poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Polki remisują z U.S.A! W Szamkirze jest już tylko jeden lider!


Może na początek taka gra słowna, nieprzetłumaczalna na inne języki: Czy So się Weseli? Trudno powiedzieć, choć mam wrażenie, że zdarzenie z finałów mistrzostw U.S.A., wpłynęło mocno na tego arcymistrza. Widać w nim dużą sportową złość, choć swoje partie gra z głową, nie próbuje odegrać się na siłę na całym świecie, ale gra na maksa, to na pewno. W partii z Kramnikiem pięknie wygasił inicjatywę słynnego rywala. Po partii So powiedział, że w końcu "uczył się na Kramniku" i tym wyraził szacunek dla wielkiego przeciwnika. Dziś w bardzo ładnym stylu wypunktował Raufa Mamedova, a partię tę komentował na stronie http://www.chesspro.ru/chessonline/app2/6415 nasz Michał Krasenkow. Warunek dostępności tego typu relacji na tym serwerze to znajomość języka rosyjskiego.

Rola Michaela Adamsa w turnieju jest już określona, jak to zwykle bywa w kołówkach z zawodnikami, którzy po kilku rundach spadają na ostatnie miejsce w tabeli. Magnus, gdy podpisywał blankiet po remisowej partii z Adamsem, uniósł przez moment wargę w grymasie zawodu. Adams zawsze potrafił się świetnie bronić - według mnie wynik w tej partii jest jak najbardziej sprawiedliwy. Magnus jechał już na czasowej rezerwie, oddał wcześniej "jakość" za inicjatywę i bardzo łatwo mógł w tej partii przegiąć. Same kontury tej pozycji były jak najbardziej "carlsenowskie" i stąd może jego zawód, że nie docisnął Anglika. Lideruje So, który wpadł w trans. Ten zawodnik gra po prostu fenomenalnie!

No i wykrakałem, że Polkom będzie trudno z Amerykankami. Nie wiem tylko, dlaczego Marek Matlak wystawił Klaudię i przesunął na rezerwę Martę Bartel, która wczoraj wygrała. Gdybym spróbował wniknąć w tę taktykę, to może chodzi o rozegranie się rezerwowej, żeby nie siadała w przyszłych rundach do deski "z marszu". Może chodzi o zachowanie świeżości Marty na kolejne ciężkie mecze? Jest taka zasada, że zwycięskiego składu się nie zmienia, to często naprawdę się sprawdza. Ale to co piszę, piszę siedząc w domu, a nie będąc tam, więc kulisów, szczegółów, wreszcie przyczyn ustalenia takiego składu na U.S.A. nie znam.

 Dlaczego tak jest, że silniejszym zespołom gra się trudniej z niżej notowanymi? Na pewno jedną z przyczyn bywa chęć drużyny słabszej do gry na remis i bez ryzyka. Całe systemy debiutowe są wybierane, by uciec szybko na remis. Szachy mają wiele debiutów, wariantów, które potrafią napsuć krwi tym, którym bardzo zależy na zwycięstwie. Może dlatego z silnymi drużynami gra się nieraz względnie łatwiej? Gdy, na przykład Polki zagrają z Chinkami, czy Rosją, mogą się spodziewać innej reakcji rywalek. Te będą chciały wygrać, nasze panie też, granica ryzyka się przesunie i... Dobra. Nic już nie przepowiem, bo już mnie wzięło na wróżby kumaka. Stop. Czas pokaże, jaki będzie przebieg tych pojedynków.

 Jutro mecz z Gruzją. Derby. Gruzinki są mocne. Ciężkie, ciężkie granie przez Biało Czerwonymi. A potem: Armenia (!), potem Chinki (!!), i jeszcze dalej Rosja (!!!). Wymieniać dalej? Zobaczcie sami tabelkę kojarzeń. To turniej, w którym nie ma łatwych dni...

niedziela, 19 kwietnia 2015

Ukrainki na łopatkach! Prawdziwe wejście smoka Polek na Drużynowych Mistrzostwach Świata w chińskim Chengdu!!


To bez wątpienia wiadomość dnia, choć tych wiadomości szachowa niedziela przynosi nam o wiele więcej: Polki znokautowały faworyzowane Ukrainki w pierwszej rundzie Drużynowych Mistrzostw Świata w Chengdu! Prawda jest taka, że gdy spotykaliśmy się z Ukrainkami ostatnimi czasy, było nam bardzo nie po drodze. Nie układało się po prostu.

 Byłem pełen obaw przed tym meczem, chodziło o to, by nasze reprezentantki dobrze weszły w turniej. Przed meczem, remis dla Polek wziąłbym w ciemno, gdyż szachistki zza wschodniej granicy to dla nas niewygodny rywal. Tymczasem, Ukrainkom w meczu z Polkami nie udało się wygrać nawet jednej partii! Oj, teraz już wiem, w którym kierunku spoglądać, o której godzinie uruchamiać laptopa i transmisję. Ta wygrana powinna Polki uskrzydlić - przed naszymi arcymistrzyniami naprawdę ciężki turniej, każdy mecz będzie walką o wszystko, dobrze mieć gdzieś w głowie świadomość wygranej nad jedną z najsilniejszych reprezentacji kobiecych świata. Wielkie brawa dla naszych mistrzyń za prawdziwe wejście smoka. Jutro gramy z U.S.A. - drużyną teoretycznie słabszą, ale tylko teoretycznie. Zdarza się nie raz, że z tymi słabszymi idzie jak po grudzie, czego Polkom oczywiście nie życzę, a w meczach ze znacznie lepszymi idzie nadspodziewanie łatwo. W związku z tym co się wydarzy, nie ma żadnych wytycznych, nie ma wzoru, wedle którego można o czymkolwiek w szachach mówić na pewno. Polki - życzę wam szczęścia w tym turnieju!

Pojedynek Caruana - Carlsen. Dość dokładnie oglądałem ten mecz. Wiking znów kontynuuje swoje odkrycia w obronie holenderskiej. Dziś Norweg zrobił ukłon w kierunku wariantu "stonewall" i znów na bandowego piona "a" zwrócone były wszystkie reflektory - scena znów należała do niego. W partii z Radkiem Wojtaszkiem ów pion zginął śmiercią tragiczną na polu "a3", w tym pojedynku wymienił się na równego mu rangą kolegę z "b3". A tak o całym systemie "stonewall" opowiada W. Kramnik w książce Dworeckiego, Jusupova: "Gra pozycyjna":

"Kamienna ściana" jest jednym z niewielu debiutowych systemów, w którym czarne natychmiast osiągają pewną przewagę przestrzeni. Oczywiście, nie za darmo - za osłabienie czarnych pól w swoim obozie. Przy czym białe mają trudności z wykorzystaniem punktu e5 i taka próba na ogół kończy się wymianami figur na tym polu.
Centralną ideą strategii czarnych jest ograniczenie gońca g2. Według mnie on wcale nie jest silniejszy od gońca c8.
Grałem ten debiut dwoma kolorami i mam takie wrażenie, że czarnym gra go się łatwiej niż białymi. W każdym razie, białe mają na ogół trudności z wyborem planu gry. Bardzo często ich działania muszą być modyfikowane w zależności od planów przeciwnika, to oznacza, że muszą się dostosować do jego gry, co nie zawsze jest proste. Lubię stosować "kamienną ścianę" czarnymi przeciwko graczom, którzy lubią atakować i grać kombinacyjnie, ponieważ białe mata nie dają, a dla takich szachistów strategiczne problemy są czasem zbyt skomplikowane". 

Ta ocena Kramnika prawie bezbłędnie odzwierciedla to co się zdarzyło w dzisiejszej partii. Po koniec partii Magnus przeszedł do końcówki wyglądającej na remisową i nadspodziewanie łatwo ograł rankingową "dwójkę".

 Wspaniały pochód od wygranej, do wygranej kontynuuje So Wesley. Na jego mecz z Adamsem również spoglądałem. So walczy tak w swoich partiach, jakby grał z diabłem o duszę. Tylko tak można grać turnieje życia i przekraczać kolejne granice.

Cieszę się z postawy Polek. Są umotywowane, są zespołem, a to zawsze procentuje. Walczcie o złoto Biało Czerwone!!

W Chengdu w Chinach Polki rozpoczynają rywalizację w Drużynowych Mistrzostwach Świata! Dziś grają z bardzo mocną Ukrainą!


To się nazywa niedzielny oczopląs szachowy. W środkowych Chinach, w niewielkiej jak na ten kraj, kilkumilionowej mieścinie Chengdu, ruszyły DMŚ kobiet. Turniej rozegrany zostanie systemem kołowym, a skład turnieju jest bardzo, bardzo mocny. Polki z Moniką Soćko na pierwszej desce i Klaudią Kulon na rezerwie rozpoczynają turniej z wysokiego "C". Dziś na drodze naszych reprezentantek stanęła Ukraina. Zaczęło się już to starcie i nie pozostaje mi nic innego jak życzyć Biało Czerwonym wspaniałych partii oraz doskonałego występu.

 Nie wiem, bo jak sami wiecie, nie jestem mistrzem podzielnej uwagi, czy uda mi się dokładnie ten turniej śledzić, niemniej jednak sercem jestem z naszymi zawodniczkami. Dziś ruszają też Międzynarodowe Mistrzostwa Polski w szachach aktywnych w Trzciance. Zagrają bardzo silni arcymistrzowie z Radkiem Wojtaszkiem włącznie. I na godzinę dwunastą przewidziany jest start kolejnej rundy superturnieju w Szamkirze. Chyba starczyłoby tego, aby nabawić się niedzielnego oczopląsu szachowego. Ja lubię się skupić na jednym, są tacy, którzy chętnie skaczą po transmisjach. Na razie spoglądam na występ Polek w Chengdu. Z uwagi na różnicę czasu, rundy zaczynają się w Polsce o godzinie 9 rano.

Na koniec warto nadmienić, że Kamil Dragun w ostatniej rundzie w ładnym stylu rozprawił się z wyżej notowanym Hiszpanem Francisco Vallejo Ponsem i uplasował się na trzecim miejscu na turnieju w Bangkoku. Wygrał legendarny Nigel Short z Anglii. Dla niektórych szachistów wiek nie gra roli, generalnie szachowa kariera może trwać, tak jak w przypadku Shorta, przez całe dekady. W tym miejscu szachy mają zdecydowaną przewagę nad innymi dyscyplinami. Nigel Short to gigant światowych szachów i należą mu się wielkie brawa z ten występ!

sobota, 18 kwietnia 2015

W Szamkirze Carlsen znów się wywinął Anandowi! Interesujące pojedynki pierwszej rundy memoriału Vugara Gashimova!


Ruszył superturniej w Szamkirze, świetnie zrealizowany, z arcymistrzowskimi komentarzami w kilku językach, z przekazem video w jakości HD. Cóż więcej chcieć? Ano kapitalnych idei debiutowych, bojowych pojedynków, słowem - emocji! Po wczorajszej rundzie już wiem, że zawody będą niezwykle interesujące. W pierwszej rundzie spotkał się Anand z Carlsenem. To była partia, która siłą rzeczy zelektryzowała komentatorów, kibiców, szachową społeczność. Scenariusz tego pojedynku przypominał partie Ananda  z Carlsenem z Soczi. Anand po debiucie dostał doskonałą pozycję do gry na wygraną, jednak Magnus zaczął łowić każdą niedokładność rywala i uciekł po raz kolejny znad przepaści. Interesujące jest - jak do tego doszło, że Hindus dostał aż tak dużą przewagę, coś na pograniczu wygranej. Mianowicie Wiking znów przeoczył dość prostą taktykę - była to sytuacja w pewnym stopniu analogiczna do tej, w której zagrał niefortunnie damą na "e6" Radkowi Wojtaszkowi, po czym stracił figurę. Nie chodzi mi teraz o typ pozycji, choć w sumie oba przeoczenia zdarzyły się po ruchu damą. Chodzi o podstawki taktyczne. Sam Magnus napisał na Twitterze, że nawet kilkugodzinne rozwiązywanie zadań taktycznych nie uchroniło go od tego typu podstawki. A więc co? To może, by była jedna ze względnych słabości Mistrza Świata? Może i jest coś w tym, jednak Magnus jest tak piekielnie mocny strategicznie, że do takich zdarzeń jak w partii z Anandem dochodzi bardzo rzadko. Poza tym jest mistrzem obrony gorszych pozycji... 

Ciekawa z czysto szkoleniowego punktu widzenia była partia So-Giri. To poglądowy przykład jak wielkie znaczenie ma w szachach tempo. Giriego goniec poszedł w tej partii po takiej marszrucie - Gb4+, e7, d6, f8, g7, f6 i... w tym miejscu został wymieniony na kolegę z "g5"! Jakaś masakra! W tym czasie So rozwinął piękną inicjatywę i partię wygrał. Nie mnie oceniać - wszak jestem morska stynka, a tam, w Szamkirze grasują rekiny - jednak, jak na mój gust, gońca Giriego spokojnie można by diagnozować w kierunku silnego ADHD.

Swoją drogą So, po zdarzeniu z mistrzostw U.S.A. wygrywa, aż miło. Sam powiedział zresztą, że po fali krytyki, nie pozostaje mu nic innego, jak wykazywać za deską swoją wartość. 

Z partii nie zakończonych podziałem punktów, wygrał jeszcze Kramnik w swoim koronnym "katalonie". Sprawy w Szamkirze wyglądają rozwojowo - zamierzam śledzić ten turniej z uwagą. Byłoby kapitalnie, gdyby grał tam nasz Radek Wojtaszek, nie sądzicie? Ale nie ma tego złego, Radek za kilka dni zagra w lidze rosyjskiej, a tam skład, to też bardzo jasne gwiazdy szachowego firmamentu.

środa, 15 kwietnia 2015

16 - 26 kwietnia 2015 r. Shamkir, Azerbejdżan. Turniej ku pamięci świetnego arcymistrza i wspaniałego człowieka, Vugara Gashimova!


Tuż po zdarzeniu na turnieju w Dubaju, gdzie gruziński szachista Gaioz Nigalidze został złapany na dopingu miałem sen...
Ten sen, był we wszystkich odcieniach szarości. Wiał huraganowy wiatr, szedłem ciemną ulicą. Co chwila mijały mnie biegnące postaci z twarzami pełnymi przerażenia. Od czasu, do czasu, wiatr porywał jednego z przechodniów i rozbijał o ściany wysokich budynków stojących po obu stronach ulicy. Szedłem wolno rozglądając się, a wiatr coraz bardziej się wzmagał. Gdy dotarłem do dworca kolejowego, zobaczyłem jedyną kolorową postać w tym śnie. Był to cyrkowy arlekin. Arlekin miał na twarzy tą słynną łezkę, a na głowie czapkę z rysunkiem czarno-białej szachownicy. Arlekin stał tylko i patrzył się w stronę człowieka, który przy pomocy drewnianej wskazówki i tablicy z rysunkiem rozpadającej się kuli ziemskiej, objaśniał kilku osobom jak będą wyglądały następujące po sobie etapy apokalipsy naszego globu. Pod koniec snu, podszedłem do słupa ogłoszeniowego, na którym wisiał afisz, jednak wiatr szarpał go tak, że nie byłem w stanie przeczytać co na nim widnieje. W pewnym momencie trzymał się tylko na jednym rogu...

W ten sam dzień, wieczorem, poszedłem do sklepu po kilka rzeczy. Wiał bardzo mocny wiatr, a na stojącym opodal słupie ogłoszeniowym łopotał targany wiatrem afisz i ledwo się trzymał. Wtedy przypomniałem sobie mój sen. Stałem dobre pięć minut i przyglądałem się, czy wiatr go zerwie. Nie zerwał...

Ruszają fantastyczne zawody w Azerbejdżanie. Na starcie ekstrakt współczesnej myśli szachowej najwyższych lotów. Wedle rankingu - Carlsen, Caruana, Anand , Giri, So, Kramnik, MVL, Mammedyarov (niedawno stuknęła mu trzydziestka!), Adams i Mamedov. Wymieniłem wszystkich. Myślę, że szachowy glob nie rozpadnie się na ileś tam części, jak w moim, dość niezwykłym, choć mam nadzieję, nie proroczym śnie. Gdy ogląda się takie turnieje, przynajmniej na czas samych zmagań rozpad kuli ziemskiej zdaje się być odroczony... 

O tym, co zrobił Nigalidze pisały bardzo ważne gazety na całym świecie. Szachowemu sportowi nie mogło się nic gorszego przydarzyć ale jeśli takie są fakty, to świat powinien je znać. Aż się boję zadać to pytanie, ale muszę je zdać sobie, wam. Ciekawe ile wyników sportowych w szachach w ostatnim 15 -leciu zostało spaczonych przez elektroniczny doping? Tych pytań jest znacznie więcej, a każde następne mniej wygodne od poprzedniego. Sądzę jednak, że zadawać je trzeba...

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Naka, Naka, Naka!!


Te mistrzostwa, do zdarzenia z So Wesleyem, oglądało mi się przednio. Turniej obfitował w bardzo bojowe partie, a sam skład turnieju był strzałem w dziesiątkę - mieszanina rutyny z młodością zawsze dawała dobre rezultaty. Szachiści grali twórczo i oryginalnie: na sam koniec Samuraj zaatakował Oniszczuka "gambitem szkockim". W sumie gdy zobaczyłem na desce partię szkocką, byłem pewny, że "Naka" nie weźmie centralnego piechura. Nakamurę mógł dogonić tylko Robson pod warunkiem, że wygra swoją partię, a Nakamura przegra, lub zremisuje. Oniszczuk pomylił się jednak w końcówce (pewnie wielu widząc tę pozycję myślało, że stoi bity remis) i nie była zarządzona dogrywka. Mistrzem oryginalnych systemów debiutowych na mistrzostwach U.S.A. został, co nie ulega najmniejszej wątpliwości, Timur Gareev. Czekałem zawsze na jego otwarcia - siadałem i pytałem się w myślach, co tym razem zapoda oniemiałym ze zdziwienia kibicom. Gareev, grający twórczo i ciekawie, był jednak nieskuteczny i w jakimś stopniu potwierdził tezę, dlaczego od pewnego poziomu nie jest wskazane chadzanie mało udeptanymi ścieżkami. Partie jego były jednak bardzo ładne, przykuwały uwagę, kapitalnie się po prostu na to patrzyło.

Młode wilczki Sevian, Troff przyzwoicie, choć w końcówce turnieju szło im tak sobie. Są na dobrej drodze. Może za rok, dwa - kto wie, co z nich wyrośnie? Są pracowici, oddani szachom, a to zawsze procentuje.

W równolegle rozgrywanym championacie kobiet zwyciężyła faworyzowana multimedalistka Irina Krush. Po turnieju powiedziała, że ma nadzieję pobić rekord wszystkich czasów jeśli chodzi o zwycięstwa w mistrzostwach U.S.A. To był 7 tytuł Krush, by pobiła rekord Giseli Gresser, musi triumfować jeszcze trzy razy. 

Za trzy dni rusza turniej Shamkir pamięci przedwcześnie zmarłego superarcymistrza Vugara Gaszymova. Zagra Carlsen, wystąpi Anand, So, Giri, Caruana, Kramnik, Adams itd. Śmietanka szachów światowych. Ostrzę zęby, bo turniej zapowiada się naprawdę ciekawie.
Radek Wojtaszek na bundeslidze znów zagrał bardzo ładną partię - ależ mu się teraz ta gra układa. Tym razem były piękne związania, przejściowe ofiary figur, wreszcie pewna realizacja przewagi. To dobry prognostyk przed ligą rosyjską.


niedziela, 12 kwietnia 2015

Kolejny przypadek dopingu w szachach - na turnieju w Dubaju złapano dwukrotnego mistrza Gruzji Gaioza Nigalidzego!


Siekiera motyka bimber szklanka, a w Dubaju trwa łapanka, siekiera motyka bimber szlus - dwukrotny mistrz Gruzji nie gra tam już! Zanuciłem sobie smutno z samego rana kiedy wyczytałem, że znów kolejny arcymistrz korzystał z niedozwolonej pomocy. I te okoliczności: toaleta, telefon ze słuchawkami przykryty papierem toaletowym... Wreszcie pytanie sędziego, który podszedł do Nigalidzego z telefonem znalezionym w toalecie :"To pana?". Nigalidze poczerwieniał na twarzy i nie mógł wymówić ani słowa. Dwukrotnego championa Gruzji już nie ma na liście uczestników turnieju w Dubaju.

 A młodzież patrzy. W sumie dobrze. Niech  patrzy i widzi, że kariera takich ludzi w szachowym sporcie jest krótka. Pamiętacie Germana Merkina ze słynnej szkoły Dworkowicza? Jakoś ucichło o nim, po tym gdy złapano go na elektronicznym dopingu. Zapowiadał się na niezłego zawodnika. Nie warto dziesięć razy zastanawiać się nad tym, czy skorzystać podczas gry z niedozwolonego wspomagania, zanim się to zrobi. Nad tym w ogóle nie wolno się zastanawiać! Kto chce być prawdziwym sportowcem trenuje ciężko i wygrywa, ale uczciwie.

Podrażniona ambicja So spowodowała, że wczoraj wygrał partię z Kamskim po bardzo bojowej grze. Zawodzą jednak młode talenty - Sevian, Troff cienko już przędą - odnoszę wrażenie jakby marzyli już o końcu tego turnieju. Ich życzenie się spełni już niebawem - do końca pozostała jeszcze jedna runda. Nakamurę może powstrzymać Oniszczuk, ale musi wygrać Robson. Wtedy w kotle się zamiesza. Choć nie mam nic naprzeciwko, by ten turniej wygrał "Naka".


sobota, 11 kwietnia 2015

Wojtaszek wygrywa w rozgrywkach Bundesligi z Wołokitinem, Bartel przegrywa z Vocaturo w Dubaju, a w mistrzostwach U.S.A. Nakamura zagra o wszystko z Robsonem!


A niesmak pozostał. To prawda. Zdarzenie z So zakłóciło mój normalny rytm w oglądaniu mistrzostw U.S.A. Nie mogę patrzeć teraz na te zawody jako na całość, a skupiam się raczej na poszczególnych pojedynkach. Myślałem, że w kwestii konsekwentnego zachowania arbitra będzie więcej różnych głosów na mojej stronie, a tu prawie wszyscy jak jeden mąż... No, ciekawa sprawa. Nie chciałem, żebyście byli aż tak bardzo zgodni w tej kwestii. Gwoli uzupełnienia - Tomek Ptaszyński opisał od strony technicznej, prawnej całe zajście na swoim blogu - warto przeczytać: Notatki podczas partii. Kiedyś tam, dawno temu (właściwie nawet nie wiem czy to prawda) też zdobyłem uprawnienia sędziowskie, ale nie orientuję się w nieraz tak zawiłych kwestiach, nie sędziuję, nie znam się po prostu na tym. Moja rola w szachach to granie, a jeszcze chyba więcej - pisanie o tym sporcie.
Odchodząc nieco od zdarzenia w Saint-Louis chciałem wam powiedzieć, że ja, jako zawodnik, ze specjalnie bezpiecznie podczas różnych konfliktowych sytuacji turniejowych się nie czuję. Generalnie chyba nigdy mi się nie zdarzyło, by sędzia był w moim pobliżu, gdy "coś tam" miało miejsce. Klasyczny obrazek to okrzyk szachisty: "Sędziaaaa". I co się wtedy dzieje? Moglibyście chyba za mnie dokończyć to zdanie - sędzia podnosi otumaniony, nic nie widzący wzrok znad kompa, zbiera myśli i "co to, jak to, gdzie to?" i rusza przez salę gry na miejsce zdarzenia...
 Może kogoś uraziłem teraz nie specjalnie skrywaną ironią, ale tak z ręką na sercu - daleko jestem od prawdy? Ok, dosyć tego wywnętrzania się.

Radek Wojtaszek wygrał piękną partię z Wołokitinem. Na koniec szła pionkówka, a Radek grał jak automat. Matematyka. Grał chyba najsilniejsze posunięcia w całym zakończeniu, ale jeszcze wcześniej w ładnym, pozycyjnym stylu oddał "jakość" na "d5" za atak. Radek Wojtaszek niedługo zagra w lidze rosyjskiej. Będzie miał pierwszą szachownicę w zespole legitymującym się drugim średnim rankingiem z wszystkich drużyn tam występujących. Potencjalni rywale Radka? Usiądźcie może mocniej na krzesłach: Swidler, Jakowienko, Niepomniaczij, Małachov, Sjugorov Sanan itd. Głód gry u naszego najlepszego arcymistrza jest widoczny jak na dłoni. Chyba odpoczął. I dobrze. Jeśli wykręci tam piękny wynik będzie... pięknie!

Mateusz Bartel w Dubaju przegrał dziś z Vocaturo. Tyle udało mi się wyłapać w tym bardzo szachowym dniu. Jutro też jest trochę interesujących spotkań, zwłaszcza w Bundeslidze. Niedziela zapowiada się całkiem, całkiem.


piątek, 10 kwietnia 2015

Szok na mistrzostwach U.S.A. - So Wesley ukarany przez arbitra przegraną po szóstym posunięciu pojedynku z Akobianem Varuzhanem!!


I ja jestem w ciężkim szoku, ale gdy wczytałem się w niuanse tej sytuacji, stwierdziłem, że to wszystko ma ręce i nogi. To trzyma się kupy. Mianowicie So został ukarany przez sędziego za prowadzenie niedozwolonych notatek podczas partii. I to nie był pierwszy raz w tym turnieju, a... trzeci. Arbiter wiedział o tej "przypadłości" So i upomniał go w jednej z partii, a potem jeszcze w innym pojedynku. Wreszcie w dzisiejszym pojedynku z GM Akobianem Varuzhanem, znów nic nie robiąc sobie z wcześniejszych ostrzeżeń arbitra, So zaczął coś sobie notować podczas pojedynku. Sędzia to dostrzegł, podszedł i zapisał mu przegraną. Widziałem podczas relacji "live" So, wychodzącego ostentacyjnie z sali gry, będącego w nie mniejszym szoku od pozostałych.

 Oczywiście, jak zwykle w takich przypadkach, komentarze pójdą w dwie strony, ale ja uważam, że jest jedna - wielki szacunek dla sędziego, który miał jaja, że sprawę nazwę po imieniu. Nie wiem, czy sobie przypominacie, zdarzenie z turnieju w Gibraltarze, gdy sędziowie szukali po restauracji Iwanczuka, który zremisował przed 40 posunięciem, choć był wyraźny zakaz uwzględniony w regulaminie. Widniał on w witrynie turniejowej od miesięcy. Sędziowie wystąpili tam w roli petentów i w ogóle to było straszne żenua jak mawia teraz młodzież.

 Według mnie status sędziego szachowego jest bardzo niski: sędziowie, poza nielicznymi wyjątkami nie cieszą się estymą w środowisku. Sędziowie najchętniej w ogóle nie wtrącaliby się do niczego i na turniejach wygląda to tak, jakby każdy z nich marzył tylko o tym, by zawody się zakończyły, bo a nuż się coś wydarzy!? W Polsce znane są historie, gdzie na ligach drużyny nie przychodziły na mecze, stały puste stoliki, nawet zegarów nie uruchomiono, a sędziowie zapisywali ten wcześniej umówiony remis. To temat rzeka i nie na teraz. Jest jeden sędzia, który wiele razy mi imponował, ostatnio nawet założył bloga, którego dodałem do ulubionych: http://kolokwium.blogspot.com//. Tomka Ptaszyńskiego widziałem już w akcji i jestem pewny, że on tak samo by zareagował jak sędzia z mistrzostw U.S.A, nie patrząc, że ma do czynienia z szachistą czołówki światowej, a nawet elity. W każdym bądź razie nie bałby się podjąć odpowiedniej decyzji.

So Wesley miał realne szanse wygrać ten turniej, dlatego tym bardziej jestem pełen podziwu dla sędziego, który nie dał z siebie zrobić idioty po raz trzeci. Zapodam na koniec pytanie: A jakie wy macie zdanie na ten temat, Drodzy Czytelnicy?


czwartek, 9 kwietnia 2015

Przed decydującymi partiami mistrzostw U.S.A. prowadzą Nakamura i Robson. Za plecami liderów czai się So Wesley i spółka!


Przed rozpoczęciem każdej rundy turnieju mistrzowskiego w Saint-Louis kamera podaje obraz sprzed budynku klubu, do którego przed 20.00 czasu polskiego zaczynają się schodzić amerykańscy arcymistrzowie. Kibice, fani szachów mogą usiąść przy stoliku, zagrać partię szachów, czy też posiedzieć sobie w słońcu i, na przykład, zjeść lody lub wypić herbatę. Zazdrościłem trochę tej pogody mieszkańcom Saint - Louis widząc za oknem wiosenny kataklizm z temperaturą poniżej 10 stopni Celsjusza. Ten wstydliwy stan ducha utrzymywał się we mnie do dziś, gdy na termometrze zobaczyłem 16 stopni. A podobno ma być coraz cieplej! Mam już dość zimy, kurtek, szalików i wychodzenia z domu tylko w "jakiejś sprawie". Powoli zaczyna się ruch w interesie: słychać wieczorami śpiewy kosów, szpaki urządzają straszne awantury o budki. W lesie pierwiosnki już nadają swoje "cilp - calp" i jest dobrze.

Samuel Sevian. Co by tu o nim. Zasadziłem się na niego, chciałem porównać go, zestawić z Jankiem Dudą. Chłopak ma ogromny potencjał, kocha szachy, trenuje po 6-8 godzin dziennie już teraz. Szachy zaprzątnęły całą jego głowę. Gra już niezwykle dojrzale, potrafi umiejętnie potęgować napięcie, świetnie wytrzymuje naciski pozycyjne przeciwników, mąci wodę nie gorzej od Janka, choć u niego z nieco innych przesłanek to wynika. Janek kiedy może, rzuca się w wir niejasnych komplikacji, sam im wychodzi naprzeciw, to jego żywioł. Sevian raczej bardziej tradycyjnie, jeśli gorzej stanie, włącza się w nim bestia - kapitalnie "miesza", nawet gdy wisi na chorągiewce. Partia z Troffem. Troff świetnie grał, ładnie sobie ustawił Seviana, znalazł w pewnym momencie serię bardzo trudnych posunięć. Sevian dostał coś na pograniczu przegranej, ale stał, stał, trzymał to nic co miał i... to Troff się pomylił ostatni. Sevian ma dwa lata mniej od Janka, ranking praktycznie ten sam co Janek i wielką przyszłość przed sobą. Do dwudziestki ma kawał czasu. Mój typ - to materiał na elitę światową. Przypatrzcie się jak przechadza się po sali gry - wygląda, jakby za chwilę miał eksplodować - on żyje ta swoją miłością, której na imię szachy. Będą z niego ludzie.

Teraz Troff gra z "Naką". Stoją struktury benoni. Też się nie boi ten chłopak niczego, stanęło równiutko, jest dynamika, ciekawe kto tu kogo za gardło chwyci i nie puści. Gareev, choć jest ostatni, nie przestaje zadziwiać w debiutach. Dziś zagrał Sevianowi "Trompowskiego", wczoraj zagrał gambit Janischa plus to o czym opowiadałem wam wcześniej. Niezwykle interesujący, choć nieskuteczny w swoich poczynaniach zawodnik. Turniej bardzo ciekawy, no i pewnie do końca nie będzie wiadomo, kto wygra. Klasyka. Ale bardzo lubię takie scenariusze!