piątek, 31 lipca 2015

Biel - szczęśliwe miejsce dla MVL - kolekcja zwycięstw Francuza z roku na rok się powiększa! Radek Wojtaszek zajmuje samodzielne, drugie miejsce! Gratulacje!


Jest już dobrze po godzinie czternastej. W tym momencie wszyscy siadaliśmy przed ekranami komputerów i cieszyliśmy się sztuką szachową wysokich lotów. Gdy grał Polak, zaciskaliśmy mocno kciuki, kibicowaliśmy, ale to już, niestety, koniec. Zawsze w takich dniach "po", cierpię na syndrom odstawienia i jakoś nie mogę sobie znaleźć miejsca. Im ciekawszy turniej, im bardziej upajam się grą, daję się ponosić emocjom, tym trudniej mi później. Dopada mnie szachowy kac, który zwykle przechodzi po kilku dniach. W takich dniach, jako antidotum rozkładam sobie partie Petrosjana, Smysłowa, Alechina i analizuję z przyjemnością. To pozwala odpędzić tę poturniejową pustkę.

Piszecie o występie Radka Wojtaszka mniej, więcej tak: "Radek zagrał bardzo dobry turniej, jednak niedosyt pozostaje!", "Przecież Navara w tej partii czekał tylko na końcowe uderzenie, co się stało!?" itd. Byłoby rzeczą dziwną, gdyby każdy z nas, gdzieś w głębi serca, tego niedosytu nie czuł, bo jak nie spotkać się z tym uczuciem, gdy bardzo nam zależało, na wygranej Wojtaszka? Tak się nie da! Prawdziwi kibice, gdyby w takich chwilach nie cierpieli lekkiego zawodu, nie byliby prawdziwymi kibicami! Gdy na czymś ci bardzo zależy, a tego nie dostajesz, cierpisz zawód i tyle. Myślę, że orientujecie się, co mam teraz na myśli.

 Radek Wojtaszek zaprezentował się świetnie, zyskał na rankingu i znów jest tuż, tuż tych najlepszych, zajął drugie miejsce i trzeba nam cieszyć się z tego. Wczorajszy mecz z Navarą był niezwykle dramatyczny. Na samym początku nasz arcymistrz zdominował Czecha, grał pewnie i nic nie wskazywało na to, jakie katusze miały nas czekać kilka godzin później! W pewnym momencie Polak miał tylko wyprowadzić kończący walkę lewy sierpowy, jednak odstąpił od przeciwnika, który słaniał się na nogach w okolicy narożnika ringu. Nokautu nie było. W tym samym czasie MVL pracował na kolejną wygraną w Biel nad zdemoralizowanym, oszołomionym i, chyba, pragnącym zejść wszystkim z oczu Richardem Rapportem. Niestety, intuicja mnie tym razem nie zawiodła. Rapport po serii czterech przegranych z rzędu, nie był w stanie postawić skutecznego oporu Francuzowi. Podejrzewam, że ten turniej, to dla Rapporta jedno z najbardziej traumatycznych przeżyć w całej jego sportowej karierze. Chodzi o to, że jego gra nie przeszła niezauważona. W tym czasie nic ciekawszego na świecie się nie działo - większość kibiców miała wzrok zwrócony w kierunku Biel. Co dalej z nim będzie? Jakoś nie potrafię się na niego złościć, jednak jest mi go trochę żal. Jest młody, może się pozbiera, pojedzie gdzieś w świat, wygra jakiś open. Dla niego ten turniej to była najczarniejsza czerń.

No właśnie! Kilka dni przed rozpoczęciem turnieju, zapytałem w odniesieniu do przyszłego występu Radka Wojtaszka, stosując małą grę słów, co nas i naszego arcymistrz spotka - "czerń czy Biel?" Powiedziałbym teraz post factum, że biel, ale nie ta najczystsza biel. Chciałem wygranej naszego arcymistrza, generalnie ja, oraz wielu kibiców w Polsce jest bardzo spragniona spektakularnego sukcesu. Myślę, że jest dwóch szachistów, których stać na duże sukcesy w przyszłości. Pewnie was nie zaskoczę - to Janek Duda oraz Radek Wojtaszek. Na koniec chciałem pogratulować Radkowi Wojtaszkowi bardzo dobrego występu oraz życzyć powodzenia w zbliżającym się PŚ. To był bardzo fajny turniej i z pewnością będziemy jeszcze nie raz do niego wracać!


środa, 29 lipca 2015

Jest już tylko trzech kandydatów do wygrania turnieju arcymistrzowskiego w Biel: MVL, Wojtaszek i Navara! Jutro o godzinie 14.00 rusza ostatnia runda!


Gdyby Radkowi Wojtaszkowi w tym turnieju szło tak sobie, gdyby nie miał już szans na wygranie tych zawodów, nie miałbym wielkich chęci na badanie możliwych scenariuszy dnia ostatniego. Polak, będąc od dwóch rund pod strasznym ostrzałem, wyszedł z czarnych partii z punktem. Ten punkt, daje Radkowi Wojtaszkowi w tym momencie dzielone pierwsze miejsce z MVL. Za nimi dwoma, czai się David Navara, który traci pół oczka. Intryga byłaby doskonała przed końcową rundą, gdyby nie postać Richarda Rapporta z Węgier, który zagra pojedynek z prowadzącym MVL i w dodatku czarnymi...

 Rapport przegrał cztery partie pod rząd i nie jest to już klasyczna "długa roszada". Tutaj do określenia tego wyczynu szachiści sięgnęli po logo pewnej niemieckiej firmy samochodowej, zresztą, wiecie o co chodzi:) . To jest straszna degrengolada - dziś z Eljanovem młody Węgier zagrał jak zwykle, w swoim stylu, czyli z kopytem, ale szybko został skontrowany. Te kolejno poświęcane piony, to była absolutna autodestrukcja. Nie wiem jak wam, ale mnie nie jest szkoda tego zawodnika. Jeślibym widział, że walczy, a nie chce sam siebie unicestwić, może miałbym dla niego kilka ciepłych słów. Widząc jednak, jak rzuca do przodu swe figury, jakby z lekceważeniem, nie zużywając wiele czasu, nie pracując nad pozycją, z moich ust nic pozytywnego w jego kierunku nie padnie. To jest naprawdę poważny turniej, a Węgier gra jakiś szachowy koszmar, który, to wiemy już na pewno, nie będzie miał happy endu. I jutro z jego strony mielibyśmy oczekiwać pomocy! No, jakie są szanse, że coś zaprezentuje w tym pojedynku i nie da Francuzowi łatwego punktu? W takim stanie ducha nie można normalnie przestawiać figur, to jest potężny psychologiczny cios zadany młodej psychice i (obym się mylił!) nie wieszczę jutrzejszej jego metamorfozy. W ogóle po tym turnieju jestem ciekaw, jak się potoczy kariera tego chłopaka.

Radek Wojtaszek musi zrobić swoje i... liczyć na szczęście! Ma białe i Davida Navarę, który gra bardzo nierówno. Co się może stać w partii? Radek ma wiele atutów za sobą. Tym najważniejszym, podstawowym atutem, jest dla naszego arcymistrza... osoba samego przeciwnika! Zobaczcie - Czech w tym turnieju zremisował zaledwie dwie partie. To niesłychanie bojowy zawodnik i zawsze gra na maksa. I tutaj upatrywałbym szans Polaka. Radek ma białe to kolejny, duży plus. Jest szansa, że Navara gdzieś przegnie, że gdzieś się zagalopuje i na to, powiem bez ogródek, liczę. To jest to, co ma we własnych rękach Radek Wojtaszek. To, co się zdarzy w partii MVL - Rapport jest poza jego zasięgiem i nie ma specjalnie sensu spoglądać w tamtą stronę.

Piękny turniej, kapitalne zawody, a jutro koniec. Bardzo się w te zmagania wbiłem, ale to za sprawą gry naszego szachisty. Jutro o 14 - tej oglądamy i kibicujemy, moja poczta będzie otwarta, piszcie więc, będę na bieżąco publikował. Radku daj jutro z siebie wszystko!! Powodzenia!


wtorek, 28 lipca 2015

Niewiele zabrakło, by Radek Wojtaszek oraz jego ukraiński przeciwnik spędzili za szachownicą klasyczną "dniówkę"! Nasz arcymistrz w dalszym ciągu na prowadzeniu!


Klasyczną popołudniową zmianę, czy jak mawiają Ślązacy szychtę, Radek Wojtaszek oraz Pavel Eljanov, mieli szansę spędzić za szachownicą. Zabrakło kilkudziesięciu minut. Choć, słowo -"spędzić" - nie jest adekwatne. Spędzić to można weekend we dwoje, popołudnie, ewentualnie wakacje na Maderze, a tej morderczej batalii żadną miarą nie można tak określić.

 Dobre kilka lat temu, miałem momenty, gdy zdarzało mi się wciągać do rozmów o szachach ludzi, nie mających o naszej dyscyplinie zielonego pojęcia. Najbardziej irytowało mnie niedowierzanie moich interlokutorów, gdy opowiadałem z przejęciem jak ważna jest w szachach kondycja, ile energii traci profesjonalista na rozegranie partii szachów itd. Niestety, moje rewelacje natrafiały na trudny do przebicia mur sceptycyzmu. Nie raz zdarzyło mi się być wyśmianym, a ironia była w takich dyskusjach na porządku dziennym. W sumie dobrze mi tak - mogłem nie wszczynać tych debat!

 Cóż, my wiemy jak to jest. Ja również mam za sobą nieco podobnych "sesji" i wiem, że po takich eposach wstaje się od deski z oczopląsem, z pustką w głowie, ma się kłopoty w czasie rozmowy z kimś z doborem słownictwa. Wtedy radość sprawia, gdy nikt nas się nie czepia, nie zagaduje. To są straszne terminy, w jakie popada nasze ciało i umysł podczas tej wojny na wyniszczenie. I jak tu wytłumaczyć jakiemuś absolutnemu profanowi, o co tu chodzi, w czym rzecz? Taka partia to potężna intelektualna praca, a praktycznie wszystko się dzieje bez rutyny, bez zakotwiczenia. To zakotwiczenie to debiut, im dłużej zna się temat, tym więcej zachowuje się sił na potem, ale w przypadku dzisiejszego meczu Polaka z Ukraińcem, trwającego ponad 100 posunięć, debiut to był jakiś tam ułamek czasu, niewielki procent posunięć. Reszta... ile Bozia dała sił i wiedzy!

 Dziś trafiło na Radka Wojtaszka, a wczoraj, zdaje się, to Rapport testował Adamsa, czy potrafi dać mata z lekką figurą więcej i pionem, a partia trwała też ładnych parę godzin. Czy ten test na legendarnym Angliku był lekkim przegięciem ze strony Rapporta? Trudno powiedzieć. To są szachy i dopóki jest siła, by jak Zagłoba zapodać sobie tabakę do nozdrzy, można próbować, ale tak to trochę niesmacznie wyglądało, nie sądzicie? Poza tym Rapport - ciężko mi się ogląda tę jego całkowicie już zdemoralizowaną grę. Strasznie zbili tego młodego arcymistrza z Węgier i nauczkę ma jak znalazł. Jak się z tego podniesie - będą z niego ludzie - jak osiądzie gdzieś w nim ta przykra historia, zagnieździ się w jego podświadomości, może być różnie. Dziś z Navarą zagrał jakby liczył na to, że Czech się na coś złapie, że nie doliczy. Sorki, ale na tym poziomie szachiści liczą całkiem nieźle i cuda się zdarzają znacznie rzadziej.

Czy Radek Wojtaszek odrobił "lekcje z kondycji" z turnieju w Wijk aan Zee, okaże się w ciągu najbliższych dni. Jeśli chodzi o turniej w Holandii, to sam arcymistrz powiedział, że na końcówkę zabrakło mu prądu.
 Radek jest na dzielonym pierwszym miejscu i trudno się dziwić, że poddawany jest takim naciskom ze strony przeciwników. Jutro kolejna "czarna" partia, tym razem naprzeciwko Radka Wojtaszka zasiądzie Michael Adams. Trzymam mocno kciuki, aby końcówkę Radek miał udaną. Poza tym, nie wiem jak was, ale mnie strasznie nosi, gdy widzę jak gra nasz arcymistrz. Po prostu nie potrafię tego oglądać ze stoickim spokojem. Kibicuję, jak kibicują kibice piłkarscy, gadam coś do siebie, cieszę się, smucę. No, co? Jak mogę inaczej oglądać te mecze? Może wy potraficie spokojnie, ja tak nie potrafię i już. W Biel do samego końca czekają nas ogromne emocje! Jesteście gotowi na te dwie, decydujące rundy? Ja tak :).


niedziela, 26 lipca 2015

Na cztery rundy przed końcem arcymistrzowskiego turnieju w Biel Radek Wojtaszek w czołówce!


Rozpoczął się doroczny festiwal szachowy Politiken Cup, a skład turnieju głównego może imponować. Do zmagań stawiło się wielu skandynawskich zawodników, plus mocna grupka przyjezdnych. Gra bardzo dobrze znany w Polsce autor książek, Jacob Aagaard, gra mniej znany ale za to świetny debiutowy teoretyk, arcymistrz Lars Schandorff. Lubię śledzić pojedynki autorów książek, zwłaszcza debiutowych. Ciekawi mnie, co stanie na szachownicy z zaprezentowanego w ich książkach arsenału debiutowego. Pierwsze numery startowe turnieju Politiken Cup to: GM Laurent Fressinet 2707 elo, GM Markus Ragger 2688 elo, czy GM Jon Ludvig Hammer 2677 elo. Znani, lubiani i mocni szachiści.Turniej ciekawy, choć na liście startowej nie znalazłem Polaków, którzy chętnie w tych zawodach uczestniczyli w poprzednich latach.

 No, dobrze, wypada nam skoncentrować się na ostatnich rundach arcymistrzowskiego turnieju w Biel. Dziś główni aktorzy odpoczywają, zbierając siły na ostatnie cztery, decydujące rundy, które ze względu na zwartą stawkę liderów, na pewno niejednemu podniosą ciśnienie. Gdzieś przeczytałem o tempie gry w Biel, które nawiązuje do dawnych czasów, w których szachiści mogli sobie nad pozycją zdecydowanie dłużej pomyśleć. Tempo to, to 100 minut na pierwsze 40 posunięć, następnie 50 minut na kolejne dwadzieścia i dalej 15 minut na dokończenie partii, z tym, że od samego początku zegar dolicza 30 sekund za każdy ruch. Dla jednych "Cierpienia młodego Wertera", dla drugich radość z powrotu do korzeni. Ja należę do tej drugiej grupy.

 Szachowe tempo jest od paru lat permanentnie skracane i wiele z piękna gry ginie gdzieś w tej bezpodstawnej gonitwie. Za czym jest ta pogoń? Trudno to dokładnie określić i dla mnie jest to niezrozumiałe. Szachy mają w sobie wiele dostojeństwa i, według mnie, szybkie tempo gry, odziera je z tej trudnej do wysłowienia tajemniczości. Na pewno spada jakość partii, szachiści muszą się śpieszyć i wiele ciekawych motywów nie ogląda światła dziennego - piękno pozostaje za kulisami. Niektórzy mówią, że szachy dzięki skróconemu tempu gry stają się bardziej sportowe. Może i tak, ale cierpi sama sztuka. Zresztą dla ludzi spoza naszej dyscypliny to i tak jest bez znaczenia jakie jest tempo i czy szachista siedzi za deską 5 czy 8 godzin. A dla szachistów to już jest temat do dyskusji. Ja oscylowałbym za takim tempem gry, jakim grane są partie turnieju arcymistrzowskiego w Biel. W ogóle wolałbym, by wszystko było "po staremu".

Cztery rundy do końca. Radek z realnymi szansami na zwycięstwo. Zobaczmy. Jutro ma białe, a naprzeciwko usiądzie MVL. Można spróbować pomęczyć Francuza. Biały kolor na tym poziomie zobowiązuje. Wszystko jednak zależy od wariantu, który stanie na desce. Potem obejrzymy  dwie "czarne" partie: z Eljanovem i Adamsem i na koniec Radek dostatnie okazję do rewanżu za ekstremalnie ekstrawagancką wycieczkę białego króla Davida Navary w samo serce swojego obozu. Wszystko się może zdarzyć. Rapport? Cóż, gdyby nagradzać za oryginalne debiuty, za piękno, odwagę, byłby pewnie pierwszy. Niestety, choć jest na ustach wszystkich, gra nieskutecznie (We wczorajszej partii z Radkiem po prostu się rozsypał!). Sympatyczny Czech gra z kolei bardzo nierówno i nie jestem przekonany, czy pozostanie w czołówce. Czekam, więc na kolejne rundy. Według mnie jest się czym delektować.


piątek, 24 lipca 2015

W partii z Radkiem Wojtaszkiem król Davida Navary wyruszył w niespotykaną podróż!


No, więc właśnie: czy zachwycać się tym pojedynkiem, czy zwyczajnie stwierdzić, że mecz był tylko efektem doskonałego przygotowania do partii sympatycznego Czecha? Uczucia mam mieszane.

 W którym momencie zakończyła się przeciwnikowi Radka analiza? Jak powiedział czeski arcymistrz, w sytuacji, w której po szachu 24...We5+, biały król stanął na polu "f6". W tym momencie Navara miał już ogromną przewagę czasową nad naszym reprezentantem i trudno się temu dziwić - pozycja była jak z kosmosu, niestandardowa, niespotykana, rzadka.
 Mam względem tej partii, bardzo pięknej zresztą, jedno małe "ale". Mianowicie większość tego spotkania była rozpracowana przez moduł - nie oszukujmy się - w tych czasach, rozgrywanych jest bezlik partii, nad którymi pracowały maszyny. Chodzi mi o nasze ludzkie umysły, głowy.

 Zobaczcie jak wyglądały partie sprzed komputerowej ery - przypomnijcie sobie intuicyjną ofiarę damy Kotowa z roku bodajże 1953, zobaczcie nieśmiertelną partię Akiby, gdzie miał praktycznie wszystkie figury pod biciem, a żadnej nie można było tknąć itd. Te dzieła tworzyli ludzie, ich umysły, to wszystko było czyste, nienaruszone, to był pełny intelektualny triumf ludzkiego umysłu. We współczesnych szachach mam poważny problem, gdyż trudno jest mi określić, jaka jest "jakość głowy" tego, czy innego zawodnika. Czy, gdyby pozbawić arcymistrza krzemowej protezy, która wykonuje za niego lwią część pracy, byłby w stanie tworzyć podobne dzieła sztuki za szachownicą? Oczywiście, nie ma co kwestionować, partia była zjawiskowa, pytanie jednak jest takie: "W jakim stopniu o jej zagraniu decyduje talent, skoro rzecz sprowadza się do zapamiętania pewnej sekwencji posunięć?". Cóż, jakie czasy, takie pytania. U prawie każdego szachisty komputer (często niejeden!) pracuje na okrągło, i nikt już nie wyobraża sobie analizy bez maszyny. Teraz każdy, nawet amator, zupełny laik szachowy, za sprawą komputera jest w stanie wiele powiedzieć o przebiegu spotkań na najwyższym poziomie. Plusem jest, że większość orientuje się dzięki temu, mniej więcej, o co chodzi w partii, minusem jest, że mamy mnóstwo "znawców" (takich jak ja!), którzy udają, że wiedzą, ale wiedzą niewiele.

Niestety, tamte czasy już nie wrócą. Komputer stał się codziennością w szachach i trzeba przyjąć do wiadomości ten fakt. Generalnie w Biel prawie każda partia jest bardzo zajmująca i pełna treści. Ciekawe jak się Radek Wojtaszek upora z przegraną i czy szybko wszystko wróci do normy. Prowadzi Navara, za nim MVL i Radek Wojtaszek. 


środa, 22 lipca 2015

Nad jeziorem Sevan wśród wschodzących gwiazd, Janek Duda najlepszy!


Przed tym zawodnikiem wspaniała szachowa przyszłość stoi otworem. Janka Dudę cieszy gra, gdy siada do deski odzywa się w nim instynkt zabójcy, doskonale czuje się w dynamicznych pozycjach, świetnie wie, które figury zostawić, a z którymi się pożegnać w czasie partii - decyzje te uzależnia od wymogów pozycji. Mówi się, że od naszego arcymistrza lepszy jest Chińczyk Wei Yi, ale ja bym chciał zobaczyć mecz między tymi arcymistrzami, by to stwierdzić.

 Po kilku turniejach Janek zanotował fantastyczny przyrost rankingowy i naprawdę niewiele mu brakuje, by przekroczył próg 2700+. Słyszy się z różnych stron, że w związku z inflacją rankingu cyfra "2700" we współczesnych szachach niewiele znaczy. To nieprawda. Fakty są takie, że większość arcymistrzów wręcz marzy o przekroczeniu tego progu. Wielu mawia tak:" gram, gra mnie cieszy, a jeśli uda mi się wskoczyć do przedsionka elity, będzie fajnie" itd. Myślę jednak, że większość świadomie, lub nieświadomie marzy o tym, by znaleźć się w klubie 2700 +. Zobaczcie, jak ucieszył się Igor Kovalenko, wygrywając Najdorfa, gdy dowiedział się, że nareszcie na "live" ma 2702 elo. Takie emocje, przy przekraczaniu tej granicy świadczą tylko o tym, jak ważna to jest granica dla arcymistrzów, jakkolwiek by o tym nie rozmawiali.

 Czy to trudna sztuka, przekroczyć tę granicę? Słyszy się o teorii, że można "wycinać chwast", czyli: mając, powiedzmy, 2650 elo, grywać z szachistami grającymi słabiej, którzy mają ranking 2500 elo i mniej i ordynarnie nabijać ranking po kilka oczek elo na partię, aby załapać się do tego grona. Niestety, rzeczywistość zadaje kłam tej teorii. Przeciętnych openów jest od groma, są ligi, jednak mało kto próbuje tej metody i mało komu to się udaje. Żeby grać na 2700+ trzeba reprezentować dużą klasę gry i tyle. Zresztą kwestia nie w tym, by wskoczyć do tego, pędzącego na złamanie karku pendolino, sztuką jest wskoczyć i zostać na dobre w jednym z przedziałów tego pociągu.

 Jankowi Dudzie, który od pewnego czasu współpracuje z Kamilem Mitoniem idzie świetnie. Widać, że ten duet ma przed sobą przyszłość, widać, że wszystko zmierza w dobrym kierunku.
 Ale to tylko Janek - cieszę się jego grą, fantastycznymi pomysłami za szachownicą, gra kreatywnie, odważnie, pięknie, ale to tylko jeden zawodnik. Słownie: jeden. A co z resztą? Chciałoby się powtórzyć za klasykiem - "Reszta jest milczeniem". Warto przyjrzeć się grze pozostałych juniorów, którzy zagrali ostatnio ze swoimi rówieśnikami ze Starego Kontynentu, w Karpaczu. Pomiędzy nimi, a Jankiem jest przepaść. Tylko w osobie Janka mamy kadrowicza na lata, a co będzie dalej, gdy reszta kadry zacznie się wykruszać - na moim blogu to pytanie pojawia się niczym mantra. Trudne to pytanie, a odpowiedź jest jeszcze trudniejsza.

Zaczął się turniej w Biel. Radek remisuje, a Rapport zadziwia. Obrona Chigorina, gambit królewski - oczy wszystkich kibiców zwracają się w kierunku szachownicy młodego arcymistrza z Węgier. To idzie młodość! Ciekawe jak Radkowi Wojtaszkowi pójdą te zawody? Oby zagrał świetny turniej, oby był wysoko! Tego mu z całego serca życzę!

środa, 15 lipca 2015

To się nazywa powrót do gry! Janek ogrywa Hindusa Vidita Santosha Gujrathiego i obejmuje prowadzenie w turnieju Lake Sevan!


Kilka wpisów niżej jeden z czytelników napisał do mnie, żebym nic już nie pisał, bo gdy chwytam za pióro, zaczyna się dziać źle. Kiedyś widząc tę pozorną zbieżność, przeszło mi przez myśl, że moje pisanie może mieć na cokolwiek wpływ. Jednak twarda nauka optuje za czymś zupełnie innym i ja również skłaniałbym się ku naukowemu podejściu. A wszelkie gusła, przesądy i wiary, żywcem wyjęte z namiotów Jakutów, odłóżmy na bok. Jednak u mnie od razu zadziałała wyobraźnia - jestem egzemplarzem, który przede wszystkim składa się z wyobraźni i po tym komentarzu przed moimi oczami, jakoś tak bez mojego udziału, pojawiła się taka oto scenka:

Sala sądowa. Na podwyższeniu siedzą sędziowie Wielkiego Szachowego Sanhedrynu. Siedzą wszyscy w białych, szpiczastych czapkach niczym żołnierze Ku Klux Klanu. Na ich togach widnieje emblemat: szachownica i przewrócony skoczek. Tłum zebranych rzuca nienawistne spojrzenia, panuje ogólne rozdrażnienie, a ja siedzę na środku przywiązany do krzesła. Nagle ktoś nie wytrzymuje i krzyczy:

- No już dość tych ceregieli, ten bloger jest winny, czekamy na sprawiedliwy wyrok.

Nagle jeden z sędziów podchodzi do laptopa i ogłasza wyrok:

- Pan swoim pisaniem niszczył polskie szachy i skazuję pana na dożywotni zakaz publikowania, oraz wykasowanie z wszelkich matryc pana strony. Wyrok jest prawomocny.

 Sędzia naciska delete i mój blog ginie na zawsze, a ja się miotam na stołku i krzyczę :

- "Zostawcie mi chociaż pendrive, tak dla potomności, nikomu więcej tego nie pokażę, błagaaam!!"

 Ale nic nie mogę więcej zrobić. Tłum skanduje - "Precz z tym szamanem, blogerem od siedmiu boleści! Na pohybel! To on jest winien, że Polacy tak grają! Na stos z jego marną stroniczką, na stos!

Dobra, koniec ;). Janek Duda powrócił, a tak się bałem tego co się wydarzy po jego przegranej w rundzie trzeciej. Z wielką uwagą śledziłem dzisiejszy mecz naszego arcymistrza. To się nazywa klasa, taką "równinę" obrócić w cały punkt z tak klasowym graczem jak  Vidit Santosh Gujrathi. Wielkie brawa dla Janka za ducha walki. Chyba większości znana jest reguła, że po przegranej, dobrze jest pewnie zremisować następną rundę, aby zeszły złe emocje po stracie oczka. Janek taki nie jest. On się bije zawsze i do końca i to przynosi efekty. Nasz talent w tym momencie kręci ranking w okolicach 2800 elo i jest pierwszy. Ale już dość tych wzlotów. Jutrzejszy dzień i każdy następny może zweryfikować nasze nastroje. Jednak to są te chwile, w których czeka się bez żadnych obciążeń na kolejne starcia. Zobaczmy, więc:

Jutro Janek Duda zagra białymi z Hiszpanem, Davidem Antonem Guijarro i... to będzie mecz dwóch liderów (obaj mają 3 pkt.). Statystyki Hiszpana są takie: Na 1. e4 (Obym już nie zobaczył w tym turnieju 1.d4) przede wszystkim wybiera "sycyla", dalej można liczyć na "francuza" i otwarcie w stylu 1...g6. Co wybierze - zobaczymy! W Lake Sevan padł dziś tylko jeden remis - ależ się w tym turnieju biją chłopaki!


poniedziałek, 13 lipca 2015

Nad jeziorem Sewan Janek Duda po dwóch rundach z kompletem zwycięstw!


Samuel Sevian, który ma ormiańskie korzenie, nie może się w tym turnieju odnaleźć i z dość dużym prawdopodobieństwem nie będzie można nazwy tych zawodów parafrazować w stylu "Lake Sevian". Raczej nie. Jakość jego partii, zwłaszcza tej dzisiejszej, pozostawia wiele do życzenia. Sevian został zdemolowany przez Tigrana Petrosjana (Ależ imię, ależ nazwisko!) i choć siłą rozpędu jeszcze się bronił, to mógł dla potrzeb estetyki darować sobie kontynuowanie tego "trupa" o wiele wcześniej. Sevian w mistrzostwach U.S.A potrafił się podnosić po porażkach, niemniej jednak "krótka roszada" na pewno dotknęła go do żywego. Jeśli nie odbije się w następnych rundach, reszta uczestników przypisze mu rolę rannego egzemplarza i będzie mu ciężko: na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą. Ale nie nasz  to problem - Janek ma już tego zawodnika za sobą.

Dziś nie było nawet jednego remisu w Armenii - generalnie piękne są partie, bezkompromisowe i czuć w nich powiew młodości, fantazję. Przegrał faworyt, Artemiev i to przed pojedynkiem z Jankiem za rund kilka nie jest bez znaczenia. Na razie porażki omijają Polaka, a tych się boję jak ognia, bo po przegranej numer jeden z dalszą grą u naszego szachisty bywa różnie. Ciężki, ciężki turniej - to jest bardzo mocna, wyrównana stawka i o wygranej mogą decydować niuanse. Bardzo mnie wciągnęły te zawody, muszę się wam przyznać. O 13 czasu polskiego czekam na uruchomienie zegarów, ustawiam transmisję. Na razie jest dobrze i ni ma co psuć, jak zwykł mawiać mój znajomy.

A w Najdorfie, dziś... uff.. no ciężko mi się robi na sercu, gdy widzę, jak gra Darek Świercz. Co się z tym zawodnikiem porobiło. Popatrzcie - Olimpiada w Stambule, 2012 r., nasz Darek robi 7 z 10, siedzi gdzieś z boku, niby w tle, ale ja na niego cały czas patrzę, poluję na zdjęcia, fascynuje mnie jak łączy strategię z taktyką, w jego układach, posunięciach, czuć prąd jak w pobliżu pokaźnej wielkości transformatora. Wtedy naprawdę postawiłbym na niego niemało. Jednak od dłuższego czasu trwa jakaś trudna to wytłumaczenia, a zarazem zatrzymania erozja, odnoszę takie wrażenie, jakbym widział tego samego zawodnika, tylko za 25 lat. A przecież to jest jedyny arcymistrz, któremu kibicuję od zawsze, od małego. I choćby z tego powodu nie czuję pełnej satysfakcji w tym dniu.

Jutro Janek białymi zagra z Ter-Sahakyanem Samvelem. To zawołany "sycylijczyk", ale już debiutu nie przewiduję konkretnego - ostatnio miało nie być hiszpańskiej, była, a jeśli miała być, to miało być zagrane "d3" i poszła główna linia... Eee, trafiłem kulą w płot! O 13 zobaczymy co chłopaki zagrają i tyle. Byle passa Janka trwała, reszta jest mniej ważna.


niedziela, 12 lipca 2015

W Armenii rusza turniej kołowy Lake Sevan! W pierwszej partii Janek Duda zagra białymi z Samuelem Sevianem z U.S.A!


I już w pierwszej rundzie, która rozpocznie się o godzinie trzynastej czasu polskiego mamy pierwszy hit, a nawet hicior. Janek Duda skrzyżuje rękawice z, chyba jednym z największych amerykańskich szachowych talentów, Samuelem Sevianem. Temu szachiście miałem okazję przyjrzeć się uważnie na tegorocznych mistrzostwach U.S.A. Sevian, podobnie jak Janek, jak ryba w wodzie czuje się w ostrych, skomplikowanych, niejasnych pozycjach i, choćby z tego względu warto ten pojedynek śledzić z uwagą. Amerykanin na 1.e4 gra hiszpańską, chyba, że białe zagrają włoską, szkocką, czy innego rodzaju otwarcie. Jestem zdania, że Janek nie pójdzie w hiszpańską, a zagra Sevianowi włoską, licząc, że ten nie będzie tego znał perfekcyjnie. Ciekawe, czy się pomylę? Jeśli na desce stanie hiszpańska to Janek zagra wariant z "d3". Oto moje debiutowe prognozy na ten mecz. Czy wezmą w łeb - okaże się za nieco ponad godzinę.

Turniej zapowiada się wspaniale. Janek trafił na rówieśników, którzy w sile gry w niczym mu nie ustępują i każda z partii będzie najprawdopodobniej wyrównana. Strona zawodów wygląda nieźle, wszystko jest przejrzyste, nie pozostaje nam nic innego, tylko rozkosz kibicowania.

Wygrana Janka w tym turnieju odbiłaby się w szachowych mediach szerokim echem i byłby to kolejny krok naszego reprezentanta w drodze na szczyt. Smutny jest fakt, że tak na poważnie możemy traktować tylko jednego szachistę młodego pokolenia w Polsce. Pozostali juniorzy nie liczą się już w grze, są bardzo daleko, ich rankingi oscylują przeciętnie wokół 2300-2450 elo i w wielkich trudach i znoju zdobywają kolejne tytuły...
 Nadciąga czas wielkiej szachowej posuchy w naszym kraju. Gdy obecna kadra, nadszarpnięta zębem czasu, zacznie powoli tracić swoje sportowe atuty, nie będzie komu zastąpić obecnych kadrowiczów. Za dziesięć, piętnaście lat może się okazać, że o wygranych naszej kadry z zespołami Szkocji, Belgii, czy Irlandii będzie się mówiło w kategoriach dużego sukcesu sportowego. Nie chciałbym tego, ale niestety w tym kierunku to wszystko powoli zmierza.
 Śledźmy występ naszego młodego arcymistrza, kibicujmy mu i cieszmy się jego grą. A na jakim miejscu zakończy Janek te zawody? Jak obstawiacie? Moje ślepe, kibicowskie serce, widzi Janka na miejscu pierwszym, natomiast część mojej duszy mająca większy kontakt z rzeczywistością widzi Janka na miejscu 4-5. Obstawiam - Janek zakończy zawody na miejscu czwartym!

W Memoriale Mieczysława Najdorfa trwa na razie oddzielanie ziarna od plew. Na półmetku zawodów będzie można znacznie więcej powiedzieć. Na pewno zaskoczyła przegrana Darka Świercza z Pawłem Stomą. Darek podstawił figurę - wygląda na to, że brakuje mu rozegrania. Dziś na pierwszym stole Igor Kovalenko, Ukrainiec, reprezentujący Łotwę podejmie Michała Olszewskiego i to może być ciekawe spotkanie. Ale, przede wszystkim, nie traćmy z oczu Janka: dziś gra hitowy mecz z Sevianem. Oby jego było na wierzchu!!


środa, 8 lipca 2015

Czerń czy Biel?


Nareszcie pogoda przełamała się: ostatniej nocy spadł upragniony deszcz. Wichura połamała wiele drzew w mojej okolicy, jednak wynik pogodowy, z racji intensywnych opadów, jest bardzo pozytywny. Dwa dni temu, gdy trwał w najlepsze afrykański skwar, wybrałem się do lasu na poziomki. Gdy zagłębiłem się w knieję okazało się, że cały leśny podszyt był na granicy uwiądu. W pewnym momencie, na środku leśnego duktu, znalazłem małą kałużę (wielkości ludzkiej dłoni!), a wokół niej straszną ptasią awanturę o to, kto ma prawa do tego akwenu...

A ja, niczym te ptaki deszczu, wyczekuję startów Polaków i już za chwileczkę, już za momencik - stanie się! Ruszają do boju prawie wszyscy w różnych miejscach Europy. Na moim kibicowskim celowniku przede wszystkim lider polskich szachów, Radek Wojtaszek. W jakich nastrojach zastaniemy naszego szachistę po tym występie? A nas, co czeka - kibicowska czerń, czy biel?
 Radek przeciwników ma zacnych! O każdym można by z powodzeniem napisać szachowy bestseller. Radek zagra i z legendami i z młodymi "na dorobku" arcymistrzami. Wszyscy mają potężne rankingi i każdy z nich należy do zaplecza elity szachowej. W turnieju rangę niższym zobaczymy Martę i Mateusza Bartlów oraz Kamila Draguna.

Aby nam się zbytnio nie dłużyło, w dniach wcześniejszych skoncentrujemy się na występie Janka Dudy w turnieju Lake Sevan, w Armenii. W składzie tej kołówki same smakowite kąski - jest Vlad Artemiev - bezpośredni przeciwnik Janka odkąd są juniorami. Ta perła z Omska jest już bardzo blisko przekroczenia rankingowej bariery 2700 +. Jest Samuel Sevian z U.S.A, któremu dość dokładnie przyjrzałem się podczas mistrzostw Ameryki. Mamy w składzie liczną i mocną grupkę Ormian. Turniej zapowiada się fantastycznie.

Na krajowym podwórku rusza silny Festiwal Miguela Najdorfa i tutaj również nie zabraknie Biało Czerwonych. No, jak nie padało i była straszna szachowa posucha, tak teraz rozpoczyna się prawdziwe, wakacyjne oberwanie chmury - do boju ruszają prawie wszyscy. Nie jestem mistrzem symultanicznego śledzenia turniejów, ale mogę wam obiecać, że Jankowi i Radkowi sercem i słowem pokibicuję. Oby Polakom udały się te starty!!