niedziela, 23 listopada 2014

Król jest tylko jeden! Magnus Carlsen wygrywa przed czasem mecz o szachową koronę z Viswanathanem Anandem!




Nie można rzec, że Ardźuna nie podniósł łuku i nie stanął do walki. Jako prawdziwy kszatrija walczył dzielnie, zaatakował w tej wojnie raz jeszcze, przeszarżował i zginął na polu bitwy. Taka śmierć sromoty nie przynosi. Inny wojownik okazał się lepszy w szachowym fechtunku - najwyższy szachowy tytuł w dalszym ciągu pozostaje w krainie pełnej urwistych fiordów oraz oszałamiających zórz polarnych.

Wielkie talenty są jak samorodki złota. Nigdy nie wiadomo, gdzie się natkniesz na taką perłę, która oślepi cię swoim blaskiem. Norwegia jest szczęśliwa, ale i Indie nie mają powodów do smutku. Anand to wielka postać naszego sportu, pięciokrotny Mistrz Świata wielokrotny Pretendent, żywa legenda. "Vish'y" nie odchodzi w niesławie. Do niego należało wiele lat supremacji - na jego poglądowych partiach uczy się młoda latorośl w każdym zakątku globu. Anand ma wspaniałego następcę, który jako Mistrz Świata jest jeszcze na dorobku - na razie raz zdobył tytuł i tylko raz go obronił z tym samym przeciwnikiem. Nie czas i miejsce, by opowiadać o tym meczu, który był bez porównania bardziej emocjonujący od tego z Chennai. Świetne analizy już pojawiają się na rosyjskojęzycznych portalach - nic tylko wczytać się w to wszystko i wyrobić sobie odpowiedni pogląd. Oczywiście warto zaczekać co o kulisach tego meczu powie Radek Wojtaszek oraz Grzesiek Gajewski. Ależ obaj panowie dostali bombę treningową - dziesiątki, steki godzin w miejscu, gdzie miało miejsce potężne, szachowe trzęsienie ziemi! Ich relacje na pewno wiele wniosą do sprawy.

 Pora pomyśleć, który ze współczesnych jest w stanie realnie zagrozić Wikingowi na szachowym tronie. Kramnik? Too late, proszę Państwa - lata lecą, pojawiają się wahania formy, o których Rosjanin opowiadał niedawno i, które w jakiś sposób próbował tłumaczyć. Kramnik całkiem niedawno mówił, że każdy kolejny "comeback" jest trudniej wykonać. Cóż, entropia, czy jak kto woli czas, nie pozwala artyście grać w nieskończoność tego czystego, wysokiego "C". Nie Kramnik, więc...

 Caruana? Wielu tak uważa i są solidne przesłanki, by uważać go za przyszłego przeciwinika Magnusa. Facet ma diabelnie mocny ciąg na bramkę. Szachy są dla niego czymś więcej niż życiową pasją. Na turniejach podobno tak się wyłącza, że w knajpach siedzi niewiele mówiąc i ciągle o czymś myśli. Przypomniała mi się teraz zabawna anegdotka z naszym wielkim Akibą w roli głównej, gdzie nasz arcymistrz po zjedzeniu obiadu podczas którego ciągle analizował na podręcznej szachowniczce, wyszedł przed lokal, spojrzał na witrynę knajpy, wrócił i zamówił kolejny obiad tylko się dziwił, że mu jakoś ten obiad zdecydowanie mniej smakował ;). Szachy na pewnym etapie to jednostka chorobowa, rodzaj schorzenia (WHO powinna wciągnąć je na swoją listę) to obsesja, z której się już nie wychodzi, także... bądźcie ostrożni ;)! Caruana, tak. I to zdecydowanie. Ależ by się chłopy za tą szachownicą prały! A i wiek po temu, bo obaj są rówieśnikami. W sympatycznego Aroniana, sorry bardzo, ale jakoś nie wierzę. Zobaczymy jak to będzie, czas pokaże co w trawie piszczy. Dziękuję wszystkim za odwiedziny i za fantastyczne komentarze podczas tego meczu rewanżowego!

Za 2 dni i 26 godzin startuje jeden z najsilniejszych openów: "Qatar Masters Open"! Skład fantastyczny! Nie zapomnijcie kibicować Polakom, bo jedzie ich na ten turniej całkiem pokaźna "paka". Już w tym momencie życzę wszystkim Biało Czerwonym powodzenia!!

piątek, 21 listopada 2014

Anandowi pozostały tylko dwie próby, aby wyrównać wynik spotkania z Carlsenem!




Dziś w mojej okolicy niebo wyglądało jak idealnie domknięta, ołowiana kopuła. W samym środku dnia, aby coś przeczytać, musiałem świecić światło w pokoju. Nad Pretendentem również zamyka się powoli szczelna kopuła: z każdą partią, z każdym posunięciem, maleją szanse "Vish'ego" na odebranie szachowej korony Magnusowi. A Hindus walczy w tym meczu naprawdę pięknie. Wielu topowych arcymistrzów z tak grającym Anandem nie miałoby szans. Sprawa o to się rozbija, że Carlsen jest nieuchwytny, ponieważ jest z innego wymiaru. To Android, który w analogicznym układzie planetarnym, leżącym  w odległości około 178 parseków stąd, ograł wszystkich w szachy, zaczęło mu się nudzić "na własnych śmieciach" i zajrzał na Ziemię w poszukiwaniu nowych wyzwań, nowych przeciwników...

 Na przykład dzisiejszy mecz - stojący na bardzo wysokim poziomie. Okazało się, że by uciec spod gilotyny Norweg potrzebował dwóch, trzech ledwo zauważalnych niedokładności rywala. Wiking zagrał obronę Grunfelda, co dla większości komentatorów było niemałą niespodzianką (dla mnie też). Pozycja, którą przeciwnicy zagrali była pod styl Ananda, z trzema ciężarówkami wariantów do policzenia, z ogromną ilością taktyki. Specjalistą od tego wariantu jest nasz Radek Wojtaszek i widać było w tym co stanęło na szachownicy w dziesiątej rundzie jego rękę. (Z kolei wariant z 7...Sa6 to ulubiona linia samego G. Kasparowa!) Anand po debiucie stanął świetnie mając silnego wolniaka, parę gońców i grał naprawdę kapitalnie. Carlsen to jednak mistrz defensywy - w trudno zrozumiały sposób wywinął się z pozycji, która była niezwykle ciężka do gry. Tutaj niejeden padłby na placu boju. Ale nie Magnus. Trzeba też nadmienić, że Anand chcąc bardzo przebić przeciwnika zużył tyle czasu na grę, że w tak dobrej pozycji, miał z powodu czasu bardzo utrudnioną grę na wygraną.

 Myśląc racjonalnie chciałbym rzec tymi oto słowy: tytuł zostanie w Norwegii. Sport jednak ma w sobie też element irracjonalny i dlatego jeszcze zaczekam, jeszcze popatrzę, co się stanie w dwóch ostatnich rundach. Przecież Anand nie ma nic do stracenia, może się w ostatniej parti rzuci na Wikinga? Może Wiking zdenerwuje się i coś podstawi? Nie wiem. Tyle wiem, że pragnąłbym na koniec wielkiej eskalacji napięcia. Czy tak się stanie? Wątpię. Poczekajmy jednak do ostatniego gwizdka głównego arbitra tych zawodów, Polaka, Andrzeja Filipowicza!



wtorek, 18 listopada 2014

Runda ósma - remis. Carlsen coraz bliżej obrony tytułu Mistrza Świata!




Stary jak świat gambit hetmański, Panie, Panowie. Wariant rozegrany w rundzie ósmej w Soczi, ma bardzo długą, bo aż 116 letnią historię! Tak, tak. W szachach w nowym jest stare, a w starym nowe. Pierwszy raz wariant z tajemniczym ruchem 9...We8, rozegrano w 1898 roku w Nowym Jorku. Zagrał go człowiek, który miał polskie korzenie i był uczestnikiem meczu o tytuł Mistrza Świata, w którym na 11 partii tylko trzy zremisował... No, to zagadka! Wiecie o kogo chodzi? Odpowiedź na końcu posta*. Takie były początki tego wariantu. Z innych znanych przedwojennych arcymistrzów system ten zastosował sam Frank Marshall w roku 1927. Jedną z ostatnich partii z ruchem 9...We8 było spotkanie Svane Rasmusa z Wadimem Zwjagintsewem zakończone podziałem punktu. Ideą posunięcia jest zabezpieczenie pola "f8" czarnopolowemu gońcowi w przypadku "b2-b4". Dziś w Soczi na szachownicy stanęła cała historia naszej dyscypliny - końcówka XIX w., cały XX wiek, oraz początek obecnej ery...

 Niestety, Anand trafił na doskonale przygotowanego Mistrza Świata. Carlsen grał szybko i wyglądało na to, że wszystko ma dokładnie przeanalizowane. "Vish'y" stracił jedną z trzech szans, mając biały kolor. Generalnie wszystko w tym meczu ma związek z białym kolorem - czarnymi obaj przeciwnicy chcą przede wszystkim nie przegrać. Magnus jest coraz bliżej obrony tytułu - widać, że kontroluje sytuację i mocno się pilnuje, by dowieźć to jednopunktowe prowadzenie do końca meczu. Anand? W porównaniu z meczem w Chennai prezentuje się znacznie lepiej - w swojej rodzinnej miejscowości oddał tytuł praktycznie bez walki. W Soczi zawody należą do Magnusa jak na ten moment, jednak przeciwników nie dzieli już taka przepaść.

Dla mnie jako kibica najlepszym scenariuszem byłoby zobaczyć wyrównanie w meczu i w konsekwencji wojnę nerwów w ostatnich pojedynkach. Chciałbym widzieć kto i jak się spala, myli, podstawia. No, wiecie, chciałbym po prostu na którymś z pojedynków spaść z krzesła z wrażenia. Zresztą Wy też tego chcecie ;).  Anand nie ma jednak pomysłu na przebicie młodego Norwega. Jutro czas odpoczynku, choć to nie jest dobre określenie. Sztaby pracować będą pełną parą. Może pojutrze zobaczymy jakiś porywający, epicki pojedynek?


* - Chodziło o Dawida Janowskiego.


poniedziałek, 17 listopada 2014

122 posunięcia w rundzie siódmej meczu o Mistrzostwo Świata, jednak Magnus nie przełamał defensywy Ananda!




Piękną twierdzę zbudował "Vishy" w tej partii! Tylko po co przechodzić z debiutu od razu do końcówki z  Akibą Rubinsteinem XXI wieku? Fakt, w obronie sycylijskiej nastąpiła katastrofa i należało przedsięwziąć coś innego, ale "berlin"? - to od początku mi się nie spodobało. W dzisiejszej partii przeciwnicy bardzo długo grali "teorię" - okazuje się, że obaj mają świetnie przeanalizowaną tę końcówkę, wynikającą bezpośrednio po debiucie. To jest jednak terytorium Mistrza Świata, to on w tego typu pozycjach jest doskonały technicznie i praktycznie gra jak automat. Anand bronił się świetnie - oddanie gońca za piony to był kapitalny pomysł na utrzymanie remisu. Uważam, że Anand tego meczu nie wygra, jeśli na szachownicy nie będą powstawać ostre, dynamiczne pozycje, które rozgrywa lepiej od Magnusa. Pomyłka Carlsena we wczorajszej partii świadczy o tym, że taktyki to on nie czuje tak jak strategii. Wiking jest przede wszystkim strategiem - w swojej twórczości okresu dojrzałego, prawie zawsze wybiera bezpieczne kontynuacje nawet jeśli ma możliwość w krótszym czasie, w ładnym, kombinacyjnym stylu zakończyć partię. Sekretem zapędzić go na otwarte wody taktyki i wciągnąć w "młyn". Wtedy prawdopodobieństwo, że się pomyli znacznie wzrasta. Jak na razie większość pojedynków ma strategiczne kontury i pod tym względem Wiking wygrywa to spotkanie. Anandowi zostało tylko kilka prób białymi - myślę, że tylko tym kolorem ma szansę, by zrobić krzywdę młodemu arcymistrzowi z Norwegii. Czarnymi nie jest w stanie zagrozić Mistrzowi Świata.

Anand już teraz stąpa po ruchomych piaskach. Jeśli jeszcze raz powinie mu się noga, będzie po meczu. Jutro ma białe i musi dołożyć wszelkich starań, by wygrać. Wtedy zobaczylibyśmy Wikinga bardzo ale to bardzo rozeźlonego. Wtedy doszłyby nerwy, a końcówka meczu stałaby się niezwykle emocjonująca. Ale trzeba wygrać. Czasu z partii na partię coraz mniej...



sobota, 15 listopada 2014

Carlsen wygrywa wojnę nerwów w szóstej partii meczu o Mistrzostwo Świata! Anandowi zostało 6 partii, by odrobić stratę!




Ten mecz jest komentowany na żywo z kilkunastu miejsc na Ziemi. Wielu znanych (i mniej znanych) szachistów analizuje równocześnie każde ze spotkań Carlsena z Anandem. I tak: dzisiaj z ogromną przyjemnością czytałem komentarze GM Aleksieja Korotylewa, GM Borysa Chatalbasheva, IM Tihomira Yanewa, plus podsłuchiwałem arcymistrzów pracujących w centrum prasowym. To prawdziwe Eldorado wiedzy dotyczącej meczu w Soczi - do wyboru do koloru - każdy znajdzie coś dla siebie na tym jarmarku szachowej wiedzy. (Przebieraj, wybieraj, póki mam ochotę, bo jak zamknę swój bałagan, przyjdę aż w sobotę ;) ). Celowo nie wymieniłem szeregu piekielnie mocnych modułów, które również obsługują na żywo mecz rewanżowy o tytuł Mistrza Świata. Przede wszystkim komputery różnią się między sobą w ocenie tej samej pozycji. Poza tym, każdy moduł pracuje na innym sprzęcie, a to również nie jest bez znaczenia. Oceny programów typu Houdini, Komodo, Stockfish niewiele mówią nawet silnemu mistrzowi, ponieważ jest to tylko ocena algebraiczna. Bo, na przykład, co wiadomo na temat pozycji na szachownicy, którą Houdini 4 ocenia na 0,56 dla białych? Widząc taką ocenę powiemy tyle, że białe mają nieco lepiej. A dlaczego mają nieco lepiej? - ktoś zapyta.  I tutaj odpowiedź będzie w lwiej części przypadków wymijająca i mętna. Ostatecznie zawsze można powiedzieć, że białe mają lepiej, gdyż tak tę pozycję ocenia Houdini ;) ale to  już jest intelektualny wymyk.

 Szachy współczesnej doby pod tym względem zabrnęły w ślepy zaułek. W praktyce trenerskiej zdarzały się nawet takie sytuacje, w których oburzony rodzic przychodził do trenera z pretensjami, że wyjściowa pozycja wariantu, przygotowanego przez niego dla jego dziecka, oceniana jest przez Fritza na 0, 42 dla przeciwnika i co sobie właściwie ten trener wyobraża i tak dalej, w podobnych klimatach! Absurd totalny ale... takie mamy czasy.

Miałem złe przeczucia we wczorajszy wieczór, tuż po rundzie. Nie skorzystać z takiej okazji by wygrać z Mistrzem Świata, to nie mogło się nie odbić na Pretendencie. Dziś do pojedynku zakradł się element irracjonalny - w pewnym momencie logika partii została przez obie strony zamordowana. Najpierw byliśmy świadkami koszmarnej pomyłki Norwega, który po 26. Kd2?? świetnie prowadzoną partię postawił na skraj przepaści. Cóż z tego, jeśli Anand zagrał tuż po tym ruchu praktycznie przegrywające 26...a4??. Carlsen takiego prezentu już nie wypuścił z rąk. Wiedziałem, że między graczami w Soczi trwa gra nerwów, ale nie spodziewałem się aż takiej jej eskalacji. Od strony czysto psychologicznej Anand ten mecz już przegrał. Bo jak tu się moralnie odbudować, mając świadomość, że przeciwnik dwukrotnie uciekł spod noża? Ze swojej strony mogę powiedzieć, a wielu szachistów też to uczucie zna (uczucie upuszczonych szans), że po takim czymś gra się nieporównywalnie ciężej. A pojutrze "Vish'y" znów ma czarne (tyle dobrego, że jutro jest dzień wolny!) i znów będzie musiał odeprzeć atak rywala, który zapewne będzie chciał zdobyć bezpieczną, dwupunktową przewagę.

Anand wybrał dziś "sycyla" licząc na ciekawą, dynamiczną grę. Jednak Carlsen sprowadził partię na swoje ulubione tory - do strategii i lawirowania, a w tego typu rozgrywce Anand nie ma z Wikingiem najmniejszych szans.
 Dwie szanse na objęcie prowadzenia w meczu - wczorajsza partia i dzisiejsza pomyłka Wikinga! Hindusowi będzie teraz bardzo ciężko wyrównać stan meczu, choć, pojedynku jeszcze nie przegrał.

Bardzo mi się podobają szachy Carlsena. To wielki gracz. Ależ on potrafi zaciskać pozycyjne kleszcze, ależ pięknie realizuje profilaktykę, ależ potrafi dusić rywala! Jego szachy mają wielką głębię. Ilu w historii szachów tak głęboko rozumiało grę? A Wy, jak oceniacie sytuację na półmetku meczu w Soczi?




piątek, 14 listopada 2014

Remis w rundzie piątej Mistrzostw Świata w Soczi - Anand nie "docisnął" Wikinga!




Przed rundą numer 5 zastanawiałem się, co wybierze Magnus Carlsen na 1.d4. Było dla mnie jasne jak Słońce (gdy pełzną dwa zaskrońce, z nich każdy ogon ma ;) ), że "Vish'y", widząc, jakie problemy ma Norweg w znalezieniu recepty na ruch pionem sprzed hetmana, znów będzie bił w ten punkt i wybierze to posunięcie. To nie była trudna zagadka. O wiele trudniej było trafić w debiut, który zastosuje Wiking. Na razie diagnoza się sprawdza - Magnus nie ma dobrych pomysłów władając czarnym kolorem, a Anand w każdej partii zaskakuje pozytywnie, prezentując nowinki wysokiej próby.

 Norweg znów uciekł (może jednak to niezbyt fortunne słowo) - no, więc, przeskoczył na swój koronny debiut: obronę hetmańsko-indyjską. Okazało się, że Pretendent był świetnie przygotowany na takie dictum, stwarzając Mistrzowi Świata poważne problemy. Szkoda, że w końcówce rozwiązanie akcji nastąpiło tak wcześnie! Z psychologicznego punktu widzenia byłoby wskazanym, by tym razem to "Vish'y" pomęczył rywala. Chodziło o to, by nadszarpnąć Wikingowi trochę nerwów, wytrącić z równowagi, rozdrażnić, grając jego bronią. Myślę, że gdyby Anand zagrał trochę jak Carlsen w tej pozycji, mogłoby to odnieść spodziewany efekt. W końcu od pewnego momentu grał bez żadnego ryzyka, bo remis miał w kieszeni, a i czas nie był na zegarze najgorszy. Szkoda trochę tej partii.

Jak widać na załączonym obrazku, gdzieś tam, w podświadomości, zaczynam kibicować Tygrysowi z Madrasu. I nie chodzi mi o to, by ten mecz "Vish'y" wygrał - po prostu byłoby interesującym zobaczyć Magnusa "na musiku", odrabiającego straty. Jestem ciekaw, jak funkcjonowałby jego system nerwowy w tak stresującej sytuacji, chciałbym wtedy na niego popatrzeć. Oglądając go dziś za szachownicą w momencie, gdy Anand dostał straszną inicjatywę zauważyłem jak narasta w nim stres oraz irytacja. Już nie było słynnego leżenia i nudzenia się na fotelu jak to miało miejsce w Chennai. Anand na półmetku jest dla Wikinga równorzędnym przeciwnikiem - jak dla mnie, prezentuje się nawet nieco lepiej. To dobrze, jeśli chodzi o scenariusz tego wielkiego teatru. 

Zbliżamy się do półmetka mistrzostw. Po rundzie numer 6 (jutrzejszej) nastąpi zamiana kolorów. W związku z tym dwa razy Anand zagra czarnymi. To trudna sytuacja. Myślę, że "Vish'y" nie obraziłby się, gdyby w tabeli pojawiły się dwa remisy i znów dostał białe bierki. Do tego droga jednak daleka. Bardzo interesująca batalia w Soczi... 



czwartek, 13 listopada 2014

Czwarta runda Mistrzostw Świata w Soczi, czyli remis ze wskazaniem na Wikinga!




Tym razem mecz toczył się na boisku Norwega. Gra przeciwko izolowanemu pionkowi, była bardziej na rękę Mistrzowi Świata, któremu w pewnym momencie udało się nawet przechwycić inicjatywę. Jednak wczorajsza przegrana nie przeszła bez echa. Magnus próbował pomęczyć "Vish'ego" rewanżując się za porażkę w rundzie trzeciej. Z drugiej strony Jewgienij Glejzerow stwierdził, że przecież w stylu Wikinga jest "wożenie" przeciwnika przy każdej nadarzającej się okazji, bo a nuż coś z tego wyniknie?

Przewaga psychologiczna i meczowa jest w tym momencie po stronie Pretendenta. Nie jakaś wyraźna. Lekka. Po pierwsze jutro Anand ma białe, a jak widać, ten kolor ma świetnie ustawiony. W pierwszej partii, w "grunfeldzie" stanął po debiucie bardzo dobrze, z szansami na atak, w partii trzeciej Wiking zrobił unik, ale wpadł z deszczu pod rynnę.
 Anand zagra w piątej partii konsekwentnie 1.d4 i jak odpowie Mistrz Świata? Czasu na obróbkę "grunfelda" było trochę, ale czy wystarczająca ilość? Gambit hetmański też jakoś nie nęci, więc co? No, to są interesujące pytania. Najważniejszy jest według mnie fakt, że Pretendent nie zamierza tanio sprzedać swojej skóry, że ma naprawdę niezłe argumenty, by walczyć o wygraną w tym meczu. Są emocje i bardzo dobrze - najbardziej obawiałem się przed tym meczem, że scenariusz tego starcia nie będzie się specjalnie różnił od poprzedniego. Źle się ogląda mecz o MŚ, jeśli jeden z przeciwników deklasuje rywala, gdy gra toczy się do jednej bramki. Nie wiem, może w dalszej części meczu znów będziemy tego świadkami? Jak na razie "Vish'y" gra z Mistrzem Świata jak równy z równym i oby tak ten mecz wyglądał do samego końca. Tego bym sobie życzył.

Jutro Anand ma białe i gdyby tak, no wiecie, gdyby tak udało mu się... wyjść na prowadzenie (a co? czemu by nie?) to by się dopiero zaczął mecz! Zobaczyć Wikinga w opresji - rzecz bezcenna, a już turniej pretendentów w Londynie pokazał, że gra pod presją wyraźnie mu nie służy. Dość tego "gdybania".

Na koniec jeszcze taka mała refleksja - gdyby, nie fakt, że Carlsen według mnie jest o niebo lepszym ambasadorem szachów na świecie jako Mistrz Świata od Ananda, kibicowałbym "Vish'emu''. Z Anandem są Polacy, Radek Wojtaszek i Grzesiek Gajewski i w związku z tym gdzieś w głębi mojej duszy odzywa się lokalny patriotyzm. Chodzi jednak o to, że teraz szachom potrzebny jest wyrazisty przedstawiciel, a do tej roli świetnie nadaje się młody Norweg.  Takie to mam dylematy. Cóż, niech wygra lepszy - na tym stwierdzeniu na razie poprzestańmy. 



wtorek, 11 listopada 2014

Trzecia partia meczu o Mistrzostwo Świata w szachach - Doskonała riposta Wiswanathana Ananda! Stan meczu 1.5 -1.5




Szachy są nieprzewidywalne i w tym aspekcie niewiele różnią się od innych sportów. Jeśli teraz napiszę, że chcę tu przed wami posypać głowę popiołem, że nie wierzyłem w Pretendenta, że niczym niewierny Tomasz musiałem najpierw zobaczyć, by uwierzyć, to zapewne się ucieszycie, bo w sumie fajnie jest, gdy ktoś się przyznaje do pomyłki. Z drugiej strony myślę sobie w duchu (tak żebyście nie wiedzieli), że scenariusz, który przewidywałem, pomimo tej pięknej wygranej Hindusa, ma i tak duże szanse by się ziścić. Ale teraz sypię głowę popiołem i robię to z przyjemnością bo w meczu zdarzyła się rzecz doskonała dla mnie jako kibica.

 Anand po wspaniałej partii rozbił białym kolorem Carlsena po raz pierwszy w historii  ich pojedynków o szachową koronę. Białymi bierkami! Mistrz Świata, mając czarne, już "Grunfelda" nie wybrał, mając świadomość, że Pretendent ma w nim bardzo dobre analizy, a przejście do struktur gambitu hetmańskiego było pierwszym psychologicznym ustępstwem Wikinga w tym meczu. W tym systemie Magnus nadział się na straszny "forsing". Komentujący na serwerze http://www.chesspro.ru/chessonline/app/?id=6071  GM Korotyljew zastanawiał się nawet, czy posunięcie 26. Wc6! nie stało przypadkiem na szachownicy w domu u pięciokrotnego Mistrza Świata.

 Anand zagrał tę partię w doskonałym stylu - grał przez cały czas praktycznie najsilniejsze kontynuacje i to on tym razem wysoko postawił poprzeczkę "Mozartowi 64 pól". Kto wie (pewnie dowiemy się o tym po meczu od Radka Wojtaszka i Grzegorza Gajewskiego) ale wygląda na to, że strategia na mecz "Vishy'ego" jest taka, by agresywnie ustawionymi białymi grać i zdobywać punkty, a czarnymi parować i tylko przy sprzyjających okolicznościach atakować. Dzisiejszy układ nie miał ulubionych konturów Carlsena, tu było mniej strategii, a więcej forsownych wariantów. W takich pozycjach jest większe prawdopodobieństwo, że Wiking pomyli się w defensywie i tak też się stało.

 Zadanie Ananda, tak myślę, to próbować uzyskiwać jak najwięcej tego typu pozycji - mecze o MŚ to przecież usilna walka o to, by mecz odbywał się na moim, a nie na przeciwnika boisku.  Dzisiejsze partia to nie był taki typowy carlsenowski "niby-nic układzik", z którego potem Norweg potrafi wyciskać maksimum. Dziś grano na boisku Pretendenta. 

Bardzo się cieszę, że były Mistrz Świata nareszcie się przełamał. Swoją drogą to była świetna partia, rozegrana na bardzo wysokim poziomie. Wynik się wyrównał i zaczynamy wszystko od początku. Początek meczu i tak się wspaniale zagotowało! Co się dalej wydarzy? Jaka będzie odpowiedź Łupieżcy z Kraju Fiordów? Nie mogę się doczekać momentu, w którym  Polak, Andrzej Filipowicz, sędzia tych zawodów, uruchomi zegar, rozpoczynajac rundę numer cztery.

 I jak wrażenia? Podobała się Wam dzisiejsza bitwa? Mnie bardzo. Miód na moje  serce! Przeszły mnie dreszcze i proszę o jeszcze ;)! 



niedziela, 9 listopada 2014

W Soczi, w drugiej partii meczu o Mistrzostwo Świata Anand po raz pierwszy na łopatkach!




Spoglądając na ten mecz, już po pierwszej, dwupartiowej odsłonie, odnoszę wrażenie, że na arenie, w której odbywa się ta corrida, walczy podstarzały matador z młodym żwawym bykiem. Zalecenia dla matadora były takie, by trzymał się w okolicy środka areny, by mógł stosować uniki, jednak byk jest szybki oraz precyzyjny - jego tępej sile trudno się przeciwstawić. Właśnie po raz pierwszy (pewnie nie ostatni!) zepchnął mistrza w kierunku ogrodzenia i zrobił użytek ze swych rogów.

 Jakiż to  jest gracz, Panie, Panowie (mówię o aktualnym Mistrzu Świata), jeśli do przegranej z nim nie są potrzebne średniej wagi pomyłki, a trudno uchwytne niedokładności!? Tutaj niejednokrotnie nie wie się, w którym miejscu się przegrało! Poprzeczka zawieszona jest bardzo wysoko, chyba zbyt wysoko dla aktualnego Pretendenta.

 Jeśli chodzi o sam debiut Anand nie odstaje od Mistrza Świata, ma niezłe pomysły, wygląda na to, że wykonano niezłą pracę. Co z tego, jeśli realna siła gry Ananda jest wyraźnie niższa od siły gry Wikinga. Wszystko złe zaczyna się w momencie przejścia z debiutu do gry środkowej. Magnus, ten przyciągający do szachów Magnes, łowi każdą niedokładność i punktuje z właściwą sobie zegarmistrzowską precyzją.

 I znów w roli głównej mieliśmy ciężkie figury, a zwłaszcza wieże - te przeklęte dla Ananda wieże! Może przypominacie sobie w jakiej roli wystąpiła ta figura w poprzednim meczu? W Soczi gra ciężkim sprzętem również "Vish'emu" nie służy.

Przegrana? Jeśli tak, to tylko w tym momencie - jest wiele partii, jest wiele dni, by odrobić stratę, choć, hmm... sam chyba nie wierzę w to co piszę. W tym momencie lepiej w szachy gra Magnus, co mam wam powiedzieć? Marzyłbym zobaczyć go w ciężkiej sytuacji, mianowicie takiej, w której to on byłby zmuszony gonić wynik. Ależ by wtedy były emocje! Często, gęsto, oglądając piłkę nożną wolę, gdy skazany na pożarcie strzela pierwszą bramkę - wtedy otwiera się mecz i po prostu robi się bardzo ciekawie. Niestety, skłamałbym, jeślibym napisał, że wierzę w to, że w tym meczu kiedykolwiek zobaczę Wikinga goniącego wynik. A chciałbym. Bardzo bym chciał.

Dziś po 17, zdaje się, doświadczyłem fatamorgany. Otóż w "Teleexpresie", w dziale sportowym, poinformowano o początku meczu o MŚ w Soczi. Pokazano nawet krótki film. Szkoda, że na sam koniec dziennikarz opowiadający o tym wydarzeniu stwierdził z ironią , że mecz będzie długi, gdyż zaplanowano 12 pojedynków, no chyba, że któryś z przeciwników odniesie kontuzję.

W Soczi polała się pierwsza krew. Szybko. Trochę za szybko jak dla mnie. Seria bojowych remisów budowałaby dramaturgię. Teraz, po pierwszej eksplozji jest już jakoś inaczej. Czy ten mecz potrwa do rundy dwunastej, czy zakończy się wcześniej, jak byście się zapatrywali, Moi Drodzy?



sobota, 8 listopada 2014

Wielkie szachy w Soczi - Anand przyparty do muru w pierwszej partii meczu rewanżowego o tytuł Mistrza Świata ratuje partię znajdując fenomenalne 44. Hh1!




Za nami długo oczekiwany początek meczu rewanżowego w Soczi. Wszyscy, bez względu na poziom pojmowania szachów, począwszy od zwykłych pasjonatów, amatorów, po profesjonalistów, zgodnie zwrócili oczy, serca i umysły w kierunku jednego stolika, przy którym usiedli wielcy gladiatorzy 64 pól. To, że Anand jest prawdziwym gigantem światowych szachów, już teraz jest faktem, któremu nie można zaprzeczyć. To pięciokrotny Mistrz Świata, do którego należała cała dekada. Mało kto się spodziewał, że "Vish'y" po utracie tytułu będzie w stanie się otrząsnąć i powrócić do walki o najwyższe trofeum.

Dzisiejsza partia mogła porwać każdego: ileż było treści w tym meczu od fazy debiutowej, aż do końcówki, w której Anand w pewnym momencie stanął na skraju przepaści. Znalezienie przez Pretendenta kapitalnego 44. Hh1!! świadczy o tym, że wciąż jest wielkim graczem. Ale fakt, że musiał takie posunięcie znaleźć mówi nam też, że pierwsze starcie należało do Wikinga. Magnus narzucił "Vish'emu" swój rytm, uzyskując "swoją" pozycję. Magnus parł do przodu jak byk, grając do końca i łapiąc nawet cień szansy na polepszenie pozycji w końcówce. Partia szła pod dyktando Mistrza Świata - zabrakło naprawdę niewiele, by Pretendent musiał uznać się za pokonanego, co byłoby bardzo złe z punktu widzenia intrygi meczowej. Boję się, że dalsza część meczu tak będzie wyglądać.

Myślę, że Anand musi za wszelką cenę (nie wiem jakim sposobem) ale musi, narzucić swój aktywny styl gry Carlsenowi. Jeśli partie będą sprowadzane do typowych, strategicznych struktur, w których Norweg czuje się jak ryba w wodzie, nie daję "Vish'emu" wielkich szans. Nie mogę się już doczekać kolejnej odsłony tego meczu. Dzisiejszy pojedynek w pełni mnie usatysfakcjonował. Co zostanie zagrane? Jaki debiut? Jaki będzie scenariusz kolejnego pojedynku? O tym dowiemy się już jutro! A jakie są wasze wrażenia po tej pierwszej batalii?