środa, 1 lutego 2017

Radosław Wojtaszek specjalnie dla "Psychologii i Szachów" analizuje swój występ w Tata Steel Chess!


Krzysztof Jopek: Przygotowania do superturnieju Tata Steel Chess zajęły ci kilka miesięcy. Jakim aspektom treningu poświęciłeś najwięcej uwagi?

Radosław Wojtaszek: Akurat mój start w Wijk aan Zee zbiegł się z faktem, że ostatnio zmieniłem trochę swój trening, staram się wprowadzać do niego nowe elementy. Na pewno więcej czasu poświęciłem na praktyczną grę, rozwiązywanie kombinacji i trening ogólno szachowy, czyli tym razem trochę mniej uwagi poświęciłem debiutom. Bardzo mocno też popracowałem nad kondycją i chyba w tej sferze najbardziej się poprawiłem, fizycznie wytrzymałem ten turniej bardzo dobrze. Niestety, jak to czasem bywa z wprowadzaniem nowości, odbyło się to trochę kosztem moich wcześniejszych silnych stron, czyli debiutów. Tutaj też chciałem wprowadzić kilka nowych rzeczy, najbardziej radykalną zmianą dla mnie było zagranie dwóch partii po 1.e4 e5. Uważam, że debiuty dalej stały na wysokim poziomie, ale niestety kilka razy też zapomniałem swoich analiz co drogo mnie kosztowało w partiach z Wesleyem i Magnusem. Obaj zagrali ze mną warianty, które miałem przeanalizowane wcześniej, ale ostatnio akurat jakiś czas ich nie powtarzałem. Mimo wszystko liczę, że te zmiany w treningu i otwarcie się na nowe rzeczy jakoś uda mi się połączyć z ciągle dobrym przygotowaniem debiutowym i na dłuższą metę da to dobre efekty.

K. J: Kto ci pomagał w rozpracowaniu rywali przed turniejem oraz w jego trakcie?

R. W: Jak zawsze wspierali mnie w przygotowaniach Mateusz Bartel i Grzesiek Gajewski. Tym razem pomagali mi także Marcin Dziuba oraz Kamil Dragun, jeszcze przed wyjazdem do U.S A na studia. Bardzo pomógł mi też Bartosz Soćko, mobilizując mnie cały czas do wysiłku fizycznego i to głównie dzięki niemu tak dobrze to wyszło od tej strony. Wszystkim im chciałbym bardzo podziękować za pomoc. 

K. J: Zanim przyjrzymy się bliżej twojej grze warto, tytułem wstępu, spojrzeć na rezultaty twoich przeciwników. Który z uczestników holenderskiego „Wimbledonu” zaskoczył cię bardzo dobrą postawą? Po kim spodziewałeś się dużo lepszego startu?

R. W: Na pewno na plus wszystkich zaskoczył Adhiban, niestety po części  dlatego, że otrzymał prezent ode mnie... In minus, hmm... ciężko powiedzieć, nie zastanawiałem sie nad tym kto jakie będzie miał oczekiwania.

K.J: Rzeczywiście, Adhiban był rewelacją tego turnieju. Jakoś podświadomie dzielę twój start na "do i od" tej niezwykle emocjonującej partii z Hindusem, którą przegrałeś. To była bardzo dziwna partia. Tuż po kontroli czasu wypuściłeś całą przewagę, wydawało się jakby zabrakło  ci sił, mówisz jednak, że z kondycją było o.k. Co się właściwie działo z tobą podczas tego meczu?

W. R: Myślę, że ta partia idealnie podsumowuje mój cały turniej: brakowało mi w tym turnieju stabilności. Nie był to problem fizyczny, bo przecież potem także grałem długie partie, a partia z Wei Yi była ostatnią, zakończoną w całym turnieju. Od początku partii z Adhibanem miałem problemy z czasem, popełniłem w grze środkowej kilka błędów i dostałem dość nieprzyjemną pozycje. W niedoczasie to przeciwnik popełnił jednak dwa grube błędy i w rezultacie, mimo przeciętnej gry, po kontroli, otrzymałem wygraną pozycję. Przeoczyłem jednak łatwą wygraną i pozycja się dość mocno skomplikowała. W środku byłem bardzo poirytowany tym i zacząłem popełniać kolejne błędy co w końcu skończyło się przegraną. Za wolna gra to problem, który prześladował mnie w wielu partiach. Do tego w tej partii doszły bardzo poważne podstawki, które normalnie mi się raczej nie zdarzają, a na pewno juz nie w takich ilościach. Bardzo głupia przegrana, która w dużej mierze zaważyła na ocenie mojego turnieju - jeśli przegrywa się z najniższym rankingiem to ciężko uznać takie zawody za udane...


Radek Wojtaszek w remisowym pojedynku z Anishem Girim. Foto: Organizatorzy.

 R. W (kontynuując): Z drugiej strony nie dzielę turnieju na „przed i po” tej partii. Była to ogromna wpadka ale nie jest tak, że przed nią grałem dobrze, a po niej źle.  Przez cały turniej, wydaje mi się, że grałem ciekawie, walecznie, dużo bardziej otwarcie niż wcześniej. Z drugiej strony ilość popełnianych przeze mnie błędów też była większa niż jestem przyzwyczajony. Myślę, że taka właśnie gra to trochę pokłosie zmian jakie wprowadziłem. Przy tylu nowych zmianach trochę posypała się gra, tzn. odchylenia od normalnej formy były większe niż normalnie, było trochę fajnych rzeczy, ale niestety dużo też złych. Mam nadzieję, że to kwestia czasu i wszystko zacznie działać jak najszybciej. Mimo słabszego wyniku ten turniej dał mi wiele nadziei i będę chciał zrobić wszystko (pracować jak najwięcej), żeby ustabilizować  trochę swoja grę, ale już z nowymi aspektami, czyli na wyższym poziomie. Tak jak już wspominałem, chodzi o to, żeby wcześniejsze pozytywy czyli np. dobre przygotowanie debiutowe połączyć z tymi nowymi takimi jak przygotowanie fizyczne czy wprowadzenie do repertuaru nowych otwarć.

K. J: Trzymajmy się konsekwentnie przegranych. Jakie były kulisy twoich dwóch spotkań z prawdziwymi gigantami, czyli Magnusem Carlsenem i zwycięzcą turnieju Wesleyem So?

 R. W: Przegrane z Magnusem i Wesleyem są bliźniacze: zaskoczony w debiucie, czego mogłem uniknąć (oba warianty miałem przygotowane jakiś czas temu) potem wolna gra i w kluczowych momentach nie miałem czasu. W obu partiach nie nawiązałem walki i tego mi szkoda. Z takimi zawodnikami przegrać można, ale nie tak jednostronnie. I w obu partiach byłem mocno zdeprymowany. Myślałem, że ten problem mam za sobą, ale jednak znowu w partiach z tymi najlepszymi stresuje mnie stawka. Co ciekawe, w partiach z Karjakinem czy Girim tego nie było. Jest to następny problem do wyeliminowania. A te zmiany w treningu - uznałem, że to jedyny sposób, żeby zrobić jeszcze jeden krok do przodu i rozwijać się.

K.J: Dużo mówisz o zmianach, a zwykle wprowadzanie nowego, pójście inną drogą, wynika z pewnego niezadowolenia z aktualnej sytuacji. Co w takim razie najbardziej ci przeszkadzało w twojej grze do teraz i jak to będzie wyglądało po zmianach?

R. W:  Przede wszystkim chcę być bardziej elastyczny i być w stanie grać więcej debiutów. Na przykład do tej pory na 1.e4 grałem głównie Najdorfa, co sprawiało, że było na mnie się stosunkowo prosto przygotować. Na Wijk aan Zee przygotowałem także Partię Hiszpańską. Trzeba jednak zrozumieć, że na tym poziomie odpowiednie przygotowanie debiutu to cały proces: analiza, ale potem zrozumienie struktur wynikających z danego debiutu, partie treningowe. To wszystko jest bardzo czasochłonne, ale liczę, że na dłuższą metę wyjdzie mi to na dobre. Najważniejsze dla mnie będzie zachowanie równowagi między wprowadzaniem zmian, a nie utraceniem wypracowanych do tej pory silnych stron. W uproszczeniu liczę, że za jakiś czas mój repertuar debiutowy będzie równie dobry jak do tej pory, ale po prostu bogatszy. Grając nowe debiuty automatycznie powstają inne struktury, co przekłada się na większą wiedzę w grze środkowej i potem w końcówkach. Do tego planuję dalej poprawić kondycję fizyczną.


Medytacje przed walką. Foto: Organizatorzy.

K.J: Wspomniałeś, że w partiach z Magnusem i Wesleyem byłeś mocno zdeprymowany, że stare błędy się odezwały. Problem dostrzegłeś, a znasz jego przyczynę? Masz pomysł w jaki sposób wyeliminować tą przypadłość tak, aby bez żadnych kompleksów siadać naprzeciwko tych najlepszych?

R. W: Przyczyna jest jasna - nie gram z nimi codziennie, dlatego przy każdej takiej sytuacji może pojawić się myślenie typu "teraz jest szansa, teraz jest okazja się pokazać", a to tylko dodatkowy stres, presja. Myślę, że znajdę odpowiednie nastawienie przed takimi partiami, czyli żeby traktować je jak każde inne. Skoro nauczyłem się już normalnie traktować partie np. z Karjakinem i Girim to myślę, że uda mi się to także w przyszłych partiach z Wesleyem i Magnusem.

K. J: Znasz chyba moją ocenę twojego startu w Wijk aan Zee, sądzę, że to nie były udane zawody w twoim wykonaniu, choć mając już świadomość, że turniej ten był dla ciebie swoistym poligonem, gdzie testowałeś nowości pod ostrzałem najmocniejszych armat, byłbym skłonny nieco złagodzić ocenę (ale tylko nieco). Czy mógłbyś ty sam ostatecznie ocenić i podsumować twój występ w Holandii?

R. W: Jedenaste miejsce na czternastu startujących zawsze będzie porażką. Ok, zrobiłem -1, co nie wygląda tak źle jak to 11 miejsce, ale też nie jest żadnym powodem do dumy. Nawet nie było tak, że nie trafiłem z formą, po prostu na dzień dzisiejszy odstaję od najlepszych na świecie. Były rzeczy z których byłem zadowolony, jak wcześniej wspomniana kondycja czy walka do końca. Zdecydowanie jednak brakowało mi stabilności i popełniłem za dużo błędów, a na tym poziomie to niewybaczalne.

K.J: Za kilka dni lecisz do Zjednoczonych Emiratów Arabskich zaproszony przez tamtejszą federację na treningowy mecz z Salemem. Opowiedz jak to będzie wyglądało...

R.W: Zagramy mecz treningowy złożony z 4 partii klasycznych i 12 błyskawicznych. Mecz nie będzie liczony do rankingu i partie z niego nie zostaną opublikowane. Salem będzie grał w Grand Prix, które odbędzie się za około 3 tygodnie także w Sharjah i federacja chciała, żeby dobrze się do niego przygotował. Dość szybko się zgodziłem. Dla mnie to też dobre rozwiązanie, bo będę mógł przetestować nowe debiuty w poważanych partiach, a jednocześnie nie zostaną one pokazane.

K. J: A czemu ty nie grasz w Grand Prix?

R. W: Do GP można było się zakwalifikować na podstawie średniego rankingu bodajże wszystkie listy czerwiec 2015 - czerwiec 2016, co dla mnie było zabójcze bo obejmowało listy po fatalnych dla mnie DME w Reykjaviku. Z obecnym rankingiem raczej bym uzyskał kwalifikację. Do tego 9 miejsc zostało przeznaczonych dla zawodników i federacji, którzy opłacą wpisowe (z tego właśnie punktu gra Salem). Wiem, że do PZSzachu trafiła taka oferta, ale kwota wpisowego była po prostu horrendalnie wysoka. Na dzień dzisiejszy w polskich szachach takich pieniędzy po prostu nie ma, dlatego nie winię nikogo, że takie pieniądze się nie znalazły.

K. J: Kolejne twoje starty w tym półroczu to...

R. W: Jestem w trakcie ustalania swojego kalendarza. Ogólnie chciałbym zagrać jak najwięcej partii w tym roku. Pod koniec marca są Mistrzostwa Polski, ale jeszcze nie podjąłem decyzji o udziale. W tym samym czasie są dwa openy w Emiratach z bardzo dobrymi warunkami i wysokimi nagrodami, które mogą się okazać bardzo dobrze obsadzone, a to zawsze okazja do partii z 2700+. Z ciekawszych planowanych startów mogę wymienić Drużynowe Mistrzostwa Świata, Puchar Świata i Drużynowe Mistrzostwa Europy. DMŚ są dla nas o tyle ciekawe, że zadebiutujemy na nich, należy pochwalić PZSach, że udało się wywalczyć miejsce, co na początku wcale nie wydało się oczywiste. Nie do końca wiadomo w jakich składach przyjadą najlepsze drużyny, bo w tym samym czasie odbywają inne ważne turnieje i np. Amerykanie mogą przyjechać osłabieni. Mimo tego drużyny jak Rosja czy Ukraina na pewno przyjadą w najsilniejszych zestawieniach i będzie to dla nas bardzo wymagający(i przez to też ciekawy!) turniej.

K.J: Przed tobą wiele pracy i wyzwań. Na twoim poziomie jeśli chodzi o trening więcej się dokłada niż ujmuje, dlatego życzę ci wytrwałości. Bardzo dziękuję za rozmowę!

R. W: Dziękuję!


13 komentarzy:

  1. Panie Radku dziękuję za walkę. Widać było, że próbował Pan coś zmienić w swojej grze. Przez najbliższe 4-5 lat i tak nie będzie w Polsce lepszego zawodnika niż Pan.

    "..tym razem trochę mniej uwagi poświęciłem debiutom"

    "Przegrane z Magnusem i Wesleyem są bliźniacze: zaskoczony w debiucie..."

    Mogę się założyć, że w Dortmundzie te dwa fragmenty będą wypominane Panu Radkowi przez najbliższy rok.

    "Do tego 9 miejsc zostało przeznaczonych dla zawodników i federacji, którzy opłacą wpisowe (z tego właśnie punktu gra Salem). Wiem, że do PZSzachu trafiła taka oferta, ale kwota wpisowego była po prostu horrendalnie wysoka. Na dzień dzisiejszy w polskich szachach takich pieniędzy po prostu nie ma, dlatego nie winię nikogo, że takie pieniądze się nie znalazły."

    A to jest akurat przykre, że PZSzach nie jest w stanie wysłać jednego (i to najlepszego) zawodnika na taki turniej.

    AJK

    OdpowiedzUsuń
  2. Wynik w Holandii, chociaż słabiutki, ale i tak lepszy niż gra. Dobrze, że w ostatniej rundzie, grający o bardzo wysokie miejsce Chińczyk tak przegiął lepszą pozycję. Zamiast udowodnienia prymatu w kraju ( co nie jest takie zupełnie oczywiste), lepszy finansowo turniej w Emiratach...
    Cieszy fakt pracy nad kondycja fizyczna, ale z gry i wypowiedzi wyraźnie widać pilną potrzebę profesjonalnego wspomagania psychologicznego. Jeśli chce się ścigać liderów światowych szachów, potrzebna jest absolutna determinacja w planach i działaniach, a nie przewaga kalkulacji rankingowo - finansowych. Naturalnie sprawa nie jest prosta, ale jeżeli otwarcie marzy się o takich celach, trzeba zaryzykować. Życzę Radkowi, aby odzyskał świeżość, radość z gry, zwłaszcza tej twórczej- nie komputerowej. Nie sądzę, aby Carlsen, czy So "łowili" Radka na warianty debiutowe, licząc na to, że zapomni swoich analiz. Jak widzimy, na szczęście w światowych szachach zaczęli dominować wszechstronni artyści szachowi ( Carlsen, Caruana, So, Nakamura ), którzy oprócz naturalnie dobrego warsztatu technicznego, potrafią wspaniale improwizować, a ich gra całkowicie pozbawiona jest poczucia strachu, czy też kalkulacji - rankingowej, czy też finansowej. Chyba właśnie dlatego im także te cele osiągać!

    OdpowiedzUsuń
  3. Moim skromnym zdaniem prymat Radka w kraju jest akurat jednoznacznie oczywisty. Wynika to nie tylko z klasy jego gry, rankingu i chociażby samego udziału w superturniejach (rzadko ale jednak), ale także z gry jego konkurentów z naszej krajowej czołówki. Widać to wyraźnie po grze Świercza i ostatnio Pioruna, którzy "chwilowo" stoją w miejscu i nie wchodzą nawet do 100-tki. Duda ma "maturalną" przerwę i potem może się
    zbierać przez dłuższy czas, a stara gwardia: Bartel, Gajewski i Soćko jednak ma już tendencje opadające. Więc niby co nie jest takie zupełnie oczywiste? Nawet jeśli z którymś z czołówki Radek miałby słabszą partię, to w meczu kilkupartiowym jest zdecydowanym faworytem. Więc niczego akurat udowadniać nie musi. Natomiast wspomniane turnieje w Emiratach mają też niezaprzeczalną wartość treningową- gra sporo naprawdę silnych graczy, więc Radek ma tutaj spore korzyści (nie tylko finansowe). "Życzeniowej" świeżości i twórczej radości z gry, to już raczej Radek na krajowym podwórku nie odzyska (bo niby w jaki sposób?, zdobycie mistrzostwa kraju da jedynie pewną satysfakcję). Zgadzam się natomiast, że potrzebna jest "profesjonalna produkcja motywacji i polotu" i to wszystko jeszcze na możliwie największym luzie! Cieszy, że Radek widzi potrzebę poszerzania repertuaru, co nie tylko zmyli nieco przeciwników ale też i poszerzy możliwości warsztatowe. Fajny i szczery wywiad, widać że są jeszcze "pewne możliwości" i samoocena chyba trafna. No i chyba wszyscy nieco za szybko widzimy już Radka w tej "dziesiątce", co jest jednak piekielnie trudne a być może w ogóle nie realne? A może to najlepsze dla nas- kibiców, dopiero przed nami i, jak mawia mistrz Kamil Stoch: "trzeba sto razy przegrać, aby raz wygrać..." (coś wielkiego). A z tym "biednym" PZSzach, to rzeczywiście przykre... Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Potrzeba jest mocnego systemu, który wyławiałby talenty na etapie 4-5 roku życia. Przykładowo spółdzielnie na osiedlach powinny organizować turnieje tylko dla mieszkańców osiedli ze względnie wysokimi nagrodami powiedzmy 2000 pln. Jak na amatorski turniej to dużo. Powinni być zapraszani znawcy, nie znafcy którzy by to obserwowali, myślę że po roku mielibyśmy na celowniku dużo więcej kandydatów. Ponadto ministerstwo sportu powinno czasem opłacić przyjazd Magnusa Carlsena czy Nepo by poopowiadał trochę o sobie, chodzi o motywację dla młodych i wzór do naśladowania. Częste symultany, lekcje w szkołach a jeśli nie lekcje to kółka zainteresowań organizowane przez dobrych trenerów. Jeśli takowych jest mało to trzeba by ich sprowadzić z zagranicy, jakoś w skokach siatkówce piłce nożnej stać nas na drogich trenerów. Ci od szachów byliby tańsi. Chory system trzeba uzdrowić .Nawołuję do tego na tym jednym z niewielu forów szachowych w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
  5. "Mat 21 stycznia 2017 o godz. 21:43 (http://www.blog.konikowski.net/2017/01/29/radoslaw-wojtaszek-gra-w-tata-steel/comment-page-1/#comment-347574)

    Słaba gra Wojtaszka nie jest dla mnie zaskoczeniem. Radek nie ma większego doświadczenia gry w superturniejach, a w ligach często gra ze słabymi przeciwnikami. Skoro nie dostaje zaproszeń na silne kołówki, to powinien grać w silnych openach."


    „Jestem w trakcie ustalania swojego kalendarza. Ogólnie chciałbym zagrać jak najwięcej partii w tym roku. Pod koniec marca są Mistrzostwa Polski, ale jeszcze nie podjąłem decyzji o udziale. W tym samym czasie są dwa openy w Emiratach z bardzo dobrymi warunkami i wysokimi nagrodami, które mogą się okazać bardzo dobrze obsadzone, a to zawsze okazja do partii z 2700+” – Radosław Wojtaszek"


    "Skoczek2 2 lutego 2017 o godz. 09:27
    (http://www.blog.konikowski.net/2017/02/02/mp-2017/#comments)

    Czy zawodnik Kadry Narodowej ma jakieś obowiązki? MP to prestiżowy turniej! Obecny prezes PZSzach w 2013 roku – wtedy jeszcze jako jako kandydat – w oparciu o swój „Plan działań na najbliższe cztery lata” mówił o szachach „aby stały się sportem rozpoznawalnym i odzyskały należny im prestiż w naszym kraju”. Polski super arcymistrz dwa lata temu nie uczestniczył, bo zawody rozegrano systemem szwajcarskim i bał się że straci na rankingu, jak sam opowiadał na konferencji prasowej a wtórował mu prezes PZSzach (!). Rok temu zagrał, bo była kołówka, ale narzekał na pomysł zrównania nagród z turniejem kobiet. Z drugiej strony mówi, że jego wysoki ranking i tak nie daje zaproszeń na super turnieje. Z trzeciej strony mówi, że szuka sponsora, aby móc rywalizować z top10, ale to już jego sprawa, czy kasę przeznaczy na trening czy swoje wydatki (!) Z piątej strony opowiada w radiu, że dostaje 3-4 tysiące miesięcznie od PZSzach. Panie Radosławie, jak żyć? PS. „Regulamin Kadry Narodowej. XI. Obowiązki członka Kadry Narodowej. 11.1.2. Członkowie Kadry Narodowej zobowiązani są do udziału w Indywidualnych Mistrzostwach Polski, o ile posiadają uprawniania” (zr. PZSzach)"

    Jeszcze się taki nie urodził by wszystkim dogodził. Z jednej strony marudzenie na brak udziału w silnych turniejach, a z drugiej oburzenie, że zawodnik rozważa udział w silnym turnieju kosztem MP.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już taki blog - w ślepej pasji szkodzenia wszystkim, którzy się z nimi nie zgadzają przeczą czasem sami sobie.

      Usuń
  6. I dzięki temu zawsze mają rację!

    OdpowiedzUsuń
  7. Wynik i miejsce Wojtaszka adekwatne do jego siły. Pewnego poziomu się nie przeskoczy. Piotrek

    OdpowiedzUsuń
  8. To ja z zupelnie innej beczki, zahaczę o małżonekę naszego arcymistrza. Tak tylko ze względu na nią czasami zerknę na Women's Moscow Open. Alnlina radzi sobie całkiem dobrze. Nie rozumiem dlaczego poddała partię w 4 rundzie? Błąd zapisu?
    Pzdr Lukasz

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny wywiad. Nie wiem, co się stało, że rozgrywki potoczyły się tak a nie inaczej, jednak wierzę, że gdy tylko Pan Radosław wypracuje swoją technikę i pozna jej słabe i mocne strony, będzie już tylko lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jedna nieszczęśliwa partia i zamiast jednego plusa, jeden minus.Dla szachowego kibica w Polsce taki Wojtaszek to skarb.Można śledzić jego partie z najsilniejszymi szachistami na świecie, mając nadzieję, że któregoś ogra. Wszelkie rady żeby Pan Radosław zmienił styl gry są chybione. Murarze typu: Giri, Karjakin czy Wojtaszek muszą tak grać.Karjakin raz chciał sobie pokombinować, poświęcił piona i zaraz przegrał. Podobnie jak doradzanie gdzie i kiedy ma grać. Może zagrać w IMP, albo nie, to jego sprawa. Mam nadzieję, że do Wojtaszka niedługo dołączy Duda.W odwodzie są jeszcze: Piorun, Dragun, Świercz, choć turniej w Gibraltarze pokazał, że przed Piorunem daleka droga jeszcze do 2700. Pozdrawiam i życzę sukcesów wszystkim naszym , a najbardziej oczywiście Dudzie, bo wszystkie Dudy to dobre chłopaki.
    Konserwa

    OdpowiedzUsuń
  11. Krzysiek żyjesz?

    OdpowiedzUsuń