niedziela, 21 grudnia 2014

Jan Krzysztof Duda gwiazdą pierwszej wielkości na ME we Wrocławiu! Do wczorajszego srebra w blitzu, dziś "dorzucił" złoty medal w szachach aktywnych! Gratulacje!!




W pierwszej chwili chciałem wykrzyknąć - "Oto moment, w którym rodzi się gwiazda europejskich szachów!" ale przecież to jest zdanie absolutnie nieaktualne. Janek Duda jest gwiazdą szachów już od bardzo dawna - całą jego karierę znaczy medalowy szlak. Dziś w pełnej dramaturgii końcówce Janek okazał się lepszy od wczorajszego triumfatora w blitzu, Dawida Nawary i tym samym sięgnął po złoto ME w szachach aktywnych. Intryga meczowa w ostatniej rundzie wyglądała tak, że oprócz wygranej z bezpośrednim rywalem, Janek musiał liczyć na korzystny wynik w pojedynku Gajewski- Wołokitin. Grzesiek Gajewski remisując z Ukraińcem po niezwykle ciekawej partii, zapewnił sobie brązowy medal mistrzostw i otwarł drogę do złota Jankowi. Z wielką przyjemnością napiszę, że polscy szachiści we Wrocławiu okazali się dla gości z różnych zakątków Europy bardzo niegościnni.

Janek Duda grał jak w transie. Obserwowałem go na przekazie video - był w stanie bardzo dużego pobudzenia, choć przy dokładniejszej obserwacji dało się zauważyć, że jest maksymalnie skoncentrowany. Po ostatniej partii kamera znów go ujęła jak stał i patrzył na inną partię i coś analizował. Jemu tych szachów ciągle mało! Jeśli ci, którzy mają wpływ na dalszy rozwój tego chłopaka, zrobią coś nie tak, nie podaruję im tego. Byłaby to wielka szkoda dla szachowego sportu w Polsce - tyle już talentów szachowych zmarnowano w tym kraju! Niechże gwiazda Janka Dudy nie przygaśnie - takie miałbym świąteczne, czy też noworoczne życzenie.

Poza tym ta jego łatwość gry, znajdywania komplikacji, taktyki. Pomyślcie o tej partii z Bortnykiem, wczorajszym pogromcą Radka Wojtaszka. Takie idee jak zdwojenie wież na linii "h" z późniejszym uderzeniem na "g7" to był dla Janka spacerek. On to wszystko widzi, a nawet jeszcze więcej. Dalej - partia z Kowalenką i upór przyszłego Mistrza Europy w realizacji dochodzącego piona. No o każdej partii Jaśka można by pisać i pisać. Szachy Janka Dudy są "pod kibica" - tutaj nie ma nudy - młody arcymistrz uwielbia iść "na wyrwę".

Świetne zawody Janka, kapitalne zawody Polaków w ogóle! Szkoda, że nie miałem żadnej przyjemności z oglądania transmisji z tego turnieju. To była bezustanna walka o to, by niczego nie stracić, a straciłem dużo. Próba oglądania tego przekazu, wyglądała w moim przypadku jak usiłowanie konsumpcji smacznego deseru lodowego za pomocą łopaty. Przez całe te mistrzostwa nawet na moment nie opuszczały mnie nerwy z tego powodu. Były momenty, że dosłownie kipiałem. Zwłaszcza, że Polacy swoją grą dopisali. Nieco ratował przekaz wideo, jednak tylko "nieco": nic nie zastąpi dobrej transmisji ze stołów, a ta była bardzo daleka od normalnych standardów.

 Jeszcze raz, już na koniec: gratulacje od "Psychologii i Szachów" dla nowego Mistrza Europy, gratulacje dla brązowego medalisty ME, Grzegorza Gajewskiego! 

  

sobota, 20 grudnia 2014

Po pierwszym dniu ME w szachach aktywnych z kompletem zwycięstw prowadzi Igor Kowalenko! Janek Duda drugi z 6,5 pkt. z 7!!




Po wczorajszych torturach, zasiadałem rankiem do transmisji pełen najgorszych przeczuć. Po prostu nie chciałem stracić tak fantastycznie zapowiadającego się turnieju. Jednak, tym razem byłem mile zaskoczony! Przede wszystkim był przekaz video z sali gry. Operator kamery bardzo dobrze współpracował z komentującymi w studiu i przy każdej omawianej partii była możliwość spojrzenia głęboko w oczy przeciwnikom. Takie rozwiązanie nawiązuje do klasycznych rosyjskich przekazów z turniejów szachowych wysokiego szczebla. Dziś było o niebo lepiej. Niedociągnięcia, to oczywiście sama transmisja ze stołów - na niektórych stołach czas płynął, na niektórych stał w miejscu, generalnie jednak nie było najgorzej i dało się ten turniej oglądać. Nie byłoby źle, gdyby w tym kierunku to wszystko zmierzało.

Po swojej ostatniej, remisowej partii, Janek Duda nadal nie opuszczał sali gry. Operator kamery w pewnym momencie zrobił zbliżenie na Janka, który analizował pozycję na innym stole. Po całym dniu grania, zamiast udać się na spoczynek, nasz młody talent nie mógł rozstać się z szachami! Wtedy Michał Luch stwierdził, że Janek musi bardzo kochać szachy!  A ja się z tym zgadzam. To po prostu widać. Dziś przyglądając się Jankowi Dudzie na sali gry uświadomiłem sobie, że ten zawodnik dopnie swego. On nie odpuści. Nie wiem jakie konkretne cele stawia przed sobą najmłodszy arcymistrz Europy (zapewne bardzo wysokie) jednak nie to, że wierzę, ale jestem pewny, że je zrealizuje.

 Ależ Jasiek był dzisiaj groźny! Po wczorajszym sukcesie on znów do szachownicy usiadł na pustym żołądku. Głód wygranych jest w nim straszny i tego byle czym nie zaleczysz. On dzisiaj grał z takim oddaniem, jakby wczoraj w ogóle nie grał. Po pierwszym dniu jest drugi za fenomenalnie grającym Igorem Kowalenką z Łotwy. Janek zdeklasował też szachistów krajowej czołówki - ograł Bartla i Gajewskiego. Wreszcie w rundzie szóstej spotkał się z bardzo silnym arcymistrzem z Petersburga, Nikitą Witjugowem. Witjugow na 1.e4 zagrał swój koronny debiut, obronę francuską. (Rosjanin jest autorem bardzo dobrej, świetnie sprzedającej się książki debiutowej o obronie francuskiej) W partii dostał straszną kontrę i mecz praktycznie toczył się do jednej bramki. To było coś niesamowitego! Trzymam jutro kciuki za Janka, mam nadzieję, że postawi "kropkę nad i" zdobywając kolejny medal ME.

Po przegranej w ostatniej rundzie z IM Olexandrem Bortnykiem z Ukrainy Radek Wojtaszek spadł na na piąte miejsce i nadal ma realne szanse na medal. Tuż za nim jest Wojciech Moranda, a w pierwszej dziesiątce jest jeszcze Jacek Tomczak. A więc, mamy czterech Polaków w pierwszej dziesiątce! To był naprawdę świetny dzień Polaków na ME we Wrocławiu. Oby jutro wszystko ułożyło się po naszej myśli!



piątek, 19 grudnia 2014

Jan Krzysztof Duda wicemistrzem Europy w szachach błyskawicznych! Zwyciężył Dawid Nawara z Czech!



Jest mi bardzo przykro, że nie mogłem towarzyszyć Jankowi Dudzie w tym sukcesie w roli internetowego kibica. Strona z transmisją (pierwszy raz widziałem coś takiego na oczy!) to było coś niesłychanego - nie było najmniejszych szans, by obejrzeć ten turniej, czy choćby zorientować się w sytuacji. Nie tylko do mnie, ale i do innych internautów (musiałem dowiedzieć się jak było na innych kompach, gdyż istniało ryzyko, że tylko ja mam problemy z laptopem lub siecią) docierały jakieś serie posunięć, nie widać było upływającego czasu - to była, zważywszy na rangę turnieju, kompletna kompromitacja.

 Szachy to dyscyplina, która nigdy nie będzie mieć turniejowych hal wypełnionych po brzegi - przeciwnie - bez względu na rangę meczu, sale gry zwykle świecą pustkami i, w sumie, trudno się temu dziwić. Jednak nasz sport doskonale da się sprzedać w Internecie. Na tym polu można mieć (i wielu organizatorów ma!) kapitalne osiągnięcia. Warunkiem, by dany turniej stał się internetowym hitem, jest profesjonalizm ekipy obsługującej przekaz z sali gry. Nie jestem specjalistą w materii typu, co nie zadziałało, i jak to powinno być zrobione, więc nie zaszaleję tu zbytnio. Jestem raczej odbiorcą produktu końcowego,  po prostu fanem szachów, którego radość z tych zawodów ktoś wystawił na ciężką próbę.

W turnieju błyskawicznym ME we Wrocławiu zwyciężył, tutaj nie boję się użyć takiego stwierdzenia - deklasując swoich rywali - dobrze znany w Polsce (i bardzo lubiany) Dawid Nawara z Czech. Nad doskonale finiszującym w ostatniej rundzie Jankiem Dudą Nawara miał aż 2 punkty przewagi. Czech te zawody wygrał w cuglach. Janek Duda bił się pięknie - w ostatniej rundzie wytrzymał presję i ograł do zera silnego Ernesto Inarkijewa z Rosji. Gratulacje dla naszego szachowego łowcy trofeów!!

Reszta Polaków znalazła się poza pierwszą dziesiątką. Zdobywając 16 punktów wysokie miejsca zajęli: Mateusz Bartel, Robert Kempiński i Grzegorz Gajewski - wszyscy uplasowali się w drugiej dziesiątce.

Jutro rapid już z Radkiem Wojtaszkiem, który miał okazję rozegrać się w Pekinie w elitarnym gronie. Jestem jednak pełen najgorszych przeczuć. Nie chodzi mi teraz o to, jak Radek i reszta Polaków wypadnie, a o to, czy będę miał szansę względnie spokojnie obejrzeć transmisję z tych zawodów. 

   

czwartek, 18 grudnia 2014

Lekcja taktyki kapitana Sadorina



"Taktyka, bracia, to najbardziej skomplikowany przedmiot na świecie. Ale powiedzcie tylko naszym generałom, że taktyka jest bardziej skomplikowana niż szachy, to pękną ze śmiechu. Oni po prostu w to nie wierzą. Ale tu nie ma się z czego śmiać. Szachy to najbardziej prostacki i powierzchowny model bitwy pomiędzy dwoma - równie prymitywnymi - armiami. Poza tym, wszystko jest tam jak w prawdziwej wojnie.

Król jest bezbronny i ma bardzo małe pole manewru, jego utrata oznacza jednak całkowitą porażkę. Uosabia członków sztabu dowodzącego, ciężkich i nieruchawych - wystarczy ich zniszczyć i szach - mat. Królowa - oznacza wywiad i to w najpełniejszym znaczeniu tego słowa - wszechpotężny i niepokonany, zdolny do podjęcia błyskawicznego działania i skutecznie udaremniający zamierzenia wroga. Skoczek, goniec i wieża nie wymagają komentarza. Podobieństwo jest ogromne, zwłaszcza gdy mamy na myśli kawalerię. Pomyślcie o bitwie pod Borodino i ataku kawalerii na tyły Bonapartego prowadzonym przez Uwarowa i Płatowa. To przecież nic innego jak "gambit skoczka", zarówno pod względem znaczenia i formy. Spójrzcie tylko na mapę! Kawaleria rosyjska nie walczyła ani nie szarżowała, jedynie pojawiła się na tyłach i to wystarczyło, żeby Bonaparte powstrzymał się od wysłania swojej gwardii do walki. Pod wieloma względami ten ruch zadecydował o losach bitwy i całej Rosji. Po prostu... "gambit skoczka".

To Rosja Suworowa, cytat z książki "Żołnierze Wolności". Tak to dowódca pieszego patrolu, kapitan Sadorin objaśniał swoim kompanom różnicę pomiędzy prostacką, wojenną grą planszową, a bardzo skomplikowaną wojenną taktyką, której opanowanie potrafi odwrócić bieg historii ;).


poniedziałek, 15 grudnia 2014

Kolejna wygrana Griszczuka w Pekinie! Anand pierwszy w London Chess Classic!



Trzy dni trwało w Pekinie wielkie blitzowanie i po raz kolejny Aleksander Griszczuk nie pozostawił złudzeń swoim utytułowanym przeciwnikom. Jutro odbędzie się widowiskowy turniej szachów baskijskich (widowiskowy oczywiście dla szachistów, dla nie-szachistów to i tak jedno i to samo) grany na dwóch szachownicach równocześnie. Bardzo jestem ciekaw, jak wygląda taki pojedynek w praktyce. Radkowi Wojtaszkowi blitz zdecydowanie się nie udał, gdyż zajął przedostatnie miejsce. Faktem jest, że Radek grał z najlepszymi szachistami świata, niemniej jednak oba wyniki na 3 tygodnie przed bardzo ciężkim turniejem w Holandii nie nastrajają optymistycznie. Dobrze jest uzyskać w turnieju poprzedzającym najważniejszy występ w całej zawodniczej karierze niezły wynik, by się podbudować i mieć spokojny sen. Oba występy naszego arcymistrza nie były jednak udane. W obu turniejach liczyłem na miejsca Polaka, mniej więcej, w połowie tabeli. Jutro pozostały do rozegrania niezwykle ciekawie zapowiadające się szachy baskijskie.

W Londynie, w swoim pierwszym turnieju po meczu o MŚ najlepszym okazał się "Vish'y" Anand, który wygrywając w "berlince" z Adamsem w ostatniej rundzie, rzutem na taśmę wyprzedził bardzo zwartą grupkę rywali. Anand jest niezniszczalny! Arcymistrz z Indii po prostu nie rdzewieje! Wielkie brawa!

Wielkie brawa, rzecz jasna, należą się też Kamilowi "Dragunikowi", który w Londynie w pięknym stylu, ogrywając wielu silnych arcymistrzów, wygrał turniej otwarty. Kamil szedł pięknie, podobała mi się zwłaszcza jego wygrana nad dwoma arcymistrzami w ten sam dzień. Dragunik parł do przodu jak czołg, jak Rosomak rodzimej produkcji ;). Standing ovation dla Kamila! Oby więcej takich informacji o Polakach docierało z różnych stron świata.


piątek, 12 grudnia 2014

Sport Accord World Mind Games 2014 - Aleksander Griszczuk wygrywa turniej szachów aktywnych!



W jednej z ornitologicznych książek przeczytałem, że pewien gatunek sikor, by nie umrzeć, musi w ciągu dnia przyjąć taką ilość pokarmu, która odpowiada ich wadze. Wczoraj udało mi się zaobserwować sikorki w akcji (spróbujcie je sfotografować! Powodzenia życzę! ;) ) - są w ciągłym ruchu, przeskakują z gałązki na gałązkę, wszędzie ich pełno, zwłaszcza przed wieczorem. Na krótkim dniu muszą zgromadzić odpowiednie zapasy, gdyż zbliża się długa noc, która może być dla nich zabójcza...

 Superarcymistrz, by utrzymać swój status, musi pracować jak wymienione wyżej sikory - co dzień, w ogromnym mozole, analizuje, trenuje, rozpracowuje przeciwników - jego umysł jest w ciągłym ruchu. Miesiąc, dwa, pół roku nicnierobienia dla arcymistrza światowej czołówki jest trudny do nadrobienia.

Turniej szachów aktywnych w Pekinie wygrał rankingowy faworyt (chodzi o ranking w rapidach) Aleksander Griszczuk. Co ciekawe, na 7 rundowym dystansie 4 "białe" partie zremisował, a trzy "czarne" wygrał! Griszczuk to wielki specjalista w grze tempem przyspieszonym. W partiach klasycznych, nie jeden raz, będąc na oparach czasu, nie to, że ratował partie, a wręcz wygrywał z wielkimi przeciwnikami. Niedoczas to jego naturalny ekosystem - im mniej czasu na zegarze, tym jest groźniejszy. Swoją drogą, gdy przyglądam się jego walce w niedoczasach, mam wrażenie, jakby był pozbawiony układu nerwowego. Gdy ma wykonać posunięcie (bo na zegarze ma, powiedzmy, osiem sekund) lekko się unosi, jakby wytrącony z jakiegoś letargu, robi flegmatycznym gestem posunięcie i... znów, jakby nigdy nic, pogrąża się w pozycji. Kto chce się nauczyć grać w niedoczasach, niech się przyjrzy jak to robi Aleksander Griszczuk.

Dzień drugi dla Radka Wojtaszka nie był najszczęśliwszy. Z Gelfandem przegrał mając przez cały czas dużą przewagę, a w kilku sytuacjach kompletnie wygraną pozycję. Dwa kolejne pojedynki z Timurem Radżabowem i Wang Yue zakończyły się remisami. Ostatecznie Radek Wojtaszek uplasował się na pozycji dwunastej. Jutro odbędzie się blitz.

Myślałem ostatnio o zbliżającym się turnieju Tata Steel Chess i występie naszego arcymistrza i doszedłem do wniosku, że jedną z najważniejszych spraw to uchwycenie odpowiedniego nastroju do gry. Na tym poziomie chodzi też i o to, by nie czuć przesadnej odpowiedzialności za wynik, gdyż ta potrafi skutecznie zablokować proces twórczy i samą radość z gry. Nie da się nawet wytrzymać kondycyjnie, gdy gra się wszystkie partie w stanie zbyt dużego napięcia.

 Jest taka anegdota, którą opowiedział mi pewien szachista z moich okolic. Mianowicie ów kolega miał w swoim zespole pewnego zawodnika, który grał partię na lidze. Jego kompani zdążyli już zakończyć swoje mecze, a ten siedział przy szachownicy i myślał. Pozycja była gdzieś w okolicach końca debiutu. Czas płynął, płynął i płynął, a ten myślał i myślał. Koledzy z zespołu zaczęli się w końcu niecierpliwić. W końcu graczowi z ich klubu spadł czas. Kompani podbiegli do niego i zaczęli pytać się, przekrzykując nawzajem: co, jak, dlaczego, czemu nie wykonał posunięcia itd. A ten im odparł, że nie znalazł prawidłowego planu gry, więc jeśli miał zagrać cokolwiek, wolał żeby spadł mu czas ;). Tak jakoś to szło, nie wiem, czy dokładnie to opowiadam. Sytuacja autentyczna - chłopak wtedy był bez kategorii, a teraz jest już silnym kandydatem na mistrza. Ta historyjka trochę przerysowuje, ale, myślę, że nieźle oddaje stan ducha kogoś, kto jest przesadnie odpowiedzialny za swoją grę. Fajnie załapać nastrój, w którym czuje się czystą radość z gry i nie myśli o wyniku. Wiśta wio łatwo powiedzieć, nieee? ;). No, ciekawe jak pójdzie Radkowi Wojtaszkowi w Holandii? Rapidem na pewno nie poprawił sobie humoru na ostatnie tygodnie przed startem w Tata Steel Chess. Jutro w Pekinie pierwsza część wielkiego blitzowania i też fajnie się zapowiada!


czwartek, 11 grudnia 2014

Radek Wojtaszek walczy w Pekinie ze światową czołówką w SportAccord World Mind Games 2014!




Strona organizatora SportAccord World Mind Games 2014 przyprawiła mnie o poważny ból głowy i nadszarpnięte nerwy. Co ja się naszukałem, by zorientować się kiedy, jak, kto i z kim... a i tak nie dowiedziałem się wszystkiego! Wreszcie znalazłem klasyczną stronę "fidowską" i na niej dopiero zaspokoiłem mój wilczy, informacyjny apetyt: http://sportaccord2014.fide.com/en/main-page .

 Radek Wojtaszek jest po 4 rundach szachów aktywnych i w tym momencie jego dorobek to: wygrana nad Bacrotem, remis z Nepomniachtchi Ianem i dwie przegrane z Aronianem i Kubańczykiem Dominguezem. Polak na 16 uczestników jest dwunasty z 1.5 pkt. Prowadzi Wang Hao z 3.5 pkt. Jutro nasz reprezentant pierwszą partię zagra z Borysem Gelfandem. W tym momencie może się przydać Radkowi wiedza o przeciwniku, zdobyta podczas pracy w sztabie analitycznym "Vish'ego" Ananda, który bronił tytułu mistrza świata w pojedynku z szachistą z Izraela. Z drugiej strony to jest "rapid" i zdecydowanie łatwiej eksperymentować każdemu z uczestników. Zerwanie się z utartych kolein schematu w szachach aktywnych i blitzu jest znacznie łatwiejsze. Chodzi o czas, którego nie ma na tyle, aby wszystko "ogarnąć", rozpracowując każdy detal tkwiący w pozycji. Przy skróconym tempie gry można się czegoś nie doliczyć, można też i kogoś przeliczyć, można grać to, co w "klasyku" nie przyszłoby nam do głowy.

 Według danych na stronie organizatora Radek ma rozpocząć swój pojedynek z Gelfandem o 14 czasu lokalnego, więc, gdy odliczymy 8 godzin różnicy, wychodzi na to, że w Polsce partia zacznie się o godzinie 6 rano (poprawcie mnie, jeśli się mylę).

 Cieszę się bardzo, że nasz najlepszy szachista gra ze światową elitą, ale nie koniec na tym. Za miesiąc nasz reprezentant zagra w turnieju mistrzowskim Tata Steel Chess w Holandii i to będzie dla kibiców uczta co się zowie. Moi Drodzy: Carlsen, Caruana, Aronian, Giri, So itd. staną na drodze naszego arcymistrza. To będzie najważniejszy turniej w karierze Radka Wojtaszka. Scenariuszy jest multum. Jeśli Polak zagra turniej życia, wywinduje go to na bardzo wysokie miejsce w szachowej hierarchii. Gdy turniej mu nie wyjdzie i zakończy na jednym z ostatnich miejsc straci bardzo dużo, gdyż nie załapie się do tego elitarnego, szachowego pociągu TGV, który tak rzadko przystaje, by zabrać kogoś nowego. Wynik przeciętny (w połowie tabeli) będzie oznaczał zachowane status quo i nic poza tym.  Radek Wojtaszek skrzętnie gromadził punkty w ACP, by na mecie rywalizacji o turniej główny w Holandii, wyprzedzić Jakowienkę o 24 punkty. Wielkie emocje przed nami! Czekam z wielką niecierpliwością na datę 9 stycznia, kiedy to ruszą zegary w Tata Steel Chess. Analiza składu, turniejowej strategii i ocena szans Radka Wojtaszka w odrębnym artykule, rzecz jasna. Liczę, że dołączycie się, by wspólnie ze mną rozpracowywać, rozbijać na czynniki pierwsze to, co wydarzy się za kilka tygodni!


czwartek, 4 grudnia 2014

Gdzie dwóch się bije tam... Yu Yangyi korzysta! Rewelacyjny Chińczyk wygrywa turniej w Katarze!



 Koniec końców Giri zebrał się w sobie i w szalonym pojedynku z Akopianem okazał się lepszy. Tym razem jego system nerwowy zadziałał adekwatnie do sytuacji - Holendrowi udało się dogonić, a nawet przegonić Kramnika, jednak to Chińczyk Yu Yangyi przelicytował ich obu. Tak to parł do przodu przez cały turniej Holender z Rosjaniniem, a skorzystał na tym Chińczyk ;). Wczoraj nawiązałem do partii Kramnika z Iwańczukiem z turnieju pretendenckiego w Londynie i dzisiaj, mieliśmy tak jakby... ciąg dalszy ;). Triumfator turnieju w Katarze ograł, przeliczył byłego Mistrza Świata, który nie miał za wiele do powiedzenia w tej partii.


Yu Yangyi zagrał bez kompleksów z legendarnym Rosjaninem! Photo by Maria Emelianova from page http://www.qatarmastersopen.com/


 Bardzo mi zależało na wygranej szachisty, którego nie upatrywano jako głównego faworyta w przedmeczowych prognozach. Po tym turnieju Chińczyk stanie się jeszcze bardziej znany, a za tym powinny pójść zaproszenia na prestiżowe turnieje kołowe. Spójrzmy na wyniki końcowe i zastanówmy się przez chwilę jak wygląda moja teoria elity. Giri i Kramnik storpedowali moją koncepcję strasznie. Vachier-Lagrave Maxime - na dwoje babka wróżyła - zakończył zawody na miejscu dziewiątym. Francuz nie dokonał może na moją teorię jakiegoś skomasowanego nalotu dywanowego, ale będąc w pierwszej dziesiątce, też wrzucił do mojego ogródka kamyczek. Jedynym arcymistrzem, który wychylił się dość mocno z tej "próby czterech", był Shakhriyar Mamedyarov. Azer, remisując dziś z Darkiem Świerczem, uplasował się ostatecznie na pozycji dwudziestej ósmej. Gdyby wygrał (a miał szansę) , byłby znacznie wyżej i wtedy miałbym już całkowicie "pozamiatane". No, to jak jest z tą teorią elity szachowej? Chyba trzeba zredukować lekko poglądy, choć bardzo bym chciał, mając czas (a nie mam ;) ) cofnąć się retrospektywnie i zobaczyć jak w innych turniejach otwartych radzili sobie czołowi arcymistrzowie świata.


Pierwsza trójka openu w Katarze w komplecie! Photo by Maria Emelianova from page http://www.qatarmastersopen.com/


Polacy. Mitoń ograł dziś będącego ewidentnie bez formy Naiditscha i tym samym znalazł się na 37 miejscu. Darek Świercz 4 pozycje niżej. 86 Miśta, 90 Bartel, 99 Duda, 104 Soćko. Wystarczy wpatrzyć się przez chwilę w te cyfry, by uświadomić sobie, że Polacy byli tłem dla reszty przyjezdnych. Szykowałem się, ustawiałem na turniej w Katarze bardzo długo. Liczyłem, że, oczywiście, nie wszyscy ale jeden dwóch z tego składu, który wyruszył do Dohy, zaprezentuje się dobrze. Chodziło mi po prostu o fajne emocje - przecież, gdy grają Polacy, zawsze się na coś takiego czeka. Nic z tych rzeczy, niestety, nie miało miejsca. W połowie zawodów było wręcz słychać to pęknięcie w zespole, kiedy to nasi zawodnicy uświadomili sobie, że nic w tym openie nie wskórają.

 Zakończę jednak bardzo, ale to bardzo optymistycznie! W tym samym mieście, w którym odbywał się komentowany przez mnie turniej, w Dosze, trwają Mistrzostwa Świata w pływaniu. Tam właśnie, Radosław Kawęcki zdobył srebrny medal na krótkim basenie stylem grzbietowym. Jego czas 50, 11 sek. Zwyciężył Mitchell Larkin z Australii.


środa, 3 grudnia 2014

Na rundę przed końcem Qatar Masters Open Giri znów przegrywa i spada na trzecie miejsce! Kramnik samodzielnym liderem!



Na zakończenie turnieju w Katarze mamy dwa ciekawe pojedynki przed sobą: mówię teraz o Polakach, Darek Świercz będzie miał okazję sparować z samym Mamedjarowem, a Kamil Mitoń spotka się z Naiditschem. Choć występ Polaków w Katarze zakończył się niepowodzeniem, pojedyncze partie z bardzo silnymi arcymistrzami zawsze wzbudzają moje zainteresowanie.


Szósta wygrana z rzędu W. Kramnika! Photo by Maria Emelianova from page http://www.qatarmastersopen.com/


Na samym szczycie mamy ciekawą intrygę. Wczoraj po porażce Giriego, zwietrzyłem, że młody holenderski arcymistrz może mieć kłopoty natury psychologicznej. Giri przewodził stawce od samego początku, nawet do wczoraj, gdyż Kramnik pokonując go, zaledwie zrównał się z nim punktami. Jednak pierwsza przegrana bardzo źle wpłynęła na morale Holendra, który po raz kolejny odszedł od stolika bez jakiejkolwiek zdobyczy. W roli oprawcy wystąpił Yu Yangyi, który jutro (zapamiętajcie, że ostatnia runda rozpoczyna się 3 godziny wcześniej!) zagra z Kramnikiem o zwycięstwo w Qatar Masters Open. Przegrywając kolejną partię po pierwszej przegranej w turnieju, Giri przypomina nieco Janka Dudę (czy też Janek przypomina Giriego). Janek Duda też nieźle szedł do momentu pierwszej przegranej. Po porażce był już, niestety, cieniem samego siebie. Sztuka szybkiego odbudowywania się w szachach nie należy do łatwych. Tutaj decyduje odporność psychiczna.


Białe zaczynają i...po raz kolejny przegrywają! Photo by Dmitry Rukhletskiy from page http://www.qatarmastersopen.com/


Sam, całkiem niedawno, pierwszą część turnieju w Chorzowie, zagrałem koszmarnie, by wyjść w drugiej  jego części na "przyzwoite" 50 %. Jak się wtedy czułem, gdy grałem na dalekich stołach? Poproszę o inny zestaw pytań ;)... Fatalnie! Prawda jest taka, że z wielkim trudem przychodziło mi zebranie się w sobie w celu udania się na salę gry. To są momenty, gdy nic się nie chce: jeść się nie chce, pić się nie chce człowiekowi, uśmiechać się do ludzi nie chce i żyć się też nie chce. Turniej dokończyłem, choć trudno jest przekazać słowami, ile mnie to kosztowało i jakie katusze przyszło mi przeżywać. Byli też tacy (to jest w dalszym ciągu rozmowa o odporności psychicznej), którzy wycofali się bo przegrali partię z powodu podstawki damy, albo i tacy, którzy wycofali się w ostatniej rundzie, żeby nie stracić na elo. Odporność na niepowodzenia to bardzo ważna cecha szachisty. Odporność psychiczna to nie jest element czysto szachowy ale ma bardzo duże znaczenie w osiąganiu rezultatów.

Photo by Dmitry Rukhletskiy from page http://www.qatarmastersopen.com/


Jutro ostatnia odsłona tego kapitalnego openu. Kramnik walczy o wszystko, jego przeciwnik Yu Yangyi walczy o wszystko. Jest jeszcze kilku graczy, którzy mogą nieźle zamieszać na koniec! Przed Kramnikiem ciężki mecz. Przypominam sobie Londyn, gdzie w ostatniej rundzie rozsypał się bez walki w pojedynku z Iwańczukiem, wybierając jakiś arcydziwny debiut przeciwko Ukraińcowi. W sytuacji stresowej mogą się jutro dziać cuda i dlatego tym bardziej nie przeoczcie ostatniej rundy turnieju w Katarze! Emocje gwarantowane!


wtorek, 2 grudnia 2014

Runda siódma Qatar Masters Open, czyli koniec świetnej passy Giriego!



Kramnik to jest dopiero killer! A nie wygląda ;). To już piąta z rzędu wygrana Rosjanina i jeśli zamierza się ścigać z młodym Holendrem, musi wygrać jeszcze dwie partie. Wtedy pobije go w ilości wygranych partii pod rząd. W bezpośrednim pojedynku Kramnik był jednak lepszy i teraz dojdzie do głosu psychologia. Czy Giri pozbiera się szybko i odegra jutro i pojutrze? Ciekawa sprawa. Emocje w stolicy Kataru sięgają zenitu.


Mowa ciała już teraz dokładnie wskazuje, kto kogo zdominuje w tej partii! Photo by Dmitry Rukhletskiy from page http://www.qatarmastersopen.com/

I nie pomogła utalentowanemu Holendrowi tego typu zatrata w pozycji... Photo by Maria Emelianova from page http://www.qatarmastersopen.com/


 Pierwsza dziesiątka po siedmiu rundach wygląda bardzo interesująco. Na trzecim miejscu, tuż za Girim i Kramnikiem, znajduje się arcymistrz ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Salem A. R. Saleh (słyszałem o nim ale jakoś jego sensacyjne wyniki nie rzuciły mi się nigdy w oczy). Czwarty jest Yu Yangyi i to już nie jest niespotykanego kalibru niespodzianka. Piąty jest rewelacyjnie grający w tym turnieju Nils Grandelius. Do "dziesiątki" wskoczył ponownie Vachier-Lagrave Maxime (kolejny mocny cios w moją teorię, jeszcze dwa takie strzały i naprawdę się już nie podniosę. Jakby tego było mało wygrał Memedjarow. Nie no, leżę ;) ).


Photo by Dmitry Rukhletskiy from page //www.qatarmastersopen.com/

Polacy remisują na potęgę i wydaje się, że chcą po prostu dokończyć ten turniej. W komentarzach na blogu trwa dyskusja, co, jak i dlaczego tak słabo. Mnie się nie chce za specjalnie zabierać głosu. W wielu debatach na temat naszej czołówki, które udało mi się zaobserwować to tu, to tam, przewija się kwestia, dlaczego Polacy nie jeżdżą na silne openy, tylko grają w turniejach mniejszego kalibru. Odpowiedzią jest występ Polaków w Katarze. Pojechali, zagrali i za dwa dni wracają. Jestem w pełni świadomy w jakim tonie się wypowiadam, ale niech nikt mi niczego nie zarzuca, bo ci którzy mnie znają wiedzą, że jestem pierwszy w kolejce, by cieszyć się sukcesami naszych reprezentantów. Szkoda, że nie ma się czym cieszyć. Można zgorzknieć widząc takie zawody Polaków, a co myślicie? Tak się właśnie czuję i nic na to nie poradzę. Pewnie mi przejdzie za jakiś czas ;)...

 W polskich szachach interesują mnie już tylko dwie postaci: Radek Wojtaszek oraz Jan Krzysztof Duda. Wojtaszka chciałbym zobaczyć w kilku naprawdę mocnych kołówkach, by przyjrzeć się jak mu pójdzie z piekielnie mocnymi, a nie tylko mocnymi. Myślę, że nasz arcymistrz zasługuje na taką szansę. Janek Duda jest jeszcze bardzo młody. Ma wiele lat przed sobą, a już teraz potrafi być bardzo groźny dla wielu silniejszych rywali. Ciekawi mnie, w którym miejscu będzie pod koniec swojej juniorskiej kariery i kilka lat później.

Cóż, w katarskim turnieju pozostaje mi ekscytować się korespondencyjnym pojedynkiem Kramnika z Girim. A może w ostatnich rundach ktoś inny zwinie murowanym faworytom główny finansowy kąsek sprzed nosa?