piątek, 7 września 2012

"Raj bliski, raj daleki..."



Jeszcze kilka chwil temu, siedziałem przed ekranem laptopa i wpatrywałem się w tasiemcowo długą końcówkę Dariusza Świercza, który spokojnie ogrywał doświadczonego Zbynka Hraćka, jednak moje spojrzenie na ekran było jakby szukaniem czegoś w dali. Może myślałem, że ekran to lustro, przez które można przejść i znaleźć się w czasie sprzed siedmiu godzin, gdy jeszcze nic nie było wiadome? Może po drugiej stronie lustra chciałem znaleźć to, czego nie odnajdę tutaj, czyli medalu olimpijskiego naszych wojowniczek? Materia jest jednak twarda, a czas linearnie biegnie do przodu. Jest już wieczór i smutek...

Nie mam za bardzo sił wdawać się w analizę poszczególnych pojedynków, co miałem w zwyczaju czynić od początku Olimpiady w Istambule, jednak zdobędę się na ogólną ocenę meczu Polek.

Nasze wojowniczki zagrały dzisiaj zupełnie "bez prądu", i to w ich przypadku nie oznacza, że nie było walki. Myślę, że już od wczorajszego pojedynku, który dość szczęśliwie udało się wygrać, zaczęło brakować im zwyczajnie sił. Ostatnie dwie odsłony Olimpiady dla Polek charakteryzuje bilblijny cytat, gdzie "duch jest ochoczy, ale ciało słabe".
Iweta przegrała partię, której nie powinno się przegrać, a to w jaki sposób straciła piona na "a2", może świadczyć tylko o tym, o czym napisałem wyżej.
Monika Soćko w wariancie klasycznym obrony królewsko-indyjskiej stanęła w strasznym parterze i z tego parteru już nie wyszła do końca partii. Jola po debiucie stała gorzej, jednak podniosła się, wyrównała, ale tylko to. Karina walczyła jak tylko ona potrafi, stała lepiej, stała gorzej ale remis nic nam nie dawał... Smutno mi tak jak i Wam wojowniczki, a pocieszyć jak się należy nie potrafię na razie, bo sam bym chciał coś miłego usłyszeć od kogoś. W Istambule walczyłyście jak lwice i za to Wam dziękuję.

Jak to dobrze, że Olimpiada składa się z dwóch spotkań dla danej nacji. Dzisiejszy pojedynek "Biało-Czerwonych" z Czechami zaczął się bardzo źle, gdyż Bartosz Soćko, przegrał z Dawidem Navarrą w miniaturze. Fatalnie rozegrana partia przez Bartosza, o którego grze nie można powiedzieć nic pozytywnego. Na pierwszej desce byliśmy świadkami dalszego ciągu wielkiego "lotu ku chwale" naszego lidera - Radosława Wojtaszka. Do formy, lub jej braku, danego zawodnika mam nosa i węch iście wilczy - pamiętacie co mówiłem przed Istambułem o  Radku, że rozpocznie się jego wielka forma i zacznie zmiatać wszystko co napotka na swojej drodze? Tak właśnie gra nasz wielki mistrz i cieszmy się, bo po przerwie jest szansa na kapitalny wynik na dalekiej Syberii.
Ale to, co zaprezentował dziś (i nie tylko dziś, gdyż trwa to od początku Olimpiady) Bartłomiej Macieja, jest demostracją wielkiej klasy, mobilizacji, uporu oraz wspaniałej techniki gry w niedoczasie. Vlastimil Babula został dziś  dosłownie "przeczołgany" przez Bartka, który w swoim naturalnym środowisku, na sekundach, rozbił pozycję czeskiego arcymistrza. Wielkie brawa dla ostoi polskiej reprezentacji! Jak już wspomniałem, wygrał jako ostatni Darek Świercz, który po Istambule przekroczy psychologiczną granicę 2600 elo.

I to by było na tyle. Czekam na wasze wrażenia, analizy i oceny po dzisiejszym dniu. Dobrze, że jest jutro dzień wolnego. Wybieram się na "targi książki" do "Spodka". Pochodzę, pozwiedzam, może coś sobie kupię, a przede wszystkim poukładam wszystko w głowie pośród zapachu książek.

Z ostatniej chwili - Polacy po wygranej na Czechami są bardzo wysoko, bo na ósmym miejscu! Świetnie, super, doskonale! W pojedynku o pozostanie wysoko zagramy (siedzicie znów wygodnie w fotelach??:) )  z U.S.A czyli Gatą Kamskim i resztą brygady zaciężnej!
 Polki są również na ósmym miejscu i dostały bardzo mocną drużynę Armenii na pożegnanie z turniejem olimpijskim. Wygrajcie te spotkania "Biało-Czerwoni"!! Jesteśmy do końca z Wami!!




7 komentarzy:

  1. Szkoda dziewczyn, ale dzisiaj nie można było liczyć na nic więcej – skoro Monika nawet nie wyczołgała się z debiutu (a grała swoją koronną królewsko-indyjską, którą zna przecież na wylot), zaś Iweta właściwie oddała biały kolor otwierając 1.d4,d5 2.c3, to trudno było mieć nadzieje na sukces w starciu z tak silnymi rywalkami.
    Jednak panowie zaprezentowali się fantastycznie! Idę o zakład, że biedny Laznicka, „siedzący” na swoich pięknych centralnych pionach, nawet nie wiedział co go uderzyło i z której strony przyszło. Z kolei Darek Świercz pokazał wielkiego ducha walki. Przecież w pewnym momencie mecz był już wygrany, można było „wrzucić” remis i iść na kolację, ale on cisnął i cisnął…
    Uważam, że w starciu z Amerykanami wcale nie jesteśmy na przegranej pozycji, choć w beczce miodu jest i duża łyżka dziegciu. Nie mamy mianowicie drugiej deski. Zupełnie nie potrafię zrozumieć co się dzieje z Mateuszem od maja, a teraz jeszcze Soćko zaczął koszmarnie podstawiać…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że Mateusz bardzo przeżył Dortmund i jeszcze mu to nie wyszło z głowy do końca. On jest bardzo ambitny i chciał się tam dobrze zaprezentować, a nie udało się. Może dlatego?? Może nie oderwał się mentalnie od tego ostatniego turnieju? Nie wiem. Ze stanami pewnie zagra, bo Bartosz już dwa razy po rząd poległ. Partia Radka tak - to były "strzały znikąd" - kapitalna gra naszego reprezentanta!!

      Usuń
  2. Nie będę mógł oglądać relacji z ostatniej rundy od początku, bo akurat o 11-ej jest start półmaratonu w Pile. Biegnąc będę mógł się zastanawiać jak tam nasze drużyny ale nie dane mi będzie przeżywanie tych emocji ... może to i lepiej. Bez względu na wyniki ostatniej rundy oceniam występ naszych drużyn jako bardzo dobry. Nasi zawodnicy i zawodniczki (!) potrafią powalczyć z najlepszymi na świecie. Chciałbym, aby w ostatniej rundzie Nasi przynajmniej zremisowali. Zwycięstwa będą już naprawdę wielką rewelacją!
    Polska!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jacku bycie w "dziesiątce", jeśli się uda w niej pozostać, to byłby doskonały wynik! A ze Stanami przecież po dniu przerwy, świeżsi , możemy zagrać świetny mecz! Panie zresztą też, choć Armenia bardzo silna jest! Powodzenia w maratonie!!

      Usuń
  3. Nie wiem co sądzić o Mateuszu… On zawsze był zawodnikiem bardzo chimerycznym, o olbrzymich wahaniach formy. Kiedyś można było składać to na karb wieku, ale widzimy, że niestety nic się tutaj nie zmienia mimo upływu lat i rosnącego doświadczenia. Nie przekonuje mnie tłumaczenie obecnych problemów wpadką w Dortmundzie, gdyż przed tamtym turniejem był jeszcze mecz z Ukrainą, gdzie zagrał tragicznie słabo. Prawdę mówiąc, obserwując jego grę w Lublinie, byłem pełen optymizmu w stosunku do Dortmundu – znając te jego sinusoidy miałem nadzieję, że w Niemczech krzywa znowu pójdzie w górę (wiem, wiem, to takie myślenie życzeniowe typowego fana). Niestety, okazało się że bardzo mocno zanurkował w dół.
    Moja osobista interpretacja (ale przecież jestem amatorem, więc może nie powinienem tutaj się wypowiadać o kimś, kto ma ranking o 600pkt. wyższy od mojego) jest taka, że Bartel cierpi przez brak solidnej pozycyjnej szkoły w jego grze. Czasami wykonuje on posunięcia tak koszmarnie nienaturalne, że aż głowa boli (vide chociażby partia z Karjakinem: jak można było w ten sposób grać debiut z kimś o tej sile gry??). Oczywiście, to wszystko jest bardzo konkretne i trzyma się na obliczeniach, ale gdy te zawodzą jego gra się kompletnie sypie. Sam nie wiem…
    Cóż, nie zazdroszczę Krasenkowowi jego sytuacji: Bartel czy Soćko czarnymi na Kamskiego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja juz dawno o tym mówiłem,ze gdyby Mateusz miał rozumienie pozycyjne Radka choćby, to miałby już dawno 2700 +. Po prostu Mateusz gra świetnie kombinacyjnie, lubi komplikacje, aktywność, ale to musi być poparte głębokim rozumieniem pozycyjnym. A jego rozumienie jest takie, że te partie jego jakoś tak "wiszą w próżni" jak ataki dojdą celu fajnie, ale jak ktoś sparuje, a nie osłabi się, to nic z tego... Tak się nie da grać na światowym poziomie. Tu jest pole do popisu i pracy dla Mateusza!

      Usuń
  4. Czy ktoś wie, dlaczego Hráček nie przerwał partii po 50 posunięciach bez ruchu pionem i bez bicia. Przecież miał remis w kieszeni. Nie wiem też, dlaczego Darek Świercz zwlekał z g7-g6? On też nie liczył?

    OdpowiedzUsuń