sobota, 27 lipca 2013

"Mateusz Bartel ogrywa Jana Smeetsa i obejmuje prowadzenie w turnieju mistrzowskim w szwajcarskim Biel"




Tam, gdzie się dzieje ciekawie, gdzie się naprawdę dzieje, nie ma transmisji. Sprawa wydaje się o tyle dziwna, że turniej mistrzowski w Biel to jakby nie było silny "szwajcar" i trochę nie na miejscu jest brak bezpośredniego przekazu z pierwszych szachownic.
 Mateusz Bartel punktuje i jest na fali. To widać. Dziś ograł silnego Jana Smeetsa i wraz z Pentalą Harikrishną prowadzi na trzy rundy przed końcem turnieju mistrzowskiego. Jutro dojdzie do spotkania na szczycie, gdyż obaj liderzy spotkają się w bezpośrednim pojedynku. Szkoda, że nie mogę obejrzeć finałowych rund tego turnieju i o wszystkim dowiem się post factum. 
Do zwycięstwa w tych zawodach droga jednak daleka. Pozostało jeszcze pięć, bardzo ważnych rund i przy tak zwartej stawce liderów (jedenastu uczestników różni zaledwie pół punkta!) praktycznie wszystko jest możliwe. Tutaj kolosalne znaczenie ma odporność systemu nerwowego - na ten temat znalazłem interesujący artykuł psychologa sportu, Walerego Kryłowa, który w dość długim, ale bardzo interesującym tekście, opowiada o systemie nerwowym profesjonalnego szachisty, który jest poddawany długotrwałemu obciążeniu i stresowi: http://chess-news.ru/node/12808 Według Kryłowa Rosja utraciła tytuł Mistrza Świata w szachach ponieważ nie rozwiązała do końca problemu psychologicznego przygotowania, na który składa się wiele technik, sprawdzonych i z powodzeniem stosowanych choćby w sportach olimpijskich. Kryłow uważa, że do Rosji nie wróci tytuł Mistrza Świata w szachach dopóty, dopóki ci, którzy mając ten tytuł w zasięgu pod względem siły gry, nie rozwiążą indywidualnych problemów psychologicznego i fizycznego przygotowania. Oto krótki cytat z Kryłowa:

"Wielu arcymistrzów jest przekonanych o tym, że do zwycięstwa oprócz wiedzy czysto szachowej, nie potrzeba żadnych innych umiejętności. Oni jak dzikusy wyskoczyli z jaskiń, złapali komputery i z powrotem powrócili do epoki kamiennej. Oni nie wiedzą, że komputer wyrównał ich genetyczne oraz nabyte "możliwości szachowe" tak jak kolt, który zrównał kiedyś siłę fizyczną tych, którzy podbili Dziki Zachód, a więc Mistrzem Świata może zostać niekoniecznie ten, kto najlepiej gra w szachy".

Pogląd tyleż ciekawy, co dla wielu z pewnością kontrowersyjny. Sam chętnie się skłaniam ku takiemu ujęciu sprawy. Psychologia to nie wszystko, jednak fakty są takie, że w szachach ta gałąź wiedzy jako oręż wspomagający jest po prostu niedoceniana. Wytrzymałość, odporność psychiczna, opanowanie na dystansach nie znanych innym dyscyplinom, to bardzo ważne czynniki, które mogą, niekontrolowane w odpowiedni sposób, uniemożliwić wręcz osiąganie  poważnych sukcesów w szachach. Jak sobie nasz reprezentant poradzi w tych mega-stresowych rundach? Zobaczymy już wkrótce!
Tymczasem u naszych pań w Belgradzie runda znacznie gorsza. Dwa remisy i przegrana, to nie jest to co niedźwiadki lubią najbardziej ;). Zwłaszcza, że zarówno Monika jak i Jola miały niezłe pozycje po debiucie, dobre partie, jednak nie potrafiły przekuć tych przewag na cenne wygrane i awans w tabeli. Na osobne omówienie zasługuje partia Joasi Majdan-Gajewskiej z Natalią Pogoniną. Cały ten mecz był typowym, kobiecym pojedynkiem z trudnymi do policzenia zwrotami akcji. Przyznam, że z tych trzech pojedynków, ten właśnie zajął mnie najbardziej. Szkoda, że zakończenie tego meczu nie jest dla Joasi oraz kibiców satysfakcjonujące. Miejmy nadzieję, że jutro zobaczymy wygrane Polek i awanse w turniejowej tabeli. Istotnym jest, by nie dać uciec czołówce i być w samym czubie peletonu - w Belgradzie i tak zadecydują ostatnie trzy, cztery rundy.


4 komentarze:

  1. Pewnie wieżówka Joanny Majdan była remisowa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na chessnews łatwo pan znajdzie w dziale blogi! Zaraz linka może dam do posta!

    OdpowiedzUsuń