poniedziałek, 24 lipca 2017

Radosław Wojtaszek w wielkim stylu wygrywa elitarny Sparkassen Chess-Meeting!!


Czy to będą zbyt wielkie słowa jeśli napiszę, że tak tworzy się historia polskich szachów? Myślę, że nie. Ten kto nie jest z historią naszej dyscypliny na bakier wie, że podobnego sukcesu na próżno szukać w czasach powojennych, czyli od blisko osiemdziesięciu lat. Wcześniej przed napaścią hitlerowskich Niemiec na Polskę oczywiście był genialny Akiba Rubinstein - ten, zanim zaczął chorować, deklasował rywali z turnieju na turniej, po prostu był szachistą z innego wymiaru. Jeśli będziemy mieli na uwadze tak duży przedział czasowy (a jest to prawie wiek!), przyjdzie nam spojrzeć na zwycięstwo Radka Wojtaszka w Dortmundzie z zupełnie innej perspektywy.











Al 
Ależ to były zawody w wykonaniu naszego superarcymistrza! Tym razem podczas kibicowania Radkowi czułem się jak nigdy - absolutnie pewnie - przed ekranem laptopa siedziałem niczym pan na włościach ;). W pojedynkach z Kramnikiem, czy MVL, szachistami ścisłego topu, w obu pojedynkach na dokładkę mając czarne, Radek nie dopuścił ich po prostu do głosu. Ba, w meczu inaugurującym turniej z MVL miał realne szanse na zwycięstwo. Przypatrywałem się bardzo uważnie grze Radka Wojtaszka w Dortmundzie - jego partie były nasycone treścią, w każdej partii grał na pograniczu perfekcji, wyczuwał każdy niuans pozycji - z czysto estetycznego punktu widzenia jestem po tych zawodach bardzo usatysfakcjonowany. To samo zresztą powiedział Radek na gorąco, że nie chodzi już o sam rezultat, a o jakość jego partii.

 Jeśli chodzi o czysto psychologiczny aspekt występu Radka Wojtaszka w Dortmundzie, to tutaj również możemy rozmawiać o samych pozytywach. Z szachistami elity zagrał zupełnie bez kompleksów, co już zostało powiedziane, natomiast na uwagę zasługuje jego postawa w ostatniej, nazwijmy ją kinetycznej rundzie. Intryga była taka, że gdyby nasz reprezentant nie wygrał z  Nisipeanu na pierwszym miejscu znalazłby się Fedoseev. Tymczasem Radek Wojtaszek grał jakby nie wiedział, że jest to partia, która może przesądzić o zwycięstwie - w ataku na pozycję króla ręka mu nie zadrżała.

Wygrana w Sparkassen Chess-Meeting to największy sukces Radka Wojtaszka w całej sportowej karierze! Foto: Organizatorzy.

Jest między mną a Radkiem Wojtaszkiem taki niepisany zwyczaj, że po każdym ważnym turnieju rozmawiamy na gorąco o tym co zaszło. Tym razem Radek powiedział mi, że jego gra wciąż ewoluuje, że to czego jesteśmy świadkami jest częścią pewnego procesu, którego finału tak naprawdę nie znamy. Czy kierunek, który obrał nasz arcymistrz jest dobry? To się poznaje po owocach, a te od pewnego czasu zaczynają smakować wybornie! 



Od jakiegoś czasu kariera Radka Wojtaszka nabrała niebywałego przyspieszenia, jednak po historycznym sukcesie w elitarnym turnieju z wielkimi tradycjami jest więcej niż pewne, że akcje naszego reprezentanta jeszcze bardziej poszybują w górę, że z zaproszeniami na wielkie turnieje nie będzie już większych problemów. Tego naszemu arcymistrzowi za całego serca życzę. A to, że w środowisku szachowym jest bardzo szanowany, doceniany za ogromną wiedzę, od dawna jest faktem. Bardzo często słucham komentatorów, zwłaszcza na portalach rosyjskich, którzy mówią o naszym arcymistrzu w samych superlatywach.

 Radek Wojtaszek wygrywa w wielkim stylu Sparkassen Chess-Meeting!! Składam na ręce naszego arcymistrza serdeczne gratulacje!! Radku oglądać te zawody to była dla mnie sama radość, ale ty nie zatrzymuj się na tym, bezsprzecznie ogromnym sukcesie! Uważam, że w dalszym ciągu wszystko jest przed tobą i wierzę, że ty też tak myślisz! Jeszcze raz gratulacje i wielkie brawa!! Walcz dalej dla nas i dla polskich szachów - jesteśmy z Tobą!! 


niedziela, 23 lipca 2017

Poznajemy bliżej brązowych medalistów Drużynowych Mistrzostw Świata - cz. IV - Trener Reprezentacji Polski - Kamil Mitoń!!



Jest mi szczególnie miło zaprezentować kolejnego brązowego medalistę Drużynowych Mistrzostw Świata, trenera męskiej kadry - Kamila Mitonia. Muszę przyznać, że nie mogłem się doczekać ankiety od Kamila - tak bardzo chciałem się dowiedzieć o nim jak najwięcej i wreszcie ją mam. Wywiad czytałem z zapartym tchem - są anegdoty, mnóstwo ciekawych historii, ale jest też mowa o czystych szachach. Kamil jest jedną najbardziej barwnych postaci polskich szachów ale ma też ogromną wiedzę szachową, choć jak sam mówi swojego potencjału w stu procentach nie zrealizował. Zapraszam was zatem do fascynującej lektury, która przybliży wam sylwetkę naszego arcymistrza, pod którego wodzą polscy szachiści zdobyli medal mistrzostw świata.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kto był twoim pierwszym trenerem i ile miałeś lat gdy zacząłeś grać w szachy?

Miałem w życiu szczęście pracować z wieloma wspaniałymi ludźmi, dlatego muszę wymienić wszystkich:-). W wieku 4-5 lat nauczyłem się grać dzięki tacie, który grywał amatorsko, później doszedł do drugiej kategorii. Tata do końca był moim największym kibicem i bardzo żałuję, że nie doczekał ostatniego wielkiego sukcesu z Chanty-Mansyjska. Po pewnym czasie mama zaprowadziła mnie do klubu Goniec Staniątki (ostatnio klub świętował 45-lecie swojej działalności!), tam zajęli się mną panowie: Stanisław Turecki i Andrzej Irlik. Wielcy ludzie, którzy do dziś oddają serce szachom, to pokolenie ludzi „społeczników”, takich osób już nie ma wielu. Następnym trenerem był Władimir Szyszkin. Super człowiek i fachowiec, który wychował wielu medalistów mistrzostw Polski, Świata i Europy. Fenomen pana Włodka polegał na tym, że potrafił powiedzieć: ,,ja w tym temacie się nie znam, tu trzeba się z kimś skonsultować, ja już więcej nic nie pomogę” itp. Wielu trenerom tego brakuje, szczególnie dziś, kiedy liczy się ilość, a nie jakość. Dzięki takiemu podejściu miałem możliwość konsultacji z takim ludźmi jak Podgajec, Filipienko, Glejzerow, Wolzyn, Lanka. W 1997 roku przed turniejem o Puchar Kasparowa pan Włodek zaprosił Pana Zbyszka Szymczaka aby pokazał mi wariant ,,g4" w ,,słowianie", który grywał Robert Kempiński. Parę dni później ograłem w tym systemie Griszczuka i Sedlaka. Do dziś z Panem Włodkiem mamy świetny kontakt i często się spotykamy w Niepołomicach lub Moskwie.           

Który z podręczników szachowych przestudiowałeś jako pierwszy?

Nie pamiętam dokładnie czy miałem jakiś pierwszy podręcznik. W 1994 roku na Mistrzostwach Świata w Szeged dostałem w prezencie od Pana Janusza Żyły, który wtedy mi pomagał w czasie turnieju, 3 tomy Botwinika. Zacząłem wtedy uczyć się języka rosyjskiego aby móc je przestudiować. Do dziś te książki mają dla mnie największą wartość. 

Które z książek szachowych pomogły ci najbardziej w szachowym rozwoju?

Nie ma lepszych książek niż stara radziecka literatura i to jej zawdzięczam najwięcej. Dworecki, Panczenko, Turniej w Zurychu 1953 rok, 3 tomy Botwinika, 2 tomy Alechina, było wiele dobrych serii, o mistrzach świata, końcówkach, strategii. Wszystko to się fajnie przerabiało. Juniorzy mieli niezłą wiedzę, wystarczy zobaczyć na roczniki 82 -87, roczniki te wydały nie tylko świetnych arcymistrzów ale też pokerzystów, polityków czy biznesmenów. Dziś zapytaj młodego człowieka czy zna wszystkich mistrzów świata :-). Teraz są silniki i „pusta głowa”, dlatego nie ma zdolnego nowego pokolenia, oczywiście nie licząc wyjątków.      

Którego szachistę uważasz za „Szachistę Wszechczasów” i dlaczego?

Szczerze mówiąc to nie mam faworyta. Oczywiście byli tacy co wyprzedzili epokę ale myślę, że każdy z wielkich szachistów dołożył jakąś cegiełkę do naszej dziedziny.

Który szachista najbardziej cię zainspirował?

Inspiracją szachową oczywiście byli mistrzowie, których partie studiowałem ale nie można też zapominać o życiu. Były zgrupowania, turnieje  gdzie dużo podglądałem i uczyłem się od starszych kolegów można wymienić dużo  nazwisk takich  np. jak  Jakubiec, Soćko, Kempiński, Kamiński, Blehm, Antoniewski, Cyborowski, śp.Sośnicki. 


Najbardziej zabawna scenka, anegdotka, która ci się przydarzyła w czasie twojej szachowej kariery (może być kilka)?

Najfajniejsza scena, taka od serca, przytrafiła mi się podczas meczu z Wiktorem Korcznojem który odbył się w 1998 roku. Krynicki Dom Zdrojowy wypełniony był nie tylko szachistami ale wieloma turystami. W pewnym momencie w czasie jednej z partii, kiedy panowała zupełna cisza, starsza pani zaczęła głośno krzyczeć: ,,Kamil, Kamil! Kamil do boju!'' :-)
Najwięcej zabawnych historii było związanych z moim przyjacielem, śp. Alexem Wojtkiewiczem. Mógłbym napisać chyba osobną książkę :-) 
- Na Uniwerku w NY organizowany był fajny, jednodniowy turniej z bardzo dobrymi nagrodami. Alex zadzwonił do organizatora, zgłosił nas do turnieju i stwierdził, że należy się jemu oraz młodemu arcymistrzowi z Polski po 100 dolców kieszonkowego ekstra za sam udział. Organizator zaczął się bronić, że on już nie ma kasy, a nagrody są wysokie, wtedy Alex powiedział: ,,Co ty pierd..., jesteś z ruskiej mafii i ty pieniędzy nie masz??" Myślę OMG, zaraz w ogóle nie zagramy bo nas nie dopuści :-) Byłem w szoku kiedy przyjechaliśmy z Baltimore do NY i czekały na nas dwie koperty :-)


Spośród setek miast, które Janek z Kamilem widzieli Kraków i tak jest dla nich najpiękniejszy!

-  Pewnego dnia Alex poprosił mnie abym zawiózł go do centrum Baltimore bo miał wykład w klubie. Bardzo się ucieszyłem, bo jako młody 18 letni chłopak, mogłem „bujać się” dużą czarną toyotą po USA :-). Zostawiłem Alexa w klubie i poszedłem do kawiarni gdzie jak się okazało kelnerkami były studentki z Rosji. Jedna była piękna jak Monika Bellucci i straciłem trochę głowę. Następnego dnia Alex wymyślił, że w takim razie trzeba zrobić grilla (tzw. barbecue). Umówiłem się z Daszą i poprosiłem aby zaprosiła tez jakieś koleżanki. Odebraliśmy dziewczyny i kiedy jechaliśmy autem Alex puścił jakieś stare radzieckie pieśni, po czym dodał, że te melodie utrzymywały go przy życiu kiedy siedział w więzieniu. Próbowałem coś wyjaśnić, opowiedzieć historię Alexa ale było już za późno. Dziewczyny po godzinie wróciły do domu, a Dasza już nigdy się nie odezwała :-)     

Najbardziej nieprzyjemne zdarzenie, które cię spotkało podczas gry (też może być kilka),

Na MŚ do lat 14 w Oropesa del Mar w Hiszpanii byłem rozstawiony z pierwszym numerem startowym. Przez pomyłkę sędziów skojarzono mnie w pierwszej rundzie :-) z Aleeksevem, który miał drugi numer ale źle wpisany ranking. Ja niestety nie wiedziałem z kim gram choć po pewnym czasie zrozumiałem że coś jest nie tak :-) Po zaciętej walce partie przegrałem. Pan Szyszkin próbował przed rundą dać mi jakoś znać ale nie był w stanie sforsować ochrony, która pilnowała aby nikt nie wchodził na salę gry.


Wymień partie z których jesteś najbardziej dumny.

Najbardziej lubię partie, które udaje mi się wygrać z niezłymi zawodnikami tylko i wyłącznie na zrozumieniu, bez większego wysiłku. Fajne partie rozgrywałem z Tomkiem Markowskim, tym potężnym Tomkiem sprzed wielu lat :-)
  
W partii Mitoń-Markowski rozegranej na turnieju Cappelle w 1999 roku, wymyśliłem nową koncepcję gry w Gambicie Słowiańskim, oddałem pół ,,sprzętu'', prześcigałem króla przez całą szachownicę ale nie dałem forsownego mata w trzech ruchach i partie przegrałem :-( 




W partii Mitoń-Markowski, Bydgoszcz 2001 rok, wpadłem na pomysł fajnej ofiary skoczka na "f7".

Mitoń -Markowski, Warszawa 2004, super partia 12.Gc2! (Partia poniżej) Przykład, że jeżeli nie ma planu gry, to nawet ładne placówki dla skoczka nic nie dają.




Twój największy turniejowy sukces.

Wymienię dwa:

1) Najbardziej cenię Wicemistrzostwo Świata do lat 20 zdobyte w Armenii w 2000 roku. Miałem wtedy 16 lat i byłem od większości młodszy o 3 lata. Grali wtedy świetni zawodnicy tacy jak: Aronian, Małachow, Sargissian, Jakowienko, Dżobawa, śp. Asrian, Sashikirian. Zawody wartościowaniem wygrał Bruzon. Ostatnie trzy rundy grałem w ciężkim stanie, odwodniony, z gorączką. Po wielu latach niektóre osoby sugerowały mi, że byłem podtruwany ale ja osobiście w to nie wierzę. Po turnieju spędziłem prawie miesiąc w szpitalu na oddziale zakaźnym. Długo nie mogli mnie zdiagnozwać. Po dwóch tygodniach jedzenia tylko kleiku pani pielęgniarka przyniosła mi kromkę chleba z masłem i powiedziała że mam rozszerzoną dietę :-) Na szczęście przyjechał do mnie w odwiedziny mój przyjaciel Krzysiek Turecki i wymyślił że idziemy poza szpital na zapiekanki:-)
        
2) MP do lat 12 w Żaganiu w 1996 roku. Zrobiłem wtedy 11 z 11 pkt. i nie wiem do dziś, czy ten rekord w szachach klasycznych został wyrównany. W czasie turnieju byłem poddany silnej próbie psychologicznej, mając 7 z 7 pkt. zaczęły krążyć plotki, że Pan Szyszkin mi podpowiada, że mamy jakiś system znaków itp. Postanowiono zmienić ustawienie stolików i pierwszy ustawić od okna najdalej od barierki odgradzającej trenerów i rodziców. Na szczęście dałem radę wygrać wszystko do końca, pozostawiając za sobą daleko w tyle tak dobrych zawodników jak np. Mateusz Bartel. 


Synowie - Mateusz i Jakub na rynku w Niepołomicach - z takim tatą mogą wszystko!

Największa zmarnowana szansa w twojej sportowej karierze.

Myślę, że generalnie moja kariera jako zawodnika została zmarnowana. Może to zabrzmi mało skromnie ale gdybym lepiej się prowadził na pewnym etapie życia i był bardziej pracowity  to 2800 elo było możliwe :-) Na szczęście dzięki temu mam duży handicap w pracy trenerskiej. 


Wymień najmocniejszą oraz najsłabszą stronę w twojej grze.

Byłbym mało obiektywny odpowiadając na to pytanie :-)

Jak spędzasz wolny czas?

Niestety tego czasu nie jest dużo dlatego każdą wolną chwilę staram się poświęcić rodzinie. Lubię z moimi synami, Mateuszem 10 lat i Jakubem  7 lat, pograć w piłkę, tenis czy iść na rowery lub basen. Cenię także spotkania w gronie przyjaciół bo w dzisiejszych czasach każdy taki zabiegany :-(

Jaki jest twój ulubiony rodzaj muzyki, zespół.

Jeżeli piosenka jest fajna to może być każdy rodzaj muzyki nawet disco polo :-) Lubię słuchać muzykę przy której dorastałem. Varius Manx, ONA, Bartosiewicz, Liroy, Eminem, Nana i oczywiście Nickelback.     

Twoja ulubiona literatura, autorzy, których najbardziej cenisz.

Kiedyś tematyka mafijna, czyli Mario Puzo :-) Potem były sensacje i Forsyth. Było trochę tematyki historycznej i filozoficznej. Aktualnie czytam tylko biografie. Można się wiele nauczyć poznając historie wielu różnych ludzi. Ostatnio na rozkładzie mam Aggasiego, Besta, Relige, Petelickiego, Escobara,  Schwarzeneggera. W kolejce jest Tyson i Bolt :-) 
Jeżeli chodzi o najlepszą książkę, to zdecydowanie „Rozmyślania” Marka Aureliusza- pomogła mi w wielu trudnych sytuacjach.


Rodzaj kuchni, którą lubisz, ulubione danie.

Nie jestem wybredny jeśli chodzi o jedzenie (nie jem tylko pomidora w pierwotnej postaci). Będąc w około 50 krajach na świecie kosztowałem chyba wszystkiego. Dla mnie podstawą żywienia jest zupa i ziemniak dlatego kuchnia polska jest najlepsza na świecie. Dzięki żonie Agnieszce, która świetnie gotuje mam wszystko podane pod nos :-) Mama natomiast często przydaje się do bardziej ekstremalnych potraw jak tatar czy flaki :-). Jeszcze muszę skorzystać z zaproszenia i sprawdzić jak smakują kartacze :-)  

Kim chciałeś zostać, zanim zostałeś zawodowym szachistą?

Trudne pytanie bo nie wiem dokładnie kiedy zostałem zawodowcem. Zawsze kochałem sport dlatego może piłkarzem w końcu grałem w trampkarzach Puszczy Niepołomice :-) Dziś pierwsza liga!



Po przegranym meczu Puszcza Niepołomice - GKS Tychy 0-1.
  

Jakie są twoje plany, marzenia.

Nigdy nie miałem i nie mam marzeń. Wszystko rozpatruję w kategoriach planów i celów ale i to nie lubię wybiegać zbyt daleko w przyszłość. W życiu chciałbym cieszyć się zdrowiem swoim i rodziny, a sportowo pomóc Jaśkowi zostać mistrzem świata oraz Matiemu zajść jak najdalej w tenisie ziemnym.



sobota, 22 lipca 2017

Wojtaszek bardzo blisko zwycięstwa w Dortmund Sparkassen Chess Meeting!!


Naprawdę boję się napisać cokolwiek bo część z was uważa, że moje teksty odnoszą skutek odwrotny do zamierzonego. Dobrze by było, żebym zamilkł jeśli gra idol, któremu kibicujemy, bo jeśli piszę, że jest dobrze, chwalę, zaraz wszystko się sypie. Nie przeprowadzałem pogłębionych statystyk jeśli chodzi o tę kwestię, raczej jestem bardzo mocno sceptyczny, żeby to miało jakikolwiek wpływ na grę zawodnika, o którym piszę. Z urodzenia jestem racjonalistą i w żadne podobne gusła nie wierzę, a napisać dziś po prostu muszę, bo Radek Wojtaszek stoi przed ogromną szansą na wygraną w tym prestiżowym turnieju z bardzo długą tradycją. Piszecie, że najgorsze już minęło, że Radek ma najmniej znanych, najniższych rankingowo, dwóch przeciwników do końca turnieju, że najgorsze zawieruchy minęły i nasz zawodnik może spokojnie przybić do zwycięskiego portu. Pozwolę sobie z wami na polemikę. Przed nami dwie rundy decydujące, których strategia jest nieco inna, są inne emocje, którymi trzeba podczas pojedynku potrafić zarządzać. Sam fakt ogromnej szansy, przed którą stoi Radek Wojtaszek może zadziałać z czysto psychologicznego punktu widzenia niekorzystnie. Ale Polak gra w tym turnieju bardzo dobrze! To prawda - jego gra jak nigdy daje mi pewność i spokój. Czuję się bezpieczny jak nigdy, gdy śledzę jego partie...

W sporcie mówi się w takich momentach "pozostało tylko postawić kropkę nad i". W historii sportu ogrom literek "i" pozostało jednak bez kropeczki, ogrom literek "i" zostało tą kropeczką opatrzonych. Jak będzie tym razem? Wiem jedno - gdyby Radkowi Wojtaszkowi udało się w Dortmundzie wygrać, jego kariera nabrałaby ogromnego tempa. Wynik poszedłby w świat, sądzę, że dopiero wtedy posypałyby się ciekawe zaproszenia dla naszego szachisty. Piszę to wszystko w trybie przypuszczającym, ale bardzo, bardzo pragnę, żeby ten tryb zmienił się w tryb dokonany, żeby tym razem się udało. Za kilka minut ruszają!! Kibicuję więc Radkowi z dobrą wiarą w sercu. Wy też to zróbcie! Radek walczysz do samego końca i wygrywasz ten turniej!!! 


wtorek, 18 lipca 2017

Poznajemy bliżej brązowych medalistów Drużynowych Mistrzostw Świata - cz. III - Radosław Wojtaszek!


Za kilka godzin Radek Wojtaszek zagra w Dortmundzie czarnymi z Władimirem Kramnikiem, czas więc jest bardzo gorący. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że rok 2017 jest dla Wojtaszka przełomowy jeśli chodzi o ilość zaproszeń na bardzo silne turnieje. Nasz arcymistrz jest widoczny jak nigdy i życzyłbym sobie, żeby ta tendencja w jego karierze utrzymała się jak najdłużej. Grze Radka Wojtaszka przyglądam się od bardzo dawna, komentuję ją, przeżywam. Sam arcymistrz jest częstym gościem na mojej stronie - zwykle po bardzo ważnych zawodach przeprowadzam z nim obszerny wywiad, z którego czytelnicy dowiadują się o wszystkich istotnych szczegółach jego występu. Radek Wojtaszek stale trzyma się w okolicy kosmicznego (jak na polskie warunki) rankingu 2740 elo, a jedynym szachistą, który może go zdetronizować w dłuższym odstępie czasu jest Janek Duda. Radek Wojtaszek ma ogromną wiedzę szachową, w środowisku szachów światowych, wśród komentatorów, uchodzi za fantastycznego teoretyka debiutowego, prawdziwego erudytę. Sądzę, że czeka nas jeszcze wiele świetnych występów Radka Wojtaszka i mnóstwo emocji z tym związanych. Już dzisiaj czeka nas mega-ciekawe spotkanie Wojtaszka z Kramnikiem, któremu w Dortmundzie jak na razie nie specjalnie idzie. Zapraszam do kolejnego mini-wywiadu z pierwszą szachownicą polskiej reprezentacji!!

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kto był twoim pierwszym trenerem i ile miałeś lat gdy zacząłeś grać w szachy?

Pierwszym moim trenerem był zmarły niedawno Pan Marian Wodzisławski w klubie MTS Kwidzyn. Był prawdziwym pasjonatem i bardzo wiele mu zawdzięczam. Zasad natomiast nauczył mnie dziadek Jan, gdy miałem około 4 lat.

Który z podręczników szachowych przestudiowałeś jako pierwszy?

„Mój System” Nimzowitscha.

Które z książek szachowych pomogły ci najbardziej w szachowym rozwoju?

Nie ma jednej konkretnej.

Którego szachistę uważasz za „Szachistę Wszechczasów” i dlaczego?

Pewnie obiektywnie powinien być to Garry Kasparov, ale dla mnie jest to Vishy Anand – wygrał Mistrzostwo Świata w każdym możliwym formacie rozgrywkowym. Myślę, że z perspektywy czasu będzie on oceniany w jednym rzędzie z Kasparovem czy Fischerem.


Wojtaszek na DMŚ był prawdziwym liderem reprezentacji! Foto:Organizatorzy.

Który szachista najbardziej cię zainspirował?

Vishy Anand, współpraca z nim ukształtowała mnie jako szachistę.

Najbardziej zabawna scenka, anegdotka, która cię się przydarzyła w czasie twojej szachowej kariery (może być kilka)?

Podczas jednego z turnieju na sali gry były przerwy w dostawie energii przez co 3 razy gasło światło. Może nie było to zabawne, ale z pewnością nie zdarza się to codziennie:)

Najbardziej nieprzyjemne zdarzenie, które cię spotkało podczas gry (też może być kilka)?

Na szczęście nie przypominam sobie nic takiego!

Wymień partie z których jesteś najbardziej dumny.

Wojtaszek-Carlsen 1:0, Wojtaszek-Caruana 1:0, obie podczas pamiętnego Wijk aan Zee, Niedawna wygrana z Mamedyarovem w Shamkirze także jest wysoko. (Poniżej dwa pojedynki Wojtaszka: pierwsza partia to wygrana białymi z Carlsenem w "holenderce", druga partia to niedawna wygrana nad Mamedjarowem na turnieju w Shamkir.)







Twój największy turniejowy sukces?

Zdecydowanie jeszcze przede mną.

Największa zmarnowana szansa w twojej sportowej karierze.

Skończenie na „-2” Wijk aan Zee 2015, mimo wygranych z Carlsenem i Caruaną.

Wymień najmocniejszą oraz najsłabszą stronę w twojej grze.

Myślę, że jestem uniwersalnym zawodnikiem, choć nacisk kładę na przygotowanie debiutowe, jak wszyscy na moim poziomie.


W 2017 kariera R. Wojtaszka nabrała tempa! Foto: Organizatorzy.

Jak spędzasz wolny czas?

Nie mam go za wiele, więc przeważnie akurat odpoczywam po turnieju lub przygotowuje się już do następnego.

Jaki jest twój ulubiony rodzaj muzyki, zespół.

W zależności od nastroju, praktycznie wszystko oprócz rapu.

Twoja ulubiona literatura, autorzy, których najbardziej cenisz.

Czytam głównie biografie, a moja ulubiona książka to autobiografia Andre Agassiego „Open”.

Rodzaj kuchni, którą lubisz, ulubione danie.

Kuchnia mojej Żony :) Lubię kuchnię indyjską, ogólnie uważam, że warto próbować nowych dań jak tylko jest możliwość.

Kim chciałeś zostać, zanim zostałeś zawodowym szachistą?

Od kiedy pamiętam chciałem grać w szachy i uważam się za szczęściarza, że moje hobby może być również moim zawodem.

Jakie są twoje plany, marzenia.

Jeśli chodzi o plany, to niebawem zaczynam już przygotowania do kolejnego startu czyli bardzo silnego turnieju w Dortmundzie. Potem czeka mnie liga hiszpańska i docelowo Puchar Świata. Marzenia zostawię dla siebie:)


sobota, 15 lipca 2017

Poznajemy bliżej brązowych medalistów Drużynowych Mistrzostw Świata - cz. II - Grzegorz Gajewski!


Za kilka chwil Radek Wojtaszek rozpoczyna turniej w Dortmundzie i liczę na jego dobry występ. Moje apetyty na sukcesy nie gasną, wręcz zostały ostatnim występem Polaków w Chanty-Mansyjsku mocno pobudzone. Grzesiek Gajewski walnie przyczynił się do sukcesu drużyny na DMŚ - od pewnego czasu przejął też pałeczkę od Radka Wojtaszka i sekunduje Anandowi w wielu ważnych turniejach. Rzeczywistość pracy z legendarnym szachistą daje potężny impuls do pracy nad sobą co z całą pewnością będzie procentowało latami. Bez zbędnych ceregieli i przydługich wstępów, zapraszam was na kolejny wywiad z brązowym medalistą DMŚ! Grześka Gajewskiego cenię za humor oraz dystans do siebie, co w wielu miejscach napotkacie w wywiadzie. Na uwagę też zasługuje zjawiskowa partia z Kuzntesovem, którą obowiązkowo musicie zobaczyć! Jest to kawałek szachów, który po prostu zachwyca. Zapraszam do lektury!!

---------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kto był twoim pierwszym trenerem i ile miałeś lat gdy zacząłeś grać w szachy?

Bogusław Boder - przyszedł do mojego przedszkola, pozadawał trochę pytań...Pamiętam, że zagiął mnie na 8x10, ale poza tym dałem sobie radę ;)
No i stwierdził, że nadaję się do szachów, także w wieku 7 lat poszedłem do klasy szachowej, gdzie zajął się mną już na poważnie. Grać nauczyłem się chyba w wieku 6 lat.

Który z podręczników szachowych przestudiowałeś jako pierwszy?

Oj nie pamiętam zupełnie...Mój trener korzystał z różnych książek, wybierając to, co uznał dla mnie za istotne, zaś ja sam skakałem po nich dość losowo. Różnie też było z dostępnością - pamiętam np., że chodziłem do biblioteki i brałem to, co akurat było na półce. Zupełnie na poważnie przestudiowałem więc Karpow-Kasparow Awerbacha, a przecież dla małego dziecka to musiała być totalna nuda, same remisy!

Które z książek szachowych pomogły ci najbardziej w szachowym rozwoju?

Wiem, że duży wpływ miały na mnie serie książek o twórczości Alechina, a później pozycje Dworeckiego, ale to znów zupełnie przypadkowo - po prostu akurat te pozycje tłumaczył Bogdan Zerek ;)

Którego szachistę uważasz za „Szachistę Wszechczasów” i dlaczego?

Wydaje mi się, że Kasparow - on nie tylko zdominował, ale i zmienił grę i podejście do niej diametralnie. Podobnie było w przypadku Fischera, ale akurat on był na szczycie zbyt krótko.

Który szachista najbardziej cię zainspirował?

Alechin/Tal

Najbardziej zabawna scenka, anegdotka, która cię się przydarzyła w czasie twojej szachowej kariery (może być kilka)?

Niemal równo 10 lat temu na turnieju Pardubicach grałem białymi z australijskim szachistą Davidem Smerdonem. Po wykonaniu szóstego posunięcia zacząłem się spokojnie przechadzać po sali gry. W pewnym momencie zobaczyłem na telebimie, że pionek mojego rywala stoi nie na a7 a na a6. Szybko wróciłem do szachownicy i zapisałem 6...a7-a6. Po krótkim namyśle postanowiłem wykonać posunięcie - nie pamiętam jakie. Gdy sięgnąłem po figurę zobaczyłem jednak autentyczny szok i przerażenie w oczach mojego przeciwnika. Cofnąłem rękę i odruchowo zerkając na swój czas i ze zdziwieniem stwierdziłem, że Smerdon nie przełączył zegara! Wtedy spojrzałem na zapis i z jeszcze większym zdziwieniem stwierdziłem, że mój przeciwnik zagrał a7-a6 także w czwartym posunięciu! Dopiero wtedy popatrzyłem na rywala, który nawet nie próbował powstrzymać śmiechu…



Grzesiek Gajewski - spojrzenie kobry tuż przed atakiem na ofiarę ;). Foto: Organizatorzy DMŚ w Chanty-Mansyjsku.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Ładnych parę lat wcześniej na lidze juniorów podejmowałem czarnymi Mateusza Bartla. Rozegraliśmy popularny wówczas Atak Angielski w Wariancie Najdorfa. Myślę, że warto przytoczyć początek partii:

1.e4 c5 2.Sf3 d6 3.d4 cxd4 4.Sxd4 Sf6 5.Sc3 a6 6.Ge3 e6 7.f3 b5 8.Hd2 Sbd7 9.g4 h6 10.0-0-0 Gb7 11.h4 b4 12.Sa4 Ha5 13.b3

Jest to jedna z głównych pozycji wariantu i mogliśmy w niej podziwiać popisy samego Kasparowa i to obydwoma kolorami. Właśnie pod wpływem Kasparowa, czy może raczej sygnowanej jego nazwiskiem, nie działającej już od dawna strony Kasparovchess.com, przygotowałem ten system czarnymi. Na stronie tej było dostępnych wiele ciekawych artykułów teoretycznych autorstwa m.in. cenionego teoretyka Sergieja Szipowa. Właśnie on polecił w tej pozycji mało znaną kontynuację…13...Be7!? (patrz diagram poniżej)





Zamiast automatycznego 13...Sc5 czarne wykonują to rozwijająco-wyczekujące posunięcie, pozostawiając bogaty lecz bardzo niejasny wybór stronie przeciwnej. Pamiętam do dziś, że rozpatrywanymi przez rosyjskiego arcymistrza posunięciami były m.in. 14.Kb1 na co czarne odpowiadały 14...Sc5 lub 14.Gh3 na co utkwiła mi w pamięci standardowa, lecz zawsze ciekawa odpowiedź 14...g5!?
Zgodnie z moimi oczekiwaniami Mateusz nie spodziewał się tego ruchu i popadł w głębszy namysł, ja zaś dumny ze swojego przygotowania przechadzałem się dostojnie po sali gry, jak na prawdziwego mistrza przystało. W pewnym momencie zobaczyłem, że białe zagrały, szybko wróciłem do stolika przelotnie spojrzałem na pozycję, zapisałem 14.Gh3 i siedząc bokiem do szachownicy - jak na prawdziwego mistrza przystało - pewną ręką odegrałem 14...g5. Zanim ponownie wstałem od stolika, zerknąłem jeszcze szybko na szachownicę i ku mojemu zdziwieniu biały goniec na h3 zamienił się w wieżę! Próbowałem, jeszcze robić dobrą minę do złej gry, jednak po 15.hxg5 Sh7 16.gxh6, nawet najlepsza mowa ciała nie byłaby w stanie mi pomóc i po kilku wymuszonych posunięciach poddałem się. Bardzo cenna lekcja… :-)

Najbardziej nieprzyjemne zdarzenie, które cię spotkało podczas gry (też może być kilka)?

Nie mam chyba takiego jednego, ale odniosłem kilka bardzo bolesnych porażek Olimpiadach czy Drużynowych Mistrzostwach Europy, gdy - po rozegraniu świetnych partii - w wygranych pozycjach popełniałem głupie błędy, co chyba za każdym razem przesądzało o wyniku meczu...




Wymień partie z których jesteś najbardziej dumny.

Na pewno Kuznetsov - Gajewski za wkład w teorię szachową oraz niewątpliwe walory estetyczne. Gajewski - Vachier-Lagrave, bo to moje jedyne zwycięstwo z tak silnym przeciwnikiem zwłaszcza, że musiałem się wtedy niesamowicie napracować, graliśmy chyba z 7 godzin i cała partia stała na naprawdę niezłym poziomie. (Poniżej zjawiskowa partia partia Grześka Gajewskiego z Kuznetsovem rozegrana w Pardubicach) 





Twój największy turniejowy sukces.

Najbardziej efektownie brzmi wygrana w Capelle la Grande ale biorąc pod uwagę skalę trudności czy też poziom gry - zdecydowanie Memoriał Najdorfa 2016.


Największa zmarnowana szansa w twojej sportowej karierze.

Myślę, że to jeszcze przede mną :-)

Wymień najmocniejszą oraz najsłabszą stronę w twojej grze.

Wiem co zrobić z inicjatywą, ale za to jestem słabiutki w obronie.

Jak spędzasz wolny czas?

Co to jest?

Jaki jest twój ulubiony rodzaj muzyki, zespół?

Nie ma ulubionego rodzaju, a zespół to Tool/Radiohead

Twoja ulubiona literatura, autorzy, których najbardziej cenisz.

Houellebecqa lubię, ale ogólnie to czytam dużo za mało.

Rodzaj kuchni, którą lubisz, ulubione danie.

Włoska, Hinduska i ogólnie kuchnia Azjatycka a ulubione dania ciągle się zmieniają.

Kim chciałeś zostać, zanim zostałeś zawodowym szachistą?

Pewnie strażakiem.

Jakie są twoje plany, marzenia.


Moim planem jest cały czas pracować i się rozwijać zaś marzenia zostawię dla siebie.


czwartek, 6 lipca 2017

Poznajemy bliżej brązowych medalistów Drużynowych Mistrzostw Świata - cz. I - Mateusz Bartel!


Od dzisiaj, na mojej stronie rozpoczynam cykl mini-wywiadów z brązowymi medalistami DMŚ, które odbyły się niedawno w Chanty-Mansyjsku. Zdarza się nader często, że zespół, któremu kibicujemy nas zawodzi, wtedy nie szczędzimy słów krytyki, jednak gdy drużyna odnosi sukces, zdawkowo kwitujemy sprawę krótkimi gratulacjami, jakby medalowy występ był czymś oczywistym, jak najbardziej oczekiwanym. Na drugi dzień o sukcesie już mało kto pamięta i wracamy do szarej codzienności. Według mnie nie powinno tak być. Na sukces polskich szachistów, czekałem jak nikt inny. Ileż czasu i nerwów straciłem komentując, kibicując naszej szachowej męskiej reprezentacji! Przeżyłem wiele chwil ciężkich, ale teraz wreszcie mam możliwość podelektować się wspaniałym sukcesem Polaków. Chcę, aby na jakiś czas, właśnie szybko uciekający czas, zatrzymał się, stąd pomysł na ten mini cykl, który powinien czytelnikowi przynieść dużo pozytywnych wrażeń, radości. W kolejności publikacji nie kieruję się żadnym kluczem - raczej zamieszczam sylwetki naszych szachistów bez jakiegoś kontekstu - decyduje moment napłynięcia ankiety na moją pocztę. Mateusz Bartel jako pierwszy wpada więc pod krzyżowy ogień pytań. Jeśli ktoś ma wątpliwości dotyczące tego jak bardzo nasz szachista jest utytułowany, wystarczy aby przeczytał na Wikipedii jego życiorys sportowy. Od czasów juniora, aż do teraz, Mateusz Bartel zdobywa medal za medalem, a teraz dorzuca do kolekcji, wraz całym polskim zespołem kolejny, bardzo cenny brązowy krążek! No, ale dość już tego przydługiego wstępu - zapraszam wszystkich do lektury!

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kto był twoim pierwszym trenerem i ile miałeś lat gdy zacząłeś grać w szachy?

         Początki to zasługa mojego Taty, Marka, który nauczył mojego brata i mnie gry w szachy w okolicach 1991 roku. Michał miał wtedy 5 lat, a ja sześć i chorowaliśmy na ospę.  Na pierwszych etapach gry, Tata sporo nas nauczył, bo miał fajne podejście metodyczne. Ciekawostką jest to, że to właśnie Tata nauczył mnie matowania gońcem i skoczkiem. Mimo wszystko jednak mój rozwój szachowy na etapie od bez kategorii do „dwójki” to zasługa tego, że trafiliśmy z bratem do szkółki szachowej warszawskiej „Polonii”, prawdziwej kuźni talentów, gdzie zajęcia z dziećmi prowadzili wybitni fachowcy: Tomasz Lissowski, Adam Umiastowski i nieżyjący już, niestety, Wojciech Ehrenfeucht. W późniejszym czasie trenerów miałem bardzo wielu i na współpracy z każdym skorzystałem.

Który z podręczników szachowych przestudiowałeś jako pierwszy?

         Nie jestem pewien, czy w młodości jakąkolwiek książkę przeczytałem od „A” do „Z”. Rozpoczynałem wiele, ale ze skończeniem było gorzej. Kilka razy zrobiłem książkę z kombinacjami pt. „Riecept od gluposti”, co nie zmienia faktu, że z tych „gluposti” wcale się nie wyleczyłem.

Które z książek szachowych pomogły ci najbardziej w szachowym rozwoju?

         Myślę, że najwięcej wyniosłem na współpracy z trenerami, a książki nie miały na mój rozwój aż takiego wpływu. Patrząc jednak na styl, to „300 partii Alechina” odbiło swoje piętno.

Którego szachistę uważasz za „Szachistę Wszechczasów” i dlaczego?

         Prawdę mówiąc, to strasznie nie lubię tego pytania, bo jest ono abstrakcyjne. Każdy mistrz świata zapisał się wielkimi zgłoskami w historii szachów, a jaki jest cel mierzenia tego, kto był największy? Poza tym ciekawsze jest wspominanie niespełnionych, bo o największych mistrzach powiedziano wiele. Tutaj jedno z czołowych miejsc ma u mnie Bent Larsen, wyjątkowo ciekawy i kreatywny zawodnik.

Który szachista najbardziej cię zainspirował?

         Myślę, że skupiłbym się tutaj na krajowym podwórku. Na różnych etapach kariery sporo korzystałem na pomocy starszych (i młodszych) kolegów. Jacek Gdański, Bartek Macieja, Bartosz Soćko czy Radek Wojtaszek – wszyscy Ci zawodnicy w mniejszym lub większym stopniu mi pomagali. A czy była to inspiracja? W pewnym stopniu, na pewno.

Najbardziej zabawna scenka, anegdotka, która Ci się przydarzyła w czasie twojej szachowej kariery (może być kilka)?

         Do tego typu rzeczy jakoś nie mam pamięci. Mam w głowie kilka historii, ale raczej nie dotyczą one mnie, więc nie wiem czy na pewno chcę je rozpowszechniać. Natomiast jeśli chodzi historie na mój temat...no cóż, na myśl przychodzi mi tylko sytuacja z jednego Memoriału Gawlikowskiego, kiedy to Wasyl Iwańczuk podszedł do mnie i zapytał „Sud'ja, kagda bud'iet zakrytie?” („Sędzio, kiedy będzie zakończenie?”). Mogę dodać, że już od dobrych kilku lat byłem wówczas arcymistrzem, a z Wasylem nie raz się witałem na różnych turniejach. Z tego typu historii niezła jest także ta z mistrzostw Europy w Aix-les-Bains w 2011 roku, kiedy to Ivan Sokolov wziął Jolę Zawadzką za kelnerkę i poprosił ją o podanie kawy. Jakież było jego zdziwienie, gdy kilka dni później z tą samą „kelnerką” zremisował partię!

Najbardziej nieprzyjemne zdarzenie, które cię spotkało podczas gry (też może być kilka)?

         Zdecydowanie najbardziej nieprzyjemne było obserwowanie w akcji gruzińskiego zawodnika Gaioza Nigalidze, którego zdyskwalifikowano za oszukiwanie za pomocą programów szachowych. Wraz z Bartoszem Soćko, wzięliśmy go na oko podczas mistrzostw Europy w Erywaniu, bo zachowywał się wyjątkowo podejrzanie. Z Bartoszem partię wygrał, chodząc wielokrotnie do toalety, a wracając z niej robiąc szybkie serie silnych ruchów, a następnie myląc się, gdy coś grał samodzielnie. W tamtych ME pokonał taże kilku silnych arcymistrzów, inne partie przegrywając (ale zachowując się wówczas normalnie). Co ciekawe, poinformowaliśmy o tym sędziów, prosząc aby przyjrzeli się temu zawodnikowi. Zaawansowani wiekowo arbitrzy nas wysłuchali, ale sprawę, mówiąc brzydko, olali, co jest chyba najbardziej przykre w całej opowieści (i tylko potwierdza moje odczucie, że większość sędziów szachowych uważa, że sprawowanie ich roli to przygotowanie blankietów i nastawienie zegarów). Później, w kilku turniejach,  Nigalidze zachowywał się bardzo podobnie (niektóre nawet wygrywając!) i trzeba było dopiero zdecydowanego arbitra na turnieju w Dubaju, który do spółki z organizatorem śledził poczynania Gruzina, znajdując ukryty telefon w toalecie. Mimo, że z Gruzinem nie grałem (poza grą w piłkę), to cała ta historia do dziś jest dla mnie przykra. Jeszcze bardziej nieprzyjemna musi być dla Bartosza, bo przegranie z oszustem pozostawia ślad w psychice.

Wymień partie, z których jesteś najbardziej dumny.

         Jeśli chodzi o jakość gry i poziom partii, to najbardziej ceniłem zawsze partię Bartel – Soćko, Warszawa 2011 oraz Wojtaszek – Bartel, Warszawa 2012. Z tym, że swoje partie generalnie pamiętam dość słabo i musiałbym przejrzeć je wszystkie jeszcze raz, bo być może jakaś fajna partia mi umknęła.






Twój największy turniejowy sukces.

         Cóż, tutaj nikogo nie zaskoczę, mówiąc, że było to wygranie Aerofłotu w 2012 roku. Ta odpowiedź, zresztą, ma wielkie szanse, aby nigdy się nie zmienić... Mimo to, muszę powiedzieć, że jeśli chodzi o poziom gry, bardziej cenię sobie wygranie MP w 2011 roku, gdzie nie przegrałem żadnej partii, a moja gra sprawiła mi dużo satysfakcji. Do tego doszedłby także turniej w Biel w 2013 roku, gdybym go wygrał – a niestety, wypuściłem tam ogrom punktów. Szkoda, bo poziom gry w większości partii był bardzo fajny. (Poniżej partia grana na ME, która dała Mateuszowi brązowy medal. Jerozolima, Izrael 2015 r. red.)




Największa zmarnowana szansa w twojej sportowej karierze.

         O, tych byłoby sporo! Bardzo żałuję mistrzostw Polski do lat 10 w 1994 roku, kiedy to zacząłem – bodajże – 5,5 z 6, pokonując Kamila Mitonia, a potem niestety nie zmieściłem się nawet na podium, po drodze nie dając – chyba w 9 lub 10 rundzie – mata w 2 Przemysławowi Zielińskiemu. Nieco później, bo w 1998 roku przegrałem bardzo ważną partię ze Staszkiem Zawadzkim podczas MP 14. Po debiucie miałem figurę więcej i łatwą wygraną, a partię przegrałem i straciłem jakiekolwiek szanse na medalową lokatę. Na MŚ ani ME w tamtym roku nie pojechałem, a był to okres, kiedy skoczyłem z 2150 na 2350 i mogłem powalczyć o dobre miejsca w silnej stawce – a do 14 lat grali niemalże wszyscy najlepsi.
         Później, w seniorskiej karierze ogromnie żałuję wypuszczenia łatwej wygranej w ostatniej rundzie ME w 2007 roku w Dreźnie. Wówczas moim rywalem był Liviu-Dieter Nisipeanu. Po debiucie miałem lepszą pozycję, później sporo popsułem i partia powinna się zakończyć powtórzeniem ruchów. Niemiec (a wówczas Rumun), spróbował jednak grać na wygraną i dostałem taką pozycję, że naprawdę trzeba się było postarać, aby partii nie wygrać. Miałem nie tylko łatwo dochodzące pionki, ale także 15 minut, a rywal 30 sekund. Partia zakończyła się remisem. W przypadku wygranej podzieliłbym w ME miejsca, bodajże, 1-8 i brałbym udział w dogrywce w szachy szybkie, bo taki był wówczas system rozgrywek.
         Kolejnym turniejem, którego bardzo żałuję, był Aerofłot 2016, a konkretniej partia z Borysem Gelfandem. W „moim” Sb3 w Najdorfie dostałem świetną pozycję, na dobrą sprawę wygraną. Gdybym dowiózł przewagę i partię wygrał, w ostatniej rundzie miałbym niezłe szanse na pierwsze miejsce nawet przy remisie. Niestety, Gelfanda nie ograłem, ba!, doświadczony arcymistrz przechwycił inicjatywę i długo się broniłem. Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo żałuję tej szansy, bo wygranie Aerofłotu dwa razy w karierze, dla zawodnika mojego poziomu, byłoby czymś wyjątkowym.




Wymień najmocniejszą oraz najsłabszą stronę w twojej grze.

         Po ostatnich turniejach tych pierwszych kompletnie nie pamiętam, a o drugich nie będę wspominał. Zarówno o jedno, jak i drugie najlepiej zapytać innych.

Jak spędzasz wolny czas?

         Ostatnio w ogóle go nie mam! Jestem domatorem, lubię spędzać czas u siebie w domu z żoną Martą, a ostatnio także z synkiem, Kazimierzem. Do tego bardzo lubię grać w piłkę nożną, zresztą w każdej postaci – czy to na boisku, czy to przed komputerem (choć dużo bardziej, jednak, na boisku!).


Dzień wolny na DMŚ w Chnaty-Mansyjsku - Mateusz Bartel w akcji! Foto: Organizatorzy.

Jaki jest twój ulubiony rodzaj muzyki, zespół.

         To kolejne pytanie, za którym nie przepadam, bo zbyt wiele zespołów trzeba by wykreślić. Nie chcę się określać, bo w muzyce lubię  to, że czasami spodoba mi się coś z gatunku, po którym nie spodziewałbym się, że miły dla ucha. Nigdy bym nie powiedział, że będę słuchał rosyjskiej muzyki, a jakiś czas temu bardzo spodobała mi się grupa Kino, która z uwagi na śmierć wokalisty nie istnieje już od ponad 25 lat. Poza tym, słucham głównie różnych odmian rocka, lubię muzykę lat 80., o czasach młodości przypominają mi lata 90, przez jakiś czas słuchałem jazzu czy trip hopu. Wszystkiego po trochu, jak wspominałem lubię odkrywać i sprawia mi frajdę jak znajduję zapomniany zespół, o którym nie miałem pojęcia – np. „Mother Love Bone”. Szukanie muzyki to świetna przygoda, zwłaszcza w dobie Internetu. Swoją drogą – mogę to dodać do odpowiedzi na poprzednie pytanie – lubię słuchać i.... śpiewać, bo czasami (niestety) zamiast trenować włączam sobie karaoke...
         Jak byłem młodszy, to moją dewizą było „Słucham wszystkiego poza disco polo i heavy metalem”. To pierwsze nie zmieniło się – nie rozumiem rodaków, którzy zachwycają się tego typu „muzyką” - to drugie nie jest aktualne, bo heavy metal coś w sobie ma i choć nie wszystko jest dla mnie do przełknięcia, to wiele utworów uważam za majstersztyki.
         Jeszcze innym tematem jest to, czego słucham przed rundą. Tutaj miewałem różne etapy, najczęściej były to energetyczne piosenki, bojowo nastawiające. Kiedyś mój brat Michał puszczał mi przed partią „Lose Yourself” Eminema i choć nie jest to moja bajka, to przed partią znakomicie się sprawdzało. Miałem też epizod, kiedy przed partią słuchałem... „Jestem kobietą” Edyty Górniak. Efekt był zgoła nieoczekiwany – na KPE na Rodos zacząłem od porażki z 2300, potem wygrałem trzy partie, kolejno z 2300 oraz dwoma arcymistrzami 2630 i 2690, a potem znowu przegrać z 2300, w miniaturze z Anishem Giri i na koniec zremisować z 2300. Cóż, grałem jak...kobieta, nieprzewidywalnie!


M. Bartel (pierwszy z prawej) z brązowym medalem Drużynowych Mistrzostw Świata. Foto: Organizatorzy.

Twoja ulubiona literatura, autorzy, których najbardziej cenisz.

Czytam sporo, choć ostatnio głównie kryminały. Połknąłem całego Nesbo, Krajewskiego, Bondę, Miłoszewskiego, a teraz czytam Wrońskiego. Nie jest to bardzo ambitna literatura, ale też chyba nie najniższa. Z trochę bardziej ambitnych autorów przeczytałem sporo książek Mario Vargasa Llosy. Może właśnie nadchodzi pora wziąć się za bardziej ambitne książki, choć bardziej nastawiam się na coś w stylu „Poczytaj mi, Tato”.

Rodzaj kuchni, którą lubisz, ulubione danie.

Jak każdy Polak, cenię kuchnię domową i mam teraz dylemat, czy napisać, że ulubiona jest kuchnia Żony, Teściowej, Mamy czy którejś z Babć. Powiem, że wszystkie są super! Natomiast nie mogę powiedzieć, że jestem jakimś smakoszem z ulubioną kuchnią. Staram się natomiast próbować tradycyjnych potraw specyficznych dla konkretnych krajów.

Kim chciałeś zostać, zanim zostałeś zawodowym szachistą?

Nie pamiętam, w wieku 6-7 lat nie miałem jakichś konkretnych planów, a potem mocno czaiłem się na to, co teraz robię.

Jakie są twoje plany, marzenia.


Obecnie koncentruję się na szczęściu rodzinnym i mam nadzieję, że syn będzie rósł szybko i zdrowo. Jeśli chodzi o karierę szachową, to mam nadzieję się odbudować i w końcu zagrać turniej, który da mi satysfakcję i  będzie stał na wysokim poziomie w moim wykonaniu. Jestem mentalnie zmęczony graniem byle jakich partii i osiąganiem byle jakich wyników.