czwartek, 19 stycznia 2017

Pierwsza wygrana Radka Wojtaszka w Tata Steel Chess! Karjakin przegrywa w miniaturze z najniżej notowanym Adhibanem Baskaranem z Indii!!


To zwycięstwo było nam wszystkim bardzo potrzebne. Już nie chodzi o to, żeby jakoś mega-optymistycznie spoglądać w przyszłość turniejową naszego arcymistrza, jednak zgodzimy się co do tego, że zrobiło się nam nieco lżej na duszy, prawda? Trzeba zakładać, że najgorsze za nami. Każda wygrana uskrzydla, nawet z zawodnikiem niżej notowanym, myślę, że możemy spokojnie przyjrzeć się kolejnym przeciwnikom Polaka.

 Jutro Wojtaszek zagra z Pentalą Harikrishną, który dzisiaj przegrał z So Wesleyem. To jest dość szczególna sytuacja: białymi zagra Hindus po porażce, a czarnymi Polak po wygranej, obaj gracze mają tyle samo punktów, zwycięstw, remisów i przegranych. Harikrishna, z tego co widziałem, białymi intensywnie gra 1.e4 dlatego możemy się spodziewać "sycyla" (Nie zakładam, że Radek Wojtaszek wybierze inne otwarcie, powiedzmy "Caro-cann", który też wchodzi w skład jego repertuaru debiutowego czarnymi w odpowiedzi na pierwsze posunięcie pionem sprzed monarchy). Po Harikrishnie Wojtaszek spotka się z kolejnym Hindusem, Adhibanem, którego śmiało możemy nazwać bohaterem dnia. Karjakin wpadł mu w analizę, poza tym Pretendent zagrał tę partię... nie jak Pretendent! Jak widać, każdemu zdarzają się gorsze dni. Radek będzie miał w pojedynku z Adhibanem białe bierki. Następnie, przed dniem wolnym Polak dysponując czarnymi, spróbuje sprostać zawsze niebezpiecznemu Eljanowowi, który dziś poległ z Aronianem.

Przydałoby się się z wyżej wymienioną trójką zapunktować, na przykład wygrać białymi z Adhibanem i wziąć dwa remisy czarnymi z Harikirshną i Eljanowem. Niegłupi scenariusz na najbliższe trzy mecze, w ten sposób można sukcesywnie piąć się w górę w turniejowej tabeli. Jestem ciekaw jak to się wszystko potoczy. Magnus dobrze gospodaruje w tym turnieju siłami - gdzie trzeba tam szybko partię zakończy, gdzie się da, pociśnie. Myślę, że już teraz ma zaplanowane z kim i jak grać, gdzie się nie szarpać bez potrzeby, a gdzie wygrywać.

Czekam na kolejny pojedynek Radka Wojtaszka i liczę na jego bardzo dobrą postawę. Czasu co prawda jeszcze dużo, jednak nie chciałbym, żeby ten turniej przeleciał mu przez palce. Byłoby bardzo szkoda, bo ten turniej jest idealny, żeby się świetnie zaprezentować, pokazać wolę walki, a przede wszystkim siłę gry.


środa, 18 stycznia 2017

Doskonały początek Eljanowa w Tata Steel Chess, Wojtaszek daleko i jeszcze bez wygranej!


Rozmawiałem ostatnio z moim kolegą Karolem, szachistą rzecz jasna, który skonstatował, że Radek Wojtaszek tak naprawdę pływa w zbiorniku z rekinami. Co fakt, to fakt. Lubię te przyrodnicze porównania, których ostatnio specjalnie nie nadużywałem, jednak dochodzę do wniosku, że jest zasadnym porównywanie turnieju kołowego do watahy wygłodniałych wilków z wyraźnym podziałem na role. Podobieństwa są uderzające. Samcem alfa jest tutaj niewątpliwie Eljanow z Ukrainy, który gra aż miło, po prostu piłuje niczym piła tartaczna, charakteryzuje go bezkompromisowość oraz brak kompleksów. W rzeczonej watasze jest miejsce na osobniki pośrednie, wreszcie na końcu wloką się samce omega. Znalazłem dość interesującą definicję osobnika omega na stronie: Wilki - pedia, opis wygląda dość humorystycznie jeśli przeniesiemy go na ludzi, jednak dobrze pasuje do okupujących ostatnie miejsca zawodników:

"Omega stoi na najniższym szczeblu wilczej hierarchii. To na nim pozostałe osobniki wyładowują swoją agresję, on je ostatni lub w ogóle nie jest dopuszczany do jedzenia. Osobnik alfa traktuje osobnika omegę z pogardą i zupełnie się z nim nie liczy. Można rozpoznać go po wystraszonej postawie ciała: spłaszczonych uszach i sierści oraz podkulonym ogonie. W relacjach z innymi wilkami okazuje uległość..."

W Tata Steel Masters ostatnia trójka, czwórka musi znosić parszywy los samców omega, dopóki owej turniejowej karmy nie odwróci, co nie jest rzeczą łatwą. Hierarchia już się powoli klaruje w tym turnieju, choć to dopiero początek i czeka nas jeszcze niejedno przetasowanie.

Młodego Chińczyka Wei Yi wielu kibiców upatruje jako przyszłego króla globu, tymczasem dla aktualnie urzędującego norweskiego monarchy jest zwyczajnym klientem. Partia z Magnusem pokazała, że jakość gry szachisty z Kraju Środka drastycznie spada, jeśli zaciągnąć go w grę pozycyjną, pełną skomplikowanych manewrów. W takich pozach to już nie jest ten zawodnik. Wei Yi potrafi liczyć piękne rzeczy, jest klasycznym kopyciarzem, ale w strategii po prostu się nie orientuje tak jak powinien kandydat do tytułu MŚ.

Interesujące są statystyki turnieju "Masters". Rozegrano już 28 partii z czego 64, 3 procent pojedynków zakończyło się wynikiem remisowym. Pozstały procent to wygrane białymi, bądź czarnymi (Stosunek wygranych białymi do czarnych 25 % - do 10,7%).

Po czterech rundach dotarliśmy do pierwszej przerwy. Radek Wojtaszek nie może być na razie zadowolony z wyniku, wszyscy czekamy na jego pierwszą, zwycięską partię, mam nadzieję, nie jedyną. Generalnie bardzo ciężko mi się ogląda jego szachy w Tata Steel Chess. Nasz arcymistrz stara się grać maksymalnie bezpiecznie, kończy się to wszystko, jak na razie trzema remisami i jedną porażką. Turniej jest długi, nie licząc tego co już zostało zagrane przed nami jeszcze dziewięć rund. To jest ogrom gry i cała moc możliwości! W pojedynku z Rapportem, pod sam koniec, miałem ochotę wskoczyć do tego kompa i zagrać ruch, który dawał Radkowi przewagę. Czasami człowiek czuje się naprawdę bezradny, a to jedno z najgorszych doznań w życiu. Jutro Radek białym kolorem zagra z gospodarzem, Loekiem Wan Welym. Holender to typowy samiec omega, jest idealnym przeciwnikiem na zapunktowanie, na odegranie się. No u kogo w tym turnieju można jeszcze szukać punktów? Czekam z wielką niecierpliwością na kolejną rundę i partię naszego reprezentanta!


niedziela, 15 stycznia 2017

Druga runda Tata Steel Chess - Wojtaszek nie sprostał Carlsenowi, jutro zagra białymi z Anishem Girim!


Nic dwa razy się nie zdarza 
i nie zdarzy. Z tej przyczyny 
zrodziliśmy się bez wprawy 
i pomrzemy bez rutyny. 

Choćbyśmy uczniami byli 
najtępszymi w szkole świata, 
nie będziemy repetować 
żadnej zimy ani lata. 

Żaden dzień się nie powtórzy, 
nie ma dwóch podobnych nocy, 
dwóch tych samych pocałunków, 
dwóch jednakich spojrzeń w oczy. 


Wisława Szymborska fragment wiersza "Nic dwa razy".


Przed meczem naszego arcymistrza trochę sobie powspominałem, pomyślałem, że byłoby czymś kapitalnym móc jeszcze raz zobaczyć wygraną Polaka nad aktualnie urzędującym mistrzem. Niestety, nie udało się nam wejść do tej samej rzeki, wszystko jest inne, nie ma dwóch takich samych rysunków chmur, dwóch identycznych uśmiechów,  wszystko płynie...

To nie była ładna partia w wykonaniu Polaka, w sporcie można przegrać i przegrać. Pojedynek ten można rozpatrywać raczej w kategorii egzekucji z ręki białych. Dla potrzeb statystyki bardzo łatwo policzyć ile czarne przeprowadziły jednofigurowych dywersji na połowie białych. Był wypad czarnopolaka na "b4", dwa razy dama wskoczyła na "f4" i "b4" i to wszystko. Nasz szachista zdaje się od początku marzył tylko o remisie, a granie na stanie jest wodą na młyn dla Wikinga. Ta partia jest dość podobna do tej z meczu o MŚ, gdzie jednym i chyba jedynym ruchem na połowie rywala był wypad wieżą na "c7" Karjakina (o czym potem napisał arcymistrz Grzegorz Gajewski). Nie ma szans, no nie ma, na zwycięstwo, jeśli Magnus nie jest poddany mocnej presji na desce, włącznie z presją czasową i psychologiczną. Radek Wojtaszek podszedł do partii bardzo odpowiedzialnie, może nawet za bardzo, tracąc ogrom czasu na małą ilość posunięć i to też miało wpływ na wynik tego starcia. No stało się - dziś mamy taki słodko-gorzki wspomnień czar...

Paweł Ejanow, wielki fighter, nie ma litości dla swoich przeciwników. Ukrainiec jest wojownikiem, choć swego czasu wieszano na nim psy za taktyczny remis w ostatniej rundzie, który zabezpieczał mu pierwszą nagrodę na turnieju na Islandii. Wziąłem go wtedy w obronę i nadal sądzę tak samo. Jeśli Eljanow bojową grą zapewnił sobie możliwość zremisowania i wygrania turnieju, czyli de facto mógł "zwolnić" przed metą z racji jego wcześniejszej ciężkiej pracy, to mógł to zrobić. Kibice nawet by się nie zająknęli o nim, gdyby w ostatniej rundzie zaryzykował i pięknie zginął. Wtedy nazwisko Eljanowa nie pojawiłoby się na ich ustach jak i na pierwszych stronach portali szachowych, na pierwszych stronach gazet szachowych byłby zwycięzca. Facet nie miał tendencji autodestrukcyjnych, postąpił rozsądnie i spadły na niego za to gromy. Obecny turniej tylko potwierdza jaką naturę ma Paweł Eljanow, czy jest wojownikiem, czy spokojną naturą.

Wrócę jeszcze na moment do partii Radka Wojtaszka, bo przecież nie daje mi to wszystko spokoju. Wczoraj udało mi się przewidzieć scenariusz tej partii i jestem tego pewny, że nasz arcymistrz też się spodziewał takiej reakcji Mistrza Świata, jednak ta wiedza nie ustrzegła go od przegranej. We współczesnych szachach przygotowanie na konkretnego przeciwnika jest czymś bardzo skomplikowanym. To się teraz odbywa trochę tak jak w jednej z piosenek kebaretu OT.TO:

On wie, że wiem.
Ja wiem, że on wie.
On wie, że ja wiem, że on wie.

Ja wiem, że wiem.
On wie, że ja wiem.
Ja wiem, że on wie, że ja wiem.

Wiemy o sobie wszystko, może prawie wszystko, jednak zwycięzca może być tylko jeden, Na serwisie https://vk.com/wall-24839153_144228 głosowano nawet na pojedynek Carlsena z Wojtaszkiem. Oddano prawie 300 głosów, ponad 70 procent zagłosowało na wynik jaki zdarzył się w partii, dziesięć procent uznało, że wygra Polak, prawie siedemnaście procent obstawiło wynik remisowy.

Magnus Carlsen po kojarzeniach dopiekł Loekowi van Welemu, który na turnieju Tata Steel Chess gra już 25 raz, że szkoda na niego białego koloru. Wielu może uznać takie słowa ze pewnego rodzaju arogancję, jednak jeśli przyjrzeć się bliżej temu oraz wielu innym podobnym zachowaniom Norwega, można dojść do wniosku, że bycie królem nie jest w końcu dla grzecznych chłopców. Parafrazując znaną książkę: grzeczni chłopcy w szachach idą do nieba, a niegrzeczni zdobywają najwyższe tytuły. Magnusa przeciwnicy się boją, czują przed nim respekt. On roztacza wokół siebie zupełnie inną aurę niż, na przykład, Garri Kasparow, jednak ma w sobie to coś, co mu pomaga podczas gry. Wielu przeciwników już w swojej karierze paraliżował, odbierał im wolę walki. Trafił nam się na tronie wspaniały mistrz co tutaj będziemy dużo gadać.

Jutro z Girim. Arcymistrzowie po przegranej często biorą szybki remis, żeby jak najszybciej zatrzeć złe wspomnienia, jakoś oddalić się w czasie i myśleniu od tego zdarzenia jednak w takim turnieju wychodzić na partię z myślą o remisie jest, według mnie złą taktyką. Giri to ciężki przeciwnik, rzadko wygrywa, ale i ograć go jest piekielnie trudno. Trzeba grać, trzeba walczyć. Cały turniej jeszcze przez Radkiem Wojtaszkiem. Mam nadzieję, że jutro Radek będzie w stu procentach gotowy do gry!



sobota, 14 stycznia 2017

Pierwsza runda szachowego Wimbledonu za nami, Paweł Eljanow z Ukrainy jako jedyny wygrywa swój pojedynek!


Ogary poszły w las. Pierwsza runda zawsze jest wielką niewiadomą i dobrze jest zacząć przynajmniej bez przegranej, mówię teraz nie o Radku Wojtaszku, a o każdym z uczestników tego elitarnego turnieju (nie udała się ta sztuka młodemu Rapportowi z Węgier!). Pierwsze rundy w superturniejach to rozpoznanie i wyłuskanie najsłabszego osobnika w stadzie, trwa to zwykle 3-4 rundy. Potem wszystko się klaruje, są więc samce alfa, jest reszta stada i ci, którzy się wloką. Ci, którzy nie nadążają za grupą są sukcesywnie degradowani, tępieni, trwa na nich nagonka, a odmiana ich turniejowego losu zdarza się nieczęsto...

 Radek Wojtaszek, myślę, że zaczął dość dobrze, podczas przebiegu całego pojedynku z Janem Niepomniaszczim nie był nawet na chwilę zagrożony. Fakt, miał białe i ktoś może zechce zauważyć, że w kilku miejscach była szansa na wywarcie większego pressingu na Rosjaninie. Może. Ja jednak jestem zadowolony z takiego obrotu sprawy - jutro na Radka Wojtaszka czeka sam Magnus Carlsen i nawet przed początkiem pojedynku Polaka pomyślałem sobie, że byłoby zasadnym nie wplątywać się w jakąś wielogodzinną drakę, ponieważ jutro będzie się liczyła świeżość i otwarta głowa. Styl gry Radka Wojtaszka ma wpływ na długość jego pojedynków. On najczęściej toczy epickie boje w złożonych końcówkach w czasie gdy jego przeciwnicy najspokojniej w świecie zasiadają do wieczerzy. Taka gra jest bardzo wyczerpująca w związku z tym względnie szybki, niskoenergetyczny remis jest jak najbardziej do zaakceptowania w przypadku naszego reprezentanta.

 Warto też nadmienić, że to właśnie mieszkaniec krainy pełnej urwistych fiordów grał dziś najkrócej w pojedynku na szczycie z So Wesleyem. Wygrał Paweł Eljanow z Ukrainy z Richardem Rapportem z Węgier. Temu ostatniemu zapewne najtrudniej będzie teraz zasnąć spośród całej czternastki.

 My jednak musimy zogniskować swoją uwagę na Radku Wojtaszku, którego czeka bardzo ważny mecz z samym Mistrzem Świata. Radek ma czarne, w związku z tym jako kibic remis brałbym w ciemno. Naprawdę bardzo trudno przewidzieć scenariusz jutrzejszej wojny. Magnus wie, że był u naszego reprezentanta "na warsztacie" przez wiele miesięcy i analizy z dwóch meczów z Anandem raczej nie ujrzą światła dziennego. Wszystko wskazuje na to, że Magnus zechce wybrać w swoim duchu w miarę szybko coś niestandardowego, aby zmusić naszego szachistę do samodzielnego myślenia. Tasiemca nie spodziewam się, raczej czegoś oryginalnego ze strony białych we wczesnym stadium partii. Myślę też, że i nasz szachista miał na ten temat głębokie przemyślenia i jest przygotowany na wczesną, samodzielną grę. Ale dość tych przepowiedni. Czekam na jutrzejszy mecz z rosnącym podnieceniem, które w moim przypadku charakteryzuje się rodzajem długotrwałego ucisku w dole brzucha (przypominającego początki skrętu kiszek) wraz z uciskiem w okolicy żołądka i splotu słonecznego. Jak widać, na mecze Polaka na szczycie reaguję zmianami somatycznymi ;).


Wreszcie na sam koniec chciałbym z siebie wyrzucić to co mi leży na sercu, czyli pragnienie wsparcia naszego szachisty: Radek nie daj się!! Walcz z całych sił, a my tu w Polsce mocno trzymamy za ciebie kciuki! Powodzenia! Nie daj się Magnusowi!!!


czwartek, 12 stycznia 2017

Już za dwa dni Radek Wojtaszek zagra w elitarnym turnieju Tata Steel Chess!


Nie ma to jak urodzić się w kraju, w którym rozgrywane są elitarne turnieje, nie ma to jak być Loekiem van Welym na przykład. Choćby z racji samej tradycji, bo w tym momencie raczej nie siły gry, miejsce w fantastycznym holenderskim turnieju zawsze ma zaklepane i może się do zawodów przygotowywać całymi miesiącami. Z tym większą radością i satysfakcją przyjąłem wiadomość o zaproszeniu przez organizatorów naszego Radka Wojtaszka do Tata Steel Chess. Wielu arcymistrzów szerokiej czołówki światowej bez wahania przyjęło by zaproszenie do zmagań z elitą światową, a nie dostało takiej możliwości.

Kilka dni temu udało mi zamienić kilka zdań z Radkiem, u którego widać już pewne podekscytowanie zbliżającym się turniejem. Radek oznajmił, że poznał swoje błędy z poprzedniej edycji i nad tym pracował, natomiast ciężko mu cokolwiek przewidzieć, gdyż na wynik tego typu turniejów ma wpływ zbyt wiele czynników. Zauważyłem też, że nasz arcymistrz zwyczajnie cieszy się na grę z arcymistrzami ze ścisłego "topu".

 Reasumując: mogę po tej rozmowie spokojnie snuć rozważania o nadchodzących pojedynkach naszego gracza, gdyż nie ma innych, niepokojących przesłanek, które zakłócałyby radość oczekiwania na turniej. Warto dodać, że aktualnie Polak ma najwyższy ranking na przestrzeni całej swojej sportowej kariery. Ranking Wojtaszka jest przedmiotem marzeń reszty polskich szachistów, jednak owo mityczne 2700 + jest dla nich jak jakieś tajemne zaklęcie, jak mantra, która odrzuca od siebie niegodnych. Wszyscy liczyli na Kacpra Pioruna, tymczasem ten, już był w ogródku, już witał się gąską, brakowało mu z tego co kojarzę kilkanaście punktów, a teraz jest już poza pierwszą setką z 2651 elo. Z kolei Janek Duda nie gra dużo ostatnio (był poza podium na MP w szachach aktywnych w Zgierzu), jednak nasz talent ma jeszcze czas, by zrobić skok na 2700 elo. Z tego co słyszałem, na razie szykuje się do matury, i jeśli ją pomyślnie zda, czego mu w tym momencie życzę, zapewne znów zanurkuje w szachy i odda się bez reszty treningowi i turniejom. Czy wśród naszych pozostałych juniorów widzę potencjał na gracza 2700 +? Nie. Nie widzę. Mam wątpliwości, czy komuś uda się wskoczyć na 2600 elo...

A na świecie dzieje się. Kolejna szachistka z federacji U.S.A, Irina Kush, dołączyła do grupy Nazi Paikidze oraz Marii Muzyczuk, które nie zamierzają jechać w lutym do Iranu na Grand Prix FIDE. Problemem jest ich bezpieczeństwo, a właściwie jego brak, problemem są też stroje. Szachistki mają, jak nakazuje prawo szariatu, grać z zasłoniętymi twarzami. Cała ta sytuacja wpisuje się w modny ostatnio temat gender, słowa odmienianego przez wszystkie przypadki i bardzo wykoślawionego przez wielu dziennikarzy i komentatorów. To jak wygląda, jak jest postrzegana społeczna rola kobiety w poszczególnych kulturach należy do obszaru gender. W islamie rola kobiety jest czymś zupełnie innym, niż w cywilizacji zachodniej i trudno się dziwić, że szachistki naszego kręgu kulturowego buntują się przeciwko narzucanym im ograniczeniom. Ja tutaj symetrii pomiędzy naszymi kulturami nie widzę, a w pojedynku politologów Huntington vs. Fukuyama już od dawna gra toczy się do jednej bramki. Szachistki islamu, grające w Europie nie są do niczego zmuszane i nikomu nic do tego jak one się ubierają, jak spędzają czas itd. Tymczasem mające całkiem odmienne przekonania szachistki spoza tego kręgu kulturowego muszą coś robić wbrew sobie by zagrać. FIDE na takie kwestie zasadniczo jest głucha, zresztą na co FIDE zwraca uwagę? Chyba na to, żeby kasa się zgadzała. Szkoda, że to tak wygląda, nie odnoszę też wrażenia, żeby obecny stan rzeczy miał w najbliższym czasie ulec zmianie. 

Wasyl Iwanczuk udzielił blisko dwugodzinnego wywiadu dla portalu http://www.chess-news.ru/node/22596, w którym jak zwykle można się rozsmakować. Jeśli chcecie się dowiedzieć jak wyglądały treningi genialnego szachisty ze Lwowa z legendarnym Wiktorem Lwowiczem Korcznojem, który w trakcie analiz uczył Iwanczuka niemieckich słówek, czy też posłuchać o jego partii z Azmajparaszwilim, w której poszedł damą z "a3" na "g4" oraz wielu innych, ciekawych anegdotkach, koniecznie musicie posłuchać lub przeczytać ten wywiad. Warunkiem jest znajomość języka rosyjskiego.

Kibicujemy Radkowi Wojtaszkowi. Trzymamy za niego mocno kciuki i czekamy na kojarzenia turnieju Tata Steeel Chess. Jutro oficjalne otwarcie, pierwsza runda w sobotę w porze obiadowej. Do uruchomienia zegarów w holenderskim superturnieju pozostało jeszcze kilkadziesiąt godzin macie jeszcze możliwość wzięcia udziału w konkursie "Psychologii i Szachów". Szczegóły znajdziecie w poprzednim moim poście, tam też głosujemy. Mam nadzieje, że Radek dostarczy nam w nadchodzących dniach wielu niezapomnianych emocji!



poniedziałek, 2 stycznia 2017

Przed startem Radka Wojtaszka w turnieju elity Tata Steel Chess! Konkurs "Psychologii i Szachów"!


Cóż nam mówią wyniki turnieju rozegranego ostatnio w Katarze? Oznajmiają przede wszystkim, że sukcesy w szachach są wynikiem ciągłości edukacji na najwyższym światowym poziomie. Takie rezultaty nie przychodzą znikąd. Jest to wieloletni, skomplikowany proces przekazywania wiedzy z pokolenia na pokolenie. W każdej dekadzie, jeśli nie ma zakłóceń, pojawia się kolejny zastęp doskonale wykształconych, kochających szachowy sport pasjonatów, którzy nie trzymają wiedzy pod korcem, a dzielą się nią z następnym młodym pokoleniem...

 Kto wie, w którym miejscu byłaby Polska, gdyby nie II wojna światowa, gdzie zdecydowana większość naszej szachowej elity intelektualnej została zamordowana na warszawskich Palmirach, lub, w najlepszym wypadku musiała emigrować? Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Druga wojna światowa brutalnie przerwała w naszym kraju właśnie tą ciągłość, sukcesję wielkich mistrzów, którzy mieli swoją głęboką wiedzę przekazać potomnym.

 Po wojnie przyszli Sowieci, którym było bardzo na rękę, aby kraje od nich zależne, cały blok wschodni, nie stanowił wielkiego zagrożenia. Jedynie Jugosławia Tito, wychyliła się dość mocno z szeregu, była zdecydowanie najbardziej niebezpiecznym przeciwnikiem dla szachistów ZSRR. Ktoś powie, że to przeszłość, a teraz w dobie netu i szybkiego dostępu do prawie każdej informacji wszystko się zrównało. Owszem, na pewno różnice się zmniejszyły, jednak szachowa kultura, bo o niej mowa, to nie tylko bazy danych, analizy, silne moduły itd. Tę wiedzę najgłębszą o naszym sporcie zawsze przekazuje młodemu człowiekowi inny człowiek. Ów człowiek, gdy spotyka małego sportowca na początku jego drogi ma przede wszystkim w szachach go rozkochać, sprzedać mu tego bakcyla, potem już idzie znacznie łatwiej. Takich wielkich mistrzów nie mamy w Polsce aż tak wielu. Według mnie w szachach sprawą najważniejszą, aby kariera się udała, jest możliwie jak najszybsze natrafienie na kogoś takiego na swojej drodze. Kończąc ten wątek - całkiem inaczej wypadnie ocena jak stoją nasze szachy, gdy spojrzymy na nie z perspektywy dużo szerszej, historycznej, a ta jak wiadomo, rzadko była dla nas korzystna.

Radek Wojtaszek powoli kończy przygotowania do turnieju elity Tata Steel Chess i chyba nie ma w Polsce kibica szachów, który nie zastanawiałby się w tym momencie, czego się spodziewać po jego występie. Jest to turniej kołowy o długim, trzynastorundowym dystansie i, choć wolnych dni w nim nie brakuje, to będzie to pod względem fizycznym straszny wysiłek. Przekonał się o tym nasz superarcymistrz, który w jednej z edycji Tata Steeel Chess ograł najlepszych, jednak w drugiej części turnieju po prostu zaczął się słaniać na nogach z wyczerpania. Nasz szachista poznał przyczynę i zaczął wraz specjalistą od przygotowania fizycznego pracować, dlatego są mocne przesłanki aby sądzić, że pod względem kondycyjnym temu wyzwaniu podoła. Styl gry naszego arcymistrza analizujemy już bardzo długo. Powiem wam, że ja już tak się na tego naszego Wojtaszka napatrzyłem, że gdy gra, dość łatwo, rzekłbym intuicyjnie, wybieram takie kontynuacje jak on. Często siedzę na transmisji, analizuję i mówię do siebie: " Są tu trzy sensowne ruchy kandydaty, jednak ten i ten ruch odpada, bo to nie są kontynuacje w stylu Wojtaszka, tutaj Radek pójdzie "a4". Bęc! Za półtorej minuty Radek pcha piechura z kolumny "a" o dwa pola do przodu ;). Ale to nie może dziwić - w końcu od ładnych kilku lat jestem przy naszym graczu, nie odstępuję go na krok, nauczyłem się go po prostu. Radek jest szachistą technicznym, często na jego desce oglądamy końcówki, nierzadko wieżowe. Wielu was zżyma się, że Polak zbyt często unika ryzyka i stara się grać szachy bezpieczne. To prawda i jeśli chodzi o jego start w Holandii jakichś wielkich fajerwerków się nie spodziewam. Poza tym grając z elitą trzeba naprawdę dobrze przemyśleć sprawę zarządzania tym ryzykiem. To już jest taki poziom, że się poszaleć po prostu nie da. Można zabrać komuś punkt gdy ten bardzo chce nam go sprezentować, jednak gdy przeciwnika nie poniesie, szanse na zapunktowanie drastycznie spadają. Czy można zagrać na koszenie "dołu", a na parowanie "góry" co mogłoby dać bardzo dobry rezultat? Aby na to pytanie odpowiedzieć trzeba otworzyć link do listy startowej turnieju Masters i zobaczyć przede wszystkim co, a właściwie kto jest tutaj "dołem". Dół tabeli w Tata Steel Chess to na przykład: grający bajeczne szachy Wei Yi z Chin, czy wielki talent z Węgier, grający niezwykle oryginalne, kreatywne szachy, Richard Rapport itd. Tych graczy w holenderskim turnieju zwiemy "dołem", a i nasz Radek Wojtaszek to w końcu nie pierwsza połowa tabeli. Rankingowo odstają od wszystkich, ale nie jakoś drastycznie, etatowy uczestnik tego turnieju, gospodarz, Loek van Wely i Adhiban Baskaran z Indii, ale i oni sroce spod ogona się nie urwali. Więc poszaleć się nie będzie dało. Polaka czeka trudne zadanie, ale myślę, że tym razem sprosta wyzwaniu.

Przewiduję dużo remisów Radka i miejsce w okolicy środka tabeli, przy pomyślnych wiatrach ciutkę wyżej, to taka bardzo oszczędna, wyważona prognoza. Zapraszam was do wspólnych analiz - do turnieju pozostało jeszcze dwanaście dni więc na rozmowę zawsze jest czas. Możecie też zechcieć powalczyć w konkursie, którego reguły podam poniżej i tym samym wyrazić swój pogląd, swoją prognozę na start Wojtaszka w Tata Steel Chess.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
W konkursie musicie odpowiedzieć na dwa pytania:

1) Które miejsce zajmie Radek Wojtaszek w turnieju Tata Steel Chess.

2) Ile punktów zdobędzie Radek Wojtaszek z Top 5 turnieju Tata Steel Chess.

Objaśniam szczegóły. Top 5 to pierwsza piątka turnieju holenderskiego ze styczniowej listy rankingowej. To: Carlsen, So, Karjakin, Aronian i Giri. W konkursie biorą udział tylko i wyłącznie osoby, które podadzą swoje imię i nazwisko (W przypadku wygranej adres posyłacie mi na priv). Gdy dwaj typujący tak samo wytypują, wygrywa ten, który dał typ wcześniej, dlatego warto dokładnie się przyjrzeć jak typowali inni. Podaję przykład typu: Ktoś podał, że Radek Wojtaszek zajmie 10 miejsce i z Top 5 zdobędzie 2,5 pkt., tymczasem Radek zajął miejsce ósme, a z Top 5 zdobył 1,5 pkt. Więc: w pierwszym typie różnica jest dwa, w drugim jeden, w sumie daje nam to trzy punkty (nazwijmy je ujemnymi). Jeśli ktoś trafi precyzyjnie i tu i tu nie zdobywa żadnych punktów i jest to ideał typowania! Postaram się na bieżąco aktualizować wasze typy. Typujemy tylko na mojej oryginalnej stronie!

NAGRODY:

Pierwszą nagrodą w konkursie jest debiutancki album Stashki "Naturalnie" z autografem wokalistki.

Druga nagroda jest już czysto szachowa. To fantastyczna książka trójautorstwa: Jana Przewoźnika, Zbigniewa Hurnika oraz Karola Pinkasa "Śląskie ciekawostki szachowe". Jeśli chcecie się dowiedzieć jak brzmi szachowo śląsko godka, koniecznie musicie powalczyć w konkursie "Psychologii i Szachów"! Wszystko jasne jeśli chodzi o reguły? Nie zamąciłem zbytnio? Dwa pytania na które musicie odpowiedzieć najbardziej dokładnie jak tylko się da i podpisać się imieniem i nazwiskiem, resztą nie musicie się martwić. Zapraszam do zabawy!!

------------------------------------------------------------------------------------------------------------


czwartek, 29 grudnia 2016

Triumf ukraińskich szachów na Mistrzostwach Świata w Doha: Wasyl Iwanczuk i Anna Muzyczuk najlepsi w rapidach!


Wasilij Iwanczuk jest bezsprzecznie jedną z bardziej interesujących postaci szachowego sportu. W moim prywatnym rankingu najbardziej pociągających osobowości Iwanczuk zawsze znajduje się na podium. Uwielbiam czytać wywiady z nim przeprowadzone (Im dłuższe tym lepsze!) poluję też na różne anegdoty oraz ciekawostki związane z barwną postacią ukraińskiego arcymistrza. Moim wielkim marzeniem jest przeprowadzenie z nim wywiadu. Kiedyś miałem nawet w planach pojechać do Lwowa, odnaleźć go i namówić na wywiad-rzekę. Jedno jest pewne: obcowanie z osobami o tak głębokiej, wielowymiarowej osobowości, wymiana poglądów i dyskusja z nimi, to przyjemność w czystej postaci. Ciekaw jestem kto podejmie się napisania biografii Wasyla Iwanczuka, jestem pewny, że materiału na potężne, opasłe tomisko nie powinno zabraknąć. W Doha blisko pięćdziesięcioletni Iwanczuk dał lekcję szachów młodzieży, udowodnił, że w naszym sporcie doświadczenie może skutecznie rywalizować z młodością. Jego potencjał wciąż jest ogromny, choć ostatnimi czasy coraz częściej widywano go na turniejach... warcabowych! Chciałoby się powiedzieć - cały Iwanczuk! Za tym szachistą naprawdę trudno nadążyć. Gdy ukraińska reprezentacja walczyła na Olimpiadzie w Baku wielu przecierało oczy ze zdumienia widząc nazwisko ukraińskiego arcymistrza na liście startowej turnieju warcabowego w polskim Karpaczu. Byli tacy, którzy utrzymywali, że Iwanczuk jest już dla naszego sportu stracony, tymczasem w kilka miesięcy później zdobył tytuł MŚ w Katarze! Jeśli do jego sukcesu dołożymy złoty medal Anny Muzyczuk na tym samym turnieju daje nam to obraz totalnej dominacji ukraińskiej nacji nad resztą. Co ciekawe zarówno Iwanczuk jak i Muzyczuk są ze Lwowa, mojego ukochanego miasta, dlatego tym bardziej cieszę się, że to Lwowiacy triumfowali w Doha!

Oczywiście oglądałem wszystkie partie Radka Wojtaszka, któremu pozostały dwa tygodnie do startu w turnieju elity w Wijk aan Zee. No, nie poszło mu w rapidach najlepiej jednak nie wyciągałbym z tego startu daleko idących wniosków. Podejrzewam, że nasz arcymistrz jest w głównym cyklu przygotowawczym, a wtedy bardzo często gra się ciężej. Nie zamierzam tym występem zakłócać sobie zbyt mocno radości oczekiwania na ten fantastycznie zapowiadający się, holenderski superturniej. Tam będą inne szachy, inna kategoria turnieju, a poza tym inne tempo gry co dla naszego arcymistrza nie jest bez znaczenia. Pozostał jeszcze blitz. Przydałoby się aby nasz superarcymistrz zrobił naprawdę dobry wynik. Po tym turnieju rozpoczyna się ostatnia prosta na końcu której na Radka Wojtaszka czeka Magnus i reszta elity światowej. W związku ze zbliżającym się emocjami Wijk aan Zee styczeń zapowiada się naprawdę ekscytująco!


niedziela, 25 grudnia 2016

Jaki był ten szachowy 2016 rok?


Żeby wejść w nowy 2017 rok krokiem dziarskim, by pozostawić wszystko przeszłe za sobą, sądzę, że nie będzie od rzeczy jeśli spojrzymy na te mijające dwanaście miesięcy z pewnej, pozbawionej emocji perspektywy. Czy był to rok, który przyniósł naszemu sportowi pozytywny przełom? Jak było z sukcesami, jak grali w tym roku seniorzy, seniorki, juniorzy i co komu udało się zdobyć? Na te pytania spróbuję odpowiedzieć w poniższym artykule...

Pierwszym zdarzeniem, który zogniskował moją uwagę, był turniej Aeroflot, w którym Mateusz Bartel zajął trzecią lokatę za Najerem i Gelfandem. To szczęśliwe miejsce dla naszego arcymistrza - wszyscy dobrze pamiętamy jego triumf w Aeroflocie z lat wcześniejszych, za co dostał jednorazowy glejt na turniej elity w Dortmundzie, z którego powrócił na tarczy.

Kolejnymi zawodami, które relacjonowałem były ME w Djakowicy, w Kosowie. Poniżej, dla przypomnienia zamieszczam wyniki Polaków.

SNoNameRtg1234567891011Pts.Rk.RpKrtg+/-Group
2GMWojtaszek Radoslaw27221111½½½1½½07,562763106,70
16GMPiorun Kacper26811½011½11½½½7,572708105,40
22GMDuda Jan-Krzysztof26661½1½½0½1½1½7,031261710-6,20
28GMSwiercz Dariusz26561011½½011017,040261010-4,80
29GMBartel Mateusz26531½½1½110½006,077258410-9,60

Warto przeanalizować statystyki ostatnich trzech rund, w których z piętnastu partii Polacy wygrali zaledwie trzy. Generalnie nasi szachiści poszli w rozsypkę w ostatnich trzech rundach - gdy reszta świata bije się o tytuł i medale, nasi szachiści po prostu odpadają z rywalizacji. Większość obserwatorów odnosi wrażenie, że Polaków paraliżuje gra o wysoką stawkę.

Polki zagrały też w Rumunii w IME i to również nie był występ porywający. Tylko Jola Zawadzka uzyskała kwalifikacje, zaprezentowała też, w sumie jako jedyna, bardzo udany finisz.

Lipiec był miesiącem, w którym na uwagę zasługuje sukces Grzegorza Gajewskiego w warszawskim Memoriale Najdorfa i od tego momentu z tygodnia na tydzień rosło napięcie związane ze zbliżającą się Olimpiadą w Baku. Męska reprezentacja w tylko sobie wiadomy sposób wyszła z twarzą z olimpijskich zmagań. Polacy najpierw spadli w otchłań, następnie udało im się wypłynąć na powierzchnię. Koniec końców uplasowali się na siódmej pozycji odpowiadającej jej numerowi startowemu. Jednak to za sprawą naszych kobiet, na które spadł srebrny, olimpijski deszcz, ten rok ze sportowego punktu widzenia jest dla mnie tak ważny. Nasze szachistki są autorkami największego sukcesu polskich szachów po II wojnie światowej i to one są bohaterkami dekady, która powoli zbliża się do końca.

Grudzień to przede wszystkim szachy szybkie i blitz. W rozegranych ostatnio ME w Tallinie tylko Radosław Wojtaszek trzymał fason, natomiast reszta naszych arcymistrzów zaliczyła falstart. Ostatnim turniejem, który może jeszcze wnieść coś istotnego do oceny mijającego roku jest turniej w Doha, w którym wystąpi, szlifujący formę przed Wijk aan Zee, rzeczony Radek Wojtaszek.

Juniorzy, niestety, nie mogą tego roku zaliczyć do udanych. Na arenach międzynarodowych nie udaje im się nawiązać walki z silnymi przeciwnikami i powoli staje się to regułą. Warto odnotować srebro Igora Janika na IME w Pradze, poza tym nasi młodzi sportsmeni nie nadążają za szybko uciekającym expressem z młodzieżową, światową elitą...

Kończy się powoli 2016 rok. Nam przyjdzie przyjrzeć się jeszcze grze naszego superarcymistrza na turnieju w Katarze i będziemy oczekiwali z niecierpliwością jego startu w Wijk aan Zee. Będzie to nie lada gratka w związku z którą przygotowałem dla was konkurs z nagrodami ;) - ale o szczegółach dowiecie się w pierwszym moim artykule tuż po Nowym Roku! Nie mogę się już doczekać tego turnieju i startu naszego zawodnika w turnieju elity! To będzie wielkie szachowe święto, mam nadzieję, że dla nas, kibiców, udane.

Moja opowieść o polskich szachach mijającego roku siłą rzeczy nie jest jakimś szczegółowym kompendium. Faktem jest, że nie komentowałem wszystkich zdarzeń z udziałem naszych sportowców, sądzę jednak, że o tych najważniejszych napisałem. Bardzo jestem ciekaw waszego zdania - jak wy oceniacie mijający, szachowy rok? Polskie szachy poszły do przodu, stoją w miejscu, czy się zwijają? Zapraszam was do ostatniej wymiany poglądów w tym roku...


wtorek, 6 grudnia 2016

Polowanie na Wikinga


Mistrzem Świata w szachach jest w dalszym ciągu Magnus Carlsen i wielu jego fanów (w tym autor tych słów) zadaje sobie pytanie: "Jak długo potrwa jego era? Czy na dość krótkiej liście nazwisk szachistów, którzy mogą z Norwegiem w miarę normalnie rywalizować, znajdzie się choć jeden typ, który będzie w stanie go zdetronizować?". Kiedyś debatowaliśmy nad tą kwestią: co może drastycznie skrócić hegemonię Magnusa Carlsena we współczesnych szachach. Moja teoria brzmiała i, właściwie dalej brzmi podobnie, że największym jego wrogiem może być on sam. Istnieje ryzyko, że mistrz, mający ewidentną przewagę nad resztą świata może stopniowo ulec demoralizacji a la Paul Morphy. Mecz w Nowym Jorku pokazał, że Magnus z formą nie trafił, oczywiście wszystkie jego atuty wystarczyły, żeby ograć grającego bez wiary w końcowy sukces Karjakina, jednak jeśli następnym razem zdarzy się podobnie, a przeciwnik okaże się pełnym wiary we własne siły wojownikiem bez cech irracjonalnego fatalizmu, może się zdarzyć wielka sensacja.

Faktem jest, że mecz Carlsena z Karjakinem nie zakończył się przed czasem, co wielu przepowiadało, a dopiero w rapidach. To kolejna z cennych informacji dla jego przyszłego przeciwnika. Magnus może chcieć rozstrzygać mecze o szachowa koronę w dogrywkach, w których czuje się piekielnie mocny. Oczywiście, nie chodzi o założenie, żeby dążyć do dogrywki od początku meczu, ale ta ewentualność wcale Magnusa nie przeraża. A przeciwnicy, którzy go nie przebiją w szachach długich, zwłaszcza pod koniec ich trwania, będą mieli świadomość, że w dogrywkach ich szanse znacząco zmaleją.

Za kilka dni rusza London Chess Classic z plejadą wielkich gwiazd na pokładzie, a za miesiąc po zakończeniu tej ciekawej kołówki, obejrzymy Tata Steel Chess z naszym Radkiem Wojtaszkiem, który dostanie kolejną szansę, by skierować swój los profesjonalnego szachisty na jeszcze lepsze tory. Przez najbliższe dwa miesiące będą przewijały się przez ekran naszych komputerów nazwiska tych, którzy pragną zapolować na Wikinga w najbliższych latach. Nie wiem jakie są wasze typy, natomiast ja na ten moment nie widzę dla Magnusa równorzędnego przeciwnika. Wiadomo, jeśli król spocznie na laurach, a ewentualny przeciwnik wykona tytaniczną pracę wtedy wszystko jest możliwe. Sądzę też, że Mistrz Świata powinien w czasie meczu o tytuł być poddany ze strony Pretendenta bardzo mocnej psychologicznej presji. Karjakin tego nie zrobił, nie potęgował napięcia tak jak należało, zwłaszcza białym kolorem rozwiązanie akcji następowało zanim jakakolwiek złożona akcja miała w ogóle szanse zaistnieć. Obrona, obrona i jeszcze raz obrona. Myślę, że dlatego ten mecz nie przypadł wam do gustu. Z jednej strony wielki geniusz strategii, szachista pozycyjnego stylu gry, doskonały technik, z drugiej gracz z solidnym repertuarem debiutowym, uznawany za jednego z najlepszych defensorów świata. Z tej mieszanki stylów gry nie mogło wyniknąć nic innego. Kibice bardzo pragnęli, aby jak w tym przysłowiu o Cyganie, który dla towarzystwa dał się powiesić, ktoś tutaj na kogoś rzucił się nie myśląc o jutrze, ale nie było na to szans.

Oglądajmy więc oba turnieje i próbujmy kogoś do Magnusa dopasować. A ja już teraz zaczynam wyliczankę. Anand - nie zdał już dwóch testów na zadany temat. Karjakin - pewnego poziomu nie przeskoczy, mocna głowa ale też za mało wiary we własne siły. Nakamura - niestabilna psychika, fajny gracz ale nie ta klasa gry, jest po prostu dużo słabszy. So Wesley - też nie ta klasa gry. Kramnik - wiek i lata nie po temu, choć trzeba by było się zastanowić nad tą kandydaturą. Caruana - chyba najbardziej by mi tutaj leżał. MVL - nie mam jeszcze wyrobionego zdania na ten temat. Aronian - intuicja podpowiada mi, że też nie. Powoli kończy się lista. Magnus wydaje się być niezagrożony, przynajmniej do końca drugiej dekady XXI wieku. Dalej mój wzrok nie sięga...


czwartek, 1 grudnia 2016

Magiczna szachowa noc w Nowym Jorku - Magnus Carlsen obronił tytuł Mistrza Świata deklasując Sergieja Karjakina w dogrywce 3-1!!


Wczorajszy ranek, bo od tego wypada mi zacząć, spędziłem w rozjazdach. W samochodzie słuchałem piosenek w radiu "Zet Gold" i w pewnym momencie prowadzący zaczął czytać horoskopy dzienne dla wszystkich znaków zodiaku. Magnus Carlsen wczoraj miał urodziny, jest zodiakalnym strzelcem i dla tego znaku odkryta została karta "As mieczy", której znaczenie to: umysł pracujący na najwyższych obrotach, przebłysk geniuszu, chłodny, analityczny intelekt, uczucia, emocje zepchnięte na dalszy plan. Powiedziałem do siebie, redukując bieg i hamując przed sygnalizacją świetlną: "No, Sierjoga, możesz się zacząć bać"...

To była piękna, pełna emocji szachowa noc. Kibice z całego świata mieli wczoraj wielką ucztę - pokaz przygniatającej dominacji "starego-nowego" Mistrza Świata! Magnus Carlsen w dogrywce Sergieja Karjakina po prostu zdemolował, choć ten w dwóch pierwszych partiach bronił się w swoim stylu, konsekwentnie, z uporem, powiedziałbym szczęśliwie. Jego obrona w partii drugiej była najwyższej próby, ale czy można wygrać z takim szachistą jak Magnus tylko się broniąc? No tak. Relacjonując ten mecz zarwałem kilka nocy, czego oczywiście, nie żałuję, ale skoro ja troszkę się napracowałem to i dla was mam zadanie. Wejdźcie, powiedzmy na https://chess24.com/en, tam są wszystkie partie tego meczu i tak z czysto kronikarskiego obowiązku policzcie ile razy Karjakin zapuścił się w większej liczbie bierek poza "czwartą-piątą" linię szachownicy. Zdaję sobie sprawę, że próbowałem trochę "podciągnąć" Karjakina nie szczędząc mu słów zachęty, komplementów, jednak gdyby spojrzeć na ten mecz na chłodno, widać jak na dłoni, że Pretendent nie był w stanie wywrzeć na Norwegu jakiejś szczególnie mocnej, psychologicznej presji. W czasie meczu zagalopowałem się (mea culpa!), pisząc, że Pretendent wywiera coraz większą presję na Mistrzu Świata. Partie tego meczu pokazują, że to co Karjakin prezentował to, przede wszystkim kult sztuki obrony. Sierjoża robi to wspaniale, w jego grze, możemy drążyć temat dalej, przejawia się jedna z cech rosyjskiej duszy, która przyparta do muru, walcząca o życie, swój byt, potrafi dokonywać wspaniałych, heroicznych czynów. Szachy to gra wojenna dlatego można spojrzeć na ten aspekt jego gry przez pryzmat historii. Rosjanie zawsze imponowali mi sztuką obrony, już Napoleon połamał sobie zęby na Rosji, w czasie II wojny światowej obrona Stalingradu i odwrót wojsk niemieckich również jest tego przykładem, podobnych zdarzeń jest, rzecz jasna, znacznie więcej. Atakować jak atakować, ale bronić się Rosjanie potrafią, jak żadna inna nacja. Niestety, co innego pełna zła wojna narodów, a co innego wojna na 64, czarno-białych klatkach, tutaj, owszem bronić się można, czasami udaje się nawet przejść do kontrataku po skutecznej defensywie, ale nie z takim zawodnikiem jak Magnus Carlsen. Zgodzicie się też, że Magnus w optymalnej formie nie był i mogliśmy odnieść wrażenie, że mecz jest wyrównany. A jak by ten mecz wyglądał gdyby Magnus był w formie zbliżonej do optymalnej? Jego trener powiedział, że w sumie nie wie jak by to wyglądało, gdyby Magnus pracował po osiem godzin i więcej jak inni arcymistrzowie. Wiking w jednym z wywiadów powiedział, że nie powinno się zaprzeczać naturze, że on i tak naprawdę siedzi na szachami ile może, ale do takich codziennych maratonów nie potrafiłby się zmusić. W obecnym Mistrzu Świata drzemią jeszcze wielkie złoża, wielkie zasoby, które pewnie po jakimś czasie ujrzą światło dzienne. Trafił nam się wielki mistrz, który robi różnicę. Oczywiście, możemy zżymać się na jego zachowanie, bo bardzo źle reaguje na porażki, ale chciałoby się powiedzieć, że grzeczne dzieci mistrzami świata nie zostają, prawda?

Opowiem wam teraz o jeszcze innym fenomenie. Nie wiem czy wiecie jak Rosjanie wspierali Sergieja Karjakina w walce z Magnusem Carlsenem. Szachy są dla Rosjan wielką miłością, my w Polsce, chyba nigdy nie zbliżymy się do takiego stanu. Czy potraficie sobie wyobrazić, że moskiewskie puby wypełnione były wczoraj po brzegi kibicami, którzy trzymali kciuki za Sergieja oglądając go na ekranie telewizora? Zresztą, popatrzcie:


Zdjęcie z serwisu: https://twitter.com/sport_fm


Jest to z całą pewnością fenomen socjologiczny. Sergiej Karjakin swoją skromnością porwał serca milionów Rosjan, którzy szybko dostrzegli w nim dość prostego chłopaka, nie pretendującego do miana "kogoś z elity". Sierjoża to swój chłopak, maładjec i rodacy, choć korony krajowi nie wrócił i tak go kochają. No to może jeszcze jedno zdjęcie z tego samego serwisu, które jest absolutnie powalające. Plac Czerwony, Moskwa. Zbliża się noc, temperatura powietrza minus 12 stopni Celsjusza, tymczasem wszyscy oglądają na wielkim telebimie walkę dwóch tytanów. Totalny obłęd!




Cudowne, prawda? Rosjan po raz kolejny ogarnęło wielkie, szachowe szaleństwo, ale to z dnia na dzień się nie stało. Wiele pokoleń kochających ten sport w Rosji musiało w ludziach zaszczepić miłość do niego, rozumienie tej dyscypliny, szacunek. W którym miejscu znajdujemy się my?

Tytuł Mistrza Świata do Rosji nie wrócił. Zwycięzca z miejsca stałby się bohaterem narodowym, kraj o największych szachowych tradycjach, musi jeszcze poczekać na ten moment. Tytuł powędrował do niewielkiego państwa o nieporównywalnie mniejszych tradycjach w tym sporcie, jednak w tym to kraju urodziła się szachowa perła - Magnus Carlsen. To była jego druga obrona. Do wszelkich rekordów jeszcze daleko, ale widząc jaka różnica dzieli go od reszty myślę, że jest to wszystko kwestią czasu. Dziękuję wam, za tak liczne odwiedziny i komentarze. Wspaniale mi się z wami dyskutowało, na poziomie, bardzo mi potrzeba tego typu rozmów o szachach. Jak wam się podobał wieczór z Magnusem Królem??

P. S. Adam Pawilcz mnie upomniał, że ostatnie zdjęcie to fotomontaż (tak twierdzi https://chess24.com/en)  choć to powyżej, z pubu chyba jest w porządku. Nie zmienia to faktu, że Rosjanie do wczesnych godzin rannych nawet na dalekiej Syberii siedzieli przed ekranami kompów i słuchali komentarzy Sergieja Szypowa, gdy świt zaglądał do ich okien...