mówi pan: "Przyznam się, że już w ubiegłym roku sam rozważałem kupienie sobie porsche (...)".
Otóż jak wiadomo kariera sportowca nie trwa wiecznie. Jedni potrafią zarobione w tym czasie pieniądze zainwestować (Boniek, Fibak, Pudzianowski, Lewandowski, Gołota) a inni przepuścić fortuny (Paul Gascoigne, George Best Diego Maradona, Riddick Bowe).
Jak pan, panie Radku myśli? Do której z tych grup pan należy? - Radek Sroczyński.

                                                                                   
R. W: Jeśli dobrze kojarzę tamtą rozmowę o Porsche to zdanie jest trochę wyjęte z kontekstu. Porsche rzeczywiście było w pewnym momencie moim marzeniem, ale wtedy poznałem Alinę i priorytety się przewartościowały:) Porównywanie się z tymi sportowcami jest trochę nie na miejscu, bo zrobili oni zdecydowanie większe kariery w sportach, w których są dużo większe pieniądze niż w szachach. Na pewno jednak, jak każdy zdroworozsądkowo myślący człowiek chciałbym mieć jakieś zabezpieczenie na przyszłość, więc oczywiście część zarobionych pieniędzy oszczędzamy i inwestujemy.


5.  Jakie otwarcie dla białych i jakie dla czarnych pan najbardziej lubi :-).? - R. Sroczyński.


R. W: Białymi nie mam preferencji, a czarnymi na pewno był to mój ukochany Najdorf, może dlatego tak opornie szło mi wprowadzanie zmian po 1.e4;)


Foto: http://shamkirchess.az/content/138


6. Jak panie Radku wygląda pomoc w pana przygotowaniach do silnego turnieju, czy i jak korzysta pan z pomocy silnych szachowych kolegów i czy gdyby pan dostał bogatego sponsora coś by pan zmienił w swoich przygotowaniach, treningach, co ? - Tzbych


R. W: Tak, wymieniamy się informacjami, bo to działa w dwie strony, pomaga zarówno mnie jak i osobom, z którymi współpracuję. Bogaty sponsor na pewno by dał nowe możliwości, jeśli miałbym taką możliwość, to na pewno chciałbym posiadać stałego sekundanta, bo to ogromny komfort szczególnie w zakresie debiutów. Nie szukając daleko, partię z Mamedyarovem wygrałem w wariancie, który analizowaliśmy z Grześkiem Gajewskim jeszcze za czasów programu Wojtaszek Comarch Team.


7. Ciekawią mnie zarobki naszego lidera? ile wpadło za Wijk aan Zee,a ile za Shamkir? Jakie euro za bBundesligę? A ile za 1 szachownice na olimpiadzie? Jak wysokie jest kadrowe? Czy są jakieś premie za wyniki od Pzszach?czy są jacyś sponsorzy dający coś ekstra?


R. W: Większość z kwot, o które Pan pyta jest objęta klauzulą poufności, więc nie mogę się do tego odnieść. Nie gram w szachy głównie dla pieniędzy, ale uważam, że czołówka światowa pracuje tak ciężko i dużo, że po prostu zasługuje na docenienie i wysokie honoraria czy nagrody.

8. W jaki sposób am. Wojtaszek stawia sobie przed turniejem cele do osiągnięcia, np. z Iksem i Igrekiem remis, ale z Kowalskim raczej wygram (itd.)czyli w sumie wychodzi mi, że powinienem wyjść np. na +3 na koniec?


R. W: Raczej nie, z tego względu, że nie da się przewidzieć jak pójdzie turniej, za dużo jest zmiennych. W Shamkirze mógłbym mieć rozpisany nawet najlepszy plan, a po dwóch partiach białymi miałem 0,5/2 pkt. i wszystko by wzięło w łeb:)


9. Czy am. ma jakieś "zobowiązania debiutowe" i w związku z tym nie zawsze gra nowinkę lub silne posunięcie?


R. W: Nic takiego nie ma. Ale jasne jest dla mnie, że w partii z 2300 elo nie zastosuję głównej idei, bo lepiej zaskoczyć nią zawodnika 2700+. Z drugiej strony obecnie trudno "chować" dobre idee - cały Świat pracuje i jak Ty nie zagrasz czegoś dzisiaj to jest spora szansa, że ktoś inny wpadł na ten sam pomysł i zagra tą ideę np. za 2 tygodnie.


10. Jaka była filozofia gry am. w Shamkir? Moim zdaniem była to strategia dusiciela - spokojnie zaciskać, powoli zbierać plusy w pozycji. Czy am. zgadza się z takim opisem i czy jest zadowolony z turniejowego wyniku?


R. W: Wynik, tak jak mówiłem jest względnie dobry, tzn. trudno uznać 50% za sukces, ale z drugiej strony trzeba też docenić kto jeszcze brał udział w tym turnieju. Nie do końca się zgadzam z taką opinią, moją grę bym opisał banalnym "gra się tak jak przeciwnik pozwala", a przy takim przygotowaniu białymi nie za bardzo mogłem liczyć na więcej. Czarnymi z kolei nie miałem większych problemów. Oczywiście, mogłem białymi grać np. 1.b3, a czarnymi np. królewsko-indyjską, ale obawiam się, że mój wynik znacząco by na tym ucierpiał.


Ciężka batalia Radka Wojtaszka z W. Kramnikiem w rundzie I. - Foto: http://shamkirchess.az/content/138


11. Panie Radku, jakich narzędzi używa Pan do treningu? Czy dostrzega Pan lukę na rynku narzędzi webowych/desktopowych do treningu, studiowania szachów, których chciałby Pan używać a nie są dostępne? Pozdrawiam i gratuluje znakomitego ratingu szachowgo utrzymywanego stabilnie przez tak długi czas oraz życze 2800+!


R. W: Wszyscy w czołówce korzystamy raczej z tych samych narzędzi, tzn. Chessbase, programy analizujące itd. Oczywiście idzie to w parze z szybkim komputerem. Nie odczuwam, żeby czegoś mi brakowało w tym zakresie.


12. Proszę o uchylenie "rąbka" tajemnicy, jak wygląda trening naszego topowego arcymistrza. Ile czasu poświęca na debiuty, grę środkową, końcówki, a może na inne elementy ?
Kiedy planuje przeskoczyć barierę 2800 pkt. elo i dostać się do turnieju pretendentów ?
Co sądzi o rozwoju programów szachowych i przyszłości szachów
w następnych dekadach. - Robert Karpeta


R. W: Oczywiście na tym poziomie najwięcej czasu poświęca się na debiuty, bez dobrego zaskoczenia ciężko oczekiwać sukcesów, co pokazał po części mój występ w Shamkirze. Ogólnie, im szachista silniejszy tym debiut ma większe znaczenie, bo na poziomie np.2000 elo debiut ma znaczenie praktycznie żadne. Oczywiście dbam o formę fizyczną i wydaje mi się, że bardzo poprawiłem się w tej kwestii ostatnio, głównie dzięki Bartoszowi Soćko, który bardzo mnie do tego zmobilizował.
Nie wiem czy kiedykolwiek przekroczę 2800 elo, czy awansuję do turnieju pretendentów, obecnie muszę stale poprawiać swoją grę, a czas pokaże do czego to starczy.


13. Mam pytanie do naszego arcymistrza.
Jak ważny jest odżywianie przed, podczas i po partii. Co pan Radosław spożywa przed partią(ile h wcześniej) i podczas partii. Jak się nawadnia(analogicznie ile co pije i ile przed partią i podczas samej gry).
Jeśli wie jak odżywiają się inni to proszę, aby się tym z nami podzielił. - Z pozdrowieniami.


R. W: Oczywiście zwracam uwagę na odżywianie, jest to niby detal, ale uważam, że jest to jeden z czynników, który ma wpływ na wynik. Zależy to od miejsca, ale staram się jeść na 1,5 godziny przed partią, a w trakcie już same przekąski, jak suszone owoce itp. Czasem dojdzie do tego kawa w trakcie partii, choć wiadomo, że działa ona krótkotrwale, więc trzeba z nią uważać.


14. Do ilu posunięć(mniej więcej), opiera Pan się na analizy najlepszych silników?


R. W: Nie ma dobrej odpowiedzi - zależy od pozycji, przeciwnika na którego się przygotowuję. Czasem jest tak, że już w trzecim ruchu będę grał bez przygotowania, bo uznam, że z danym przeciwnikiem jest to wskazane, a czasem będzie tak jak z Mamedyarovem, czyli dyskusja teoretyczna w okolicach 15 ruchu.


15. W wywiadzie dla portalu sportowego powiedział Pan, że do sięgnięcia po tytuł mistrza świata potrzebuje Pan "dużego wsparcia finansowego". Jaka to kwota w ujęciu rocznym? Na jakiego rodzaju działania przeznaczyłby Pan te środki?


R. W: Żadne pieniądze nie dadzą gwarancji, że byłbym w stanie walczyć o ten najwyższy cel, ale na pewno każde wsparcie dałoby mi większe szanse na rywalizację z najlepszymi. Tak, jak już mówiłem przeznaczyłbym je na stałego sekundanta, a jeśli środków byłoby więcej to mógłbym mieć ich nawet dwóch. Ciężko powiedzieć jakie to kwoty, ale wiadomo, że im silniejszy zawodnik tym więcej kosztuje. Tak naprawdę z każdego dodatkowego wsparcia staram się zrobić odpowiedni użytek, jeśli nawet nie mogę mieć sekundanta stałego to staram się, żeby ktoś mi pomagał podczas tych najważniejszych startów. Zdarza się też dość często, że inwestuję swoje własne środki, ale traktuję to jako inwestycję w siebie.


Foto: http://shamkirchess.az/content/138


16. Czy dobrze myślę, że partie szachowe wśród 2700+ to pojedynki głównie na temat "kto ma lepszą pamięć"?


R. W: Zdecydowanie nie. Oczywiście rozległa wiedza debiutowa jest ważna, ale mimo wszystko nie rozstrzyga ona jeszcze partii. Trend w szachach się zmienia, pojawia się coraz więcej „grywalnych” debiutów, jak np. 1.d4 d5 2.Gf4, gdzie teoria kończy się szybko.


17. Mam wrażenie, że odkąd Carlsen więcej czasu zaczął poświęcać na debiuty, to mu się wyniki pogorszyły (bo to nie jego styl). Twoje zdanie?


R. W: Nie zaobserwowałem, żeby Magnus zaczął więcej czasu poświęcać na debiuty. Myślę, że jego problemy zaczęły się od kiedy musi łączyć udział w turniejach z przygotowaniami i udziałem w meczach o MŚ. Mecz o MŚ to wielkie przedsięwzięcie, wymaga wielkich przygotowań i trudno połączyć to z sukcesami w turniejach. Do tego dochodzi fakt, że kilku zawodników, jak np. Wesley czy Fabiano grają co raz silniej i skracają dystans do Magnusa.


18. Kto ma najlepszą/najgorszą pamięć wśród 2700+?


R. W: Nie wiem, bo nie znam wszystkich, ale mogę powiedzieć, że Vishy ma pamięć kapitalną. Nieskromnie powiem, że u mnie też nie jest najgorzej:)


19. Czy interferencja jest dużym problemem? (nakładanie się nowych informacji na stare w pamięci, np. gdy wychodzi jakaś nowinka)


R. W: Na pewno tak, ilość wiedzy, która jest do przyswojenia jest ogromna, ale nie ma co narzekać, taka praca:)


20. Czy do obliczeń wariantów korzystasz z chmurowych maszyn typu Amazon EC2/MS Azure?


R. W: Nie.


21. Kto jest największym jajcarzem/smutasem wśród elity, jakaś anegdota?


R. W: Fantastycznie rozmawia się z Vishym, bo ma niesamowicie rozległą wiedzę. Bardzo lubię także Kramnika i jego poczucie humoru. Tak naprawdę czołówka światowa to wszystko bardzo sympatyczni ludzie. I jest jeszcze Svidler, który mógłby gadać godzinami i nikogo by nie zanudził. Co zresztą widać po sposobie jak komentuje niektóre superturnieje – według mnie jest po prostu genialny!


22. Czy masz tajemną procedurę przed partią, aby się mentalnie wzmocnić (mantra, oddechy)?


R. W: Mam swoje tricki, ale nie jest to nic nadzwyczajnego. Głównie chodzi o to, żeby zachować balans, tzn. żeby była motywacja, ale nie może ona być nadmierna, bo wtedy zamienia się w stres.


23. W której partii byłeś najbardziej w tzw. zone.?


R. W: Wszystkie partie staram się traktować jednakowo.


24. Ile godzin/km biegasz tygodniowo? Interwały czy wolne wybiegania?


R. W: Różnie, zależy to głównie jak łączę to z treningiem czysto szachowym i startami. Natomiast według założonego planu powinno to być 3-4 razy w tygodniu po około 45 minut. Oczywiście jest to bieganie amatorskie, choć nieśmiało myślę o postawieniu sobie jakiegoś bardziej ambitnego celu, ale jeszcze za wcześnie, by o tym mówić.


25. Z kim z elity najbardziej się kolegujesz? - Pozdrawiam i życzę wejścia do 2750+. Tom K.


R. W: Tak naprawdę z każdym mam dobre kontakty, ale najbliższa jest, z wiadomych względów, oczywiście relacja z Vishym.


Foto: http://shamkirchess.az/content/138


26. W jakim stopniu u zawodnika tego poziomu szachy to pasja, a w jakim zawód? Czy gdybym był ekscentrycznym milionerem i zaproponowałbym panu Radkowi nieograniczony budżet na naukę i grę w warcaby oraz obiecał 30 mln $ za mistrzostwo świata powiedzmy za trzy lata to czy pan Radek zrezygnowałby z szachów na rzecz warcabów?


R. W: Szachy to dla mnie przede wszystkim pasja i uważam się za szczęściarza, że może to być także mój zawód. Nie ukrywajmy jednak, że zawsze znajdzie się kwota, której się nie odmówi. Na szczęście nie zapowiada się, żebym miał podobne dylematy w przyszłości i mogę w pełni poświęcić się szachom:)


27. Chciałbym zapytać co Pan Radek sądzi o gambicie królewskim i czy kiedykolwiek przyglądał mu się bliżej?


R. W: Przy poprawnej grze obu stron może białe wyrównają:)


28. W dość już dawno udzielonym przez Pana wywiadzie nie wymienił Pan jako swych trenerów Włodka Szyszkina i Jerzego Konikowskiego. Jaki był ich wpływ na Pana rozwój szachowy?Jak wyglądała współpraca z nimi?


R. W: W swojej karierze współpracowałem z bardzo wieloma trenerami, z niektórymi dłużej, z niektórymi krócej, od jednych nauczyłem się więcej, od innych mniej, dlatego ciężko jest mi wymienić ich wszystkich, a nie chciałbym o kimś zapomnieć. Jednak jasne dla mnie jest, że najważniejszymi byli: mój pierwszy trener Marian Wodzislawski i potem Artur Jakubiec, pod okiem którego zrobiłem ogromny skok i zacząłem zdobywać medale Mistrzostw Świata i Europy Juniorów. Ostatnio bardzo dużo dała mi także pomoc Bartosza Soćko, głównie pod względem przygotowania fizycznego i mentalnego. Odnośnie trenerów, o których Pan wspomniał to na pewno bardzo miło wspominam także współpracę z Włodkiem Szyszkinem, którego uważam za bardzo dobrego trenera, zresztą fakt, że tak wyszkolił Kamila Mitonia też o tym świadczy. Z Panem Jerzym Konikowskim także pracowałem przez pewien czas, był zresztą ze mną m.in. podczas MŚ do lat 20 w Indiach, dzięki niemu przez pewien czas miałem też dostęp do programów Chessbase co także ułatwiało trening w tamtym czasie. Miałem także wielu trenerów w ramach sesji Akademii Szachowej. Tak jak jednak wspomniałem, Pan Marian Wodzisławski i Artur Jakubiec dali mi zdecydowanie najwięcej w okresie juniorskim, za co oczywiście im bardzo dziękuję.


29. Witam! Radku, jak wygląda Twoja praca z silnikami szachowymi (Stockfish, Komodo, Fritz), czy służą Ci tylko do szlifowania debiutów (szukanie nowinek, sprawdzanie interesujących posunięć), czy też rozgrywasz z nimi normalne partie szachowe - wiem, że żaden człowiek nie ma dzisiaj szans z komputerem, ale jak to mawiają - graj z lepszymi, może czegoś się nauczysz.


R. W: Zdecydowanie służą tylko do analizy, uważam, że nie ma sensu gra z komputerami, nie bardzo widzę w czym miałoby to pomóc.


30. Jak wygląda Twoja praca z książkami? Jaką ostatnio książkę studiowałeś? Jaką książkę wydaną po polsku uważasz za najlepszą? Czy zdarza się Tobie wracać do jakiejś książki i studiować ją jeszcze raz kierując się taką oto zasadą: mając ELO, np. 2000 studiując książki Kasparowa "Moi wielcy poprzednicy" nauczę się tego i tamtego. Mając rozumienie szachów na poziomie ELO 2400 studiując raz jeszcze powyższe książki nauczę się czegoś nowego, a mając ELO >2700? No właśnie czy mając Radku rozumienie szachów na poziomie 2700 jest sens ponownego studiowania książek z serii "Moi wielcy poprzednicy"? Czy czegoś nowego się nauczy arcymistrz który ma ELO > 2700 ? Książki Kasparowa podałem jako przykład. - Pozdrawiam, Maksymilian Pietras.


                                                              
R. W: Nie, chyba nigdy nie studiowałem żadnej książki więcej niż raz. Kultową książką jest oczywiście „Mój System”, którą wszystkim polecam. Lubię książki z dobrze zebranymi kombinacjami, np. książka Cshaby Balogha z kombinacjami z niedawno rozegranych partii. Polecam też książki B. Gelfanda, szczególnie ta o strategii jest bardzo dobra. "Poprzednicy" Kasparova podobają mi się, ale głównie jako  książka o historii szachów, a nie ze względu na walory edukacyjne. Mam wrażenie, że Kasparov za dużo używa komputerowych wariantów. Tutaj właśnie za dużo lepsze uważam książki B. Gelfanda, który tłumaczył, dlaczego zagrał dany ruch, o czym akurat myślał w danym momencie. Jest to dużo bardziej wartościowe niż styl książek Kasparova.


31. Radku, na początek dziękuję w ogóle, że zgodziłeś się poświęcić czas na nasze pytania!
Chciałbym, żebyś naświetlił 2 kwestie: Przygotowanie psychiczne - co robisz, żeby w dniu partii czy też w trakcie całego turnieju mieć dobry nastrój i zupełnie czystą głowę, tak, by przy szachownicy myśleć tylko o grze, by żadne zmartwienia nie zaprzątały Ci umysłu?


R. W: Myślę, że najważniejsze jest ustabilizowane życie pozaszachowe. Dużo łatwiej skupić się na treningu i grze, jeśli nic nie odwraca uwagi. A w trakcie turnieju to już tylko odpowiedni sen i skupienie się na następnej partii.


32: Przygotowanie fizyczne - Karpow podobno był fanem tenisa, mówi się, że Bartosz Soćko kiedyś biegał po 5 km dziennie. A co Ty sam robisz, by być w formie fizycznej? Czy sądzisz, że są formy aktywności fizycznej, które szczególnie można zalecić szachistom? Jakie krążą na ten temat poglądy wśród czołówki światowej? - Powodzenia we wszystkim! SP.


R. W: Tak jak już wcześniej pisałem, biegam, ostatnio więcej własnie za namowa Bartosza Socko. Myślę, że nie ma jednej aktywności fizycznej, ważne żeby wybrać taką, którą się lubi i którą będzie się uprawiać systematycznie, nieważne czy to pływanie, bieganie czy gra w tenisa.


środa, 3 maja 2017

" W Shamkir biały kolor po prostu nawalił" - Radek Wojtaszek w obszernym wywiadzie opowiada o niedawno zakończonym superturnieju w Azerbejdżanie!



Krzysztof Jopek: Jak wrażenia po meczu Lech - Arka? Chyba wychodzi cała prawda, że sport jest totalnie nieprzewidywalny: oto broniąca się przed spadkiem Arka Gdynia triumfuje po emocjonującym spotkaniu nad faworyzowanym Kolejorzem..

Radosław Wojtaszek: Oczywiście wielkie rozczarowanie. Lech nie wykorzystał wielu świetnych sytuacji i głównie dlatego przegrał. Inna sprawa, że piłkarsko to był słaby mecz. Arka ograniczała się do obrony, a Lech też grał dużo słabiej niż normalnie. No nic, teraz zostaje im tylko wywalczyć podium, a najlepiej Mistrzostwo w Ekstraklasie, bo inaczej sezon będzie po prostu stracony.

K. J: Dla wielu silnych arcymistrzów udział w Memoriale Vugara Gashimova jest jednym z ich sportowych marzeń. Niestety, muszą czekać, zapewne większość w ogóle nie doczeka się zaproszenia na podobny superturniej. Jak było w twoim wypadku: zabiegałeś o ten start, czy propozycja przyszła bez specjalnego zaangażowania z twojej strony?

R. W: Oczywiście jest to jeden z najsilniejszych turniejów na Świecie, dlatego udział w nim jest tak ekscytujący. Nie zabiegałem o udział w nim, na początku dostałem informację od organizatorów, że jestem na ich liście rezerwowej. Po dwóch dniach okazało się, ze mogą zaproponować mi miejsce w turnieju. Nie ukrywam, że były to bardzo długie dwa dni oczekiwania.

K. J: Które czynniki zatem są decydujące przy podziale zaproszeń przez organizatorów tego typu superturniejów?

R. W: Nie mogę się wypowiadać za organizatorów, ale wszędzie głównym kryterium będzie ranking. Na pewno organizatorzy turnieju w Shamkirze chcieliby mieć samych zawodników Top-10, ale w tym czasie nałożyło się na siebie wiele supertuniejów np. Baden-Baden, czy wcześniej Zurich. Dlatego też musieli oni schodzić niżej, a ja wtedy byłem akurat bodajże 18 na świecie na live liście. Pod nieobecność zawodników z wyższym rankingiem byłem więc raczej naturalnym wyborem. Jeśli chodzi o pozostałe kryteria, to często organizatorzy decydują się na zaproszenia lokalnych zawodników, bo to zawsze przekłada się na większe zainteresowanie (np. Loek van Wely w Wijk aan Zee, czy swego czasu Vallejo w Linares). Na zaproszenia mogą liczyć też szczególnie wybitni juniorzy jak Wei Yi (choć on teraz już praktycznie wszędzie będzie się łapał rankingiem) czy Hou Yifan jako najlepsza i praktycznie jedyna kobieta, która ma względne szanse na rywalizację z czołówką męską. Ja w tym roku mam to szczęście, że grałem już w Wijk aan Zee, Shamkirze, a czeka mnie jeszcze czas w Dortmundzie. Po części jest to pochodna mojego wysokiego rankingu, ale też faktu, że terminarz od marca do września jest niesamowicie wypełniony superturniejami i zawodnicy z Top-10 nie mogą się rozdwoić i grać wszędzie. Dlatego też organizatorzy muszą zapraszać trochę niżej notowanych zawodników, jak ja się śmieję, tych "gorszego sortu":) Swoją drogą śmiesznie się złożyło, że ilość zaproszeń zwiększyła się w momencie kiedy skończyłem 30 lat. Życie zaczyna się po 30-stce!:)

K. J: Jak wyglądał turniej w Shamkir od strony organizacyjnej? Masz jakieś zastrzeżenia co do warunków pobytu, hotelu, kuchni itp?

R. W: Organizacja turnieju była niesamowita, ale dla nikogo nie było to zaskoczeniem, bo od pewnego czasu Azerbejdżan inwestuje w szachy ogromne środki, a za tym idzie poziom organizowanych imprez, żeby tylko wspomnieć tak dla nas szczęśliwą Olimpiadę w Baku, która była najlepsza w historii i pewnie jeszcze długo się to nie zmieni. Mieszkaliśmy w bardzo dobrym hotelu, świetna kuchnia. Organizatorzy bardzo szybko rozwiązywali problemy, jeśli tylko takowe się pojawiały. Mnie szczególnie bardzo imponowało to, jak zorganizowany był ten turniej od strony medialnej - wiele banerów w mieście, wielu dziennikarzy na konferencjach prasowych, legendarny Ljubomir Ljubojevic w roli komentatora. Widać, że nie jest to turniej w stylu "sponsor wyłożył środki, robimy turniej i koniec", ale naprawdę jest to bardzo dobrze przemyślane przedsięwzięcie. Turniej poświecony jest pamięci Vugara Gashimova - młodo zmarłego bardzo silnego azerskiego szachisty i ten akcent też jest bardzo widoczny i akcentowany przy wielu okazjach, co uważam za bardzo właściwe.

K. J: Przejdźmy do twojego występu. Początek był dla ciebie bardzo ciężki. W pierwszej rundzie od razu wpadłeś pod dużą presję ze strony Kramnika. Na drugi dzień było jeszcze gorzej, bo przegrałeś z Topałowem, który zaskoczył cię nowinką, a ty niezbyt dobrze reagowałeś. Opowiedz o tych partiach i o tym w jakim nastroju się znajdowałeś mając 0.5 pkt z 2 pkt.

R. W: To prawda, start miałem fatalny i po słabych 2 rundach (i w perspektywie partii czarnymi z Wesleyem So) wiedziałem, że muszę bardzo uważać - w przypadku złego wyniku z Wesleyem byłoby już bardzo źle, a co gorsza wszyscy mieliby mnie za "klienta", widzieliby, że jestem w złej formie i szukaliby każdej możliwej okazji do ogrania mnie. Jeśli chodzi o partię z Kramnikiem, to ona dobrze obrazuje jak ciężka jest gra z zawodnikiem tego pokroju. W debiucie nie dostałem przewagi i miałem możliwość 3-krotnego powtórzenia pozycji. Stwierdziłem, że chcę grać, mimo że nie miałem raczej racjonalnych przesłanek ku temu i pragmatyczne raczej byłoby po prostu zrobienie remisu. Po jednej niedokładności dostałem trochę nieprzyjemną pozycję, którą musiałem bronić i partia trwała ponad sześć godzin. Mimo, że turniej fizycznie wytrzymałem bardzo dobrze to jednak takie "dodatkowe" ubytki energii nigdy nie są wskazane. Przeciwko Topałowowi nie miałem wiele do powiedzenia, tzn. dostałem bardzo silną nowinkę, mimo że już przed tym jak ją zagrał, zapytałem w myślach siebie "a co jak zagra ten ruch?". Było to na tyle naturalne posunięcie, że mogłem, i powinienem, mieć je przeanalizowane w domu. Znowu zabrakło mi pragmatyzmu, tzn. widząc, że partia nie idzie po mojej myśli powinienem jakoś uprościć albo przynajmniej zagrać spokojniej. A ja zdecydowałem się na słaby, ale wyglądający agresywniej plan Sa4-Sc5, dostałem silne d4! i pozycja była już ciężka. Inna sprawa , że Topałow grał tę partię rewelacyjnie, a uderzenie Wxb2! to był Topałow z najlepszych lat. Podsumowując, początek nieudany, ale starałem się nie załamywać, tzn. zdawałem sobie sprawę, że w takim turnieju porażka może się zdarzyć i nie ma co jej wyolbrzymiać, a po prostu być gotowym na następny dzień.

K. J:  Jednak mecz z Wesleyem So czarnymi nie ułożył się źle dla ciebie, w ogóle można było odnieść wrażenie, że czarnymi dostajesz niezłe pozycje, natomiast biały kolor w tym turnieju "nawalił". Z czego ta, dość nieoczekiwana sytuacja wynika?

R. W: Partia z Wesleyem była ciekawa, ale raczej nie miałem w niej problemów, zagrałem porządną partię na wysokim poziomie. Co do kolorów, uważam, że czarnymi był to dla mnie turniej bliski perfekcji, w żadnej z partii nie miałem większych problemów. Jedynie z Harikrishną musiałem się bronić, ale było tak mało materiału, że nie było to trudne. Z So, Eljanovem i Adamsem praktycznie ani przez moment nie byłem zagrożony. Białymi z kolei było zupełnie inaczej. Poza partią z Mamedyarovem, w żadnej innej partii nie byłem w stanie postawić przeciwnika pod presją. Miałem pewne szanse z Radjabovem, ale nie wynikały one raczej z przygotowania. Tak jak mówisz, biały kolor po prostu nawalił. Wynika to z dwóch rzeczy - w przygotowaniach do turnieju zdecydowanie skupiłem się na czarnych, między innymi musiałem załatać dziury debiutowe powstałe po Wijk-u. Druga kwestia jest taka, że sytuacja kiedy białymi nie ma się przewagi, a czarnymi się wyrównuje nie jest niczym szczególnym - dużo trudniej znaleźć przewagę białymi niż wyrównać czarnymi. W tak silnym turnieju uważałem, że podstawą jest posiadanie stabilnego i pewnego repertuaru czarnymi - jeśli nie pójdzie coś białymi to przeciwnik wyrówna i tyle, ale jeśli nie pójdzie czarnymi to po od razu jest się pod presją przegrania partii. Kolejna sprawa jest taka, że rozbudowuję repertuar czarnymi, zacząłem ostatnio grać dużo więcej debiutów po 1.e4 i między innymi dlatego mam stosunkowo mniej czasu na białe. Potrzebuje trochę czasu, żeby to wszystko zbilansować. Nie ma też co ukrywać, nie jestem takim wirtuozem szachownicy jak Carlsen czy Mamedyarov, że zagram cokolwiek i wykreuję sobie multum szans już w trakcie partii. Podejrzewałem to już przed turniejem, a jego przebieg tylko mnie w tym utwierdził. Jeśli mam mieć szanse wygrywać z najlepszymi to oczywiście muszę rozwijać się wszechstronnie, ale w przygotowaniu debiutowym muszę być od nich po prostu lepszy.

Foto: http://shamkirchess.az/content/138

K. J: Ile w takim razie czasu minie zanim wszystko zbilansujesz w sensie zasymilowania nowych debiutów ale tak aby inne sprawy nie leżały odłogiem? Odnoszę wrażenie, że wziąłeś na swoje barki naprawdę duże zobowiązania!

R.W: Musiałem rozbudować repertuar po 1.e4, bo grałem głównie Najdorfa, a to było za mało, żeby móc  grać z najlepszymi - jeśli ktoś gra 1.e4 to miał na mnie za łatwe przygotowanie - tylko Najdorf. Teraz jest zupełnie inaczej, bo dodatkowo zacząłem grać Partię Hiszpańską, Caro-Canna czy nawet Obronę Francuską. Szczerze powiem, że nie wiem kiedy to wszystko się zbilansuje, inna sprawa, że nad debiutami trzeba pracować non-stop bo przepływ informacji jest ogromny, nowe idee pojawiają się cały czas. Może i są to duże zobowiązania, ale uważam, że to jedyna droga do stworzenia sobie szansy, żeby w turniejach pokroju Shamkiru walczyć o coś więcej. Ograniczają mnie trochę dwie sprawy. Po pierwsze, nie współpracuję już na co dzień z Vishym, a było to najlepsze co spotkało mnie na wcześniejszym etapie kariery. Pomijając fakt, że mogłem uczyć się i pracować dla Mistrza Świata, to po każdym jego meczu mieliśmy multum idei, które mogliśmy grać w swoich partiach. Ok, nie było tak, że pokazywaliśmy najlepszą ideę w losowej partii, ale nie było żadnego zakazu, po prostu zdroworozsądkowo staraliśmy się zachować najlepsze idee na najważniejsze partie. Reasumując - po każdym takim meczu miałem praktycznie gotowy repertuar debiutowy na najsilniejszy turniej w jakim występowałem. Teraz Vishy nie gra meczów o MŚ, więc takiego luksusu nie mam. Druga sprawa to fakt, że niestety nie  do końca mam warunki, żeby samemu móc sobie pozwolić na posiadanie sekundanta przez cały czas. Oczywiście, współpracuję z kilkoma innymi szachistami, ale co innego kiedy ktoś mi sekunduje i pracujemy typowo na mnie, a co innego kiedy jest to wymiana informacji. To oczywiście trochę spowalnia wszystko, ale mimo to jestem dobrej myśli i sądzę, że na Dortmund będę gotowy i uzbrojony w ciekawe idee:)

K. J: A kto tym razem sekundował ci przed i w trakcie turnieju w Shamkir?

R. W: Wiele się nie zmieniło w tym względzie, tak jak podczas Wijk aan Zee pomagał mi Marcin Dziuba, zawsze mogę też liczyć na pomoc Grześka Gajewskiego, który co prawda teraz pomaga Vishemu, ale zawsze znajdziemy debiuty, które interesują nas obu. Nie ukrywam jednak, że dalej szukam kolejnych osób, z którymi mógłbym współpracować. Efekt synergii zawsze jest w cenie:)

K. J: W trakcie nazwijmy to - shamkirskiej remisowej "smuty" - wielu kibiców ( w tym ja!) pisało, że nie mogą twoich partii obejrzeć do końca, bo czują się znudzeni, mówili, że grasz defensywnie, sucho i schematycznie: "W partiach Wojtaszka niewiele się dzieje!". Co byś im na te uwagi odpowiedział?

R. W: Nie jest łatwo odnieść się do tego zarzutu, bo wiem, że kibice chcieliby, żebym wygrał ten turniej i do tego zagrał "nieśmiertelne" partie. Takie prawo kibica i nic mi do tego. Sam dziś tak kibicowałem Lechowi:) Prawda jest jednak trochę bardziej złożona. Po pierwsze, nie zgadzam się, że mój styl jest "suchy" czy "schematyczny" - to zależy wszystko od przeciwnika, turnieju itd. Nie bierze się pod uwagę skali, tzn. że grałem teraz z najlepszymi na świecie. Zobacz jak wyglądał np. mój start w MP w 2016 roku - 5 wygranych, 3 remisy i jedna porażka. Po prostu, to co np. działa w Polsce, nie działa już w kołówce pokroju Shamkiru, to zupełnie inny poziom. Zgadzam się, że nie jestem zawodnikiem pokroju Mamedyarova, Jobavy, Rapporta czy innych, którzy sami w sobie są agresywni i dążą do komplikacji. Ja nie unikam komplikacji, ale dążę do tego, żeby mieć je na swoich warunkach, tzn. uprzednio przygotowanych np. jak w partii z Mamedyarovem. I to jest podstawowa różnica. Doskonale zdaję sobie sprawę, że dobijając do 2750 muszę potrafić tak naprawdę wszystko, co nie znaczy, że sam muszę forsować losowe pozycje, których wcześniej nie widziałem na oczy. Mój styl charakteryzuje się dobrym przygotowaniem i jest tutaj dość cienka granica. Jak wszystko idzie po mojej myśli to zdarzają się perełki jak z Mamedyarovem, natomiast jeśli jestem w gorszej formie albo jestem słabiej przygotowany to może się kończyć "drętwymi" remisami. To tak trochę jak w tenisie - czy jak ktoś gra z Federerem czy Nadalem to czy bez dobrego serwisu może wygrać? Kolejna sprawa, to moja gra czarnymi - ciężko mnie obwiniać, że w moich partiach nie działo się wiele jak zrobiłem w nich 2/4 bez większych problemów. Oczywiście, mogłem zagrać jakieś niestandardowe debiuty, ale pewnie skończyłoby się to gorszym wynikiem i komentarzami typu "Wojtaszek nie nadaje się na takie turnieje" nie mówiąc o gorszych:) Przyznaję, że nie funkcjonował mój biały kolor, ale tak jak mówiłem, nie jest o to łatwo w partiach z Kramnikiem czy Karjakinem. Sam Magnus miał ogromne problemy aby przebić Karjakina, więc myślę, że to dość sporo tłumaczy jak ciężko dostać z nim grę.

K. J: Gdzie byśmy nie szukali przyczyn twoich remisów, kibice bardzo szybko puścili wszystko w niepamięć widząc, jak zmasakrowałeś Shakha! Opowiedz o tym  zjawiskowym meczu coś więcej!

R. W: Łaska kibica na pstrym koniu jeździ:) Ta partia pokazuje jak jedna partia może zmienić postrzeganie całego turnieju. Akurat Shakh jest bardzo fajnym przeciwnikiem, bo nie dość, że sam gra, to jeszcze daje przeciwnikowi pograć. Była to moja ostatnia partia białymi i wiedziałem, że to pewnie ostatnia szansa na spróbowanie czegoś specjalnego, czegoś, co pozwoli mi zaznaczyć swoją obecność na tym turnieju. Shakh grał bardzo szybko w debiucie i nie ukrywam, dość mocno mnie to zaniepokoiło, tym bardziej, że nie do końca spodziewałem się tego wariantu. Po 15...Hd7 nie byłem w stanie przypomnieć sobie konkretnych wariantów, ale pamiętałem jeszcze rozmowę sprzed kilku lat z Grześkiem Gajewskim, który mówił mi w stylu: "jeśli czarne nie grają Sbd7, to ofiarowujesz wieżę na a1 i masz silny atak na królewskim":) Po 16.Hh4 Mamed zamyślił się na prawie godzinę, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że jego pozycja jest ciężka. 17...Sxd4 było moim zdaniem bardzo dobre z praktycznego punktu widzenia, ale nie ratowało czarnych.  Wygrana pozwoliła mi wyjść na 50% oraz dodać trochę dramaturgii do końcówki turnieju.

Partia Wojtaszka z Mamedjarowem lotem błyskawicy obiegła cały szachowy świat! Foto:http://shamkirchess.az/content/138

K. J: Szóste miejsce, 4,5 pkt z 9 pkt, jedna bajeczna wygrana, jedna przegrana przy reszcie remisów. Jak oceniasz swój występ, czego nowego dowiedziałeś się o sobie, swojej grze, dzięki występowi w Memoriale Gashimova?

R. W: Start uważam za poprawny, ciężko uznać 50% za wielki sukces, ale biorąc pod uwagę z kim przyszło mi się zmierzyć to uważam, że nie było źle. Na pewno dowiedziałem się, że mogę rywalizować z najlepszymi na świecie na względnie równych prawach. Utwierdziłem się także w przekonaniu, że w turniejach tego pokroju nie można sobie pozwolić na żaden gorszy dzień, bo od razu odbije się to na wyniku. I chyba to najbardziej odróżnia ten start od poprzednich - grając z choć trochę słabszymi (choć dalej przecież silnymi arcymistrzami z rankingiem w granicach 2600) chwila nieuwagi czy słabsza forma nie kosztuje aż tak wiele, bo potencjalne straty łatwo nadrobić w kolejnych rundach. W Shamkirze po przegranej na początku musiałem czekać praktycznie do samego końcu, żeby w ogóle dostać szanse odbicia się. No i to co zawsze przeczuwałem - jeśli kiedykolwiek mam odnosić sukcesy w takich turniejach to wszystko musi się zgrać idealnie, począwszy od dobrego przygotowania debiutowego, przez dobrą formę, aż do idealnego przygotowania fizycznego. W Shamkirze zawiódł mnie biały kolor i od razu było widać jak moja gra na tym cierpi.

K. J: Zaproszenia ostatnio sypią się jak z rękawa, zaczął się ruch w interesie. Po dwóch wielkich superturniejach zagrasz w DMŚ w Chanty-Mansyjsku, potem w Dortmundzie i tyle wiadomo. Jakie plany masz na drugą połowę 2017 roku?

R. W: Po Dortmundzie zagram jeszcze w lidze hiszpańskiej, która będzie idealnym przetarciem przed Pucharem Świata, który odbędzie się we wrześniu w Gruzji. Wiadomo, że jest to tak nieprzewidywalna impreza, że ciężko wiązać z nią jakieś konkretne oczekiwania, ale docelowo powinien być to mój najważniejszy start w tym roku. A potem zobaczymy co dalej.

K. J: Bardzo ci dziękuję za rozmowę, życzę powodzenia i zapraszam do odpowiedzi na pytania Czytelników  przewidzianych jako część druga!

R. W: Również dziękuję!:)